COS Engineering D1 - test. Jest duże, ciężkie, ładne... no i gra.

11
Dawid „Violator” Grzyb
COS Engineering D1 - test. Jest duże, ciężkie, ładne... no i gra.

Ostatnio naszło mnie na przetworniki c/a. Zaczęło się niewinnie, od modelu Amber polskiej firmy Lampizat0r. W kontekście zainwestowanych środków okazał się zjawiskowy, otworzył mi oczy. Skończyło się na tym, że jestem szczęśliwym posiadaczem siódemki tego producenta. Na nią też tu przyjdzie czas. W każdym razie eksperyment z Amberem spowodował, że na nowo zacząłem się interesować przetwornikami c/a. Po prostu wsiąkłem, skupiam na nich większość swojej uwagi. Mając siódemkę Lampizat0ra pod ręką, rozesłałem kilka mejli. Najszybciej odpowiedzieli mi ludzie z Tajwanu, z firmy COS Engineering. Są nowi na rynku, z jednym tylko produktem. Ale wyjątkowym.

Tajwan

Każda osłuchana i grająca z plików osoba wie, jak ważnym elementem w torze jest dobre źródło. Można je traktować nieco po macoszemu do pewnego poziomu. Przykładowo, mając na wydanie kilka tysięcy złotych na, powiedzmy, system słuchawkowy, skupiłbym się na porządnej parze nauszników przede wszystkim, to im poświęcił zapewne większość całej sumy. Później celowałbym we wzmacniacz, a dopiero na końcu listy byłby przetwornik c/a. To nie jest sztywny podział, w zależności od systemu granice cenowe i priorytety pewnie by się nieco przesuwały. Ale faktem jest, że źródło nie byłoby dobrem pierwszej potrzeby. Mi doświadczenia podpowiadają tyle, że te z przedziału 2 000 - 3 000 zł zazwyczaj zmieniają mniej niż wzmak i para nauszników warte mniej więcej te pieniądze. Ale tak jest do pewnego poziomu. Gdy już się ma naprawdę dobry tor, nieważne czy słuchawkowy czy oparty na kolumnach, źródło nabiera znaczenia. Nie trzeba się z tym wszystkim zgadzać, ale tyle mi podpowiadają różne kombinacje, które uskuteczniam.

8Q2A0235

Pisałem nie raz, że dla mnie referencyjny, bezpieczny poziom dźwięku wyznacza AURALiC Vega. Nie wiem po raz który to piszę, ale to jest znakomity klocek. Kosztuje 14 000 zł i nie znam osoby, która żałowałaby zakupu, albo na której by nie zrobił wrażenia. Mało tego, w dziennikarskim światku też jest bardzo doceniany. Nie raz spotykałem się z obwieszczeniami, że pomiędzy modelem Vega, a źródłami wartymi kilka razy więcej jest niebezpiecznie mała różnica, o ile jakakolwiek. Później pojawił się Amber. Ja już od kilku lat wiem, że Łukasz Fikus robi naprawdę dobre, choć dość drogie i osobliwe rzeczy. Ale dopiero jego najtańszy klocek mi dobitnie pokazał, że mając umiejętności da się wysmażyć coś relatywnie taniego, co i tak spowoduje, że kopara opadnie odbiorcy. Taki jest właśnie Amber, urządzenie warte niecałe 6 000 zł w podstawowej wersji. Oferuje naprawdę zjawiskowe granie, dla którego absolutnie nie widzę konkurencji aż do poziomu Vegi. Choć i nawet w przypadku tego konkretnego potwora nie jestem taki pewny, czy Amber by przegrał. Zmierzam z tym wywodem do prostej konkluzji, że mając jedno z tych dwóch źródeł, dźwięk systemu cholernie się zmienia. Nabiera życia pod wieloma względami; gładkości, dynamiki, przestrzenności, powietrza... sporo tego. Wszystkie inne mi znane przetworniki c/a, które kosztują kilka tysięcy złotych tego po prostu nie robią aż do tego stopnia. Coś tam wnoszą od siebie, a jakże, ale nie na taką skalę co Amber i Vega. Dlatego do umownych 15 000 zł bardzo poważnie traktuję tylko te dwa produkty. No dobrze, jest jeszcze zjawiskowo brzmiący Hugo od Chorda. Choć gdybym miał wybierać pomiędzy nim, a cackiem Lampizat0ra, zostawiłbym pieniądze w polskiej firmie. Choć nie z patriotycznych pobudek. Niemniej, tutaj w grę wchodzi też kwestia indywidualnych potrzeb, Hugo jest mobilny, zasilany dwoma ogniwami typu 18650, najtańszy konwerter Łukasza Fikusa jest duży, a zatem bezsprzecznie stacjonarny.

COS Engineering

Po raz kolejny przyszedł z pomocą artykuł Srajana Ebaena, człowieka stojącego za 6moons.com. Niedawno przeczytałem publikację poświęconą kilku najlepszym jego zdaniem urządzeniom roku 2014. Nic dziwnego, wiele osób podsumowuje minionych dwanaście miesięcy w styczniu. Na jego liście znalazły się zaledwie cztery produkty. Przetwornik Aqua HiFi LaScala MKII znam, nie zaskoczyła mnie jego obecność w tym wąskim gronie. Jest zajebisty. Pojawił się też wzmacniacz Pass Labs XA-30.8 oraz kolumny Enigma Accoustics Mythology M1. Ostatnie miejsce to kolejne źródło, model D1 od tajwańskiej firmy COS Engineering. Szybkie sprawdzenie cóż takiego głowa 6moons.com na jego temat napisała, co to w ogóle za cacko, zerknięcie na cenę. No i wszystko się zgadza, jak najbardziej pasuje. Mejl napisany, później standardowo zająłem się swoimi sprawami. Na krótko, bo po dosłownie kilku godzinach była odpowiedź, zainteresowanie tym, co na naszym PCLabowym blogasku wyprawiam. Pozwolę sobie wtrącić, że kobieta odpowiedzialna za kontakty z prasą w COS Engineering mówi cholernie płynnie po angielsku, co było miłą niespodzianką. Nie wiem czy wiecie, ale Tajwańczycy nie mają go opanowanego w jakimś szczególnym stopniu, podobnie przedstawiciele znakomitej większości firm z Shenzen. Ci drudzy często mają z nim na tyle duże problemy, że miałem kilka przypadków, w których bariera językowa była nie do przeskoczenia. Do tego stopnia, że nie dało się tematu recenzji rozwinąć ponad fazę wstępnych, kulawych uprzejmości. Znajomość języka obcego to spory plus, podobnie szybkie odpisywanie na mejle. Zatem pani z Tajwanu zarobiła dwa już na dzień dobry.

