Korea. Kraj, w którym... II

44
Mieszko Krzykowski
Korea. Kraj, w którym... II

A więc z czym teraz kojarzy się Wam Korea? Mam nadzieję, że w moim ostatnim artykule o Korei udało mi się choć trochę przybliżyć ten ten odległy kraj i jego charakterystycznych mieszkańców, dzięki czemu tych skojarzeń jest teraz więcej. Jednak ponieważ prosiliście, a ja obiecałem, że wysłucham, to nadszedł czas na drugi wpis o tym państwie, a w nim główni bohaterowie to edukacja i współzawodnictwo.

Korea. Kraj, w którym... licealista, jeśli poświęca czas na coś innego niż nauka, popełnia przestępstwo

Powyższe zdanie jest wypowiedzią pewnej koreańskiej studentki i za chwilę zrozumiecie o co jej chodziło. Na pierwszy rzut oka, koreańskie szkoły są podobne do polskich. Na początku dzieci chodzą przez 6 lat do szkoły podstawowej, później przez 3 lata do odpowiednika gimnazjum, następnie 3 lata do liceum (gimnazjaliści i licealiści noszą mundurki), a na koniec – kto chce, idzie na studia, na które dostaje się na podstawie ogólnokrajowego egzaminu (coś w stylu naszej matury). Na razie wszystko wygląda bardzo znajomo, prawda?

korea_182

Przejdźmy do różnic. Pierwsza jest natury finansowej. Trzeci etap edukacji, czyli odpowiednik liceum, jest w Korei płatny. Tak jak i czwarty – nawet jeśli studiuje się na państwowym uniwersytecie, to trzeba płacić czesne (choć jest ono niższe, niż w przypadku uniwersytetów prywatnych). W goszczącym mnie SNU czesne na start wynosi 2,5-5 milionów wonów za semestr (studiowanie medycyny jest najdroższe), czyli 8500-17000 złotych. Dużo? W Korei uniwersytet ten i tak jest uważany za stosunkowo tani...

Mimo tego, że edukacja w Korei i życie w Seulu są drogie, wyższe wykształcenie i tak zdobywa około 80% młodych Koreańczyków. Na dodatek, jeden z poznanych przeze mnie koreańskich profesorów – pół żartem, pół serio – stwierdził, że centrum Seulu to miejsce, w którym ma się największą na świecie szansę na usłyszenie pozytywnej odpowiedzi na pytanie w stylu: „czy ma Pan/Pani tytuł doktora”. Tutaj dochodzimy do największej różnicy między edukacją w Polsce, a edukacją w Korei, która jednak nie tkwi w samym systemie nauczania, a w podejściu ludzi do niego, bo zdobycie dobrego wykształcenia jest uważane w tym kraju za ekstremalnie ważne. Teoretycznie można to powiedzieć o niemal każdym państwie świata, ale... czas wrócić do początkowego cytatu. Wziął się on stąd, że życie koreańskiego licealisty jest naprawdę bardzo ciężkie i najlepiej pokazuje stosunek Koreańczyków do omawianego tu tematu. W czasie mojego wyjazdu słyszałem opowieści kilku studentów o tym, jak wyglądał ich plan tygodnia w poprzedniej szkole. W dużym skrócie, „typowy” i „porządny” koreański licealista spędza w szkole cały dzień: wychodzi z domu rano, najpierw ma zajęcia obowiązkowe, potem dodatkowe, a na koniec jeszcze uczy się we własnym zakresie i wraca do domu jakoś między 20 a 22. Gdy powiedziałem, że z mojego punktu widzenia jest to trochę smutne, bo ci młodzi ludzie właściwie nie mają życia poza szkołą, usłyszałem w odpowiedzi, że każdy przez to przechodzi i można się do tego przyzwyczaić. Wszystko po to, aby uzyskać jak najlepszy wynik w końcowym egzaminie, nazywanym przez niektórych egzaminem życia i śmierci, i dzięki temu dostać się do jak najlepszej uczelni. Liczy się każdy punkt, bo w dużej mierze to, na którym uniwersytecie studiowałeś, decyduje o twojej przyszłej pozycji społecznej i o tym, gdzie będziesz mógł pracować. O ile dla sporej części polskiej młodzieży sukcesem jest samo zdanie matury (szczególnie z matematyki), to w Korei, jeśli nie uzyskasz wystarczającej liczby punktów, aby móc się dostać do jednej z trzech największych uczelni w kraju (czyli blisko 100%), w oczach wielu poniosłeś pierwszą, dużą życiową porażkę. Wynika to z kilku rzeczy.

Po pierwsze, jest to kwestia kulturowa. W poprzednim tekście już wspominałem, że w Korei hierarcha i respektowanie jej to ważny element życia, a dyplom najlepszego uniwersytetu w kraju pozwala ci stanąć o kilka szczebelków wyżej na społecznej drabinie. Po drugie, na studiach budujesz bazę znajomości, więc im lepsze masz znajomości, pochodzące z lepszego uniwersytetu, tym większe masz szanse na pracę w wymarzonym miejscu. Po trzecie, wcześniej wspominałem o tym, że Korea Południowa jest niesamowicie skoncentrowana. Większość ludzi mieszka w Seoulu i okolicach, większość najważniejszych uczelni jest w Seulu i okolicach, a także zdecydowana większość dużych firm znajduje się w Seulu i okolicach. To prowadzi do poziomu współzawodnictwa, który trudno spotkać gdziekolwiek indziej. Dość powiedzieć, że gdy jedna z części LG otwiera rekrutację, w jej czasie może napłynąć nawet pół miliona zgłoszeń (jak wspomniałem w poprzednim wpisie, większość koreańskiej gospodarki jest kontrolowana przez kilka dużych firm, w których niemal wszyscy chcą pracować, bo jest to postrzegane jako życiowy sukces i sposób na stabilną przyszłość). Jak się wyróżnić z tego tłumu? Tak, współzawodnictwo jest wszędzie, tak, dobre wykształcenie jest ważne wszędzie, ale chyba nigdzie nie podchodzi się do tego tak poważnie, jak tutaj.

korea_194

... matka zaplanuje ci życie

Z powyższym tematem łączy się jeszcze kwestia tak zwanych matek z Gangnam. Gangnam to chyba najbardziej znana i charakterystyczna dzielnica Seulu, w której mieszka sporo ogólnie pojętych „ludzi sukcesu”. Wśród nich, charakterystyczną grupą są wspomniane przed chwilą matki, które nie szczędzą czasu i środków na to, aby zdobywać informacje i kontakty, mogące się przydać w osiągnięciu nadrzędnego celu, jakim jest zapewnienie dzieciom jak najlepszego życiowego startu i jak najlepszego wykształcenia. Matka z Gangnam zaplanuje ci ścieżkę edukacji, plan tygodnia, dowie się, którzy prywatni nauczyciele są najlepsi, zna na pamięć aktualne rankingi szkół, wyśle cię za granicę, abyś mógł doszlifować chiński i angielski. Matka z Gangnam kupuje swoim dzieciom czytanki i bajki po chiński i angielsku, aby od najmłodszych lat miały kontakt z tymi językami. A bardziej ekstremalne matki z Gangnam biorą sobie do serca wyniki badań mówiące, że muzyka klasyczna i obce języki mogą mięć dobry wpływ na rozwój jeszcze nienarodzonego dziecka i przykładają słuchawki z Mozartem do brzucha. Wokół tej małej społeczności powstała pewna otoczka miejskich legend, więc czasem trudno odróżnić historie prawdziwe od zmyślonych, ale nie zmienia to faktu, że nawet niektórzy Koreańczycy uważają je za trochę nadgorliwe. Z drugiej strony, różne badania wskazują, że ich praca procentuje i jeśli wychowałeś się w ramach tej „siatki informacyjnej”, to masz większą szansę na dostanie się do najlepszych uczelni w kraju. Za to nie do końca masz szansę robić w życiu to, na co masz ochotę.

