Moja przygoda z Sony A7 i A7R

9
Mieszko Krzykowski
Moja przygoda z Sony A7 i A7R

Od pewnego czasu Sony bardzo mocno próbuje mieszać na rynku aparatów fotograficznych, co czasem się udaje, a czasem... prawie się udaje. Półprzeźroczyste lustra, silna linia bezlusterkowców (w tym bardzo udany NEX-6), pełnoklatkowy kompakt (RX1), kompakt z jednocalową matrycą (RX100 i RX100-II), czy „bezkorpusowce” QX to tylko niektóre z ostatnich pomysłów japońskich projektantów. W październiku do tego grona doszły pierwsze pełnoklatkowe bezlusterkowce z autofokusem, czyli Sony A7 i A7R, które (dziwnym zbiegiem okoliczności) miałem okazję poużywać w ubiegłym tygodniu.

Na początek należy się Wam kilka słów wyjaśnienia dotyczących tego, jak gość od smartfonów i tabletów znalazł się na konferencji dotyczącej aparatów fotograficznych. Stali czytelnicy moich wpisów zapewne zauważyli (a przynajmniej mam taką nadzieję :)), że fotografia nie jest mi obca i lubię czasem postukać w klawiaturę na jej temat. Prywatnie pstrykam od pewnego czasu Fuji X-E1, którego zakupiłem po pozbyciu się... Canona 5D Mark II i zestawu szkieł do niego. Czyli, wbrew pozorom, nie byłem aż tak przypadkową osobą na tej prezentacji i wiedziałem co się tam będzie działo. Dlatego stwierdzenie naczelnego „poślijmy tam Mieszka, bo przecież on biega z takim małym hipsterskim aparacikiem” spowodowało, że zajarałem się jak Rzym (pozdrawiam „wynalazcę” tego tekstu), bo temat pełnoklatkowego (małoobrazkowego?) bezlusterkowca wydał mi się bardzo interesujący. Oto i cała historia.

Zanim przejdę do opisu – kilka drobnych uwag. Przede wszystkim, to nie jest test aparatu i należy pamiętać o tym, że miałem w rękach sprzęt przedprodukcyjny, więc niektóre rzeczy jeszcze mogą zostać zmienione. Wszystko poniżej to zbiór bardzo subiektywnych spostrzeżeń osoby, która świadomie przesiadła się z pełnoklatkowej lustrzanki, na mały hipsterski aparacik bezlusterkowca APS-C i jest fanbojem fanem aparatów Fuji. Nie będzie ani „profesjonalne”, ani poważne, ani obiektywne. Tak tylko uprzedzam :)

Główni bohaterowie – Sony A7 i Sony A7R

Bezlusterkowce, którym wiele osób początkowo wieszczyło szybkie i nieuniknione fiasko, już na stałe zadomowiły się na fotograficznym rynku. W tym momencie projektuje je właściwie każdy producent aparatów i dominują w nich trzy rozmiary matryc: APS-C (Sony NEX, Samsung NX, Fujifilm X, Pentax, Canon M), mikro cztery trzecie (Panasonic, Olympus) i to coś co wykorzystuje Nikon w „jedynkach”. Mistyczną pełną klatką mogły się do tej pory poszczycić jedynie cyfrowe dalmierze Leica M, ale to sprzęt bardzo niszowy i drogi, przez co też często pomijany w takich wyliczeniach. A nie trudno się domyślić, że chętni na bezlusterkowca z dużą matrycą, autofokusem i trochę bardziej przystępną cenowo optyką (w końcu nie każdego stać na Noctiluksy) by się znaleźli. Sony zaczęło się czaić na ten kawałek fotograficznego tortu już jakiś czas temu, gdy do sprzedaży trafił RX1 z sensorem o szerokości 35 mm i stałoogniskowym obiektywem 35 mm f/2. Cena? Jedyne 10000 zł, czyli całkiem sporo jak za „kompakta na sterydach”.