8Q2A0290

COS Engineering to bardzo młoda firma, istnieje dopiero od kilku miesięcy. W jej portfolio jest tylko jeden produkt - źródło znane jako D1. Jego oznaczenie wydaje się trochę enigmatyczne, ale nie takie znowu nie do rozszyfrowania. To po prostu ich pierwszy DAC. Niedługo światło dzienne ujrzy słuchawkowa, zbalansowana integra - H1. Ta sama analogia się pojawia i tutaj, to pierwszy sprzęt pod nauszniki. Strzelam, że będzie sporo tańszy w porównaniu do D1. A skoro przy cenach jesteśmy, tajwański przetwornik c/a kosztuje 9 000 dolarów. Po doliczeniu opłat celnych i transportu, czyli zastosowaniu typowego przelicznika jeden do jednego z waluty amerykańskiej na europejską, wychodzi mniej więcej 39 000 zł. Auć.

8Q2A0295

Gdyby ktoś się zastanawiał cóż takiego oznacza słowo COS, to w istocie jest skrót od frazy Connoisseur of Sound. Tak, koneser dźwięku. No i inżynier na dodatek, cacy połączenie. Choć nie bolą mnie od tego oczy, serio. Ludzie mieszkający w Chinach potrafią być bardzo pomysłowi. Przykładowo, nazwa wyspecjalizowanej w klonach e-papierosów firmy Tobeco to skrót od, uwaga, Together Best Cooperation. Dobre, co? W majestacie takich przebłysków koneser dźwięku brzmi nadspodziewanie poważnie. COS Engineering to niewielka manufaktura, strzelam, że operacja zaledwie kilkuosobowa. W jej podstawowy skład wchodzi jedna osoba odpowiedzialna za PR oraz kontakty z dystrybutorami, jegomość znany jako C.C, który pełni rolę prezydenta i inwestora, oraz dwóch inżynierów - Stephaen i Oliver. Pierwszy zajmuje się planowaniem oraz wzornictwem, na barkach drugiego spoczywają badania i rozwój produktów. Panowie się znają jak łyse konie, podobno mają blisko dwudziestoletni bagaż doświadczeń w roli inżynierów. No i cała załoga to miłośnicy muzyki w dobrej jakości. W normalnych okolicznościach uznałbym ostatni fragment za farmazon. Ale podesłano mi fotkę ich sali odsłuchowej, a w niej źródło Chorda, końcówka plus przedwzmacniacz firmy McIntosch i skrzynki Sonus Fabera, Tannoya oraz Dynaudio. Lista prywatnych zabawek inwestora i inżynierów składa się mniej więcej z tych samych marek. Jest zatem drogo, audiofilsko po całości. Takich systemów nie składa się przez przypadek. No i w żadnym wypadku po to, żeby sobie stały.

8Q2A0278

Na koniec pozostaje mi jeszcze powtórzyć coś po Ebaenie. COS Engineering ma pod górkę na całej rozciągłości. Wspominałem, firma jest nowa, a zatem ma wiele do udowodnienia, to mała rybka w wodzie pełnej rekinów. Co więcej, cena pierwszego modelu jest cholernie wysoka. Tu już nawet nie chodzi o stosunek jakości do ceny, ale o fakt, że w przetwornikach za 40 000 zł można sobie przebierać do woli niczym w koszu z rękawiczkami w jednym z supermarketów. Poza tym są takie konstrukcje jak chociażby Vega, który sobie świetnie radzi z urządzeniami znacznie droższymi. Jest fantastyczny Meitner MA-1, Ayon Skylla czy chociażby duża siódemka Łukasza Fikusa. A z rzeczy tańszych PS Audio DirectStream DAC czy AMR DP-777. Można się kierować najdziwniejszymi kryteriami, chociażby topologią, a i tak się coś pod siebie znajdzie poniżej ceny D1, no i jeszcze ze 20 000 zł zostanie na końcówkę i skrzynki. Ale nic to, nie dzieli się skóry na żywym niedźwiedziu. Poza tym Ebaen słusznie zauważył, że AURALiC też kiedyś zaczynał. Może COS Engineering pójdzie w ślady tej firmy? Czas pokaże, a teraz przyjrzyjmy się temu tajwańskiemu cacku, w końcu jest na co popatrzeć.   

Duży, drogi klocek

Może zacznę od tego czym D1 jest. To przetwornik c/a, z wbudowanym przedwzmacniaczem. To może być tylko tyle lub aż tyle, w zależności od potrzeb. Wygląd poszczególnych sekcji znajdziecie poniżej. Tutaj jedynie nadmienię, że w większości źródeł sekcja pre jest dodana po to, żeby była, co by przydać większej funkcjonalności produktowi. W większości przypadków działają, ale wybitne to nie są. Owszem, zdarzają się naprawdę dobre, chociażby ta w siódemce Fikusa. Ale zazwyczaj odcięcie jej i wstawienie w tor zewnętrznego przedwzmacniacza potrafi sporo poprawić. Zostałem poinformowany, że w D1 bardzo przyłożono się do tego aspektu urządzenia, podobno ma na tyle dobre sterowanie końcówką mocy, że włączanie w tor jeszcze jednego przedwzmacniacza się nie sprawdzi. Podobno D1 to dwa pełnoprawne produkty w jednym. Przekonamy się i o tym, a jakże. COS Engineering D1 nie łyka formatu DSD. Z jednej strony niektórym będzie trochę szkoda, bo staje się coraz bardziej popularny. Z drugiej natomiast, na dzień dzisiejszy znakomita większość materiału to jednak PCM. Zresztą ludzie z Tajwanu mi przekazali, że jeżeli faktycznie będzie duże zapotrzebowanie na moduł DSD, zaaplikują go. Mam świadomość, że niektórzy dystrybutorzy nie rozważają nawet w swoim portfolio urządzeń nie potrafiących sobie radzić z najgęściejszymi z plików. Ale mi to osobiście nie przeszkadza, dokładnie 3% mojej kolekcji albumów stanowi materiał DSD. Inna sprawa, że kwestia lepszości tego formatu nad wiadomo czym jest dyskusyjna. Wiadomo, że gra mniej ostro, bardziej analogowo. Jednakże czy to lepiej, niech każdy osądzi we własnym zakresie.  