... współzawodnictwo przyjmuje różne formy

Choć w tym, co teraz opiszę, nie do końca chodzi o współzawodnictwo, to jednak jest z nim trochę związane. Korea Południowa to kraj z jednym z największych na świecie odsetkiem młodych kobiet, które mają za sobą jakąś operację plastyczną. W samym Gangnam znajduje się około 500 klinik wykonujących operacje tego typu, do których przyjeżdżają ludzie z całego kraju, a coraz częściej – z całej Azji południowo-wschodniej. Raz miałem okazję przejść się po tej dzielnicy w towarzystwie studenta, którego siostra pracuje jako chirurg plastyczny i było to dość ciekawe doznanie, bo co kilka metrów słyszałem od niego zdanie typu: „Widzisz tę kobietę? Najprawdopodobniej miała poprawiane powieki/twarz/nos. Wiem, bo widziałem dużo zdjęć z serii przed i po”. W Korei można spokojnie mówić o wywieraniu presji społecznej na kobiety, aby wyglądały jak najlepiej i nie odbiegały od ogólnie przyjętej normy. To prawda, że część z nich robi to dla siebie, lecz nie da się zaprzeczyć, że spora część z nich robi to, bo czuje, że powinna albo po to, by mieć większą szansę na zdobycie lepszej pracy. Jak to powiedział mi pewien wykładowca, jeśli w Korei nie masz wystarczająco długich nóg, odpowiedniej twarzy, prostego nosa i wystarczająco dużych oczu, to jesteś przegrana, bo twoja konkurencja już dawno zrobiła z tym porządek. I choć jego opinia jest trochę skrajna, to i tak jest w niej sporo prawdy. Najlepszym podsumowaniem tematu wydała mi się wypowiedź wspomnianego kilka zdań wcześniej studenta. Zapytałem go, czy to nie jest według niego trochę przykre, że młode kobiety często są zakompleksione, z powodu odstawania od powszechnie przyjętego wzorca, przez co czują się zmuszone do zrobienia sobie kilku operacji. Odpowiedział, że faktycznie jest to trochę smutne, ale i tak woli, gdy po ulicy chodzą ładniejsze kobiety. Trudno mi było odbić ten argument ;)

... krótko mówiąc, jest dużo współzawodnictwa

Co zapewne już zdążyliście zauważyć. Czy to źle, czy dobrze? Nie mam zamiaru tego oceniać. Tym bardziej, że jest to bardzo niejednoznaczny temat. Z jednej strony, nic tak nie napędza postępu, jak konkurencja. Szybki postęp Korei i wybicie się z pozycji jednego z najbiedniejszych państw Ziemi, na pozycję 13. gospodarki świata, to w dużej mierze efekt wspomnianego współzawodnictwa. Wiele osób odnajduje się w tym i czuje się spełniona, oddając życie jakiejś idei, zadaniu, pracy i dążeniu do osiągnięcia perfekcji.

korea_65Spełniający się w pracy koreański dziennikarz ;)

Z drugiej strony, w młodej części koreańskiego społeczeństwa krąży określenie Hell Joseon. Wskazuje ono na to, że rodząc się w Korei, rodzisz się w piekle. Jego zwolennicy uważają, że aby osiągnąć w tym kraju wąsko pojęty sukces (który jest odgórnie definiowany przez innych), trzeba poświęcić zbyt dużo: najpierw oddajesz na ołtarzu edukacji całą młodość, a potem sprzedajesz siebie i swoją rodzinę w niewolę korporacji. A na drodze do sukcesu – nawet jeśli zrobiłeś wszystko, co mogłeś – i tak może ci stanąć stary, dobry nepotyzm i tak zwani ludzie urodzeni ze złotą łyżką w ręku. Dość powiedzieć, że na barierkach wielu mostów w Seulu co kilka metrów są umieszczane napisy mające na celu pobudzenie do myślenia osoby chcące popełnić samobójstwo, będące efektem rosnącego odsetka samobójstw nastolatków.

Określenie Hell Joseon u wielu (szczególnie trochę starszych) osób wywołuje reakcję alergiczną, bo twierdzą oni, że zwrotu tego używają jedynie osoby, które chcą mieć wszystko podane na tacy, a tu po prostu trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty, bo w życiu nic nie ma za darmo. Trudno więc w tym temacie o porozumienie, bo każda ze stron ma w zanadrzu sensowne argumenty, a punkt widzenia, tradycyjnie, zależy od punktu siedzenia.

... nie brakuje świetnego jedzenia, ale nie ma „prawdziwego” alkoholu

Czas zostawić w spokoju ciężką tematykę społeczną (a jest o czym pisać, bo koreańskie społeczeństwo jest interesujące i musi się uporać z wieloma specyficznymi problemami i kontrastami, wynikającymi w dużej mierze z ogromnego tempa zmian) i przejść do czegoś lżejszego i bardziej przyjemnego. 

W Korei nie dość, że je się zupełnie inne rzeczy niż u nas, to jeszcze je się w zupełnie inny sposób. Podstawową i najszybciej zauważaną różnicą związaną ze sposobem jedzenia są pałeczki. Może niektórzy z Was wiedzieli o tym wcześniej, ale dla mnie odkryciem było to, że koreańskie, chińskie i japońskie pałeczki różnią się od siebie i to w dość zauważalny sposób. Przede wszystkim tym, że typowe koreańskie pałeczki są metalowe, tradycyjnie mają płaskie lub kwadratowe końce (chińskie są okrągłe, a japońskie są bardziej spiczaste) i są dużo krótsze od chińskich.

korea_92Metalowe, płaskie pałeczki, dużo słodkiego jedzenia i miejscowy odpowiednik pierogów.

A co się jada tymi pałeczkami? Głównie instant ramen z plastikowych kubełków ;) Tempo życia jest tu bardzo duże, więc gotowanie nie wiadomo czego w swoim domu jest luksusem, na który rzadko można sobie pozwolić. Z drugiej strony, dzięki temu kwitną mniejsze i większe bary/restauracje, do których często chodzi się w kilka osób. Charakterystycznym elementem typowych, koreańskich barów są stoły z wbudowanym grillem, rusztem, paleniskiem lub palnikiem gazowym (czasem nad stołem znajdują się też tuby odsysające powietrze znad rusztu). Przy takim stole siada się w kilka osób, wspólnie zamawia gar jakiejś potrawki z kurczaka albo kawałki mięsa z ryżem i przystawkami, a potem... trzeba to sobie samem ugotować/usmażyć/grillować.

korea_19Palenisko w stole.

Pomimo tego, że niektóre ulice są wypełnione po brzegi barami tego typu, to wieczorami raczej żaden z nich nie narzeka na niedobór klientów, bo w takich miejscach regularnie wspólnie stołują się współpracownicy, czy koledzy szkolni (swoją drogą, w takich grupkach często o tym kto płaci i kto gdzie siedzi często decyduje wiek i pozycja w firmie, ale to dość rozbudowany temat na osobny artykuł). Ten styl jedzenia bardzo przypadł mi do gustu, tym bardziej, że jest relatywnie tani, bo najedzenie się do syta w takim miejscu to wydatek rzędu 7000-10000 wonów, czyli 20-30 złotych. Może nie brzmi to jakoś super tanio, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że koreańska średnia krajowa jest sporo wyższa od polskiej, a zachodnie jedzenie jest tu kilka razy droższe. Jeśli chce się tu zjeść porządny stek albo hamburgera, to trzeba wyłożyć z kieszeni 30000-40000 wonów. Mała pizza, po której nie czułem się jakoś bardzo najedzony, to 20000-30000 wonów (swoją drogą, największym szokiem było dla mnie to, że do pizzy nie dostałem żadnego sosu, ani oliwy, a... miód, co ponoć jest tu standardem). Jedynym wyjątkiem od tej reguły są sieciówki pokroju McDonalds (do McDonaldsa w Korei jeszcze za chwilę wrócę), w których ceny są zbliżone do polskich.

