Korea. Kraj, w którym...

37
Mieszko Krzykowski
Korea. Kraj, w którym...

Dzisiaj czas na kilka(set) słów na temat zupełnie nie związany z elektroniką. Na początek małe pytanie. Z czym Wam się kojarzy Korea? Większość z Was zapewne właśnie pomyślała o którymś z niesławnych Kimów, bo znaczna część osób, słysząc o Korei, myśli o jej północnej części. A co z Koreą Południową? Teraz znaczna część z Was zapewne pomyślała o którejś ogromnej koreańskiej korporacji, typu Samsung, LG lub Hyundai. Niektórym może przewinęło się przez umysł słowo „e-sport”, „k-pop” lub piosenka Gangnam Style. Tylko nieliczni wymieniają coś innego. Krótko mówiąc, Korea to dla Polaka egzotyka, o której prawie nic nie wie. Czas to trochę zmienić.

Skąd się wziął ten tekst? Większą część września spędziłem w Korei Południowej, jako uczestnik pewnego programu „dokształcającego” dla dziennikarzy, organizowanego przez SNU (Seoul National University) i LG Sangnam Press Foundation (tak, fundacja ta należy do LG). W jego trakcie miałem okazję wysłuchać wykłady na temat koreańskiej kultury, ekonomii, systemu politycznego, historii, języka i dziennikarstwa, co miało mi pomóc zrozumieć Koreańczyków i stać się lepszym dziennikarzem. O ile mam wątpliwości, czy udało się osiągnąć ten drugi cel (bo z pustego i Salomon nie naleje), o tyle ten pierwszy – w pewnej mierze tak. Przy okazji, dzięki temu udało mi się zrozumieć skąd się wzięły takie firmy jak Samsung i LG. Co prawda, zdecydowanie nie jestem ekspertem w temacie koreanistyki, lecz myślę, że poniższy zbiór ciekawostek i całkowicie subiektywnych obserwacji może umilić niektórym z Was końcówkę weekendu (lub ciężki początek nowego tygodnia).

Zaczynamy. Korea. Kraj, w którym...

... można się doszukać pewnych niespodziewanych podobieństw do Polski

Pod koniec całego programu, gdy już miałem ogólne pojęcie na temat koreańskiej historii i sytuacji, jeden z przewodników oprowadzających moją grupę po pewnej buddyjskiej świątyni zapytał się mnie, czy zauważyłem co ciekawego łączy Koreę i Polskę. Szybko odpowiedziałem, że z mojego punktu widzenia wygląda na to, iż oba kraje zostały obdarzone „problematycznymi” sąsiadami i pewne zaszłości historyczne nadal utrudniają nasze kontakty z nimi. I trafiłem. My mamy swoich Niemców i Rosjan, a Korea – Chińczyków i Japończyków.

korea_161

Wspomniany przed chwilą Pan Przewodnik. Postanowił opuścić USA i zbadać Koreę tylko dlatego, że nikt nic nie wiedział o tym kraju. I jakoś tak utknął na kilkadziesiąt lat.

Chiny w dużej mierze przyczyniły się do tego, że Półwysep Koreański jest podzielony, a Japończycy... Ci to dopiero mieszali. W wielu miejscach, w których byłem, mogłem usłyszeć albo przeczytać notkę w stylu „oryginał został zniszczony/wywieziony przez Japończyków w roku xxxx”. Punktem kulminacyjnym niesnasek między Koreą a Japonią było włączenie Półwyspu Koreańskiego do Japonii w 1910 roku, w wyniku którego Korea zniknęła z map na 35 lat, a z powierzchni półwyspu zaczęło znikać koreańskie dziedzictwo kulturowe i... drzewa. Do tego przymusowa praca, wykorzystywanie kobiet i wiele innych nieprzyjemnych spraw, na temat których nie będę się tu rozpisywał.

Zmierzam do tego, że będąc w wielu miejscach i słysząc o wielu sytuacjach, w głowie pojawiała mi się myśl w stylu: „prawie jak w Polsce”. Podobnie jest z podejściem ludzi do tych „problematycznych” sąsiadów. Duża część (szczególnie trochę starszych) Koreańczyków nie przepada za Japonią (bardziej chodzi mi to o ogólnie pojęty kraj i jego rząd niż o jego mieszkańców), która nie chce rozmawiać o historii i oficjalnie przeprosić za pewne rzeczy (bardzo niepopularny jest tu obecny premier Japonii – szczególnie po jego sierpniowej mowie wygłoszonej z okazji 70. rocznicy zakończenia 2. wojny światowej). To także wydało mi się znajome i łatwo mi było zrozumieć, jak czują się osoby narzekające na Japońskie „umywanie rąk”. Oczywiście należy pamiętać o tym, że trochę tu uogólniam, ale pewna tendencja i nić porozumienia były dla mnie wyraźnie zauważalne.

