LampizatOr Golden Gate - recenzja

110
Dawid „Violator” Grzyb
LampizatOr Golden Gate - recenzja

Jestem szczęśliwym posiadaczem konwertera c/a polskiej firmy LampizatOr, modelu Level7. To pod wieloma względami specyficzny produkt. Niemniej, praktyka pokazała mi dobitnie kilka razy, że brzmieniowo jest najlepszym spośród tych, z jakimi miałem jeszcze do niedawna do czynienia. Usłyszałem ostatnio jednak coś jeszcze o klasę lepszego, jeszcze bardziej unikatowego i jeszcze droższego. Mało tego, od tego samego producenta. Przed Wami LampizatOr Golden Gate - flagowy DAC Łukasza Fikusa. Jego równowartość to kilka nerek w dobrym stanie, przyzwoity samochód lub mniej więcej jakieś 70 000 zł. Smacznego.

Wstęp

Z LampizatOrem Level 7 jest mi po drodze od kilku miesięcy. Ten fantastyczny przetwornik c/a, jako pierwszy z oferty polskiej firmy wykorzystuje bezpośrednio żarzone triody w torze analogowym. Niech mnie ktoś poprawi w razie pomyłki, ale wydaje mi się, że to za sprawą tego produktu Łukasz Fikus nabrał prawdziwego wiatru w żagle. Dwuczęściowy, wręcz olbrzymi Level 7 jest przez wiele osób odwiedzających moją kryptę brany za potężny wzmacniacz stereo. Dwa pudła połączone ze sobą pępkowymi, przemysłowymi kablami z końcówkami Neutrika nie są jedynie fanaberią. W jednym zawarto całą sekcję zasilania, następne okupują wszystkie wejścia i wyjścia, a także tory cyfrowy oraz analogowy. To na wierzchu tego drugiego fantastycznie prezentują się lampy DHT i prostownicze. Tak zwana mała siódemka ma nieco garażowy charakter. W środku panuje względny porządek według niektórych, ewentualnie artystyczny nieład, a jeszcze inni twierdzą, że to bałagan po prostu. Choć taki był zamysł od samego początku. Konstruktorowi chodziło o możliwie jak najkrótsze połączenia.

8Q2A0010

Niemniej, nie to w Level 7 jest najciekawsze. Pod maską tego klocka pracują dwa niezależne moduły konwersji c/a. Jeden zajmuje się tylko materiałem PCM i jest oparty na owianych tajemnicą kościach delta-sigma. Dlaczego ich oznaczenia są starte? Cóż, konstruktorowi chodziło o to, żeby ludzie słuchali sprzętu, a nie pojedynczych scalaków. To jest dla mnie zrozumiałe, zdecydowanie za dużo osób wierci dziurę w brzuchu firmom za to, że stosują takie, a nie inne układy i już na podstawie nich przepowiada efekt. Z im droższymi urządzeniami ma się do czynienia, tym bardziej mylny jest ten tok rozumowania, o czym sam się nie raz przekonałem na własnej skórze. Natomiast drugi laminat to w istocie filtr cyfrowy, zdolny do pracy tylko z muzyką w postaci DSD. Można zatem powiedzieć, że Level 7 to tak naprawdę dwa niezależne konwertery c/a, korzystające z tego samego toru analogowego i zasilania, zamknięte w tej samej obudowie. Choć to i tak nie wszystko.

