Można wyjść z bezpiecznego i prawdziwego założenia, że każdy dziennikarz zajmujący się audio, przed zakupem sprzętu grającego dla siebie przesłuchuje ich ileś tam. Zatem logiczne, że skoro decyduje się wyłożyć swoje środki na urządzenie konkretnej firmy, cóż, jest ono w jakimś stopniu warte polecenia, lub chociaż uwagi. W moim przypadku Hegel jest jedną z nich. Cholernie ją lubię, do tego stopnia, że wydając jakiś czas temu kapustę na wzmacniacz zintegrowany H70 cieszyłem się jak dziecko. Trzeba iść do przodu jednak, hasiedemdziesiątka została zastąpiona. Ale nie dlatego, że coś jej dolega, bo to doprawdy zacny klocek. Jej następcą jest nieco mniejszy H80 - model oczko wyżej, oczywiście tej samej firmy. Tylko i wyłącznie to mnie podkusiło do zmiany, a nie chęć takowej dla samego faktu jej uskutecznienia. I tak sobie ten stan rzeczy trwa w najlepsze od kilku miesięcy, aż tu nagle dostaję od kuriera paczkę wielkości pięści. Otwieram, a tu... Hegel. Jest w tym coś bardzo dziwnego.

Przeczytaj całość