A ja sobie gram na gramofonie, czyli recenzja Vision ST-5 black

6
Krzysztof Pikowy
A ja sobie gram na gramofonie, czyli recenzja Vision ST-5 black

Ja to jest być singlem?
- Trochę brumi...

Jeśli zrozumieliście dowcip, to wiecie już, o czym będzie mój pierwszy (i nie tylko pierwszy, ostrzegam) wpis na PCLabowym blogu. Jeśli go nie zrozumieliście, to powiem wam tylko, że dotyczy on kilku kawałków drewna, paru plastikowych elementów i całej masy drutu.

Na gitarze gram od 1995 roku, w swojej karierze miałem całkiem sporo instrumentów, począwszy od dość tanich, jak Mensfeld udający Ibaneza z serii RG Tremolo, chociaż ładniejszy, bo w kolorze metalicznego bordo z małą złotą różyczką na korpusie. Śliczny był, ale elektrykę miał kompletnie niedziałającą. 

Wymieniłem ja więc na innego Mensfelda, imitującego gitarę Jackson model Randy Rhoads, czyli taki Flying V, tylko asymetryczny. 

jackson randy rhodes

I to był zaskakująco dobry sprzęt jak na swoją cenę (nie pamiętam, ile kosztował, ale porównując z dzisiejszymi pieniędzmi to była kwota rzędu 300 złotych) - prawie nie szumiał, dobrze brzmiał - zwłaszcza na przesterze, clean miał dość płytki. Przyzwoicie trzymał strój i miał zawodowy, wyścigowy gryf. Co ciekawe - bez podstrunnicy. 

Kolejny, najdłużej używany, był Kramer Striker z 1982 roku, wyprodukowany jeszcze w Stanach. Biały, z jednym humbuckerem i jednym potencjometrem głośności.

kramer striker

Wydałem na tę gitarę trzymiesięczne zarobki (dobra, nie zarabiałem wtedy zbyt wiele) i to były jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w życiu. Instrument gadał przepięknie - śpiewnie, ale ciemno (nie wiem, czemu prawie wszyscy tak się zachwycają fenderową szklanką) na cleanie i mocno, selektywnie na przesterze. Kramer potrafił zagrać depresyjnego bluesa, pulsować funkowo, ale też zagrzmieć hard-rockiem czy osiągnąć trzecią prędkość kosmiczną przy speed metalu. No i pięknie wyglądała jego biała decha z naklejonym Asparanoiksem. 

W międzyczasie przewinęło się przez moje ręce jeszcze wiele lepszych i gorszych gitar aż nastąpił moment, w którym kompletnie odechciało mi się grać i pozbyłem się wszystkich instrumentów, łącznie z białym Kramerem. Co było błędem, bo niecałe dwa lata później znów mi się grać zachciało. A że instrumentu zabrakło, to trzeba było go nabyć.

Nie zastanawiałem się zbyt długo nad wyborem. Przez krótką chwilę myślałem o Gibsonie SG, czy może jakimś tańszym modelu MusicMana, ale że już wtedy pracowałem jako dziennikarz technologiczny i polubiłem przede wszystkim wyciskanie ostatnich soków z najtańszego i teoretycznie najgorszego nawet sprzętu, więc to samo postanowiłem zrobić z gitarą. Wybór był prosty - kupuję najtańszą gitarę, jaką uda mi się znaleźć. Spędziłem kilka godzin na forach gitarowych, żeby zorientować się, który z instrumentów jest najczęściej odradzany i decyzja została podjęta. 

Więc oto...