... duże korporacje produkują wszystko, co się da

O takich firmach jak Hyundai, LG i Samsung słyszał właściwie każdy, kto nie spędził ostatnich kilkudziesięciu lat w jaskini. Natomiast nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele rzeczy one produkują. Ja trochę o tym słyszałem, ale skalę sytuacji w pełni zrozumiałem dopiero po wizycie w Korei. W tym kraju te trzy marki towarzyszą każdemu przez niemal cały dzień. Logo Samsunga można znaleźć w Korei między innymi na takich rzeczach, jak ubrania i galanteria skórzana (marka Galaxy), czy samochody (choć 70% udziałów Samsung Motors należy do Renault). Samsung buduje platformy wiertnicze, tankowce, czołgi i automatyczne działka strzegące granicy z Koreą Północną. Do Samsunga należy też firma sprzedająca ubezpieczenia na życie, sieć hoteli i park rozrywki. Logo LG można znaleźć na ramach okien, futrynach drzwi, pastach do zębów, kosmetykach, a nawet na studzienkach kanalizacyjnych (ma to związek z tym, że LG ma własną sieć komórkową). Całkiem przy okazji, LG zajmuje się też importowaniem i sprzedażą Coca-Coli. Hyundai, oprócz samochodów, produkuje windy, pociągi metra i buduje autostrady. No i jest właścicielem sieci stacji benzynowych.

korea_190

Hyundai Elevator

Na dodatek, Koreańczyków nie trzeba zachęcać do kupowania rzeczy wyprodukowanych w ich kraju, co świetnie widać na ulicach wypełnionych samochodami marki Kia i Hyundai. Czyli niemal wszystko w tym kraju należy do – i jest produkowane przez – kilku ogromnych korporacji i to rzuca się w oczy na każdym kroku. Początkowo wydawało mi się to trochę zabawne, ale.

... żyje się w cieniu czeboli

Po zakończeniu wstrzymaniu wojny koreańskiej, Korea Południowa była jednym z najbiedniejszych krajów świata, który został niemal całkowicie zrównany z ziemią i w którym wszystko trzeba było budować od zera. W 1953 roku PKB per capita kraju wynosiło zaledwie 63 dolary. Teraz Korea Południowa jest 13. gospodarką świata, ale... ponad połowę GDP kraju odpowiada zaledwie pięć największych konglomeratów, zwanych czebolami (słowo chae oznacza bogactwo, a bolklan). Sam Samsung wytwarza około 20% krajowego PKB.

Czebole w dużej mierze są wynikiem koreańskiej polityki lat 60. i 70. Korea Południowa była wtedy rządzona przez generała nazywającego się Park Chung-hee (tak przy okazji – w Korei najpierw podaje się nazwisko, a dopiero potem imię), który siłą przejął władzę w 1961 roku i utrzymywał ją do roku 1979, gdy został zamordowany (wcześniej została zamordowana jego żona). Wiedział on jak ważne jest zrobienie czegoś z ekonomią kraju i zaczął ściśle współpracować z pewnymi firmami (niektóre z nich wręcz zmuszał do współpracy i składał im propozycje nie do odrzucenia), nad którymi rozpostarł parasol bezpieczeństwa. Łatwy dostęp do tanich i niemal nieograniczonych kredytów, ulgi podatkowe, opłacalne i obarczone zerowym ryzykiem zamówienia państwowe – czyli korporacje trafiły do rządowego inkubatora, w którym mogły rosnąć, rosnąć i rosnąć. I część z nich urosła do rozmiarów niespotykanych nigdzie indziej. Na dodatek, są to firmy rodzinne. Na przykład obecny właściciel LG jest prawnukiem założyciela firmy i w zarządzie różnych części składowych korporacji typowym widokiem są jego krewni. I przypadek LG nie jest pod tym względem odosobniony.

korea_187

Jeden z dwóch bliźniaczych wieżowców LG. Tak na marginesie – na ostatnim piętrze rezyduje... wojsko i nie można tam wjechać normalnymi windami.

Z jednej strony nie da się zaprzeczyć, że te korporacje miały ogromny wpływ na rozwój kraju i jego sukces (zwany także cudem) ekonomiczny. Po prostu okazały się być bardzo efektywnym rozwiązaniem, szczególnie w tym „skondensowanym” kraju, składającym się z Seulu i znacznie mniej istotnej „całej reszty”. Tym bardziej, że założyciele Samsunga, LG i Hyundaia byli bardzo zdolnymi biznesmenami (swoją drogą, założyciel Hyundaia, Chung Ju-yung, był synem rolnika i za młodu nawet nie skończył podstawówki), więc duże ilości władzy i możliwości włożone w ich ręce przynosiły korzyści. Z drugiej strony – skala, struktura i ogromny wpływ czeboli na społeczeństwo generują pewne łatwe do zauważenia problemy.