a7r-1

No i w końcu stało się: Sony w ubiegłym miesiącu zaprezentowało pierwsze pełnoklatkowe bezlusterkowce z wymienną optyką i autofokusem. Nowe alfy mają bagnet E, kompatybilny ze szkłami do popularnych NEX-ów (o czym więcej za chwilę). Na pierwszy ogień idą dwa modele: A7 i A7R. Z zewnątrz różni je bardzo niewiele, bo wyglądają niemal identycznie. Diabeł jednak tkwi w szczegółach, bo „erka” ma prawie całą obudowę wykonaną ze stopu magnezowego, a „nieerka” – tylko nieliczne części. Ale najbardziej różnią się one matrycą, gdyż A7 ma „zaledwie” 24 MP, a A7R – aż 36 MP. Na dodatek, sensor z A7 ma piksele wykorzystywane przez autofokus do detekcji fazy, a jego kolega z A7R – już nie. Różnic znalazłoby się więcej w różnych tabelkach, ale w praktyce te są najważniejsze.

a7r-7

a7r-8

Trochę o budowie i guziczkologii

Obie nowe alfy są zaskakująco małe i lekkie. Sony od pewnego czasu pokazuje, że ma talent do umieszczania dużych matryc w małych korpusach i inżynierowie wykazali się kolejny raz swoim kunsztem. A7 i A7R mają wymiary zbliżone do NEX-a 7 (ale dużo bardziej wystający wizjer). Jakość wykonania tego sprzętu jest świetna (miedzy innymi, są one uszczelniane) i choć ciężko się nadziwić, że pełnoklatkowy aparat może być tak mały i lekki, to nie da się tym konstrukcjom odmówić solidności. Szybko rzucają się też w oczy liczne kółka nastaw – jedno z przodu (domyślnie ustawia się nim przysłonę), pod palcem wskazującym, dwa u góry (jedno do kompensacji ekspozycji, a drugie do wyboru trybu pracy) i dwa z tyłu („poziome” do ustawiania czasu i „pionowe” do ustawiania ISO). Początkowo wszystko wygląda więc wzorowo i szybko poczułem, że mam do czynienia z poważnym sprzętem, a nie z zabawką dla nie wiadomo kogo.

a7r-2

a7r-3

Ale po uruchomieniu sprzętu, wysłał mi on wyraźne sygnały, że za mną nie przepada i szybko zaczęły mi dokuczać pewne problemy związane z ergonomią. Przede wszystkim, te aparaty potrzebują kilu sekund (przeważnie 3-5) na wystartowanie, albo wybudzenie z uśpienia. Mam nadzieję, że da się to naprawić jakąś aktualizacją oprogramowania, bo to zdecydowanie zbyt długo jak na sprzęt tej klasy, który powinien być gotowy do akcji w każdej chwili.

Miałem też spory problem z dogadaniem się z kółkami nastaw. Mój palec wskazujący nie chciał trafiać na regulację przysłony, ale zdecydowanie bardziej irytując było kółko od ISO, które regularnie wciskałem w czasie obracania, albo obracałem, w czasie wciskania. Okazało się, że nie tylko ja miałem taką przypadłość i innym osobom ono też płatało podobne psikusy.

Jednak najbardziej kłopotliwym zajęciem była zmiana punktu autofokusu i przełączanie się między ostrzeniem manualnym, a automatycznym. Canon 5D i mój obecny Fudżik rozpieściły mnie pod tym względem, bo w Canonie miałem pod kciukiem superwygodny dżojstik i przełącznik na obiektywie, a w Fudżiku wystarczy wcisnąć jeden z dwóch guzików i wybrać punkt ostrzenia strzałkami, a tryb ostrzenia zmienia się przełącznikiem na przedzie korpusu (i, co ciekawe, nawet w trybie manualnym można uruchomić autofokus po wciśnięciu odpowiedniego przycisku, co jest po prostu genialne). A w Soniaczach... trzeba się naklikać. Na początku zupełnie nie wiedziałem jak zmienić tryb działania autofokusu. Później znalazłem odpowiednią opcję w menu i nawet dopatrzyłem się, że można ją przypisać do jednego z trzech programowalnych guzików funkcyjnych, ale jakoś żaden z nich nie znajduje się w wygodnym dla mnie miejscu. Nawet po tym wszystkim zmiana punktu i trybu ostrzenia jest po prostu mało wygodna, wolniejsza i mniej intuicyjna, niż w moich ostatnich aparatach.