Koreańska kuchnia obfituje w wyraziste smaki: potrawy i przystawki są pikantne (bardzo częstym widokiem są marynowane plasterki papryczek jalapeno), kwaśne, gorzkie, słodkie i te wszystkie smaki często współistnieją ze sobą na jednym stole. Trzeba się tu przyzwyczaić do jedzenia i picia ryżu w najróżniejszych formach (także niektóre słodycze są robione z ryżu). Najpopularniejsze koreańskie dania, to oczywiście kimchi (najbardziej znana przystawka, tradycyjnie robiona z kiszonej kapusty pekińskiej i papryczek chili, ale może występować w wielu różnych postaciach), bibimbap (czyli ryż z warzywami, mięsem i jajkiem - również przyrządzany na wiele sposobów) i bulgogi (grillowana marynowana wołowina). Poza tym, na stołach często gości różnego rodzaju zielenina (smażone mięso często miesza się z dodatkami i przystawkami, a potem zawija w różnego rodzaju liście) i owoce morza. Moim osobistym przystawkowym odkryciem wyjazdu są marynowane na słodko plastry korzenia lotosu.

korea_110

Reasumując, koreańska kuchnia to różnorodne smaki, wspólne jedzenie w barach, ryż i kimchi. Koreańska kuchnia jest też zdrowa i trudno w niej znaleźć jakikolwiek tłuszcz w jakiejkolwiek postaci, co zresztą widać na ulicach. W Korei są ludzie otyli, ale jest ich znacznie, znacznie mniej niż u nas, czy w legendarnych pod tym względem Stanach Zjednoczonych. Najbardziej uświadomiły mi to koreańskie windy. W każdej windzie na całym świecie znajduje się mała tabliczka, na której widnieje informacja o jej udźwigu, przeliczonym na maksymalną liczbę osób, które mogą do niej wsiąść. Winda, którą jeździłem w swoim hotelu, miała udźwig 1400 kg, co miało się przełożyć na... 21 osób. Tak, w Korei zakłada się, że jedna osoba waży średnio trochę mniej niż 67 kg i z moich obserwacji wynika, że nie są to założenia wzięte z kosmosu. Jako ciekawostkę dodam, że w Korei, gdy się idzie do restauracji McDonalds i spojrzy na ofertę, to przy każdej pozycji na liście, obok ceny, dużymi cyframi jest zapisana liczba kalorii. I ludzie faktycznie korzystają z tej informacji.

korea_95

Co z alkoholem? Co prawda, Koreańczycy piją dużo alkoholu (w końcu skoro tyle czasu spędzają wspólnie jedząc, to do jedzenia zamawiają też alkohol), ale z pewnym dziennikarzem z Rosji szybko doszliśmy do wniosku, że w tym kraju nie ma „prawdziwego” alkoholu ;) W Korei najwięcej pije się piwa (moim zdaniem, średnio smacznego, choć sprawdzałem jedynie mainstreamowe marki) i soju, czyli ryżowego destylatu podobnego do wódki. Soju jest najmocniejszym popularnym alkoholem w Korei, a najczęściej pite odmiany soju mają 15-20% (występują także takie, które mają 40-45%) i smakują jak... rozcieńczona wódka. Generalnie, ciekawych doznań smakowych po tych trunkach raczej nie należy się spodziewać (choć jakieś lokalne destylarnie i browary zapewne mogłyby zmienić moje zdanie na ten temat). Za to można je znaleźć pijąc makgeolli, czyli tradycyjny mętny, słodkawy napój ryżowy, mający trochę wspólnego z winem. Ma on kilka procent mocy, jak wspomniałem przed chwilą, jest mętny i są do niego dodawane bardzo różne przyprawy, których my raczej nie kojarzymy z alkoholem i winem. Dostępne są też inne, już nie mętne, wina ryżowe i z nimi również warto poeksperymentować (mi zasmakowało sogokju). 

... rządzą k-dramy, k-pop i ke-sport

Korea Południowa eksportuje nie tylko pralki, lodówki, samochody, telewizory i gadżety, ale też swoją popkulturę. I to na dużą skalę. Kraj ten jest azjatyckim odpowiednikiem Wenezueli – kręcone tu telenowele (czy, jak kto woli, dramaty telewizyjne) są niesamowicie popularne w całym regionie. Występujący w nich aktorzy i aktorki są znani i rozpoznawani w niemal każdej części Azji południowo-wschodniej i moi azjatyccy rozmówcy często byli zaskoczeni, że nie rozpoznaję jakiejś twarzy zauważonej na bilbordzie. W samej Korei oglądają je niemal wszyscy – niezależnie od wieku i płci – i nikt nie próbuje się z tym kryć. Gdy pytałem się ludzi skąd się bierze ich popularność, uzyskiwałem różne odpowiedzi. Dużo osób wskazywało na to, że po prostu są one... bardzo ładne. Zarówno technicznie (koreańskie studia mają świetny sprzęt i wiedzą jak się nim posługiwać, czego często brakuje w okolicznych państwach), jak i „aktorsko”. Jednak najbardziej zainteresowały mnie wypowiedzi dwóch osób, które stwierdził, że dla wielu Koreańczyków zanurzenie się w na wpół baśniowym świecie koreańskich dramatów telewizyjnych jest formą ucieczki od ciężarów codzienności, w której często trudno o szczęśliwe zakończenie. Pamiętacie jeszcze koncepcję Hell Joseon?  Inaczej mówiąc, wygląda na to, że oglądanie telenowel jest dla niektórych sposobem na chwilowe wyrwanie się z „piekła” ;)

Popularność k-popu już nie zdziwiła mnie tak mocno, bo ten rodzaj muzyki staje się coraz modniejszy na całym świecie i już wcale nie jest tak trudno spotkać Europejczyka słuchającego k-popu. W Korei k-pop jest wszędzie, a jego gwiazdy i gwiazdki patrzą na przechodniów z prawie każdej tablicy reklamowej, bo niemal każda firma chce używać wizerunku aktualnego k-popowego topu do promowania swoich produktów. Skąd bierze się moda na k-pop? Odpowiedź nie jest trudna: jest to kwestia łatwo wpadającego w ucho rytmu, atrakcyjnych wizualnie teledysków, a także, najzwyczajniej na świecie, atrakcyjnych piosenkarek i piosenkarzy. Najlepszym dowodem na duży wpływ tego ostatniego elementu jest fakt, że notowania jednej z największych kobiecych gwiazd k-popu jakiś czas temu spadły na łeb, gdy wyszło na jaw, że... ma chłopaka, przez co dla wielu męskich fanów przestała się kwalifikować jako obiekt westchnień. Swoją drogą, dość ciekawie łączy się to z informacją, że mieszkańcy Korei Południowej wydają sporo pieniędzy na pornografię...

Na koniec zostawiłem sobie temat e-sportu. Seul jest nazywany stolicą e-sportu i miano to nie jest wyssane z palca, bo to właśnie tutaj powstał e-sport taki, jakim go znamy teraz, i jest to chyba jedyne miasto na świecie, w którym niemal każdego wieczora można obejrzeć na żywo jakieś e-sportowe potyczki. Co prawda e-sport nie ma tu takiego statusu, jak baseball, piłka nożna i inne bardziej tradycyjne dyscypliny sportowe, a na ulicach raczej nie znajdzie się bilbordów z najlepszymi graczami w League of Legends reklamującymi podpaski, lecz większość Koreańczyków jest świadoma istnienia takiego zjawiska i wie, że granie w gry może być zawodem (jednak świadomość niekoniecznie oznacza akceptację). Dwa razy wygospodarowałem czas na wizytę w Nexon Arena, gdzie obejrzałem dwa mecze rozgrywane w ramach  StarCraft 2 Proleague (swoją drogą, to jeśli ktoś planuje się tam wybrać, to polecam zabranie ze sobą telefonu z radiem FM i własnych słuchawek, bo standardowe radyjko i słuchawki, udostępniane na miejscu osobom chcącym słuchać angielskich komentatorów, są tragiczne).

korea_72

Nie ma się co oszukiwać – wydarzeniom tym jeszcze daleko do skali typowego, ligowego meczu piłki nożnej i na mniej ważnych meczach mniej popularnych drużyn/graczy zjawia się góra 50 osób. Frekwencja jest lepsza w weekendy i gdy gra ktoś bardziej znany, ale tłumy przychodzą właściwie tylko na ważne finały, organizowane w wynajętych miejscach. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Proporcja płci na trybunach i zachowanie dziewczyn. Gdy u nas pójdzie się na jedno z nielicznych wydarzeń e-sportowych, to można mieć pewność, że nie zobaczy się zbyt wielu kobiet, a te które są – przeważnie zostają tam zaciągnięte siłą. W Korei odsetek kobiet będących fankami e-sportu jest znacznie większy, przez co w czasie meczu można usłyszeć krzyki i piski, a po zakończeniu go – przed niektórymi graczami ustawia się kolejka dziewczyn proszących o autograf i chcących porozmawiać ze swoim... idolem? Niektóre drużyny nawet mają coś w stylu groupies. W innych częściach świata chyba sobie jeszcze poczekamy na coś takiego i taką rewolucję w e-sporcie...