Ludzie siedzący w zarządzie czeboli i będący częścią rodziny właścicieli stanowią w Korei odrębną część społeczeństwa, tworzącą pewien rodzaj arystokracji. Przez nowożytną historię Korei przewinęło się sporo sytuacji, w której członkowie tej „arystokracji” uchodzili kary za jakieś przekręty albo byli ułaskawiani po jakimś czasie. Poza tym, często są oni po prostu aroganccy. Najlepiej pokazuje to tak zwane „nutgate”, czyli ubiegłoroczne wydarzenie z córką szefa Korean Air w roli głównej, w którym zwyzywała ona stewardessę i kazała szefowi załogi przepraszać na kolanach za... podanie jej orzechów w zwykłym opakowaniu, a nie na półmisku, czym opóźniła start samolotu o 20 minut (więcej można o tym poczytać na przykład w artykule na Wikipedii). Brzmi to absurdalnie, ale w Korei było to duże wydarzenie, przypominające kroplę przelewającą czarę goryczy społeczeństwa. 

Jest jeszcze jeden problem. W każdym kraju widoczny jest związek między biznesem a polityką. Tutaj jest on jeszcze ściślejszy i bardziej... toksyczny? Jak wspominałem, zaledwie 5 firm (w praktyce – 5 rodzin) odpowiada za ponad połowę gospodarki całego kraju. Z jednej strony politycy i zwykli ludzie chcieliby ograniczać wpływy ogromnych korporacji. Jednak z drugiej strony, jeśli zbyt mocno zaszkodzi się jakimś przepisem Samsungowi, to może to zawalić całą gospodarkę kraju. Wystarczy odrobina wyobraźni, aby zrozumieć dlaczego jest to potencjalnie niebezpieczna sytuacja. W końcu znane powiedzenie – władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje w sposób absolutny – jest aktualne w każdym zakątku świata.

Warto wspomnieć przy tym o jeszcze jednym paradoksie. Pomimo tego, że ludzie w Korei nie przepadają za ludźmi z zarządu czeboli, to niemal każdy chciałby pracować w jednym z nich. Praca w Samsungu jest tu postrzegana jako dowód sukcesu zawodowego i niemal każda matka chciałaby, aby jej dziecko pracowało w jednym z czeboli. Istny społeczno-ekonomiczny węzeł gordyjski. Te kilka powyższych akapitów to tylko czubek góry lodowej czebolowego problemu Korei, jednak chyba już możecie sobie wyobrazić jak to wygląda.

... jest porządek

Przed chwilą dużo pisałem o różnego rodzaju problemach (i mógłbym napisać o nich jeszcze więcej ;)), więc teraz czas na coś bardziej pozytywnego i przyjemnego. Będąc w Korei niemal na każdym kroku widziałem ogólnie pojęty porządek. Chodząc po Seulu nie widziałem walających się po chodnikach i drogach śmieci (a byłem w różnych miejscach – także tych mniej bogatych i nowoczesnych). I to pomimo tego, że kosze na śmieci w tym kraju to rzadkość. Powiedzenie „nie tam jest czysto, gdzie jest dużo sprzątających, a tam, gdzie mało brudzących” wiecznie żywe. Jednak nie chodzi mi tylko o kwestie czystości. Na przykład częstym widokiem są sklepy wystawiające część swojego asortymentu przed drzwi, gdzie właściwie nikt ich nie pilnuje. Albo ludzie ustawiający się w kolejce do wejścia do autobusu... zanim ten autobus przyjedzie na przystanek. Te kolejki bywają czasem naprawdę długie:

korea_76

Widoczny jest tu też pewnego rodzaju porządek społeczny, wynikający w dużej mierze z konfucjańskich tradycji zakorzenionych w mieszkańcach Korei. Bardzo szanuje się (a przynajmniej słucha się ich) tu nauczycieli, osoby starsze, rodziców, czy przełożonych (z politykami bywa różnie). Hierarchia jest tu bardzo ważna i przestrzegana (co czasem prowadzi do pewnych anomalii, ale miało być pozytywniej i przyjemniej ;)). Porządek jest po prostu częścią koreańskiej mentalności.