a7r-5

Ogólnie korzystając z nowych „puszek” Sony cały czas miałem wrażenie, że projektanci mieli dobre intencje i pomysły, ale nie potrafili ich do końca przekuć na praktykę. Ciągle brakowało mi w ergonomii odrobiny większej dbałości o szczegóły, przez co większość czasu spędzonego z tymi aparatami walczyłem z ich obsługą, zamiast skupiać się na kadrach. Może to kwestia przyzwyczajenia i rozpieszczania mnie przez X-E1 (no dobrze, muszę przyznać szczerze, że w jego obsłudze jest też kilka drobnych idiotyzmów, ale na szczęście większość z nich została poprawiona w X-E2), ale i tak mam wrażenie, że wiele rzeczy dałoby się tu zrobić lepiej i czytelniej.

a7r-6

Trochę o szkłach

Korpusy to dopiero połowa historii, bo trzeba do nich podłączyć jakieś obiektywy. Tutaj zaczynają się kolejne wyzwania, bo pełnoklatkowe sensory stawiają optyce bardzo wysokie wymagania, przez co tworzenie „słoików”, które byłyby jasne, ostre i relatywnie małe jest właściwie niemożliwe. Głównie dlatego podchodziłem do pomysłu Sony ze sporą rezerwą, bo co mi po małym korpusie, skoro muszę do niego podłączyć wielkie i ciężkie szkło, albo zrezygnować z jakości obrazu, czy światła. No i gdy patrzę na pierwsze oficjalnie zapowiedziane obiektywy do A7 i A7R  (oznaczone jako FE), to trudno mi nie kręcić nosem.

Sony-FE-lenses

Na starcie będzie się można zaopatrzyć w strasznie plasticzanego zooma 28-70mm f/3,5-5,6, sprzedawanego jedynie w zestawie z A7, i w „naleśnik” 35 mm f/2,8. To pierwsze szkło nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia, ale to drugie jest już całkiem przyjemne, choć... ma kosztować 800 dol. netto, czyli ponad 3000 złotych. Auć. Później do rodziny dołączy kosztujący niemal 4000 zł Sonnar 55 mm F/1,8 - czyli teoretycznie klasyczny standard, ale... nie jest on ani specjalnie jasny, ani specjalnie mały, a na dodatek jest potwornie drogi. Oby chociaż był dużo lepszy optycznie od kosztującego dwa razy mniej „kitowego” Fuji 35 mm F/1,4... Dalej w kolejce znajduje się kosztujący 5 tysięcy złotych zoom Tessar 24-70 mm F/4, o którym nie do końca wiem co myśleć.

Na razie, jest to dla mnie strasznie mało emocjonujący zestaw obiektywów, ale ja jestem fanem sprzętu stałoogniskowego. Utrzymanie relatywnie małych rozmiarów (choć i tak nie są to wcale takie małe konstrukcje) wymusiło cięcia na jasności. Przez to traci się jedną z największych zalet pełnej klatki, czyli możliwość uzyskania płytkiej głębi ostrości, bo na bezlusterkowcach z matrycą APS-C można uzyskać zbliżone efekty, wykorzystując optykę podobnej klasy.

Sytuację ratuje możliwość korzystania z konwerterów i podpinania do nowych „siódemek” szkieł z NEX-ów. Z tą drugą opcją warto poeksperymentować, bo choć niektóre konstrukcje rysują kółka (Sony E 35 mm F/1,8):

a7 35_18

... to na przykład ultraszerokokątny Sony E 10-18 F/4 pokrywa cały kadr mniej więcej od 13 mm:

a7 uwaJasne, jakość obrazu w rogach jest słabiutka, ale ten kąt widzenia i tak robi wrażenie.