8Q2A0246

Produkt dotarł do mnie zapakowany w zwykły karton. Żadne walizki, skrzynki i inne tego typu rzeczy. W środku, pomiędzy dwiema dużymi piankowymi formami umieszczono danie główne niniejszej publikacji, owinięte w zamszowy pokrowiec szyty na miarę, swoją drogą bardzo ładny, oraz folię z gatunku tych, których pęcherzyki powietrza pomagają się odstresować. Dodatków jest niewiele, raptem kabel zasilający, pancerny pilot zdalnego sterowania oraz wyjątkowo czytelna i informacyjna instrukcja obsługi, bez gramatycznych kiksów. Wiem to, bo przeczytałem ją od deski do deski, z nawyku. OK, urządzenie wyjęte, czas na oględziny tego, co widać z zewnątrz.

8Q2A0263

Cholera, ładny klocek. Zerknijcie tylko na fotki, jest po prostu śliczny, a zaręczam, że na żywo prezentuje się znacznie lepiej. Nie wiem jak na Was, ale na mnie wywarł bardzo, ale to bardzo dobre pierwsze wrażenie. Wygląda jak masa pieniędzy, przynajmniej dla mnie. W porównaniu do siódemki to po prostu nie ta, bo znacznie wyższa liga. Dopasowanie poszczególnych elementów w D1 jest bardzo dobre. Gdybym chciał się tutaj czegokolwiek czepiać, to tylko na siłę. Obudowa jest wykonana z wysokiej klasy aluminium, za pomocą obrabiarek numerycznych. Składa się z kilku części, które są ze sobą skręcone od środka. Spód, górny panel, boki oraz tył to osobne elementy, natomiast masywny front to rodzaj wsuwanej "czapki", która wszystko dodatkowo spaja. Faktura aluminiowych ścian jest chropowata, wypiaskowana, nieco podobna to tej w modelu CMA800R firmy Questyle. Ale ten jest znacznie gorzej wykonany, widać to stawiając D1 obok niego. Choć obydwa szybko łapią kurz, najlepiej ich nie dotykać, na obudowie szybko widać wszelkie ślady. Co do wyglądu przetwornika c/a od COS Engineering, na początku sprawia wrażenie nieco topornego, choć wizualnie spójnego. Ale przy bliższym kontakcie wychodzą małe smaczki, chociażby przycięte dolne krawędzie, które przydają mu unikalnego, minimalistycznego wzornictwa. To mój typ wizualnego piękna, bo prosta, niemniej specyficzna bryła. To dość ciężki klocek, blisko 9 kg masy robi swoje. Nie jest też maleństwem, ma ponad 40 cm szerokości, blisko 30 głębokości i 10 wysokości. Nawet zestawiony z siódemką zwraca na siebie uwagę gabarytami. Krawędzie na górze urządzenia są dość ostre, można się skaleczyć.   

8Q2A0266

Front D1 jest czysty, jedynym ozdobnikiem jest logo firmy, rodzaj kryształu zawierający wszystkie trzy litery, który wygrawerowano na płycie czołowej. Dyskretny, ale moim zdaniem idealnie pasujący dodatek, bez niego było by aż za pusto. Centrycznie umiejscowiono duże pokrętło regulacji głośności. Działa bardzo płynnie, czuć kroki przy obrocie. Umiejętnie wkomponowano je w obudowę, nie wystaje poza nią. Jest idealnie osadzone, odstępy są zawsze takie same z której by strony nie spojrzeć, niezależnie od obrotu, brawo. Poniżej nawiercono w sumie 25 niewielkich otworów, które palą się jasnoniebieskim światłem. Są rozmieszczone na łuku poniżej gałki głośności, można rzec, że D1 się uśmiecha. Gdy jest w trybie uśpienia, praktycznie ich nie widać. Mają dwa stopnie jasności, dzięki temu można rozpoznać, jak daleko na skali się pocisnęło z głośnością. Pokrętło się wciska, służy za selektor wejść. Gdy raz się z niego skorzysta pali się tylko pięć lampek, w równych od siebie odstępach. Później światło przeskakuje z jednej na drugą świecąc mocniej, dzięki czemu wiadomo, które wejście jest aktualnie wybrane. Proste i eleganckie rozwiązanie.   

8Q2A0267

Tył D1 ma wszystko to, co mieć powinien. Ściana jest otoczona przez krótki, kilkumilimetrowy daszek z trzech stron. Podoba mi się to rozwiązanie, widziałem coś takiego w produktach Bakoona i Lumina. Przy lewej krawędzi zamontowano dwie pary wejść analogowych. Jedna jest w standardzie RCA, a druga - XLR. Analogiczna sytuacja ma miejsce obok, z wejściami analogowymi. Niezbalansowane gniazda, choć porządne, to nie przyprawiają o palpitację serca. Ale te w standardzie XLR są świetne. Spełniają swoją funkcję od czysto mechanicznej strony, no i wyglądają też przednio. Wiem tyle, że nie stoi za nimi Neutrik, Furutech, Cardas, Oyaide i SwitchCraft, czyli te najbardziej znane i najczęściej wykorzystywane w drogim audio. Środkowy segment tyłu D1 składa się w sumie z pięciu wejść cyfrowych; po parze współosiowych i optycznych, jest też jedno USB typu B. Widok tego ostatniego w naprawdę drogich źródłach nikogo już nie dziwi, komputery to w końcu cholernie popularny i wygodny transport. Zamontowano też dwa przełączniki hebelkowe. Pierwszy to selektor trybu pracy wejścia USB; w standardzie 2.0, albo 1.0. W drugim przypadku nie potrzeba sterowników, ale przycięta jest częstotliwość próbkowania materiału wejściowego. Ciekawszy jest drugi pstryczek. W sekcji cyfrowej D1 wbudowano jednosekundową warstwę buforującą. Przy muzyce to się sprawdza, dźwięk się poprawia, poniżej więcej informacji na ten temat. Natomiast jeżeli chce się za pomocą D1 grać w gry, oglądać filmy i podobne media, naturalną koleją rzeczy jest desynchronizacja obrazu z dźwiękiem. Kawałek dalej jest trzpień uziemienia, a niedaleko prawej krawędzi - gniazdo IEC. Można samodzielnie wymienić bezpiecznik, jest też przełącznik napięcia, no i włącznik. Urządzenie zżera 50W podczas pracy, a 5W w trybie uśpienia. Czy czegoś mi w przetworniku c/a od COS Engineering zabrakło? Nie, zdecydowanie nie, jest dokładnie to, czego potrzeba. W kontekście tego, do czego został stworzony.    