Elementem tego porządku jest też duża ilość policji i wojska na ulicach. Dawno nie widziałem aż tylu służb mundurowych na tak małej przestrzeni, ale dzięki temu w Seulu faktycznie można czuć się bezpiecznie. Czasem przyjmuje to jednak dość ekstremalne formy. Za pałacem Gyeongbuk, który wygląda jakoś tak:

korea_168

znajduje się wzgórze, na które postanowiłem wejść, aby zobaczyć panoramę Seulu. Ścieżka na jej szczyt prowadzi wzdłuż kilkusetletniego muru i jest dość przyjemna, ale co 200 metrów mija się na niej małą stróżówkę, w której stacjonują żołnierze i różnego rodzaju służby ochronne. Powód? Na jednym zboczu tej góry znajduje się rezydencja prezydenta, a na drugim – mała placówka wojskowa. W latach 60. północnokoreańscy agenci próbowali tu zamordować prezydenta Korei Południowej i od tamtej pory ochrona tego miejsca sięgnęła szczytu (dosłownie i w przenośni).

korea_184

Cisza, spokój, drzewa, kilkusetletnie fortyfikacje... a 5 metrów za moimi plecami trójka żołnierzy pilnujących, abym nie wycelował aparatu w niewłaściwym kierunku.

To prowadzi nas do kolejnego punktu tego wpisu, czyli tego, że Korea to kraj, w którym...

...ludzie przyzwyczaili się do życia w stanie wojny (?)

Może nie pełnej wojny, ale Korea w różnych miejscach przypomina o tym, że jest w stanie wojny. W pewnym sensie wojny domowej, ponieważ Koreańczycy z obu stron strefy zdemilitaryzowanej chcą zjednoczenia (choć obie strony chcą, aby przebiegło ono na ich warunkach) i „granicę” tych „państw” przekracza się nie po okazaniu paszportu, a specjalnego dokumentu, wydawanego przez zupełnie inne ministerstwo. Żadna ze stron nie chce uznawać paszportów, bo oznaczałoby to, że akceptują one pełny podział półwyspu na oddzielne kraje.

Wróćmy jednak do głównego tematu. Życie w Korei płynie normalnie i ludzie nie żyją w ciągłym strachu, ale w pewnych miejscach widać, że kilkadziesiąt kilometrów na północ od Seulu żyje nie do końca poczytalny przywódca Korei Północnej. Wspominałem już o tym, że łatwo spotkać tu policjanta lub żołnierza i niektóre miejsca są bardzo silnie strzeżone, ale to nie wszystkie oznaki napiętej sytuacji. Na przykład nad wejściami do wielu parkinów podziemnych i stacji metra można znaleźć takie tabliczki:

korea_191

Oznaczają one, że dane miejsce może pełnić funkcję schronu. A w środku można znaleźć szafę z maskami przeciwgazowymi. Jadąc metrem, na ekranach – od czasu do czasu – można zobaczyć filmy informujące o tym, jak założyć taką maskę i zachować się w różnych sytuacjach. Oczywiście, maska przeciwgazowa może się przydać także w przypadku pożaru, który nie jest wynikiem bombardowania, ale... No właśnie. W Korei Południowej nie ma miejsca na pełen luz. Ale, na szczęście, nie ma też miejsca na życie w strachu.

korea_70

... język ma więcej sensu, niż by się mogło wydawać

Czas odejść od tematów społecznych i przejść do czegoś przyjemniejszego. Większość osób, widząc koreańskie pismo (na przykład 안녕하세요), myśli: „chińszczyzna”. Przede wszystkim dlatego, że składa się z zupełnie niezrozumiałych dla nas znaczków. Lecz prawda jest taka, że koreańskie pismo nie ma nic wspólnego z chińskimi znakami i w praktyce znacznie bliżej jest mu do języków będących pochodnymi... alfabetu łacińskiego. Koreański alfabet nazywa się Hangul, powstał w 15. wieku i składa się z spółgłosek i samogłosek. Koreańskie znaki buduje się z dwóch lub trzech liter. Język koreański, w przeciwieństwie do chińskiego, nie jest językiem tonalnym, więc nauka czytania po koreańsku to kwestia jednego do dwóch tygodni. Wszytko jest poukładane w logiczny sposób i naprawdę nie jest trudne, więc nazywanie koreańskiego pisma „chińszczyzną” jest mocnym nadużyciem.

... internet jest wszędzie i jest szybki

Korea Południowa jest państwem z największą na świecie średnią szybkością internetu i to czuć. Łącza symetryczne typu 100/100 Mb/s są tu standardem, hot-spoty Wi-Fi są tu wszędzie, a zasięg LTE jest tu nawet w metrze, w lesie i na szczytach gór. I wcale nie przesadzam. Pewnego dnia zrobiłem mały test. Wracaliśmy do Seulu z południowego krańca kraju, co się wiązało z ponad 300-kilometrową podróżą autokarem. Przed wyjazdem włączyłem stream na Twitchu, ustawiłem najwyższą dostępną jakość i oglądałem. Przez cały czas trwania podróży ani na chwilę nie straciłem zasięgu LTE, a stream nie przyciął się nawet na sekundę.