korea_74

W ten oto sposób dotarliśmy do końca listy okołokoreańskich tematów, które chciałem Wam przybliżyć. Teraz, po przeanalizowaniu tego wszystkiego i przyjrzeniu się z boku temu, co napisałem w tych dwóch artykułach, sam jeszcze lepiej zauważam jak intrygującym społeczeństwem są Koreańczycy, ale też jak trudno by mi było wpasować się w tę społeczność. Teraz też bardziej doceniam pewne typowo polskie rzeczy, które wcześniej były mi niemal obojętne, takie jak duża ilość otwartych, płaskich, pustych przestrzeni, czy charakterystyczny polski luz i urokliwy chaos. Przy okazji, teraz bardziej bawią mnie komentarze ludzi mówiących, że Polska mogła być drugą Koreą i odnieść równie duży sukces gospodarczy, ale tego nie zrobiła, bo [tu wstaw jakąś polityczną retorykę]. Przede wszystkim dlatego, że takie osoby zdają się zupełnie nie widzieć jak mocno koreański cud gospodarczy jest związany z mentalnością i charakterem mieszkańców tego kraju, przez co odtworzenie go gdzie indziej byłoby bardzo trudne. Ale też dlatego, że mam spore wątpliwości, czy zwolennicy tych teorii faktycznie chcieliby żyć w drugiej Korei ;) W obu wpisach starałem się unikać krytyki różnych zjawisk i sytuacji, lecz nie da się ukryć, że Korea musi się teraz zmagać z licznymi wyzwaniami, często będącymi efektem jej szybkiego rozwoju, i poziom zadowolenia wielu jej obywateli z obecnej sytuacji jest daleki od ideału. Jak to się mówi: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Reasumując, poznawanie różnych kultur i podróże kształcą, bo poszerzają horyzonty, ale też pomagają bardziej docenić własny kraj, nawet jeśli wszyscy wokół twierdzą, że jest do kitu ;)

korea_148

Oceny (33)
Średnia ocena
Twoja ocena
=-Mav-= (2015.11.04, 02:40)
Ocena: 17
Brawo, dzięki za ciekawy opis ciekawego kraju. :) Jednak ten fragment:

najpierw oddajesz na ołtarzu edukacji całą młodość, a potem sprzedajesz siebie i swoją rodzinę w niewolę korporacji. A na drodze do sukcesu – nawet jeśli zrobiłeś wszystko, co mogłeś – i tak może ci stanąć stary, dobry nepotyzm

jednoznacznie utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak nie chciałbym się tam urodzić i żyć.
daerragh (2015.11.04, 15:41)
Ocena: 12
azjaci sa po prostu chorzy... kultura danego kraju odzwierciedla psychike spoleczenstwa a tu kultura jest troche nienormalna i widac po tekscie, ze czesto promuje niezdrowe zachowania. jesli tam co druga mloda kobieta robi sobie operacje plastyczna to w tej kwestii nie wiele sie roznia od dzikich plemion ostrzacych sobie zeby kamieniami (czy cos w podobie). nie ma to jak stary kontynent...
Edytowane przez autora (2015.11.04, 15:41)
miekrzy (2015.11.04, 16:22)
Ocena: 6
=-Mav-= (2015.11.04, 02:40)
jednoznacznie utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak nie chciałbym się tam urodzić i żyć.

W temacie Hell Joseon warto sobie zerknąć na ten tekst.
Twoja wypowiedź ciekawie zgrywa się z pewnym cytatem z tego tekstu:
The best thing for a South Korean is never to be born; the second best is to die as soon as possible.

Bardzo mi się też podoba znajdująca się w nim mapka :D

Oczywiście trzeba pamiętać, że mimo wszystko są to dość skrajne opinie w pełni popierane jedynie przez stosunkowo małą część społeczeństwa.
Edytowane przez autora (2015.11.04, 16:28)
hmm..ok.. (2015.11.04, 18:07)
Ocena: 0
Polecam marynowane pomidory.
Jadłem taką koreańską sałatkę z marynowanych warzyw i sera (feta?) i najlepsze w tym były marynowane pomidory.
Plum (2015.11.04, 19:23)
Ocena: 4
Bardzo fajny tekst.
Świetnie, że je tu zamieszczasz.
Kiedy można się spodziewać reportażu z pobytu w drugiej Koreii?

Tempo życia też jest chyba wyższe niż u nas?
(Nawet w aglomeracji stolecznej)
SunTzu (2015.11.04, 20:06)
Ocena: 6
W dużym skrócie, „typowy” i „porządny” koreański licealista spędza w szkole cały dzień: wychodzi z domu rano, najpierw ma zajęcia obowiązkowe, potem dodatkowe, a na koniec jeszcze uczy się we własnym zakresie i wraca do domu jakoś między 20 a 22.

W Polsce przecież też tak jest... tylko masz większą swobodę... Szkoła może i trwa do 14-15stej, ale potem masz albo zajęcia dodatkowe albo uczysz się we własnym zakresie. Norma to siedzenie potem te 5-6h. Do tego wstawać można o 4 rano by coś jeszcze przed porobić.

17000 złotych

Jak rozumiem tyle za medycynę. W Polsce studia płatne na publicznej uczelni kosztują teraz koło 30tys/rok... więc to chyba u nas jest drogo relatywnie do tego co tam.

Frekwencja jest lepsza w weekendy i gdy gra ktoś bardziej znany, ale tłumy przychodzą właściwie tylko na ważne finały, organizowane w wynajętych miejscach.

Z tego co kojarzę to u nas też tak jest może nie na piłce nożnej... siatkówka mecze ligowe.


I na koniec...
Mógłbyś coś więcej napisać od Mc? Jak wyglądają ceny, żarcie te same?
Edytowane przez autora (2015.11.04, 20:21)
Pentium D (2015.11.04, 20:54)
Ocena: -2
Chory kraj.
HΛЯPΛGŌN (2015.11.04, 21:20)
Ocena: 6
W życiu nie chciałbym mieszkać w tym sztucznym kraju. Czasem zerknę na laski z kpopa, ale one też zrobione na cacy.
Superplastyfikator (2015.11.04, 21:34)
Ocena: 3
Jeszcze :) Jeżeli możesz to skrobnij coś więcej o społeczeństwie. Kiedyś mocno jarałem się tamtą częścią świata (głównie Japonią), ale z czasem zacząłem inaczej na to patrzeć, jednak chętnie czytam o tym jak bardzo się różnimy(zresztą chodzi nie tylko o Azjatów, kręci mnie socjologia), więc tym bardziej cieszę się, że postanowiłeś dzielić się z nami swoimi wrażeniami z pobytu w Korei :)
muffin118 (2015.11.04, 22:10)
Ocena: 9
Też mam kumpla z Korei. Mówił też, że był w jakims 'lepszym' liceum językowym i normą było siedzienie w szkole od 8 do 19-20, z max godzinnymi przerwami na obiad o 14 i o 18. Wychodzilo ok 10h do 12h w szkole, na serio masakra, rok wytrzymał, ale potem wyjechal do Hiszpanii.
motiff (2015.11.04, 22:17)
Ocena: 5
Ot azjatycki gagnam styl, marzenie i zarazem karykatura kultu pieniądza, tam nie ma ducha i tradycji, zabili to, bo jak żyć harmonijnie to feudalnie jak przed epoką rozwoju technicznego. W zamian mają wyścig szczurów, bo jest tam tak dużo ludzi, że musisz zapinkalać od przedszkola, inaczej wylądujesz na marginesie.
Landsberg2015 (2015.11.04, 23:06)
Ocena: -4
daerragh (2015.11.04, 15:41)
azjaci sa po prostu chorzy... kultura danego kraju odzwierciedla psychike spoleczenstwa a tu kultura jest troche nienormalna i widac po tekscie, ze czesto promuje niezdrowe zachowania. jesli tam co druga mloda kobieta robi sobie operacje plastyczna to w tej kwestii nie wiele sie roznia od dzikich plemion ostrzacych sobie zeby kamieniami (czy cos w podobie). nie ma to jak stary kontynent...