8Q2A0275

Słowo należy się też akcesoriom dołączonym do zestawu, a w szczególności pilotowi. Jest równie pancerny co D1, jego obudowę wykonano z tego samego tworzywa. Jest dość ciężki, ale smukły, dobrze leży w ręku. Łyka dwie baterie typu AA. Podoba mi się jego kształt, bo mocno nawiązuje do konwertera c/a. Ale krawędzie kontrolera są lekko zaokrąglone, o nie się użytkownik nie skaleczy. No chyba, że się bardzo postara. Na pilocie zamontowano w sumie sześć guzików; uaktywnienie trybu standby, całkowite wyciszenie, wybór wejść oraz regulację głośności. Dwie ostatnie funkcje mają przypisane po dwa przyciski. Aha, byłbym zapomniał, na dolnej krawędzi frontowej w D1, tej przyciętej pod kątem, wkomponowano za czarną szybką odbiornik radiowy. Na spodzie urządzenia zamontowano też cztery gwintowane otwory, a do zestawu dołączono bardzo solidne i eleganckie kolce. Natomiast nie ma podstawek pod nie, a są na tyle ostre, że stawianie przetwornika c/a na drewnianym blacie odpada, będą bardzo widoczne ślady, zaręczam. 

8Q2A0304

Od czysto użytkowej strony nie mam do D1 praktycznie żadnych zastrzeżeń. Tak naprawdę chciałbym tylko, żeby z poziomu pilota dało się kompletnie wyłączyć diody. Wiem, że nie brak osób słuchających w całkowitej ciemności, a te lampki dość intensywnie się palą, przykuwają wzrok. Zdalna regulacja głośności jest też powolna, choć precyzyjna. Coś za coś najwyraźniej. Na początku nie spodobało mi się też to, że D1 gubi ustawienia głośności i wybranego wejścia po wyłączeniu przyciskiem z tyłu. Ale szybko się ogarnąłem, że po pozostawieniu go w trybie standby nic się nie zmienia, a przecież pobór energii jest znikomy.

8Q2A0315

Dobrze, teraz rzućmy okiem do środka. Jest tam dość ciasno, choć jeszcze nie do tego stopnia co w modelu LaVoce MKII od Aqua HiFi. W D1 panuje porządek, to naprawdę czysta robota, której by się nie powstydzili ludzie z AURALiC-a chociażby. Pierwszy produkt COS Engineering to konstrukcja dual mono, z dwoma transformatorami toroidalnymi od Plitrona, po jednym dla sekcji cyfrowej i analogowej. Tę firmę widziałem już w produktach od Questyle'a. Wewnątrz D1 całą elektronikę podzielono na cztery laminaty. Najmniejszy przytwierdzono do pokrętła pracującego w domenie cyfrowej, zamontowanego na łożyskach. Jest cholernie płynne i precyzyjne, stawia idealny opór. Cała skala regulacji to 256 kroków z przerwami co 0.25 dB. Na środkowym PCB zamontowano sekcję stabilizującą napięcie. Poniżej jest serce całej konstrukcji - firmowy układ DSP. Opracowanie, czyli montaż i własnoręczne zaprogramowanie układu DSP zajęło Oliverowi ponad półtora roku. Jest oparty na scalaku typu SOC od Texas Instruments. Sygnał z odbiornika cyfrowego jest najpierw wstępnie przygotowywany przez moduł DSP, upsamplowany do częstotliwości 176.4 lub 192 kHz za pomocą 32-bitowego algorytmu, który jest sekretem producenta. Oczywiście moduł SRC zamontowanych w D1 kostek c/a jest pominięty. Następnie sygnał jest buforowany przez jedną sekundę i traktowany zegarem o współczynniku starzenia <1ps. Bufor można zabić przełącznikiem na tyle urządzenia. Dalej są jeszcze dwa laminaty ułożone jeden na drugim, obsługują oddzielnie kanały lewy i prawy. Na każdym zamontowano sekcję konwersji c/a, w tej roli jest Burr-Brown PCM1792 od Texas Instruments. Nie sposób nie zauważyć dociętych na wymiar kawałków drutu w izolacji przy wyjściach napięciowych tych kostek. Są po to, żeby obniżyć ich SNR o dodatkowych 6 dB. Dalej jest oparta na rezystorach DALE-a i przekaźnikach NEC-a regulacja głośności, a zaraz za nią - przyłącza analogowe. Najważniejsze informacje już macie. Pozostało mi jedynie zdać raport z tego, jak D1 gra i wydać stosowny werdykt.

Posłuchane

W przypadku COS Engineering D1 odrobina planowania nie zaszkodziła, jeszcze zanim otrzymałem produkt do testów. Napisanie, że jest drogi nie będzie żadną przesadą, stąd logiczne, że wymagał takich właśnie towarzyszy. Na samym początku D1 sobie popracował około 150 godzin. Często go słuchałem, ale bez przesadnego angażowania się. Gdy stosowny czas upłynął, zataszczyłem co tylko miałem najlepszego pod ręką do redakcyjnego pomieszczenia o powierzchni około 30 metrów kwadratowych. Jest wygłuszone, w rogach pracują pułapki basowe Goldenote (40 Hz i 80 Hz). Na stoliku Lavardin K-rak spoczął Hegel H160, para monobloków NuForce REF9 V3SE, w roli transportu Denon DCD-1510AE i laptop, a za źródło robił Lampizat0r Level7 z lampami Psvane WE101D-L. Aha, skrzynki wykorzystane w teście to KEF LS50 oraz Boenicke Audio W5. Kable popełniła manufaktura ForzaAudioWorks, a listwa sieciowa - model PF-2 - jest od Gigawatta. Urządzenia tutaj wymienione, z wyjątkiem siódemki od Łukasza Fikusa, są sporo poniżej pułapu cenowego tajwańskiego przetwornika c/a. Ale rzecz najważniejsza - źródło - się mniej więcej zgadza, a zatem jesteśmy w domu.