Z drugiej strony, w centrum Seulu średnia szybkość sieci LTE to około 5 Mb/sek. W tym mieście jest tylu ciągle połączonych z internetem użytkowników smartfonów, że sieć LTE osiąga tu granice swoich możliwości i dlatego koreańscy operatorzy i twórcy telefonów mają takie parcie na wprowadzanie szybszych standardów LTE i rozwijanie sieci 5G. Tutaj jest to po prostu koniecznością.

... nie brakuje pięknych i ciekawych miejsc

Duża część Korei Południowej jest pokryta górami (dość niskimi, bo żaden szczyt w tym państwie nie przekracza 2000 m.n.p.m.) i lasami. Nawet w samym Seulu znajduje się kilka małych wzniesień (najwyższe ma 342 metry wysokości), co ciekawie komponuje się ze specyficzną mieszanką nowoczesności i tradycji charakteryzującej to miasto.

korea_186

Panorama Seulu.

Centrum Seulu to w przeważającej części taki Manhattan 2.0 z nowszymi budynkami i szerszymi drogami, ale między nimi można znaleźć pałac koreańskich królów, stare bramy i kolorowe świątynie.

korea_169

W czasie wędrówki wzdłuż głównych arterii sławnej dzielnicy Gangnam jest się otoczonym wieżowcami, ale wystarczy skręcić w jedną z bocznych uliczek, aby znaleźć się w sieci wąskich alejek wypełnionych barami, budkami z jedzeniem i neonami.

korea_71

Jedna z głównych ulic dzielnicy Gangnam...

korea_77

... i jedna z bocznych ulic dzielnicy Gangnam.

korea_25

Typowy biznesmen z Gangnam...

korea_87

... i znajdujący się niedaleko centrum miasta targ. W Korei nie brakuje kontrastów.

Na wschód i na południe od Seulu można znaleźć miejsca, w których czas się zatrzymał i którym nie brakuje malowniczości. Osobiście polecam odwiedzenie buddyjskiej świątyni Hwaeomsa (a raczej kompleksu świątyń i otaczającego go parku narodowego z licznymi ścieżkami), która wygląda naprawdę niesamowicie i pokazuje, że starożytna kultura koreańska ma sporo do zaoferowania.

korea_155

Krótko mówiąc, w Korei można znaleźć wiele ciekawych i różnorodnych miejsc, które powinny zadowolić każdy rodzaj turysty. No może poza takim, który lubi płaskie, rozległe przestrzenie bez ludzi, bo takich tu właściwie nie ma.

... którego największą siłą są jego mieszkańcy

Czas powoli kończyć ten wpis, bo choć i tak nie napisałem tu o wszystkim, o czym bym chciał napisać (a ominiętych przeze mnie tematów jest naprawdę dużo: miejscowe jedzenie i alkohol, życie licealisty, system edukacji, tak zwane matki z Gangnam, wyraźnie zauważalny konflikt pokoleń, e-sport, koreańskie telenowele, koreańskie pałeczki, windy i tak dalej), to zrobił się nieprzyzwoicie długi (jeśli ktoś by chciał przeczytać drugą część, to dajcie znać. Może się skuszę ;)). Dlatego pora na najważniejszy wniosek, sformułowany w powyższym śródtytule.

Zdecydowanie największe wrażenie zrobili na mnie sami Koreańczycy. Starsze pokolenie Koreańczyków zostało wykute z konfucjańskiego systemu wartości i zahartowane w ogniu ogromnych trudności, dzięki czemu często są to osoby zdyscyplinowane, które nie boją się zakasać rękawów i wziąć do naprawdę ciężkiej pracy. Są to ludzie, którzy wiedzą, że w życiu nic nie dostaje się za darmo. Osoby dumne ze swojej tożsamości, historii, tradycji i systemu wartości. To właśnie dzięki ludziom, Korea – pomimo wielu problemów – jest w tym miejscu, w którym jest i uniknęła pogrążenia się w wiecznym ubóstwie. Natomiast młodsze społeczeństwo to ciekawa mieszanka (czasem wybuchowa) wartości rodziców z mniej restrykcyjnymi wpływami kultury zachodniej.

Nie chcę tu wystawiać laurki całemu narodowi, bo zdarzają się wyjątki i w Korei zdecydowanie nie brakuje różnego rodzaju problemów społecznych, będących w dużej mierze wynikiem tej chwalonej przed chwilą mentalności i szybkiego rozwoju kraju, ale Koreańczycy to bardzo ciekawy naród i poznawanie ich sposobu myślenia to chyba najciekawsza część mojej wizyty w ich kraju. Z drugiej strony, może poprzednie zdanie jest delikatnym truizmem, ponieważ to samo można powiedzieć o każdym narodzie na Ziemi, bo w każdym zakątku świata ludzie to bardzo ciekawe istoty, które nigdy nie przestają zaskakiwać...