Vision ST-5 Black

gitara

Kiedy odebrałem wymarzony instrument od chłopaka pod Złotymi Tarasami (zrezygnowałem z zakupu fabrycznie nowego modelu, wszyscy wiedzą, że gitara im starsza, tym lepsza - no i dzięki temu zapłaciłem 120 złotych zamiast 229 w sklepie) poczułem się jak wtedy, kiedy szedłem do domu z opłakiwanym do dziś Kramerem. Uczucie - moja, jesteś moja - nie może równać się z żadnym innym. Przy okazji cieszyłem się, że przezornie zabrałem ze sobą trochę folii malarskiej, bo rozpadał się deszcz a sprzedający nie miał już - dołączanego oryginalnie do gitary - pokrowca. Nie miał też żadnych innych akcesoriów, które oryginalnie polski dystrybutor daje razem z gitarą, czyli kabla i kluczy do regulacji gryfu.  

Najważniejsza jest jednak gitara. Vision ST-5 to pochodząca z chińskiej fabryki (chciałem napisać, że z chińskiego tartaku, ale z ocenami jeszcze się wstrzymam) wariacja na temat Fendera Stratocastera. Zarówno kształt korpusu jak i główki a także biała maskownica i trzy przetworniki typu single-coil faktycznie mocno przypominają amerykański klasyk, zwłaszcza z daleka. 

A z bliska? 

Korpus

Gruba na 45 mm, wykonana z drewna lipowego deska została całkiem przyzwoicie wyprofilowana, chociaż ścięcie pod łokciem ma zbyt małą powierzchnię.  
Mostek, jaki został zastosowany, to jednostronny Vintage Tremolo, do którego - o czym właśnie się przekonałem - nie dostałem wajchy. Jak się zaraz okazało, nie otrzymałem jej dlatego, że poprzedni właściciel efektu pracy chińskiego przemysłu drzewnego złamał ją po wkręceniu, czego efekt możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu. 
urwana wajcha

Może to i dobrze - dzięki temu mostek jest zablokowany i jest szansa, że gitara będzie rozstrajać się nieco rzadziej ;)

W drugiej kolejności moją uwagę przykuły trzy potencjometry (dwa regulujące barwę i jeden odpowiedzialny za głośność) - nieco odstawały ponad powierzchnię maskownicy, przyszło mi więc do głowy, że może zastosowano mechanizm push-pull, służący do rozłączania cewek w przetwornikach. Hmm... ale tu mamy przecież tylko single, więc nie bardzo wiem, jakie cewki miałyby być rozłączane. Wygląda więc na to, że nastąpił drobny błąd montażowy. Przerwa pomiędzy potencjometrami a maskownicą jest taka, że bez kłopotu można między te elementy włożyć kartę pamięci typu SD a potencjometry dalej będą się swobodnie obracać.

karta pod pokrętłem

Pięciopozycyjny przełącznik przetworników nieco chwieje się na boki, próba szybkiego przestawienia go z pozycji single przy mostku w pozycję single przy gryfie skończyła się co prawda sukcesem, ale w palcach została mi plastikowa nasadka. 

fiutek z przełącznika

Przetworniki posiadają śruby do regulacji wysokości, które w dodatku działają tak, jak powinny. Warto o tym wspomnieć, gdyż miałem kiedyś wątpliwą przyjemność przekonania się, iż w niektórych gitarach z najniższej półki cenowej są one wyłącznie atrapami a przetworniki mają wysokość ustaloną na sztywno. W przypadku Visiona jednak śruby naprawdę regulują wysokość ustawienia cewek. Regulują tak bardzo, że nie trzeba nimi nawet kręcić - wystarczy mocniej docisnąć śrubkę pod przystawką, żeby jej - przystawki - górna część wysunęła się wyżej :)

Na krawędzi korpusu umieszczono dwa podbite filcem zaczepy paska. Trzymają się one mocno, raczej nie ma ryzyka, że po zawieszeniu gitary któryś z nich wypadnie.