Są karni i fanatyczni w wielu sprawach. Jednak trzeba pamiętać że muszę więcej pracować niż biali bo jednak to my jesteśmy bardziej inteligentni szybciej się uczymy więc możemy używać życia. A oni nadrabiają to dłuższą pracą. Są dobrymi odtwórcami zachodnich wynalazków ale nic poza tym
Hibiki (2015.11.04, 23:07)
Ocena: 5
Świetny artykuł. Ciekawe jak sobie poradzą z nadciągająca robotyzacja, Samsung jest bliski wywalenia na bruk ogromnej liczby ludzi. To wszystko wygląda jak społeczeństwo przyszłości, tak jakby byli z 30 lat do przodu. Niewesoła perspektywa.
Edytowane przez autora (2015.11.04, 23:07)
taith (2015.11.04, 23:33)
Ocena: 8
Znam jednego koreańczyka mieszkającego w US i nie ma łatwo.
Nie ma ambicji i talentu do nauki ale jako pierszy syn jest kreowany przez swoją rodzinę na lekarza.
Wiele razy powtarzał mi, że nie rozumiem co to znaczy, on wolał by żyć skromnie robiąc to co lubi, czyli z rysownictwa. Ale raczej nie będzie mu dane.
tybet2 (2015.11.05, 00:29)
Ocena: 0
Trochę krzywe.
Fajnie się czytało. Chętnie poczytam więcej takich tekstów :)
neXt___ (2015.11.05, 00:51)
Ocena: -3
Pentium D (2015.11.04, 20:54)
Chory kraj.


Chory? Taki koreański nastolatek spojrzałby na to, co dzieje się w polskich gimnazjach i liceach i doszedłby do wniosku, że to polskie szkolnictwo jest chore. I prędzej przyznałbym jemu racje niż Tobie. Oni przynajmniej mają cel, do którego dążą. Koszty są ogromne, ale zyski materialne jeszcze większe. A u nas? Degrengolada i bajzel.
tybet2 (2015.11.05, 01:11)
Ocena: 3
W sumie tak, ale u nas każdy może robić to co chce i dzięki temu być szczęśliwy (bądź nie - w zależności od tego jak jest ogarnięty. Generalizuję żeby nie było).
Praca w korporacji jako cel życia(?) Nie dzięki :]

A u nas w gimnazjach rzeczywiście jest siarczan i patologia - to już jest (niestety) faktem od lat.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 01:13)
Desti (2015.11.05, 01:26)
Ocena: 7
Bardzo ciekawy i dobrze sporządzony artykuł, miło się czytało. Fajnie tak poczytać sobie coś innego, aniżeli codzienne 'spinki' na naszym forum, tak dla odmiany. Zawsze chciałem tam pojechać, tak samo jak do Japonii i zobaczyć to wszystko właśnie samemu od środka, jak tam życie płynie. ;)

pozdrawiam

P.s. Co do tych trunków, to może i dobrze że nie mają tak dostępu (te wysoko %) jak i obyczajów, tych naszych, jak i 'braci' ze wschodu :D

Oczywiście poprzednią część równie dobrze się czytało.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 02:22)
SunTzu (2015.11.05, 06:46)
Ocena: 3
motiff (2015.11.04, 22:17)
Ot azjatycki gagnam styl, marzenie i zarazem karykatura kultu pieniądza, tam nie ma ducha i tradycji, zabili to, bo jak żyć harmonijnie to feudalnie jak przed epoką rozwoju technicznego. W zamian mają wyścig szczurów, bo jest tam tak dużo ludzi, że musisz zapinkalać od przedszkola, inaczej wylądujesz na marginesie.

Muszę przyznać Ci rację. Jako społeczeństwo mają cel i go osiągają pracą. U nas celem są przywileje podwyżki, 'niekoniecznie' wynikające z pracy.
U nas niby jest szkoła ale ogromnym problemem jest wtórny analfabetyzm, który nawet dotyczy ludzi z wyższym wykształceniem-> uczeń robi wszystko by się nie uczyć, a nauczyciel robi wszystko by przepuszczać przez klasy.
Tam też są patologie, też mają problemy.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 06:48)
waszu (2015.11.05, 08:38)
Ocena: 0
TitoBandito (2015.11.05, 04:15)
Do dzisiaj pamiętam jak te zasrane mikroprocesorki wygrały z nami na MŚ w 2002 roku. Won do piekła kitajce - oby wam Kim posłał atomówkę na śniadanie :)

Wygrali lepsi, o to chodzi w sporcie. Won do piekła polonusie
TheMr. (2015.11.05, 08:44)
Ocena: 5
SunTzu (2015.11.04, 20:06)
W dużym skrócie, „typowy” i „porządny” koreański licealista spędza w szkole cały dzień: wychodzi z domu rano, najpierw ma zajęcia obowiązkowe, potem dodatkowe, a na koniec jeszcze uczy się we własnym zakresie i wraca do domu jakoś między 20 a 22.

W Polsce przecież też tak jest... tylko masz większą swobodę... Szkoła może i trwa do 14-15stej, ale potem masz albo zajęcia dodatkowe albo uczysz się we własnym zakresie. Norma to siedzenie potem te 5-6h. Do tego wstawać można o 4 rano by coś jeszcze przed porobić.

Poważnie za czasów gimnazjum/liceum ludzie siedzą nad zajęciami i nauka 5-6h? To musi być top1 liceum prawo/medycyna, bo przeważnie 1h na zajęcie i nauka to max w Polsce żeby wyjść na 4+ przy średnim poziomie. Nigdy nie wstawałem o 4 by coś nadrobić, nawet na studiach :E Ogólnie ciekaw jestem liczby samobójstw dzięki takiemu piekłu, psychicznie pewnie dużo osób nie wytrzymuje. Jak zwykle genialny artykuł.
waszu (2015.11.05, 08:38)
TitoBandito (2015.11.05, 04:15)
Do dzisiaj pamiętam jak te zasrane mikroprocesorki wygrały z nami na MŚ w 2002 roku. Won do piekła kitajce - oby wam Kim posłał atomówkę na śniadanie :)

Wygrali lepsi, o to chodzi w sporcie. Won do piekła polonusie

Wygrali bogatsi, przecież wiadomo że MS 2002 było kupione.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 08:45)
Stjepan (2015.11.05, 09:26)
Ocena: 1
Ciekawy wpis, ja ostatnio byłem w Norwegii, niby blisko, a jak inaczej jak w Polsce, ale Korea to ciekawy kraj, do północnej też jedziesz?
Aule (2015.11.05, 09:54)
Ocena: 1
Wychodzi na to żeby studia w Korei gwarantują pracę i uczą tego co się może w niej przydać.
Tutaj jeszcze ciekawy wywiad o społeczeństwie w Korei.
lukadd (2015.11.05, 10:00)
Ocena: 1
Byłem w tym roku w Seulu. Bogaty kraj, ciekawi ludzie, super jedzenie, jest co robić i zwiedzać.
motiff (2015.11.05, 16:11)
Ocena: 2
SunTzu (2015.11.05, 06:46)
motiff (2015.11.04, 22:17)
Ot azjatycki gagnam styl, marzenie i zarazem karykatura kultu pieniądza, tam nie ma ducha i tradycji, zabili to, bo jak żyć harmonijnie to feudalnie jak przed epoką rozwoju technicznego. W zamian mają wyścig szczurów, bo jest tam tak dużo ludzi, że musisz zapinkalać od przedszkola, inaczej wylądujesz na marginesie.

Muszę przyznać Ci rację. Jako społeczeństwo mają cel i go osiągają pracą. U nas celem są przywileje podwyżki, 'niekoniecznie' wynikające z pracy.
U nas niby jest szkoła ale ogromnym problemem jest wtórny analfabetyzm, który nawet dotyczy ludzi z wyższym wykształceniem-> uczeń robi wszystko by się nie uczyć, a nauczyciel robi wszystko by przepuszczać przez klasy.
Tam też są patologie, też mają problemy.