8Q2A0013

W silniku DSD autorstwa Łukasza Fikusa nie występuje znana kość scalona, która zajmowałaby się sygnałem. Mało tego, nie ma tam... żadnej. Konwersja dokonuje się w całości za pomocą opracowanej przez niego filtracji, która nie uwzględnia jakichkolwiek aktywnych elementów, w żaden sposób nie manipuluje danymi, nie wchodzi w grę modulacja delta-sigma etc. Na rynku audio nie ma firm, które do tematu konwersji najgęściejszego z formatów podchodzą w bardziej purystyczny sposób. Choć jest kilka unikatowych, podążających swoją drogą. PS Audio w swoim DirectStream DAC-u wykorzystuje układ FPGA w celu upsamplingu każdego materiału do częstotliwości znacznie wyższej niż DSD, tam też dzieje się jednobitowa konwersja delta-sigma. Natomiast za kością jest już tylko precyzyjny zegar oraz pasywny filtr dolnoprzepustowy, a to przykład jeden z kilku. Prawdą jest też to, że obsługa sygnału DSD w produktach firm PS Audio i Lampizatora jest dość podobna, natomiast środki wykorzystane do tego celu są inne. Praktyka twardo pokazuje, że unikanie gotowych kości c/a robi najczęściej diametralną różnicę. To dzięki odtwarzaniu materiału DSD produkty Łukasza "LampizatOra" Fikusa są tak popularne wśród grających z plików entuzjastów najcięższego kalibru. Nawet tych, którzy mogą sobie pozwolić na znacznie droższe urządzenia. Przetwornik PS Audio jest bardzo lubiany nie bez powodu, ale nie ma lamp. Podobnie jest ze znakomitym modelem Hugo Chorda, Metrum Acoustics Pavane i kilkoma innymi, nie pracującymi z gotowymi układami c/a. Rzecz w tym, że niewiele takich rodzynków jest na rynku. Są za to dowodem na to, że niektórzy po prostu nie lubią chadzać na skróty i... to się im długofalowo opłaca.

8Q2A9984

Niektórzy też nie potrafią przestać. Zwłaszcza ci kreatywni. Za taką osobę należy uważać Łukasza Fikusa. Oprócz tworzenia nowych produktów wprowadza też uaktualnienia sprzętowe do starszych modeli, poprawia to, co da się poprawić, standaryzuje rozwiązania. Ma jednocześnie umysł szalonego naukowca z dziesiątką rozgrzebanych projektów oraz faceta chcącego mieć porządek w ofercie, myślącego o przyszłości. Efekt jest taki, że co jakiś czas w wyniku rzeczonej standaryzacji i usprawnień przychodzi moment, w którym okazuje się, że nie ma się do czynienia już tylko z ulepszonym modelem, ale zupełnie nową konstrukcją, zaledwie opartą na tych samych założeniach. Dokładnie tak stało się z małą siódemką, zestarzała się. Jej miejsce zastąpiła nowa wersja, znana jako Big 7. Schemat jest mniej więcej ten sam, ale wykonanie inne. Zmierzam do tego, że klient po nabyciu produktu, który w przeciągu kilku miesięcy doczekał się nowszej wersji, może dogadać się z LampizatOrem, za dopłatą dokonać usprawnień lub wymienić cały model na nowszy. Tak osobliwa polityka sprzedażowa to niemały ukłon w stronę nabywcy, rzadkość.

8Q2A9990

W przypadku Big 7 praktycznie nie ma już lutowania punkt w punkt, część analogowa to gigantyczna płyta drukowana, wyglądająca profesjonalnie. Pozostałe moduły też zostały dopracowane, prezentują się solidnie. Montaż także się uporządkował, a elektronika uprzednio widziana w dwóch obudowach została umieszczona w jednej, ale naprawdę dużej, w dodatku ładniejszej. W Big 7 można wstawić już tylko jedną lampę prostowniczą, ale w innym niż w Level 7 standardzie. Bańki typu 274B czy 5U4G otwierają niemałe pole do popisu dla fanów ich wymiany. Jednakże nawet duża siódemka to nie był ostatni as w rękawie Łukasza Fikusa. On wiedział, że da się jeszcze lepiej, choć do pewnego stopnia pomogli mu jego klienci.

Budowa

Wiele firm trudniących się niszowym sprzętem audio ma w swojej ofercie produkt bezkompromisowy, uchodzący za najlepszy i jednocześnie najdroższy. Wykonywany jest sporadycznie, na wyraźne życzenie klienta, który jest w stanie zapłacić ekstra za najlepsze możliwe podzespoły. Wspominając wkład klientów LampizatOra chodziło o to, że oni często podczas składania zamówienia lubili produkty personalizować, Łukasz Fikus od zawsze patrzył na to przychylnie. Nasz klient - nasz Pan. Wybierali najlepsze możliwe gniazda, lampy, silnik DSD czy kondensatory. Herr LampizatOr zauważył pewien wzorzec, postanowił zatem wyjść oczekiwaniom entuzjastów naprzód. Efektem tego jest właśnie Golden Gate. W telegraficznym skrócie to duża siódemka, ale wykonana z najlepszych części, jakie można kupić za umownie ludzkie pieniądze. Bonusem jest obudowa wykonana z drapanej i lakierowanej miedzi. Choć temat jest znacznie głębszy, zaręczam. Niejako dla formalności należy wspomnieć, że Golden Gate stanowi blisko połowę wszystkich zamówień.