Tył korpusu to zazwyczaj jedna albo dwie zaślepki dostępu do elektryki gitary. Tutaj zaślepki nie ma, choć widać, że fabrycznie była. Mamy więc od razu dostęp do mechanizmu tremolo mostka, czyli trzech sprężyn napinających. Jakość wykonania przede wszystkim uchwytu sprężyn (wygląda, jakby został zrobiony z kawałka zwykłej, wygiętej blachy) i sposób jego przykręcenia pokazują, że blokada mostka za pomocą złamanej wajchy była naprawdę znakomitym pomysłem.

sprężyny z bliska

Jak widzicie na zdjęciu, w jedną ze sprężyn został wsadzony jakiś drucik. Zapewne jest to podłączenie masy, chociaż wygląda raczej tak, jakby komuś przy montażu został kawałek drutu i trzeba było gdzieś go umieścić.

Swoją drogą - nie mamy, jeszcze, dostępu do pozostałych elementów układu elektrycznego, ale jeśli takie kabelki zostały w nim użyte, to jakość dźwięku nie zapowiada się zbyt obiecująco.

Gryf

Został wykonany z wielu, naprawdę wielu - choć całkiem przyzwoicie połączonych - większych i mniejszych kawałków klonu. Na nim naklejono palisandrową podstrunnicę, na której nabito 22 progi typu Jumbo (czyli około 3 mm szerokości i 1,5 mm wysokości). Całość została przykręcona do korpusu czterema śrubami.  Ale jak przykręcona, spójrzcie.

wklejenie gryfu dobry

wklejenie gryfu

Do tej pory zawsze uważałem, że krzywiznę gryfu uzyskuje się za dzięki właściwej regulacji prętem napinającym. Jak widać, ten sam efekt można wywołać w znacznie prostszy sposób - wystarczy zamontować gryf pod odpowiednim kątem ;)

Główka gitary to kształt typowy dla wszystkich wyrobów stratopodobnych, choć i tu można by wytknąć pewne braki w szczegółowości odwzorowania. Ale na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny strat - wrażenie na koleżankach gwarantowane ;)
Wyposażenie główki to sześć chromowanych kluczy olejowych (rozstawionych w dość losowych odległościach) i jedna prowadnica strun. 

główka dobra
główka z kluczami

Profil gryfu to grube C, często nazywane Vintage C, chociaż osobiście nazwałbym je raczej what-a-fuck-Vintage-C. Takiego profilu nawet najstarsze Gibsony nie pamiętają. 

Ważna jest też szerokość - przy siodełku jest to 42,5 mm, w XII pozycji 53 mm a przy najwyższym, XXII progu 56 mm, czyli gryf jest dość gruby i jednocześnie - choć tu już uniknięto przesady - szeroki.
Wydaje się, że gitara nie będzie zbyt wygodna, zwłaszcza dla osób, które mają w zwyczaju kciuk lewej ręki układać wzdłuż osi gryfu lub takich, które po prostu mają krótkie palce. I takich, które lubią grę wyścigową. I wszystkich innych, które lubią wygodne gitary. Vision ST-5 zdecydowanie do takich nie należy.

Wrażenie to potęgują także bardzo, bardzo źle nabite progi. Większość z nich wystaje poza krawędź gryfu, więc przed grą należy je spiłować bądź zaopatrzyć się w znaczną ilość plastrów opatrunkowych.

Na koniec został nam element, o którym nie sądziłem, że będę musiał pisać, ale jednak nie mogę pozostawić go bez komentarza. Siodełko.
A jako, że jeden obraz jest wart tysiąca słów, komentuję obrazem. Enjoy.

siodełko

Gramy - unplugged

Niepodłączona do prądu gitara brzmi lepiej, niż jakość jej wykonania mogła by sugerować. Dźwięk charakteryzuje się dość szybkim atakiem i całkiem długim sustainem, jest jednak nieco suchy, bez wyrazu.
Gitary z korpusem wykonanym z drewna lipowego brzmią zazwyczaj dość jasno i chłodno, mają wyraźnie "podkręconą" przez deskę górę pasma. W przypadku Visiona dźwięk ma względnie neutralną barwę, choć i tu góra jest nieco mocniejsza. Co istotne, gitara bez prądu gada całkiem głośno. Przy ognisku na niej oczywiście nie pogramy, ale w domowym zaciszu bez kłopotu możemy poćwiczyć palce.