Część II

korea_195

Oceny (107)
Średnia ocena
Twoja ocena
Stjepan (2015.10.04, 16:41)
Ocena: 12
Bardzo ciekawy wpis, podoba mi się, Czekam teraz na Chiny? Japonię? Indonezję? :D
Pawelek6 (2015.10.04, 17:02)
Ocena: 27
Dawaj część drugą. ;)

P.S. Ciekawe co za łeb dał jedną gwiazdkę, bo taka była pierwsza ocena...
Edytowane przez autora (2015.10.04, 17:02)
mbrzostek (2015.10.04, 18:32)
Ocena: 13
Poproszę o drugą część!
Olafo (2015.10.04, 20:35)
Ocena: 2
Dobry tekst.

BTW Może labowi kuce, którzy to przeczytają zrozumieją, że rozwój Korei Płd. nie miał wiele wspólnego z liberalizmem gospodarczym.
*Konto usunięte* (2015.10.04, 21:52)
Ocena: 8
Mieszkałem w Seulu przez 8 miesięcy i muszę powiedzieć, że Twoje spostrzeżenia są zbliżone do moich i wielu innych w tych kwestiach. Porządek to coś wspaniałego, poczucie bezpieczeństwa wszędzie o każdej porze dnia i nocy jest ok. I przy braku durnych przepisów w stylu zakazu picia na ulicach czy przechodzeniu na czerwonym, ani trochę nie przeszkadzają wszechobecne kamery, dzięki którym policja na serio łapie przestępców i odzyskuje skradzione przedmioty. Mam jednak kilka uwag do tekstu. Pisałeś, że Koreańczyków nie trzeba zachęcać do kupowania rodzimych samochodów no hehe oni są raczej zniechęceni tym, że dzięki dodatkowym podatkom samochody zagraniczne kosztują dwa razy tyle :) . Co do samych Koreańczyków hmm długo by mówić. Mili i uprzejmi a z drugiej strony straszni rasiści i nagminni kłamcy(to akurat ponoć jest normą społeczną w Azji, nie wiem byłem tylko tam i tam tak jest na pewno). Jeśli chodzi o nienawiść do Japonii to grubo przesadzają. No nic, temat rzeka. Sam artykuł fajny po kilku tygodniach miałbym chyba dokładnie te same spostrzeżenia.
czopor (2015.10.04, 22:26)
Ocena: -4
'ponieważ Koreańczycy z obu stron strefy zdemilitaryzowanej chcą zjednoczenia' nie?... ludzie w Korei Północnej mają tak wyprane mózgi, że naprawdę wierzą we wrogie USA okupujące Koreę Południową. Z kolei południe nie ma wcale ochoty na zjednoczenie przez koszta (zerowy wzrost przez co najmniej kilkanaście lat to minimum...)
BeeWolf (2015.10.05, 09:33)
Ocena: 1
Super wpis czekam na więcej.
Aule (2015.10.05, 09:51)
Ocena: 2
Również poprosiłbym o część numer 2.
_ivanov_ (2015.10.05, 09:59)
Ocena: 2
Łapka w górę i wyczekuję kolejnej części :)
miekrzy (2015.10.05, 10:00)
Ocena: 3
czopor (2015.10.04, 22:26)
nie?... ludzie w Korei Północnej mają tak wyprane mózgi, że naprawdę wierzą we wrogie USA okupujące Koreę Południową. Z kolei południe nie ma wcale ochoty na zjednoczenie przez koszta (zerowy wzrost przez co najmniej kilkanaście lat to minimum...)

To nie jest zdanie wyssane z palca, a będące wnioskiem z badań prowadzonych przez SNU, poparte twardymi liczbami i ankietami. W skrócie wygląda to jakoś tak:
- zdecydowana większość starszych ludzi z Południowej Korei chce połączenia
- w przypadku młodszej części społeczeństwa jest to pół na pół
- tak, scalenie kraju byłoby drogie, ale południowokoreański biznes bardzo by chciał mieć lądowe połączenie z Chinami i Rosją, więc upatrują w tym długoterminowych zysków i szansy na rozwój
- większość osób z Południowej myśli, że ludzie z Północnej nie chcą unifikacji
jednak
- ponad 90% osób z Korei Północnej chce unifikacji
- i ponad 90% osób z Korei Północnej myśli, że Południowa nie chce unifikacji