W sprzedaży pojawią się też dwie przejściówki Sony pozwalające na podłączanie obiektywów z bagnetem A, ale można się spodziewać tego, że do tych korpusów będzie się prędzej lub później podłączyć niemal każde szkło, które było kiedykolwiek wyprodukowane, tak jak to było z NEX-ami. W końcu manualne ostrzenie z focus peaking jest dziecinnie proste, więc jeśli ktoś ma zapas bardziej leciwej optyki z czasów klisz, powinien być zadowolony z uzyskiwanych efektów.

Coś o jakości obrazka

No to sobie trochę pomarudziłem, a teraz czas na coś bardziej pozytywnego – Sony A7R ma jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) matryc, z jakimi miałem do czynienia. 36 MP i brak filtra dolnoprzepustowego robią swoje i dają ogromną ilość detalu. Na dodatek wszystko to dzieje się bez uszczerbku na zakresie tonalnym i nadmiaru szumów. Poznajcie Kasię (tak, wiem, że kadr powinien być ciaśniejszy, przepalenie na łokciu nie jest fajne i aparat trochę zbyt mocno wyostrzył): kasia

kasia_cropPowyższe zdjęcie było zrobione A7R, do którego przymocowałem kawałek lufy czołgu przerobiony na obiektyw, zwany Zeissem Planar T* 85 mm F/1,4. Oczywiście trzeba było użyć przejściówki, a ostrzenie było w pełni manualne, ale genialny pierścień i sprawnie działający focus peaking doprowadzały mnie niemal do ekstazy – naprawdę mnóstwo frajdy! Duże wydruki z tego aparatu wyglądają obłędnie i grzechem jest oglądanie zdjęć zrobionych A7R tylko na ekranie komputera. I to nas prowadzi do tego, do czego ten sprzęt nadaje się najbardziej. Jeśli Sony wprowadzi do sprzedaży ciekawego systemowego „spacerzooma”, jakieś UWA i makro (a ma się to stać do końca 2014 roku), to myślę, że aparat ten znajdzie uznanie u osób lubiących fotografować pejzaże, architekturę, makro, czy zajmujących się fotografią produktową.

roadmap

A ISO? Po lekkim zmniejszeniu zdjęć i odszumieniu ich zaryzykowałbym stwierdzenie, że ISO 12800 jest używalne. To jasne, że i tak lepiej unikać tak wysokich czułości, ale ISO 12800 i jakaś w miarę jasna stałka pozwalają na robienie sensownych zdjęć przy świetle świeczek, co mieliśmy okazję dokładnie sprawdzić.

ISO 5000 i standardowe odszumianie:

r8

r8_crop

 

ISO 6400 i standardowe odszumianie JPG:

bar_min

bar_crop

 

swieczka

swieczka_crop

 

ISO 12800 i standardowe odszumianie:

kon2_min

kon2_crop

 

kon_min

kon_crop

Muszę zaznaczyć, że powyższe zdjęcia i wycinki pochodzą z JPG-ów prosto z aparatu. Niestety, popularne wywoływarki RAW-ów na razie nie obsługują plików z tych korpusów, więc na dokładniejsze wyniki testów ISO trzeba poczekać, aż zabierze się za nie jakieś dpreview, czy inne Optyczne.pl. Na szczęście, silnik „jotpegowy” tych puszek spisuje się bardzo dobrze i balans bieli, ekspozycja, czy standardowe odszumianie prawie nigdy mnie nie zawiodły.