8Q2A0031

Nazwa najdroższego przetwornika LampizatOra - Golden Gate'a - nie wzięła się znikąd. Łukasz Fikus był pod ogromnym wrażeniem mostu wybudowanego pomiędzy San Francisco, a hrabstwem Marin, gdy po raz pierwszy przekraczał go trzy dekady wstecz. Mamy 2015 rok, jego flagowy przetwornik może się nazywać tylko Golden Gate. Ten produkt jest ukoronowaniem lat jego pracy, z początku hobbystycznej, teraz już pod postacią prężnie działającej firmy. Urządzenie faktycznie wyróżnia się na tle całej rodziny jego sprzętów. Jest unikatowe, z pewnością przykuwające wzrok, prestiżowe. 

8Q2A0028

Standardowa wersja Golden Gate'a to wydatek rzędu €13 000. Wersja w pełni zbalansowana, tzn. mająca praktycznie wszystko podwójne, jest o €4 000 droższa. Dodatek w postaci regulacji głośności, wyświetlacza oraz pilota zdalnego sterowania to dodatkowy €1 000. Niezależnie od wersji, Golden Gate jest klientowi dostarczany w firmowej, cholernie solidnej skrzyni, od środka wyłożonej piankowymi formami. Standardowe lampy to para WE101D-L Psvane'a, czyli repliki bardzo dobrych i nieprzyzwoicie drogich dzisiaj szkieł Western Electric. Dołączana do Golden Gate'a bańka prostownicza to model 274B z siatkową anodą, czeskiej firmy Emission Labs. Choć wybór jest większy, trzeba się podpytać konstruktora o inne warianty, które obejmują np. szkła KR Audio lub większą wersję 5U4G o takiej samej konstrukcji, także od Emission Labs. Natomiast ptaszki ćwierkają, że zestaw składający się z pary (lub kwadry) WE101D-L plus tzw. meshowej lampy czeskiej firmy uchodzi za jeden z brzmieniowo najlepszych możliwych, oczywiście spośród tych opartych na dzisiejszej produkcji, tj. wyjąwszy najlepsze lampy NOS. Dodatkowo flagowiec LampizatOra ma w standardzie trzy kulkowe podstawki antywibracyjne, tzw. roller-blocki. Tyle dobroci widać na pierwszy rzut oka, zaraz po rozpakowaniu produktu. Wykonana na potrzeby Golden Gate'a skrzynia jest na tyle duża i ciężka, że jedna osoba jej z pewnością nie podoła, nawet jeżeli przesadnie często odwiedza osiedlową siłownię. 

8Q2A0027

Golden Gate, jak na wymaksowaną wersję Big 7 przystało, jest naprawdę duży. To największy i najcięższy przetwornik c/a, z jakim miałem jak do tej pory styczność. Ma masę 16 kg, jego szerokość to 45 cm, głębokość - 53 cm, a wysokość - 13 cm. Zatem jest to płaski, rozłożysty klocek. Pod względem bryły nie różni się od dużej siódemki, patrząc na obydwa urządzenia chociażby od frontu. Płyta czołowa jest dostępna w dwóch wariantach; srebrnym oraz czarnym. Tutaj nic się nie zmieniło, użytkownik wybiera preferowaną wersję. Ten element jest masywny, aluminiowy i wyszczotkowany. Wystaje nieco z każdej strony poza obudowę. Uwagę zwracają typowe dla produktów LampizatOra elementy; cztery wkręty oraz charakterystyczne logo, w którym literę O zastępuje włącznik z pierścieniem podświetlającym się na jeden z czterech kolorów, nabywca decyduje jaki chce mieć. Opcjonalne jest także pracujące w domenie cyfrowej pokrętło, montowane gdy klient zdecyduje się na firmowy moduł regulacji głośności. W tej sytuacji dodatkiem jest także pilot zdalnego sterowania oraz sympatyczny wyświetlacz monochromatyczny, również dostępny w jednym z czterech wariantów kolorystycznych. Konstruktor pomyślał o drobnostkach, można zarówno ekran, jak i guzik dopasować barwowo. Mała rzecz, a cieszy. Produkt mi dostarczony był pozbawiony modułu głośności.