Na tym jednak moje pochwały muszą się, niestety, zakończyć, za to rozpocznie się - za przeproszeniem - opieprz. ST-5 jest kompletnie niewyregulowany i praktycznie nie nadaje się do gry. Świeżo nastrojona - flażoletami  - gitara do pozycji VII gra w porządku, ale przejście na wyższe progi kończy się kakofonią, co oznacza, że menzura strun nie jest ustawiona poprawnie. 
Struny E1 i H2 brzęczą w każdej pozycji, od XII progu dołączają się do nich wszystkie pozostałe.
Akcja strun, przyzwoita przy niskich pozycjach, w wysokich przekracza 4,5 mm.
Jednym słowem - dramat.

Czy to jest cokolwiek warte

Obiektywna ocena gitary Vision ST-5 black może być tylko jedna - to bardzo zły instrument. Źle wykonany, posiadający wiele niedoróbek konstrukcyjnych, niedokładności w łączeniu elementów, paskudnie wykonanej elektryki. Czyli cechujący się tym wszystkim, co w dobrym, a nawet tylko przeciętnym instrumencie absolutnie występować nie powinno.
Vision ma jednocześnie kilka może nie zalet, ale nie-wad: przyzwoite wybrzmienie, całkiem dobrze działające klucze i bardzo niską, adekwatną do jakości cenę.  

Na pewno nie jest to gitara, którą można zabrać na koncert czy większą próbę. Tym bardziej nie nadaje się do nagrywania materiału w studio. 
Zdecydowanie odradzam ją też osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z grą - jeśli zaczniecie uczyć się grać na gitarze niewygodnej i - co ważniejsze - potwornie rozregulowanej a więc takiej, z której nie wydobędziecie właściwych dźwięków, to w najlepszym wypadku po zmianie instrumentu na lepszy będziecie musieli uczyć się wszystkiego (zwłaszcza w kwestiach czysto muzycznych - harmonia, tonacje itd.) od początku; w najgorszym razie nie odczujecie jakiejkolwiek przyjemności z gry i stracicie do niej zapał i ochotę.

Dla kogo więc Vision może być właściwym wyborem? Myślę, że jedynie dla osób, które mają już doświadczenie, ale też przerwę w grze i myśląc o powrocie do gitary chcą się najpierw - przed wydaniem większych pieniędzy na dobry instrument - przekonać, czy wciąż będzie sprawiało im to radość. Nawet oni nie powinni jednak traktować Visiona jako instrumentu na dłużej, niż kilka miesięcy. 

To dopiero pierwszy etap naszych (a przynajmniej moich) bliskich stosunków z gitarą Vision ST-5 Black. W kolejnych wpisach opowiem, trzymając się nieco tematyki PCLabowej, co zrobić, żeby grać na gitarze elektrycznej przy wykorzystaniu komputera, bez konieczności kupowania wzmacniacza. Przedstawię więc sposób podłączenia, niezbędne sterowniki i oprogramowanie, dzięki któremu nawet Vision zabrzmi zawodowo. Znaczy - mam nadzieję.
Zajmiemy się też krok po kroku regulacją gitary. Doprowadzimy do używalności jej progi, ustawimy właściwą krzywiznę gryfu i menzurę strun. 

A później wymieniając wszystko to, co niezbędne (czyli na pewno gryf, elektrykę i przynajmniej część osprzętu) zbudujemy na bazie Visiona własny, niepowtarzalny i dużo lepszy instrument.