Paradoksalnie, najwięcej czasu mieliśmy na przekonywaniu się... do czego A7 i A7R się zupełnie nie nadają. Prezentacja Sony była połączona z przygotowaniami do dużego testu aut sportowych przeprowadzanego przez magazyn Ramp. Dzięki temu przez trzy dni mogłem cieszyć swe oczy widokiem kilkunastu aut wartych w sumie ponad 10 milionów złotych. Mieliśmy też okazję robienia tak zwanych panningów, czyli „zdjęć w ruchu”, co przypominało fotograficzną zabawę w Wilhelma Tella. Ta sesja ujawniła i wyeksponowała wszystkie możliwe wady nowych alf: ciągły autofokus, któremu daleko do mechanizmów z bardziej profesjonalnych konstrukcji, wolny zapis na kartę pamięci i elektroniczny wizjer. Osobiście nie mam nic przeciwko wizjerom elektronicznym bo mają one pewne zalety, a EVF A7 i A7R jest o niebo lepszy od wizjera z mojego X-E1 (choć nie da się w nich wyświetlić jednocześnie poziomicy i histogramu :(). Ale przy fotografowaniu czegokolwiek ruszającego się bywają one irytujące. Po pierwsze, mają lekkiego laga. Co prawda jest on mierzony w milisekundach, ale gdy chciałem złapać samochód jadący 100 km/h ciągle miałem problem z tym, że to co widziałem w wizjerze nie pokrywało się z tym, co się pojawiało na zdjęciu, co utrudniało kadrowanie. Po drugie, wizjer gaśnie na chwilę w czasie wykonywania zdjęcia, więc jeśli robi się fotki serią, przez cały czas jej trwania widzi się ciemność i trzeba celować w samochód na czuja. Po pewnym czasie udało mi się do tego przyzwyczaić, ale te korpusy po prostu nie nadają się do fotografowania szybko poruszających się obiektów. A7 i A7R to maszynki do statycznych scen z ogromną ilością detalu i ekstremalną dynamiką tonalną, a nie polowania na pędzące supersamochody. I tego się trzymajmy.

jaguar f-type panning 1

camaro-panning_min

Krótko mówiąc, to nie dla mnie, ale...

Trzeba przyznać, że Sony ostatnio nie brakuje odwagi, czego dowodem jest ten ambitny projekt pełnoklatkowych bezlusterkowców. Tak duża matryca zamknięta w tak małej obudowie podziałała na moją wyobraźnię i efekt końcowy jest zadowalający, choć nie ukrywam, że nie jest to system stworzony dla mnie. Ale, o dziwo, świat nie kończy się na mnie (szok!) i myślę, że znajdzie się sporo chętnych na nowe produkty Sony. A7 i A7R bronią się swoją genialną jakością obrazu i jakością wykonania, więc z odpowiednimi szkłami, powinny one przyciągnąć do siebie podróżników szukających bezkompromisowej jakości obrazu (o ile mają odpowiednio głębokie kieszenie, bo A7R kosztuje 10000 zł). No i nie zapominajmy o osobach z zapasami kilkudziesięcioletnich szkieł analogowych i poszukiwaczach zaginionej arki mistycznej plastyki pełnej klatki ;)

P.S. Kliknięcie na poniższe zdjęcie przeniesie Was do naszej galerii. Można je też oglądać na Flickr, gdzie są też dostępne wersje w pełnej rozdzielczości.Niestety, w tym momencie nasz system i cms są zupełnie nieprzystosowany do tekstów tego typu i udostępniania sampli w pełnej rozdzielczości...