8Q2A0039

Tył Golden Gate'a jest wykonany z chropowatej stali, zgiętej tak, że wraz z podstawą stanowi jeden element. Na odwłoku urządzenia, przy lewej krawędzi wstawiono przełącznik napięcia, włącznik, a także gniazdo IEC wraz z bezpiecznikiem. Dalej jest tabliczka znamionowa, informująca o rodzaju silników DSD oraz PCM, firmowych lampach, wersji (SE lub zbalansowana), numerze seryjnym, a także kodzie osoby, która dokonała montażu i kolejnej, odpowiedzialnej za sprawdzenie w praktyce gotowego urządzenia. W drugim przypadku ani trochę nie zaskakują inicjały "ŁF". Obok zamontowano dwie pary wyjść, w standardach XLR oraz RCA. Gniazda zbalansowane to Neutriki, a pojedyncze - WBT nextgen. Wejście elektryczne S/PDIF jest oparte na wysokim modelu przyłącza Furutecha. Nie mogło zabraknąć także kolejnych dwóch gniazd cyfrowych; AES/EBU oraz USB typu B. Są jeszcze dwa przełączniki hebelkowe, regulujące tryb pracy tych wejść. W wersjach niezbalansowanych Golden Gate'a widuje się jeszcze przełącznik odpowiedzialny za napięcie podawane do lamp. Na innym pracują szkła z rodzin 101D czy 45, a na innym - chociażby 2A3-ki. Natomiast symetryczny DAC obsługuje jedynie pierwszą grupę.

8Q2A0070

Spód Golden Gate'a jest przemyślany. To stalowy element. Ponieważ urządzenie jest nadspodziewanie długie, producent wstawił w sumie sześć gumowych i całkiem wysokich nóżek, zamiast standardowych czterech. Bardzo sprytnie. W zależności od głębokości blatu, tylna część produktu  może, choć niekoniecznie musi opierać się na nim, a i tak będzie stabilne. To udogodnienie dla osób posiadających niewielkie stoliki. No i są jeszcze trzy rozsądnie rozmieszczone podstawki dla roller-blocków. Wizytówką flagowego modelu Łukasza Fikusa jest w całości wykonana z miedzi obudowa. Uformowano ją w "rękaw", zgięty w sumie w czterech miejscach, który nasuwa się na podstawę z elektroniką. Całość jest trzymana przez kilkanaście wkrętów. Miedziana obudowa jest drapana, a następnie lakierowana. To gwarantuje jednolity kolor przez całe dekady, bez czernienia i innych, równie nieprzyjemnych niespodzianek. Unikatowego wyglądu przydaje konstrukcji pasek z perforacjami w kształcie plastrów miodu, a także otwory wentylacyjne dookoła każdego z gniazd lamp. Gwarantuję Wam, że na żywo to wygląda po prostu ślicznie. To właśnie te akcenty moim zdaniem idealnie dopełniają wzornictwa Golden Gate'a, a w połączeniu ze złotym kolorem są ucztą dla moich oczu. Poprzednie urządzenia wyglądały prosto, garażowo, brakowało im czegoś. Natomiast flagowy model to produkt wizualnie kompletny i spójny m. in. właśnie dzięki rzeczonym perforacjom. To jednocześnie też najbardziej dorosła konstrukcja LampizatOra, o której naprawdę ciężko mówić czy pisać, że to w dalszym ciągu projekt DIY w powijakach. Choć to subiektywne, sam wygląd Golden Gate'a powoduje, że chce się go mieć, nie można oderwać od niego wzroku. Nic bym w nim nie zmienił. Łukasz też jest zadowolony z efektu do tego stopnia, że duże siódemki również są wyposażone w podobną, choć aluminiową, szczotkowaną i srebrną obudowę. To dobre rozwiązanie, zdecydowanie lepsze w porównaniu do stosowanego wcześniej półprzezroczystego akrylu. 