To o czym mówisz, to bardziej pojawiające się wątpliwości w to, czy unifikacja jest możliwa. Po prostu obie strony mają inne wyobrażenie na temat tego, jak powinno to wyglądać i na jakich warunkach przebiegać. A to, że ludzie z Północy myślą co myślą o USA i tym co się wydarzyło pod koniec lat 40. i na początku 50., to zupełnie inny temat.
Gallheari (2015.10.05, 11:28)
Ocena: 1
Fajnie się czyta, również proszę o drugą część :) ciekawi mnie rozwinięcie nawiasu z pominiętymi zagadnieniami :)
palel47 (2015.10.05, 15:09)
Ocena: -2
O północnej poprosze
kolo2255 (2015.10.05, 15:37)
Ocena: 2
Mieszkam i studiuję w Korei od ponad miesiąca i muszę powiedzieć, że autor artykułu odwalił kawał dobrej roboty. Wszystkie jego spostrzeżenia zgadzają się z moimi osobistymi obserwacjami. Od siebie tylko dodam, że niestety Korea nie jest krajem tanim dla przeciętnego Polaka. Ceny żywności są naprawdę wysokie jednak ludzie tutaj zarabiają naprawdę dobrze. Pozdrawiam wszystkich w Polsce, a autora zachęcam do szerszego opisania Korei bo to bardzo ciekawy kraj.
Herus (2015.10.05, 15:42)
Ocena: -4
Dzięki za tekst. Sam pracuję w koreańskiej korporacji więc czytało się bardzo ciekawie.
Ptosio (2015.10.05, 17:46)
Ocena: -2
bugguy (2015.10.04, 21:52)
Co do samych Koreańczyków hmm długo by mówić. Mili i uprzejmi a z drugiej strony straszni rasiści.


Ale czym to się objawia, mogą jakaś krzywdę zrobić Europejczykom? Chyba nie?-_-
g.r.o.s.z..e.k. (2015.10.05, 17:53)
Ocena: 0
Z niecierpliwością czekam na cz. 2, a możę i kolejne;). Jak zwykle świetny tekst.
mlody_tarnow (2015.10.05, 17:58)
Ocena: -1
palel47 (2015.10.05, 15:09)
O północnej poprosze


http://natemat.pl/124617,polecialem-do-kor...kiego-nie-znamy
Superplastyfikator (2015.10.05, 19:09)
Ocena: 0
Bardzo fajny artykuł :) również poproszę kolejną część. Nie tylko jedną, bo chyba jest jeszcze sporo do napisania :)
s2p (2015.10.05, 20:26)
Ocena: -1
a ile władowały USA w Korea Płd., tego chyba nikt nie napisze :), o dziwo jeszcze na początku lat 80 to w Korei Płd. było gorzej niż w Polsce, ale potem nastąpił skok z małą przerwą w latach kryzysu 1988-91.
Furionpl (2015.10.05, 20:44)
Ocena: 4
To jest najlepszy wpis jaki czytałem na tej stronie.
Nigdy nie spodziewałbym się, że stronie o nowinkach technicznych spotkam się z tak ciekawym tekście w którym autor przybliża kulturę innego państwa.
Świetnie napisane, bardzo przystępnie i rzeczowo.
Pozdrawiam.
max-bit (2015.10.05, 21:05)
Ocena: -1
Myślę że tajmnicą rozwiązania czym jest Korea jest odpowiedzenie na pytanie czym kim jest Koreanczyk ?
Czy to jest Chinczyk nie a może Japończyk ano też nie ...
Koreańczyk to takie 1/3 Chinczyka i 2/3 Japońca
I tak jest ze wszystkim mentalność życie kultura ba nawet postawa i wilekości fizyczne.
To dziwny narodek
Szczególnie jak sie popatrzy na północ i południe .... To ci sami ludzie niczym sie praktycznie nie różnicący tyle że ci z południa wpadli w sidła zachodu, a ci z północy w sidłą komunizmu.
O ile tym jednym dzięki zamordyzmowi i pomocy USA nie mordują sie jak popadnie (na sposoby dosć wymyślne) to tyle ci z północy w wyniku głodu (Północ przestałą być sponsorowana przez ZSRR i Chiny pod koniec lat 80) bo sama w wyniku położenia geograficznego de facto nie ma szans na samoistnienie (chodzi ze północ to głównie góry) gdzie prawie prócz gór nie ma nic.
Ale ten ludek ma identyczną mentalność wiec jak dla mnie Koreanczyk to dośćdziku narodek z pasją i dla nas brutalny lubiący sie dość nie wybrdnie zabijać.
Nie na spoósb do konca Japońskie ale to właście taki MIX Japońsko - Chiński
Wiec bez ochów i achów ... na temat Korei ...
Wystarczyło by im odciać Kroplówkę i było by tam niewybredne rjezanie. I nie ma to specjalnej różnicy czy to południe czy północ ...
Walther (2015.10.05, 22:06)
Ocena: 0
Koreę zwiedziłem tylko z lotniska jednak słyszałem i czytałem wiele dobrego na temat tego kraju i prędzej czy później go 'odkryje' ;)