d

Co prawda bez niczego mógłbym napisać materiał o D1 na podstawie tego, co usłyszałem w redakcyjnej piwnicy. To fakt. Ale tym razem zaplanowałem też coś innego. Wybrałem się do mojego kolegi - Jacka. To współwłaściciel portalu Soundrebels.com. Jest szczęśliwym posiadaczem kilkudziesięciometrowej sali odsłuchowej, o ile mi wiadomo tolerancyjnej żony, no i pełnego systemu Reimyo. Tak, tego samego na temat którego nie raz piałem z zachwytu. U Jacka nastąpiła jedna rewolucja. Zamienił swoje wysłużone i firmowe Harmonix Bravo! z modułami basowymi na flagowiec Trenner&Friedl Isis. Gdy do niego w końcu dotarłem, Isis nie zastałem, zamiast tego grał model Pharaoh tego samego producenta. Umiejscowiony jest o oczko niżej w hierarchii austriackiej firmy. Dlaczego wyskoczyłem z rewolucją? To ciekawa historia. Kazuo Kiuchi to ojciec założyciel Combak Corporation, w skład którego wchodzą m. in. marki Harmonix i Reimyo. On ma tak przygotowaną ofertę, że w każdym segmencie jest tylko jeden produkt. A zatem jeden przedwzmacniacz, jeden transport, jedna końcówka mocy i, a jakże, również jeden konwerter c/a. Można każde z tych urządzeń kupić osobno, dlaczego nie. Ale też każda osoba wiedząca czym marka Reimyo jest, ma świadomość tego, że jej urządzenia najlepiej czują się w rodzinnym towarzystwie. W takim składzie są wybitne, to pewna droga, bez jakichkolwiek kombinacji i komplikacji po drodze. Dlatego też jeżeli meloman je ma, to najczęściej wszystkie bez wyjątku, łącznie z akcesoriami takimi jak firmowe kable. To nie przypadek, co mi też Jacek potwierdził, bo w ramach dziennikarskiej profesji uskutecznia różne roszady sprzętowe nie od wczoraj. Kompletny system Reimyo jak u niego stał, tak stoi. Od dawna.

h

Niesamowitość systemu Reimyo drzemie w tym, że to... system. Wspominam o tym dlatego, że próba wpychania tam jakiegoś innego urządzenia, ale niespokrewnionego z macierzystą firmą można przyrównać do porywania się z motyką na słońce. Zrobiłem to, ale tylko po to, aby przekonać się ile jest D1 wart w towarzystwie znakomitej i drogiej, a zatem w tym wypadku odpowiedniej elektroniki. Niemniej, nie zakładałem, że będzie lepszy, byłem przekonany, że wypadnie gorzej. Pytanie tylko o ile. Nieładnie tak dyskredytować produkt póki się go nie posłucha. Ale klocki Kazuo Kiuchiego w zestawie po prostu są czym są, grają jak grają. W każdym razie D1 kosztuje pieniądze porównywalne do konwertera c/a od Reimyo, więc po cichu obstawiałem, że może te różnice nie będą duże. Zrobiłem to samo w dwóch systemach. Posłuchałem osobno tajwańskiego klocka tylko w roli źródła, później wykorzystałem go jedynie jako przedwzmacniacz. U Jacka nie kombinowałem już z odpinaniem jego konwertera i preampa oraz w efekcie z umieszczeniem D1 w obu tych rolach. Ale to udało mi się ogarnąć na swoim podwórku. Żeby już nie przeciągać, oto co nastąpiło.  

f

Może najpierw trochę o tym, jak gra siódemka Lampizat0ra. Cóż, brzmi znakomicie. Do tego stopnia, że bez najmniejszego wahania i nieco subiektywnie piszę, że to najlepszy konwerter c/a jaki słyszałem. Choć nie przeczę, odpowiednie lampy bardzo dużo tu pomagają. Do nich i Level7 wrócę już niedługo, w osobnych materiałach. Co w nim jest zatem takiego wyjątkowego? Ano, kilka rzeczy. Przede wszystkim podaje niesamowitą przestrzeń, jest cholernie szeroko i głęboko, ze znakomitym różnicowaniem poszczególnych planów. Jeżeli ja to słyszę bardzo dobrze na skrzynkach wartych może 30% i 11% jego ceny (odpowiednio W5 i LS50), resztę sobie można łatwo dopowiedzieć. Poszczególne instrumenty mają należyte bryły, dosłownie da się ich dotknąć, przybić piąteczkę z wokalistą jeżeli taki słuchacz ma kaprys. Scena ma też olbrzymie pokłady powietrza, ani przez moment nie odczuwa się klaustrofobii i to jest piękne. Zazwyczaj w parze z przestrzennym i dobrze napowietrzonym przekazem oprócz lekkości idzie też odchudzenie, osłabienie niektórych częstotliwości. Level7 nic takiego nie robi. Owszem, przekaz należy do tych lekkich i czytelnych, ale też gładkich ponad wszystko mi znane. A tam gdzie trzeba, czyli na dole i w niższych składowych średnicy, nie brak dociążenia. Tutaj wychodzi kolejna cecha siódemki, ten przetwornik jest cholernie dynamiczny, skoczny wręcz. Impet niektórych instrumentów dosłownie zrywa czapkę z głowy, zaręczam. Obok jest oczywiście znakomita rytmika, nic się nie wlecze, każdy podzakres jest świetnie prowadzony. Sporo zależy od skrzynek i końcówki mocy, ale sens rozumiecie. Żwawe paczki nie zwalniają, wręcz przeciwnie. Barwa też zasługuje na pochwałę. Jest gładko, a kiedy trzeba - wręcz mokro, soczyście, przekaz potrafi być nasycony. Choć mięso to nie jest to, co w Level7 gra pierwsze skrzypce. Tak transparentny dźwięk potrafi łatwiej zauważać resztę elektroniki. Flagowiec Łukasza Fikusa bezwzględnie obnaża jakość nagrań, takie jest następstwo jego niezrównanej przezroczystości. Cóż, D1 ma cholernie twardy orzech do zgryzienia, nie zaprzeczam. Ale przynajmniej coś się dzieje.