chevrolet camaro

Oceny (5)
Średnia ocena
Twoja ocena
qwak.cry (2013.11.07, 11:39)
Ocena: 0
Mimo iż na co dzień korzystam z d700 i paru szkieł nikona, to jednak więcej frajdy daje mi staruśki nex5 i dwa szkła: gigantyczny sonnar 180 f2.8 :E i pancolar 50mm f1.8.
Dla mnie to świetna wiadomość bo od jakiegoś czasu myślałem żeby d700 sprzedać w cholerę i kupić RX1, a tak ceny może spadną i takiego A7 sobie przygarnę.
Dziku1 (2013.11.07, 11:39)
Ocena: 9
Kasia jest fajna.
sluka (2013.11.07, 13:41)
Ocena: 0
Brak filtra wynika z tego, że jest on już niepotrzebny. Częstotliwości rzędu 100 linii na milimetr są już przenoszone przez obiektyw z tak szczątkowym kontrastem, że nawet jak by się pojawiło odbicie od np 115l/mm (mora), to będzie ona praktycznie niewidoczna na obrazie.
Niestety, ale jak widać Sony ma ciągle problem z przekonaniem do siebie części profesjonalnych fotografów.
Bezlusterkowce to fajny sprzęt do reportażu, ale muszą spełniać jeden podstawowy warunek - nie mogą straszyć fotografowanych ludzi - czyli muszą wyglądać niepozornie. A co przypomina z wyglądu A7R? Oczywiście DSLRa, na widok którego wszelkie potencjalne do uwiecznienia w reportażu obiekty zaczynają się chować i uciekać. NEX spełniał kryterium niepozorności, A7(R) już go nie spełnia.
emgieb (2013.11.07, 15:20)
Ocena: 0
Profesjonalni fotografowie potrzebują nie tylko dobrego sprzętu, ale też wsparcia i serwisu dla pro. Sony tego nie oferuje o ile mi wiadomo, zresztą Sony na razie nie mierzy w profesjonalistów. System buduje się od dołu :)
serek_x (2013.11.07, 22:42)
Ocena: 0
A co zmotywowało autora do zmiany Canona 5d na Fuji X-E1?
miekrzy (2013.11.07, 22:59)
Ocena: 0
serek_x (2013.11.07, 22:42)
A co zmotywowało autora do zmiany Canona 5d na Fuji X-E1?

To opiszę kiedyś w oddzielnym wpisie :D A tak w skrócie: najlepszy aparat to ten, który ma się przy sobie, a 5D często mi się nie chciał nosić ze sobą, albo wyjmować, ze względu na rozmiar itp. No i gdzieś po drodze przestałem się przyglądać pojedynczym pikselom.
emgieb (2013.11.08, 12:50)
Ocena: 0
Jak zdążysz :P Właśnie się od pewnego czasu zbieram do napisania czemu Canon SX230IS jest w pewnym sensie lepszy od Nikona D200 :D
sluka (2013.11.09, 01:45)
Ocena: 0
Eeee,a co tu dużo pisać? Wynajdywać ponownie koło? Należało słuchać starych doświadczonych analogowych ramoli. Ale to były analogowe przeżytki, kto by ich słuchał, zwłaszcza z tych nowoczesnych i cyfrowych.
Decyzje o zakupie podejmowało się na podstawie marketingowych danych, których jedynym celem było rozbudzenie potrzeby 'chcenia'. A później są zakupy wielkich i ciężkich, no bo są 'the best', kiedy w rzeczywistości potrzeba małych i lekkich.
Jeden aparat w torbie/plecaku, drugi w kieszeni zawsze pod ręką.
*Konto usunięte* (2013.11.09, 22:04)
Ocena: 0
napalilem sie troche na te male ff ale jak zerknalem zdjatka w iso 3200 w 'zaciemnionych' pomieszceniach to mi przeszlo, artefakty jak w 20mpix smarcie soniaka, moj 60D wyglada tu duzo lepiej przy tym iso, szum jest bardziej naturalny. generalnie foce przy malej ilosci swiatla wiec 6D z e szklem 50 1.4 bedzie o wiele lepszym i tanszym wyborem. wielkosc nie gra roli, nie wspinam sie co 2 dni po gorach z plecakiem pelnym sprzetu. magnez i uszczelnienie tez mnie nie rajcuja, nie zarabiam na tym wiec nie bede stal na deszczu i czekal na okazje, bez jaj. olek potrafi wycisnac z 4/3 cuda, moze kiedys wejda w ff, a jak oni wejda, to pozamiataja wszystko, o ile wejda w ff... (inna beczka) jak ktos chce niech poszuka na przyklad porownania zooma SX50, 7d i 5d mkii czy iii, juz nie pamietam, przy takim zoomie 3 sztuki wypadaja tak samo wiec tani SX50 sie bardziej oplaca... dla zoomowcow ofc przy zoomie 50x. chyba to jest porownanie na juzaphoto.com
Edytowane przez autora (2013.11.09, 22:22)
Zaloguj się, by móc komentować