Autorowi, który zasmakował w Azji polecę natomiast odwiedzić Singapur :)
Jest to moje miejsce na ziemi w którym mógłbym mieszkać i zestarzeć się.
Polecam ;)
motiff (2015.10.05, 22:33)
Ocena: -4
Tak naprawdę to druga Japonia, a Chiny rosną na Japonię do 3 potęgi, a Japonia to tylko drugie usa, miłość do osiągnięcia czegoś za wszelką cenę, nic innego nie ma sensu, konfucjusza tu nie ma co się doszukiwać.
Vega (2015.10.06, 04:47)
Ocena: -4
strykul (2015.10.05, 16:05)
Na przykład obecny właściciel LG jest prawnukiem założyciela firmy i w zarządzie różnych części składowych korporacji typowym widokiem jego krewni.

Zabrakło 'są'


RLY.. :(
Edytowane przez autora (2015.10.06, 05:02)
Jovantus (2015.10.06, 08:45)
Ocena: 0
Naprawde fajny artykuł czekam z niecierpliwością na drugą część :)
Gang (2015.10.06, 09:38)
Ocena: 0
Genialny wpis! szkoda, że tak krótki. Dawaj więcej! Szczególnie skup się na ciekawostkach jak dasz radę!
K.M.Bąk (2015.10.06, 12:08)
Ocena: 1
Czekamy na part 2. :-) Super!
*Konto usunięte* (2015.10.06, 16:29)
Ocena: 3
Ptosio (2015.10.05, 17:46)
bugguy (2015.10.04, 21:52)
Co do samych Koreańczyków hmm długo by mówić. Mili i uprzejmi a z drugiej strony straszni rasiści.


Ale czym to się objawia, mogą jakaś krzywdę zrobić Europejczykom? Chyba nie?-_-


Na przykład tym, że chcesz wejść w Gangnam do klubu a oni Cię cofają mówiąc 'sorry, Koreans only'
HΛЯPΛGŌN (2015.10.06, 21:48)
Ocena: -2
Mi się Korea ostatnio kojarzy tylko z wpadający w ucho (i oko) tandetnym k-popem :) Lubię, słucham, oglądam, ale to tandeta jakich mało (i w dodatku loudness war na maxa). Nieco starszy kpop był lepszy.
Plum (2015.10.10, 12:24)
Ocena: 1
Genialny tekst.
Życiowy i ważny.
Warto napisać kolejne części.
Można by też wpleść wypowiedzi samych Koreańczyków.
Lamborghini17 (2015.10.11, 23:07)
Ocena: 0
Wcale nie było za długo i z chęcią przeczytałbym więcej. Naprawdę ciekawe i fajnie napisane.
g-ryznar (2015.10.12, 20:17)
Ocena: 0
Część 2. jest przeze mnie mile widziana. :)
Eidems (2015.10.15, 11:36)
Ocena: 0
Brakowało mi w artykule wzmianki o ich jedzeniu, traktowaniu elektroniki na co dzień czy też jak wygląda sprawa esportu, jest normalnie reklamowany jak normalny sport? Czekam z niecierpliwością!
basen_kr (2015.10.17, 02:40)
Ocena: 0
Ptosio (2015.10.05, 17:46)
bugguy (2015.10.04, 21:52)
Co do samych Koreańczyków hmm długo by mówić. Mili i uprzejmi a z drugiej strony straszni rasiści.


Ale czym to się objawia, mogą jakaś krzywdę zrobić Europejczykom? Chyba nie?-_-

Eee tam,,, mieszkam w Korei już prawie 15 lat i nigdy nie spotkałem się z jakimiś nieprzyjemnościami, wręcz odwrotnie.
basen_kr (2015.10.18, 00:55)
Ocena: 0
bugguy (2015.10.06, 16:29)
Ptosio (2015.10.05, 17:46)
(...)


Ale czym to się objawia, mogą jakaś krzywdę zrobić Europejczykom? Chyba nie?-_-


Na przykład tym, że chcesz wejść w Gangnam do klubu a oni Cię cofają mówiąc 'sorry, Koreans only'

Do klubów mają zakaz wstępu amerykanie (a już na pewno żołnierze) których to coraz większa część społeczeństwa nie lubi, w przeciwieństwie do europejczyków. Europejczyk to jest: piękny, mądry i ogólnie wspaniałość na dwóch nogach.
Zaloguj się, by móc komentować