Problem jest szerszy, region Azji Wschodniej podobnie jak Europa Wschodnia ma tradycyjnie bardzo wysoki wskaźnik samobójstw i niskie wskaźniki zadowolenia społecznego połączone to jest z nieufnością do innych ludzi, władz i jako takiej sytuacji gospodarczej, ekonomicznej. Duża presja, masa problemów z uzależnieniami od pracy, używek, ale tu chyba też kultura o wysokim poziomie tzw. wstydu, czyli braku współczucia i przebaczenia. Są nawet określenia na choroby społeczne związane z alienacją jak kodokushi, hikikomori.
Koreańce piją na umór

Do tego wskaźniki migracyjne wysokie i co ciekawe migranci z tych regionów zachowują się podobnie w obcym kraju, więc to kultura ma decydujący wpływ.
cdarek (2015.11.05, 16:42)
Ocena: 2
SunTzu (2015.11.05, 06:46)

Muszę przyznać Ci rację. Jako społeczeństwo mają cel i go osiągają pracą. U nas celem są przywileje podwyżki, 'niekoniecznie' wynikające z pracy.


Coś nie doczytałeś - u nich jest właśnie powszechny nepotyzm i silna hierarchia. Nie możesz się tak po prostu znaleźć ponad kimś dzięki pracy, jeśli poszedłeś 'złą' ścieżką.

Konieczność ciężkiej nauki w szkole wynika nie z samego promowania pracy, tylko z tego, że komu podwinie się noga zostanie później odrzucony, zmniejszając jego szanse na dobrą pracę niezależnie od dalszego wysiłku, predyspozycji lub realnych umiejętności.

System byłby ok, gdyby założyć, że egzaminy są doskonałe, ale coś mi się wydaje że nie bardzo... Walka odbywa się właśnie o pozycję, a nie o wypracowanie użytecznych sobie i społeczeństwu umiejętności, co akurat można nazwać wspólnym elementem z każdym innym krajem.

Metoda - sztywna hierarchia - dość okrutna i arbitralna. Starzy wybierają ścieżkę życia za młodych, przez co sami dbają o siebie cudzym kosztem :)

System tego, że wszyscy muszą nawet wyglądać pod linijkę wbrew pozorom jest szkodliwy dla urody kobiet, bo wszystko się w końcu nudzi i lepiej jak widać trochę różne typy na ulicy ;)

W każdym razie, ciekawe wpisy.
deton24 (2015.11.05, 19:12)
Ocena: 4
Czekamy na więcej artykułów o Korei (Południowej).
Przeniosło nas trochę do innego świata.
SunTzu (2015.11.05, 19:22)
Ocena: -1
TheMr. (2015.11.05, 08:44)
SunTzu (2015.11.04, 20:06)
(...)

W Polsce przecież też tak jest... tylko masz większą swobodę... Szkoła może i trwa do 14-15stej, ale potem masz albo zajęcia dodatkowe albo uczysz się we własnym zakresie. Norma to siedzenie potem te 5-6h. Do tego wstawać można o 4 rano by coś jeszcze przed porobić.

Poważnie za czasów gimnazjum/liceum ludzie siedzą nad zajęciami i nauka 5-6h? To musi być top1 liceum prawo/medycyna, bo przeważnie 1h na zajęcie i nauka to max w Polsce żeby wyjść na 4+ przy średnim poziomie. Nigdy nie wstawałem o 4 by coś nadrobić, nawet na studiach :E Ogólnie ciekaw jestem liczby samobójstw dzięki takiemu piekłu, psychicznie pewnie dużo osób nie wytrzymuje. Jak zwykle genialny artykuł.

Uczysz się dla siebie czy dla ocen?
Jaka różnica czy w liceum masz 2 czy 5? Szkoła służy do poszerzania ogólnych horyzontów i zdobycia podstawowych narzędzi. Dla mnie różnica żadna- ważne to czy włożyłeś max wysiłek, a celem jest robienie najlepiej tego co lubisz i posłuży Ci do pracy.

Najwięcej mi dało np. na te tysiąc godzin angielskiego jedna/cztery godziny-> ładna kserówka gdzie miałem napisane serie zwrotów/wyrażeń używanych w języku oficjalnym, nieoficjalnym, półoficjalnym itp....
... Czegoś takiego nie było na języku polskim... a chyba powinno czytając niektóre pisma.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 19:31)
SunTzu (2015.11.05, 19:35)
Ocena: -1
cdarek (2015.11.05, 16:42)
SunTzu (2015.11.05, 06:46)

Muszę przyznać Ci rację. Jako społeczeństwo mają cel i go osiągają pracą. U nas celem są przywileje podwyżki, 'niekoniecznie' wynikające z pracy.


Coś nie doczytałeś - u nich jest właśnie powszechny nepotyzm i silna hierarchia. Nie możesz się tak po prostu znaleźć ponad kimś dzięki pracy, jeśli poszedłeś 'złą' ścieżką.

Konieczność ciężkiej nauki w szkole wynika nie z samego promowania pracy, tylko z tego, że komu podwinie się noga zostanie później odrzucony, zmniejszając jego szanse na dobrą pracę niezależnie od dalszego wysiłku, predyspozycji lub realnych umiejętności.

System byłby ok, gdyby założyć, że egzaminy są doskonałe, ale coś mi się wydaje że nie bardzo... Walka odbywa się właśnie o pozycję, a nie o wypracowanie użytecznych sobie i społeczeństwu umiejętności, co akurat można nazwać wspólnym elementem z każdym innym krajem.

Metoda - sztywna hierarchia - dość okrutna i arbitralna. Starzy wybierają ścieżkę życia za młodych, przez co sami dbają o siebie cudzym kosztem :)

System tego, że wszyscy muszą nawet wyglądać pod linijkę wbrew pozorom jest szkodliwy dla urody kobiet, bo wszystko się w końcu nudzi i lepiej jak widać trochę różne typy na ulicy ;)

W każdym razie, ciekawe wpisy.

A przede wszystkim...
... źle zacytowałem :)

Chodziło mi o ten komentarz
neXt___ (2015.11.05, 00:51)
Pentium D (2015.11.04, 20:54)
Chory kraj.


Chory? Taki koreański nastolatek spojrzałby na to, co dzieje się w polskich gimnazjach i liceach i doszedłby do wniosku, że to polskie szkolnictwo jest chore. I prędzej przyznałbym jemu racje niż Tobie. Oni przynajmniej mają cel, do którego dążą. Koszty są ogromne, ale zyski materialne jeszcze większe. A u nas? Degrengolada i bajzel.

W tam tym kontekście faktycznie nie miało to większego sensu zwłaszcza po przeczytaniu artu.

Miałem na myśli samą szkołę co zresztą uciąłeś w cytowanym komentarzu nie wiem dlaczego.
Wlaśnie dzisiejsze protesty nie są po to by nauczyciele dłużej pracowali, więcej testów robili tylko po to by mniej pracowali więcej zarabiali.
Edytowane przez autora (2015.11.05, 19:37)
s2p (2015.11.05, 19:40)
Ocena: 0
Taak, życie Ferdynanda Kiepskiego jest ciekawsze :)
vibovit (2015.11.05, 21:03)
Ocena: 3
Z jednego ekstremum w drugie, fabryka robotów z dużym odsetkiem samobójstw i alkoholizmu, oglądałem kiedyś wywiad z koreańskimi studentami w PL i tutaj im się bardziej podoba, bo tutaj mają naukę i życie a tam mieli obóz pracy i nic więcej. Zresztą tam jest nepotyzm taki o którym w europie nawet nie słyszano.
Tabalan (2015.11.06, 00:02)
Ocena: 1
ShadowMan (2015.11.05, 21:37)
I co to ma być? Koleś, który pojechał tam na chwilę jest nagle wielkim znawcą od Korei? Większość tego co tam pisze, to pewnie jakieś wyssane z palca bzdury.
Nie, koleś, który pojechał tam na chwilę i teraz opisuje swoje spostrzeżenia, wyraża swoją opinię.
jagular (2015.11.06, 02:25)
Ocena: 3
To nie jest kraj 'chory', drodzy zakompleksieni obywatele Wielkiego Imperium Nadwiślańskiego. To kraj bardzo INNY od waszego zaściankowego wyobrażenia.