gitara

Oceny (7)
Średnia ocena
Twoja ocena
LoCtoR (2013.12.23, 08:49)
Ocena: 4
Ciekawy wpis. Kupujemy, w pełni świadomie, najbardziej niewygodną, źle wykonaną, niestrojącą, najbardziej odradzaną i w dodatku nieźle sponiewieraną przez poprzedniego właściciela gitarę a następnie popełniamy wpis o tym, że gitara okazała się być - uwaga niespodzianka! - niewygodna, źle wykonana, niestrojąca i sponiewierana. Na koniec oczywiście jej zakup radośnie odradzimy..... Hmm .....
Terakotowe ciasto (2013.12.23, 10:46)
Ocena: 3
Otóż to, zrozumiałbym wpis kupujemy najtańszą sensowną gitarę i sprawdzamy ile jest warta, ale nie kupujemy powszechnie odradzany kiepski model i właściwie co? Liczymy na cud, a może jednak zagra jako tako czy jak? Wpis w stylu jak wyrzuciłem pieniądze w błoto, część I.
Edytowane przez autora (2013.12.23, 10:46)
Think (2013.12.23, 12:21)
Ocena: 0
Jeśli chcemy tanią, dobrze wykonaną i dobrze grającą gitarę to wybór jest tylko jeden... Epiphone.
Krzysztof Pikowy (2013.12.23, 14:08)
Ocena: 2
@LoCtoR - po pierwsze, w pełni świadomie kupiłem jedynie najbardziej odradzaną gitarę. O tym, że występują w niej wszystkie inne 'naj' mogłem przekonać się dopiero po zakupie.
Po drugie, Visiony kupuje cała masa osób. Najczęściej w ramach prezentu dla dziecka, które chce zacząć grać. Być może dzięki tej recenzji nie zmarnuje się przynajmniej kilka talentów na miarę Adriana Smitha ;)
Po trzecie - tak, zdecydowanie wolałbym tu zrecenzować Gibola LP Custom z 1969, ale raz, że mnie nie stać a dwa, że w nim nie bardzo byłoby co recenzować, od razu można by było napisać - ogień, panie! ;)

@Terakotowe ciasto - powszechnie odradzane są też bardzo podobne cenowo gitary EverPlay. A jednak miałem w łapach kilka egzemplarzy tego sprzętu i muszę przyznać, nie były ani trochę gorsze, niż powszechnie polecane początkującym Washburny z niskich serii. Więc sam fakt polecania albo odradzania nie przesądza jeszcze, czy dany instrument jest dobry, czy nie. O tym można przekonać się dopiero ogrywając wiosło.

@Think - są jeszcze Squiery, Washburny, Hohnery, Ibanezy z niskich serii, tańsze BC Riche, Corty i cała masa innych. Tylko one mają to do siebie, że modele tych marek kosztujące w granicach 500 - 700 złotych (czyli i tak sporo więcej, niż opisywany Vision) nie różnią się zbyt mocno (dobra, może mają lepiej montowane gryfy) od Visiona pod względem jakości. Płacimy w nich za markę, a całą resztę, czyli drewno i druty mamy na bardzo podobnym, niskim poziomie. Co zresztą zostanie w swoim czasie udowodnione ;)

Realia jakościowe są proste - jeśli chcemy gitarę, która nie wymaga żadnych zabiegów regulacyjnych czy babrania się w elektryce, to musimy szykować przynajmniej 2000 złotych. Jeśli kupimy tańszy sprzęt, to on zawsze będzie wymagał regulacji gryfu czy menzury i bardzo często wymiany kluczy (co akurat w Visionie nie występuje) a czasem też elektryki. Więc oczywiście mógłbym kupić Epa SG Special, bo droższy i ma fajną nazwę na główce. Tylko podsumowanie recenzji byłoby dokładnie takie samo - na tej gitarze nie da się grać, póki nie doprowadzi się jej do porządku ;)
Zresztą, porecenzuję kolejne - droższe i tańsze - i się okaże, jak to wygląda naprawdę ;)
Szwarcu (2013.12.25, 00:59)
Ocena: 0
Sprzedam Cort'a KX5 tanio :E
Oczywiście TDI :E
Zainteresowani PW :)
Edytowane przez autora (2013.12.25, 00:59)
Krzysztof Pikowy (2013.12.26, 01:25)
Ocena: 0
@Szwarcu - wypożycz na testy, potem łatwiej Ci będzie sprzedać ;)
Zaloguj się, by móc komentować