i

COS Engineering D1 to zupełnie inaczej brzmiący przetwornik niż Level7. Różni je dosłownie wszystko. Tajwański klocek kreuje mniejszą przestrzeń po bokach, choć bardzo mocno rozbudowaną w głąb i również wieloplanową. Ma też mniej powietrza. Można powiedzieć, że dźwięk D1 jest bardziej ugłaskany, spokojniejszy, no i skondensowany. Co prawda pod względem szybkości nic mu nie brakuje, dobrze się zbiera. Ale nie ma aż takiego impetu co Level7, który jest przecież pod tym względem zjawiskowy, sporo powyżej normy i to się słyszy praktycznie z miejsca. D1 ma niżej umiejscowiony środek ciężkości, słychać więcej mięsistego dołu, choć też świetnie kontrolowanego. Środek pasma jest bardziej dociążony niż w Level7, nie aż tak czytelny, bardziej eksponuje gładkość i naturalność aniżeli każdy niuans i przejrzystość. Z tego całego opisu teoretycznie kreuje się obraz D1 jako źródła intymnego, o ciemnej i okrągłej barwie, ogólnie sporym dociążeniu. Ale tutaj należy dodać, że większość przetworników c/a w konfrontacji z Level7 wydaje się jakaś taka przygaszona, niewyraźna. To też kwestia tego, że się do siódemki przyzwyczaiłem. Ale faktem jest, że przesiadka na D1 nie boli i powracając do niego raz po raz, po kilkuminutowym oswajaniu się z nim wychodzę z założenia, że on gra cholernie naturalnie i neutralnie. Słuchając go odnosi się wrażenie, że tam się wszystko zgadza, wszystko jest, jakakolwiek zmiana popsułaby tę tajwańską harmonię. D1 to po prostu sprzęt, który w porównaniu do siódemki dostarcza zupełnie innych wrażeń na całej rozpiętości. Dlatego zestawianie ich ze sobą to przyrównywanie jabłek do pomarańczy, są aż tak inne. Ale D1 ma w sobie cechy źródła wartego masę pieniędzy. Przestrzeń jest znakomicie poukładana, poszczególne instrumenty mają stosowne bryły, nie jest też duszno, odpowiednia ilość powietrza pomiędzy nimi jest zapewniona. No i jest też gładkość i świetna barwa, ale bez przesadnej obłości w przekazie. Tajwański sprzęt w żadnym wypadku nie jest kluchą, zbrodnią było by określanie go w taki sposób. To urządzenie oferujące płynność i spójność przekazu, którą ja usłyszałem w zaledwie kilku źródłach jak do tej pory. No i na dokładkę dostaje się fantastycznie czarne tło, separacja instrumentów jest znakomita. Choć w cenie D1 brak takowej to w moich oczach najzwyczajniej w świecie wpadka techniczna, audiofilska zbrodnia. Tyle mi pokazał pierwszy poważny odsłuch, przyrównanie do, jak by nie było, znakomitego i opartego na lampach konkurenta z polskim rodowodem. Trzeba o tym pamiętać.

8Q2A0293

Czas było w końcu wychylić się z piwnicy, zapakować sprzęt i podskoczyć do Jacka. Po dotarciu na miejsce zabraliśmy się za weryfikację. Najpierw zagrał DAP-999 w jego naturalnym habitacie. Dźwięk był wyborny, innego się nie spodziewałem. System Reimyo znam,  żadnej niespodzianki nie było. To nie jest efekciarskie granie, które przybija do podłogi detalami, albo dynamiką powoduje tachykardię. Nic z tych rzeczy, żadnych sztuczek, jedynie prawda, w dodatku cholernie gładka, poukładana i organiczna. Zestaw Jacka dlatego tak dobrze brzmi, bo tam się wszystko zgadza. Nawet jeżeli komuś się wydaje, że czegoś brak, że jest za ciemno, albo basu za mało, w ostatecznym rozrachunku i po kilku kombinacjach alpejskich z zamiennikami w systemie w końcu się dojdzie do wniosku, że Reimyo brzmi spójnie, prawdziwie, prawidłowo po prostu. To cholernie wyrafinowany przekaz, którego można się czepiać od stron czysto technicznych chyba tylko na siłę. Tak sobie siedzieliśmy i słuchaliśmy Lou Reeda, w końcu w tor wpięliśmy D1. Zmiany były dobrze słyszalne. Spójność dźwięku Reimyo to w tym kontekście spora zaleta, a dla mnie ułatwiona robota, bo relatywnie szybko słychać było co się zmieniło. DAP-999 wyraźniej akcentuje średnie tony, partie wokalne ma jaśniejsze, lepiej słyszalne. Dynamikę najniższych składowych też nieco lepszą, rytmikę całościowo również. Słychać, że to bardziej skoczny, choć jeszcze nie wyrywny sprzęt. Przekaz Reimyo to ten o nieco bardziej organicznej prezentacji, D1 zagrał w sposób łagodniejszy, choć barwa obydwu przetworników była podobna. Różnice nie były duże, ale słyszalne. Tak po prawdzie to zdziwiłbym się, gdyby D1 zagrał w naturalnym środowisku Reimyo lepiej niż japoński konwerter c/a. Jacek najprawdopodobniej byłby w niezłym szoku. Tutaj bardzo wyraźnie należy zaznaczyć, że granica pomiędzy porównanymi źródłami się zmniejsza po włączeniu w D1 bufora. To naprawdę robi różnicę i o ile mój redakcyjny system tego przesadnie wyraźnie nie pokazuje, u założyciela Soundrebels.com sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Po przestawieniu hebelkowego przełącznika na tyle D1, robi się żwawiej i nieco przestrzenniej po środku sceny, po prostu lepiej całościowo. To nie są małe zmiany, zaręczam. Po tych wszystkich zabiegach przyszła kolej na wykorzystanie D1 tylko w roli przedwzmacniacza. Odłączyliśmy zatem od systemu japoński model CAT-777 i wstawiliśmy tajwański zamiennik. Posłuchaliśmy, po czym znowu nastąpiła roszada i tak kilka razy. Sensowne i spójne wnioski nie kazały na siebie długo czekać. Po raz kolejny przekonaliśmy się obydwaj, że sprzęt Reimyo wśród rodziny czuje się jak ryba w wodzie. D1 zagrał bardziej siłowo i bezpośrednio, z nieco mniej czytelną średnicą. Przekaz CAT-777 był też nieco bardziej gładki i selektywny. Słychać było, że stawia w firmowym systemie przysłowiową kropkę nad i, że jak ulał pasuje do reszty elektroniki. Po prostu przydaje odsłuchowi tego firmowego wyrafinowania. Opuściłem Jacka zadowolony z tego, co udało mi się usłyszeć. Cholernie cenne doświadczenie.