Mieszku, z przyjemnością przeczytałem. To jeden z niewielu tekstów na pcimlabie, który w taki sposób można przeczytać. Gratulacje.
SunTzu (2015.11.06, 07:09)
Ocena: 2
ShadowMan (2015.11.05, 21:37)
I co to ma być? Koleś, który pojechał tam na chwilę jest nagle wielkim znawcą od Korei? Większość tego co tam pisze, to pewnie jakieś wyssane z palca bzdury.

Nie :) Akurat doskonale pisze o ścianach jakie tam można spotkać, będziesz najlepszy i tak nie przebijesz się przez kierownika, który może być gorszy ale jest wujkiem/szwagrem... to nie jest bzdura.
O tym jak ciężkie tam są szkoły to ogólnie znany fakt.

Najlepsze jest to, że nie musisz wcale jechać do Korei by sprawdzić te informacje, które tu wypisuje :)
Edytowane przez autora (2015.11.06, 07:11)
TheMr. (2015.11.06, 08:49)
Ocena: 0
SunTzu (2015.11.05, 19:22)
TheMr. (2015.11.05, 08:44)
(...)

Poważnie za czasów gimnazjum/liceum ludzie siedzą nad zajęciami i nauka 5-6h? To musi być top1 liceum prawo/medycyna, bo przeważnie 1h na zajęcie i nauka to max w Polsce żeby wyjść na 4+ przy średnim poziomie. Nigdy nie wstawałem o 4 by coś nadrobić, nawet na studiach :E Ogólnie ciekaw jestem liczby samobójstw dzięki takiemu piekłu, psychicznie pewnie dużo osób nie wytrzymuje. Jak zwykle genialny artykuł.

Uczysz się dla siebie czy dla ocen?
Jaka różnica czy w liceum masz 2 czy 5? Szkoła służy do poszerzania ogólnych horyzontów i zdobycia podstawowych narzędzi. Dla mnie różnica żadna- ważne to czy włożyłeś max wysiłek, a celem jest robienie najlepiej tego co lubisz i posłuży Ci do pracy.

Najwięcej mi dało np. na te tysiąc godzin angielskiego jedna/cztery godziny-> ładna kserówka gdzie miałem napisane serie zwrotów/wyrażeń używanych w języku oficjalnym, nieoficjalnym, półoficjalnym itp....
... Czegoś takiego nie było na języku polskim... a chyba powinno czytając niektóre pisma.

Różnica między 2 a 5 jest jak sam wspomniałeś w wysiłku, tylko u nas rożnie ludzie do tego podchodzą, niektórym wystarczy 3 i mały wysiłek żeby nie wychylać się za bardzo, a niektórym 100% z matury nie wystarcza, w Korei masz tylko jeden wybór - 90% albo przegrałeś życie. Jednym słowem, w Polsce do nauki masz większa swobodę i poziom samozadowolenia jest po prostu inny, dlatego piekło w Korei, 0.01%(max 1) uczniów z Polski by przeżyło. A co do studiowania, 500 zł/ miesiąc na prywatnej uczelni, jedna z droższych uczelni w mieście, to średnio wychodzi 6000 zł za rok, trochę daleko do 17k, a można znaleźć nawet studia 300 zł/miesiąc.
Tabalan (2015.11.06, 10:47)
Ocena: 0
TheMr. (2015.11.06, 08:49)
Różnica między 2 a 5 jest jak sam wspomniałeś w wysiłku, tylko u nas rożnie ludzie do tego podchodzą, niektórym wystarczy 3 i mały wysiłek żeby nie wychylać się za bardzo, a niektórym 100% z matury nie wystarcza, w Korei masz tylko jeden wybór - 90% albo przegrałeś życie. Jednym słowem, w Polsce do nauki masz większa swobodę i poziom samozadowolenia jest po prostu inny, dlatego piekło w Korei, 0.01%(max 1) uczniów z Polski by przeżyło. A co do studiowania, 500 zł/ miesiąc na prywatnej uczelni, jedna z droższych uczelni w mieście, to średnio wychodzi 6000 zł za rok, trochę daleko do 17k, a można znaleźć nawet studia 300 zł/miesiąc.
Te 17 000 zł za semestr to jest oferta taniego uniwersytetu, na tych najlepszych jest to zapewne wielokrotność tej kwoty. Co do braku wyboru - nie każdy musi być naukowcem, dyrektorem, lekarzem lub prawnikiem. Jednak jeżeli chcesz pracować w takim zawodzie to masz zapieprz.
SunTzu (2015.11.06, 16:15)
Ocena: 0
TheMr. (2015.11.06, 08:49)
SunTzu (2015.11.05, 19:22)
(...)

Uczysz się dla siebie czy dla ocen?
Jaka różnica czy w liceum masz 2 czy 5? Szkoła służy do poszerzania ogólnych horyzontów i zdobycia podstawowych narzędzi. Dla mnie różnica żadna- ważne to czy włożyłeś max wysiłek, a celem jest robienie najlepiej tego co lubisz i posłuży Ci do pracy.

Najwięcej mi dało np. na te tysiąc godzin angielskiego jedna/cztery godziny-> ładna kserówka gdzie miałem napisane serie zwrotów/wyrażeń używanych w języku oficjalnym, nieoficjalnym, półoficjalnym itp....
... Czegoś takiego nie było na języku polskim... a chyba powinno czytając niektóre pisma.

Różnica między 2 a 5 jest jak sam wspomniałeś w wysiłku, tylko u nas rożnie ludzie do tego podchodzą, niektórym wystarczy 3 i mały wysiłek żeby nie wychylać się za bardzo, a niektórym 100% z matury nie wystarcza, w Korei masz tylko jeden wybór - 90% albo przegrałeś życie. Jednym słowem, w Polsce do nauki masz większa swobodę i poziom samozadowolenia jest po prostu inny, dlatego piekło w Korei, 0.01%(max 1) uczniów z Polski by przeżyło. A co do studiowania, 500 zł/ miesiąc na prywatnej uczelni, jedna z droższych uczelni w mieście, to średnio wychodzi 6000 zł za rok, trochę daleko do 17k, a można znaleźć nawet studia 300 zł/miesiąc.

Nie mówimy o maturze a o ocenach. Nic nie pisałem o różnicy... jak dla mnie jest ona żadna. Ocena nie jest oglądem tego ile włożyłeś wysiłku w to...
Matura też nie jest do końca ważna jak wspomniałem uczysz się dla siebie! i tego co będziesz robić w przyszłości! Jeśli by to robić musisz mieć dobry wynik z matury to trzeba, a jak nie to lepiej robić wszystko wokół tego czym się będziesz zajmować.

Z tym max 1 przesadzasz. Ludzie lubią się uczyć, sami to robią, zdolnych dzieciaków jest u nas masa, które mają samozaparcie i ambicje. Robią to wszystko tylko nie w szkole, a w domu. W dzisiejszych czasach masz łatwy dostęp do materiałów i wiedzy.

Co do cen nie wiem o czym mówisz- cenach Korei czy Polsce?
Ale jeśli masz na myśli 6k w Polsce to miekrzy pisał o 8,5k w Korei, więc relatywnie do zarobków to u nas jest drogo. Jeśli 17k tam za medycynę to u nas 15k jest tak samo wydaje się dużo.
Edytowane przez autora (2015.11.06, 16:16)
Kosiciel (2015.11.06, 17:48)
Ocena: 0
Część druga wydaje się ciekawsze od pierwszej, dałem gwiazdkę wyżej :)
NoSkill666 (2015.11.07, 10:54)
Ocena: 2
Gdy byłem ostatnio w Seulu, to 'konsierżka' w hotelu, odprowadzająca gościa do pokoju, 'zabawiała mnie rozmową'. I strasznie mi współczuła. Bo moja korporacja (i dwie pozostałe koreańskie o światowym zasięgu) ponoć słynie z tego, że się strasznie dużo pracuje. Gdy powiedziałem, że w Europie w tej samej korporacji pracuje się 8-9h dziennie max przez 5 dni w tygodniu, to była w takim szoku, że pozwoliła sobie na uwagę: 'no chyba pan żartuje'. A takie zachowanie - pracownicy hotelu w stosunku do gościa lub kobiety wobec obcego mężczyzny - to wręcz skandal :))
A wszystko to w hotelu S-klasa (wysyłanie pracownika do takiego hotelu to symbol statusu firmy, a nie pracownika), w Gangnam :D
miekrzy (2015.11.09, 11:22)
Ocena: 0
Przepraszam, że tak późno, ale w weekend zupełnie nie miałem czasu na odpowiadanie na komentarze.
Plum (2015.11.04, 19:23)
Tempo życia też jest chyba wyższe niż u nas?
(Nawet w aglomeracji stolecznej)

Powiem tak - po powrocie do Warszawy poczułem się prawie jak na wsi ;) Ogólnie, ilość nadgodzin wyrabianych tam przez pracowników korporacji jest kosmiczna. Nie to, że u nas nie ma ludzi pracujących regularnie po godzinach, ale tam przyjmuje to dziwną skalę.
SunTzu (2015.11.04, 20:06)
W Polsce przecież też tak jest... tylko masz większą swobodę... Szkoła może i trwa do 14-15stej, ale potem masz albo zajęcia dodatkowe albo uczysz się we własnym zakresie. Norma to siedzenie potem te 5-6h. Do tego wstawać można o 4 rano by coś jeszcze przed porobić.