a

Na sam koniec raz jeszcze wziąłem się za bary z D1, tym razem w roli przedwzmacniacza tylko. Ale już we własnym systemie. Podłączyłem go bezpośrednio do monobloków NuForce'a, później przeskoczyłem na Questyle'a CMA800R i tak kilka razy w te i z powrotem. CAT-777 okazał się nieco lepszy, zgadza się. Ale D1 w porównaniu do przedwzmacniacza firmy Questyle to zupełnie inna, znacznie lepsza para kaloszy. Po wpięciu go w tor dźwięk się uspokaja, nabiera gładkości i wypełnienia, porządkuje się przekaz przed słuchaczem, robi się bardziej selektywny. Nie jest za bardzo ruszana dynamika, bo CMA800R sam z siebie jest szybki. Ale po tym doświadczeniu po prostu słychać, że preamp w D1 nie jest dodany na przypał, wręcz przeciwnie. Ta sekcja jest dopieszczona równie mocno co cyfrowa. Hegel właśnie tą przedwzmacniającą stoi, Bent Holter utrzymuje, że z modelu na model to właśnie tam zachodzą największe zmiany. Integra H80 okazała się znacznie lepsza niż jej poprzednik, a H160, na dzień dzisiejszy i w moich oczach, pod kilkoma względami deklasuje ten pierwszy klocek. Ponieważ H160-kę można ustawić jako stereofoniczną końcówkę mocy, tak też zrobiłem. D1 wówczas pracował jako źródło i preamp. Zagrało. Potem pełnił tylko rolę konwersji c/a, przedwzmacniacz został odcięty (da się, skalę głośności ustawia się na maksimum). W tej konfiguracji w H160 był ominięty tylko układ c/a, logiczne. D1 bez żadnego wysiłku pokazał swoją wyższość nad sekcją pre w norweskiej integrze. Przydał przekazowi selektywności przede wszystkim, ale dźwięk stał się też nieco lepiej dociążony i żywy. Natomiast to, co w H160 najlepsze, czyli dynamika, stereofonia oraz napowietrzenie sceny się nie zmieniły. Podwójna wygrana, nie widzę tego inaczej. Te różnice nie były małe, wręcz przeciwnie. Na transparentnych KEF-ach LS50 i Boenicke Audio W5 było słychać dokładnie te same rzeczy, a zatem to nie przypadek. Ostatni test to wykorzystanie D1 jeszcze raz tylko w domenie analogowej, ale w parze z siódemką Lampizat0ra. Tutaj sprawy przybrały nieco inny obrót. Tajwański sprzęt zrobił to samo, co w poprzednich dwóch konfiguracjach. Dźwięk się też trochę uspokoił, nabrał większej masy. Selektywność i organiczność przekazu pozostały bez zmian. Po podłączeniu Level7 prosto do końcówek mocy jest żwawiej, zwiewniej. Ale to są już, po raz kolejny zresztą, jabłka i pomarańcze.

Amazeballs #2

Czas to wszystko podsumować. O modelu D1 miałem pewne wyobrażenie jeszcze zanim do mnie dotarł. Wspominałem, że organiczność w przekazie, czyli cecha, która bezpośrednio wpływa na realizm tego, co się słyszy i szeroko pojęte zadowolenie z muzyki, jest nieodłączną częścią wszystkich najlepszych przetworników, które mi są znane. Tego samego spodziewałem się po D1 i dokładnie to dostałem. A na dokładkę również selektywność, naturalność i masę innych rzeczy, które sprawiają, że tak dobre źródło bardzo wyraźnie zaznacza swoją obecność w systemie. Nie pudruje dźwięku trochę tu i trochę tam, tak, jak ma to w zwyczaju większość konwerterów c/a. Ale często wywraca przekaz do góry nogami. Ujmując rzecz bardziej oględnie, COS Engineering D1 gra jak masa pieniędzy. To się po prostu słyszy. Po kilku tygodniach z D1 sprawy mają się tak, że im więcej go słucham - tym bardziej go lubię. To wciągający i emocjonujący dźwięk, a przy tym też taki wyrównany, czysty i spokojny.

8Q2A0240

Pisałem, że w źródłach wartych 40 000 zł można sobie poprzebierać. Ale nie ma idealnego. Przykładowo, Level7 gra wybitnie, ale wizualnie odstrasza wiele osób. Co więcej, do pokazania pełni swoich możliwości potrzebuje popracować dobrą godzinę. No i odpowiednio dobre lampy to konieczność, mam to przećwiczone. Przychodzę do pracy, automatycznie idę do piwnicy, włączam dwa guziki na dwóch klockach i przypominam sobie o nich dopiero po jakimś czasie. Co innego Reimyo DAP-999. To klasa sama w sobie, bezsprzecznie. Gra z miejsca. Ale ten klocek stworzono do redbooków przede wszystkim. No i ponad wszelką wątpliwość do pracy w firmowym systemie. Idę o zakład, że odnajdzie się w niejednym domostwie, a jakże. Ale pisałem już czego mu potrzeba jeżeli chce się być pewnym efektu, a to się wiąże z wydaniem lekką ręką równowartości niemałego lokum na warszawskim Ursynowie. To nie jest też mój wymysł, ale zdanie ludzi, którzy są szczęśliwymi posiadaczami zestawu Reimyo. Miejcie to proszę na uwadze. 

8Q2A0241

Co na to D1? Cóż, to najbardziej uniwersalny produkt z całej trójki. W porównaniu do Level7 brzmi zupełnie inaczej, zdecydowanie bliżej mu do DAP-999. Choć na tym poziomie cenowym każde z tych urządzeń ma tyle do zaoferowania w kontekście brzmienia, że pisanie o bezsprzecznej wyższości jednego nad drugim czy trzecim było by przejawem czarnego marketingu. Na tak wysokiej półce decydują indywidualne preferencje oraz potrzeby, no i ponad wszystko dopasowanie do toru, który się posiada. Jeżeli ma się prawie kompletny system Reimyo, ale szuka się do niego przetwornika, mam tylko jeden sprawdzony, zjawiskowo grający wybór. Komuś potrzebującemu zadziwiająco dobrze grających plików DSD będę do upadłego powtarzał, że po posłuchaniu tego formatu na którymkolwiek sprzęcie firmy Lampizat0r kolana miękną. Natomiast jeżeli szuka się neutralnego, organicznego i wyrafinowanego dźwięku w konwerterze c/a, który na dodatek ma znakomitą sekcję pre, bez mrugnięcia okiem polecę COS Engineering D1. Z uwagi na tę funkcjonalność można naprawdę sporo zaoszczędzić. Powtarzam raz jeszcze: to dwa pełnoprawne urządzenia w jednym. Traktowanie któregokolwiek mniej poważnie jest błędem. Jak najbardziej widzę to cacko u siebie, bo dostarcza mi wrażeń zupełnie innych niż Siódemka od Łukasza, ale również znakomitych. Do następnego. 

COS_logoŻeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma COS Engineering, dobry człowiek tam pracujący wypożyczył mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Maggie!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.

V.logo

Oceny (10)
Średnia ocena
Twoja ocena
Hsain (2015.02.11, 08:29)
Ocena: 0
To mi się podoba
charon (2015.02.11, 14:27)
Ocena: 1
Naprawdę ładnie się prezentuje ta skrzynka.
hmm..ok.. (2015.02.11, 18:31)
Ocena: -3
Kolumny próbują być eleganckie ale im nie wyszło, a lampa to jest już totalnie kiczowata.
Natomiast D1 jest faktycznie bardzo stylowe.
Bart Tut (2015.02.12, 00:01)
Ocena: 2
Trochę to przypomina opisywanie kolorów niewidomemu :D
ShamanX (2015.02.19, 08:41)
Ocena: -2
Jestem już chyba starym grzybem, bo naprawdę przeszkadzały mi w tekście takie zwroty jak 'wzmak i para nauszników' czy 'opadanie kopary'. Szkoda bo tekst generalnie przyjemny i ciekawy. Tym bardziej takie powiedzonka, sprawdzające się nota bene w rozmowie z kumplami, rażą jak splunięcie wprost pod nogi innego przechodnia. Świetne fotki.
przemo_li (2015.02.19, 15:43)
Ocena: -1
Tylko słów i zero danych a jedynie bo 'ja słyszę'.... :P
Violator (2015.02.19, 16:27)
Ocena: -2
ShamanX (2015.02.19, 08:41)
Jestem już chyba starym grzybem, bo naprawdę przeszkadzały mi w tekście takie zwroty jak 'wzmak i para nauszników' czy 'opadanie kopary'. Szkoda bo tekst generalnie przyjemny i ciekawy. Tym bardziej takie powiedzonka, sprawdzające się nota bene w rozmowie z kumplami, rażą jak splunięcie wprost pod nogi innego przechodnia. Świetne fotki.


No, może faktycznie za stary grzyb z Ciebie. Piszę w taki sposób, w jaki mi się widzi, także jak to mawiają... deal with it. Nie chce mi się wierzyć, że kogoś może 'opad kopary' aż tak uwierać, że przyrównuje to do plucia komuś pod nogi. IMO gruba przesada. No cóż, różni są ludzie, zwłaszcza ci co o audio czytają, zwłaszcza tutaj. :E

przemo_li (2015.02.19, 15:43)
Tylko słów i zero danych a jedynie bo 'ja słyszę'.... :P


Dokładnie tak. Pewnie bez tabelek z pomiarami niewiele wyniosłeś, o ile cokolwiek. Mam rację? Dla ścisłości: słucham, więc słyszę. Ba, uważam, że to zdroworozsądkowe podejście. Niezła herezja, co? :E
Edytowane przez autora (2015.02.19, 16:28)
jurekW (2015.05.01, 13:58)
Ocena: 0
Świetne zdjęcia! Światło, głębia ostrości - te rzeczy... Z Twoich tekstów zrozumiałem, że sam je robisz (?).
Violator (2015.05.03, 03:43)
Ocena: -1
jurekW (2015.05.01, 13:58)
Świetne zdjęcia! Światło, głębia ostrości - te rzeczy... Z Twoich tekstów zrozumiałem, że sam je robisz (?).


Tak.
jurekW (2015.05.03, 05:46)
Ocena: -1
To gratuluję. Niektóre z nich, to mz mistrzostwo świata. Serio. Zwracam uwagę na dobre zdjęcia, ale takie, jak Twoje widuję rzadko. Niektóre to jakby typowe, dobrej jakości MAKRO. Jakbyś jeszcze napisał jakiego sprzętu używasz do fotografowania, to byłbym naprawdę zobowiązany ( też bym taki chciał - mam Pentaxa k20D z niezłym obiektywem do makro, ale takich fot nie robi - większa głębia ostrości, autofokus sam ostrzy słabo, a manualnie to... mam słaby wzrok :( / za to słuch dobry ;) / ).
Violator (2015.05.04, 08:02)
Ocena: -1
jurekW (2015.05.03, 05:46)
To gratuluję. Niektóre z nich, to mz mistrzostwo świata. Serio. Zwracam uwagę na dobre zdjęcia, ale takie, jak Twoje widuję rzadko. Niektóre to jakby typowe, dobrej jakości MAKRO. Jakbyś jeszcze napisał jakiego sprzętu używasz do fotografowania, to byłbym naprawdę zobowiązany ( też bym taki chciał - mam Pentaxa k20D z niezłym obiektywem do makro, ale takich fot nie robi - większa głębia ostrości, autofokus sam ostrzy słabo, a manualnie to... mam słaby wzrok :( / za to słuch dobry ;) / ).


5D MKIII + EF100 2.8 L-ka
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
ZenFistunknown_soliderhainczludojadkrzysztofwolongiewiczPuszorMuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek Żuchowski