Tylko ile % polskich dzieci tak robi? :) Nie chodzi tu o to, że w Korei tak robią, a w Polsce nie. Chodzi o to, że w Korei tak robią niemal wszyscy i jest wywierany nacisk społeczny na to, aby cały okres liceum spędzić na nauce. Chyba nie powiesz mi, że w Polsce jest tak samo?

SunTzu (2015.11.04, 20:06)
Jak rozumiem tyle za medycynę. W Polsce studia płatne na publicznej uczelni kosztują teraz koło 30tys/rok... więc to chyba u nas jest drogo relatywnie do tego co tam.

Tylko, że w Korei taniej się nie da, a kilka razy drożej - zdecydowanie tak. A w Polsce, pomimo bezpłatnych państwowych uczelni, i tak odsetek osób kończących studia jest niższy. Jeszcze raz - nie chodzi o to, że pewne zjawiska w Korei występują tylko tam, a jedynie o to, że skala jest zupełnie inna.

SunTzu (2015.11.04, 20:06)
Mógłbyś coś więcej napisać od Mc? Jak wyglądają ceny, żarcie te same?

Ceny są bardzo zbliżone do naszych (niektóre rzeczy nawet trochę tańsze). Główne menu jest identyczne, ale pewnych specjalnych zestawów tam nie ma, a są za to inne, których nie ma u nas - na przykład Bulgogi Burger.
Superplastyfikator (2015.11.04, 21:34)
Jeszcze :)

Niestety, to już koniec. Myślę, że to i tak sporo materiału, jak na 3 tygodnie pobytu.
Stjepan (2015.11.05, 09:26)
do północnej też jedziesz?

Do północnej mi się nie śpieszy ;) Słyszałem tylko pewne anegdotki opowiadane przez Koreańczyków z południa i Chińczyków. Najbardziej podobała mi się historia opowiadana przez dziennikarza z Chin. Na uniwersytecie w Pekinie, na którym studiował, kiedyś pojawiło się trzech Koreańczyków z północy. Przyjechali tam uczyć się chińskiego. Oprócz tego, że ciągle chodzili w tych samych strojach i co rano śpiewali jakąś patriotyczną piosenkę z twarzą skierowaną w stronę stolicy swojego kraju, to jeszcze każdy z nich co wieczór pisał sprawozdanie o tym co danego dnia robiła pozostała dwójka - co robił, z kim rozmawiali, o czym rozmawiali itp. Niezły hardkor.
Aule (2015.11.05, 09:54)
Wychodzi na to żeby studia w Korei gwarantują pracę i uczą tego co się może w niej przydać.

Nie do końca. Wśród młodych Koreańczyków dość szybko rośnie stopień bezrobocia (rynek pracy już nie jest w stanie wchłonąć tylu specjalistów od wszystkiego) i osobiście rozmawiałem z kilkoma studentami, którzy jasno mówili, że ich zdaniem studia w tym kraju nie przygotowują do pracy, a kształcą naukowców.
ShadowMan (2015.11.05, 21:37)
I co to ma być? Koleś, który pojechał tam na chwilę jest nagle wielkim znawcą od Korei? Większość tego co tam pisze, to pewnie jakieś wyssane z palca bzdury.

Nie, nie jestem znawcą. Ale nie byłem tam też na wakacjach, tylko codziennie zasuwałem na wykłady prowadzone przez śmietankę koreańskich wykładowców, z którymi później jeszcze mogłem porozmawiać przy soju i dopiero wtedy dowiadywałem się najciekawszych rzeczy ;) Poza tym, jak wspomniał SunTzu, wszystkie napisane tu rzeczy można łatwo zweryfikować w sieci. Ja zresztą też, zanim coś napisałem, sprawdzałem w różnych źródłach, czy przypadkiem nie naciągam faktów albo nie mylę liczb.
DawidTVT (2015.11.13, 17:19)
Ocena: 0
TheMr. (2015.11.05, 08:44)
SunTzu (2015.11.04, 20:06)
(...)

W Polsce przecież też tak jest... tylko masz większą swobodę... Szkoła może i trwa do 14-15stej, ale potem masz albo zajęcia dodatkowe albo uczysz się we własnym zakresie. Norma to siedzenie potem te 5-6h. Do tego wstawać można o 4 rano by coś jeszcze przed porobić.

Poważnie za czasów gimnazjum/liceum ludzie siedzą nad zajęciami i nauka 5-6h? To musi być top1 liceum prawo/medycyna, bo przeważnie 1h na zajęcie i nauka to max w Polsce żeby wyjść na 4+ przy średnim poziomie. Nigdy nie wstawałem o 4 by coś nadrobić, nawet na studiach :E Ogólnie ciekaw jestem liczby samobójstw dzięki takiemu piekłu, psychicznie pewnie dużo osób nie wytrzymuje. Jak zwykle genialny artykuł.
waszu (2015.11.05, 08:38)
(...)

Wygrali lepsi, o to chodzi w sporcie. Won do piekła polonusie

Wygrali bogatsi, przecież wiadomo że MS 2002 było kupione.


Zdecydowanie prawda
Jestem teraz w technikum na teleinformatyce i dzień mi wygląda tak, że budzę się 5:30, nauka, 7:30 szkoła, 14:40 koniec szkoły, w drodze do domu powtarzam matmę, a potem nauka do 22, aby nie dostać 1 za kilka błędów. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale myślę, że starania opłacą się w przyszłości :) Jak nie to chyba sznur mi zostaje bo zapierniczam teraz jak głupi, można się załamać od czasu do czasu ;p
Nyat (2015.11.14, 17:39)
Ocena: 0
DawidTVT (2015.11.13, 17:19)
TheMr. (2015.11.05, 08:44)
(...)

Poważnie za czasów gimnazjum/liceum ludzie siedzą nad zajęciami i nauka 5-6h? To musi być top1 liceum prawo/medycyna, bo przeważnie 1h na zajęcie i nauka to max w Polsce żeby wyjść na 4+ przy średnim poziomie. Nigdy nie wstawałem o 4 by coś nadrobić, nawet na studiach :E Ogólnie ciekaw jestem liczby samobójstw dzięki takiemu piekłu, psychicznie pewnie dużo osób nie wytrzymuje. Jak zwykle genialny artykuł.
(...)

Wygrali bogatsi, przecież wiadomo że MS 2002 było kupione.


Zdecydowanie prawda
Jestem teraz w technikum na teleinformatyce i dzień mi wygląda tak, że budzę się 5:30, nauka, 7:30 szkoła, 14:40 koniec szkoły, w drodze do domu powtarzam matmę, a potem nauka do 22, aby nie dostać 1 za kilka błędów. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale myślę, że starania opłacą się w przyszłości :) Jak nie to chyba sznur mi zostaje bo zapierniczam teraz jak głupi, można się załamać od czasu do czasu ;p


Panowie, o takich jak was się mówi 'kujony'. Nie jest to złośliwość z mojej strony. Po prostu żyjecie trochę w innym świecie. Niewielka część narodu tak się przykłada jak wy. Tak więc bez przesady, że u nas podobnie, U takich jak wy to może, ale w miażdżąca większość narodu? Nie.
Zaloguj się, by móc komentować