8Q2A0022

Zajrzyjmy do środka tego potwora, czas na butikowy romans. W porównaniu do wnętrza mojej siódemki, w Golden Gate panuje wręcz wojskowy porządek. Wszystkie elementy są przytwierdzone do płyty MDF, a ta - do stalowej podstawy. Widać kilka kluczowych laminatów. Przy gnieździe USB daje się rozpoznać odbiornik USB Amanero. To produkt OEM-owy, widywany w wielu drogich przetwornikach c/a, chociażby COS Engineering D1. Ten element jest połączony z dwoma modułami. Pierwszy i zarazem większy to silnik PCM w konfiguracji dual mono. Nie wiadomo jakie moduły Łukasz Fikus stosuje, mając wiedzę o maksymalnej obsługiwanej częstotliwości i długości słowa (maks. 32 bit / 384 kHz) sygnału wiadomo, że to kostki delta-sigma, ale dalej można sobie zgadywać do oporu. Natomiast możliwości jest wiele i... szkoda życia na zaprzątanie sobie tym głowy. Lepiej po prostu muzyki posłuchać.

8Q2A0091

Nad sekcją PCM zamontowano autorski silnik DSD 256x w topologii dual mono, który jest bezpośrednio połączony z siatką lamp DHT. Wersja 256x jest standardem dla modeli Golden Gate. Sekcja filtracji modułu DSD składa się z elementów biernych i pracuje z sygnałem analogowym, choć jest wstępnie wspomagana przez minikomputer Arduino Pro oraz tajemniczy scalak pełniący rolę układu logicznego. Cały trik polega na tym, że Arduino Pro ma wgrane spersonalizowane przez LampizatOra oprogramowanie, które jest po to, aby wydać polecenie tajemniczemu układowi. Przede wszystkim "mówi" temu scalakowi czym jest, a następnie instruuje go w jaki sposób ma sobie radzić z sygnałem. Najlepsze jest jednak to, że rzeczona tajemnicza kostka została stworzona do zupełnie innego celu, ale Łukasz stosuje ją, ponieważ do potrzebnej mu matematyki wyśmienicie się nadaje.

8Q2A9995

Kolejny laminat, ten z widocznym dużym i złotym kondensatorem Nichicona to stabilizacja sekcji cyfrowych. Łukasz Fikus unika jej tam gdzie tylko może, uważa, że one psują dźwięk. Tutaj się nie dało. Nieco dalej zamontowano dwa dławiki Leszka Ogonowskiego, to polski guru tych podzespołów. Modele LO D30-1 są wykonywane specjalnie na potrzeby produktów LampizatOra.

8Q2A0088

Kawałek dalej widać duży transformator toroidalny, firmy Toroidy.pl. Również został wykonany wg specyfikacji Łukasza, ma 160W mocy i siedem uzwojeń wtórnych. Natomiast zdecydowanie najwięcej miejsca zajmuje duży laminat z całym torem analogowym oraz sekcją zasilania do niego. W modelu Golden Gate montuje się standardowo dla lamp gniazda teflonowe CMC. Materiał lutowniczy to cyna WBT, a przewody to srebro w teflonie (26 GA). W pierwszym stopniu zasilania wykorzystane są kondensatory ATOM firmy Vishay, w następnym Mundorfy M-Lytic HV lu ekwiwalenty Kendeila, a tuż przed anodami - foliowe Mundorfy MKP lub Clarity Cap iPX-y. Układy obciążeniowe anod to rezystory MLT z laserowo wycinaną, metalową folią. Kondensatory pracujące na wyjściu to miedziano-woskowe, amerykańskie Jupitery o pojemności 1uF lub odpowiedniki Audyna z serii True Copper. Pracują z bocznikowymi Duelundami Pure Silver lub Mundorfami Silver Oil Supeme. Łukasz lubi połączenie miedzi i srebra, stąd taka, a nie inna kombinacja. Opcjonalna regulacja głośności to oparty na drabince rezystorowej, 64-krokowy moduł TAIV VC-03 z osobną sekcją zasilania.

Posłuchane

W celu przetestowania LampizatOra Golden Gate, skorzystałem z systemu umiejscowionego w redakcyjnej piwnicy o powierzchni około 28 metrów kwadratowych. Jest wygłuszona, w rogach pracują pułapki basowe Goldenote Drum (40 Hz i 80 Hz). Platforma testowa składa się z integry Hegel H160 oraz systemu dzielonego Trilogy (992+908), w roli transportu pracuje laptop, a za źródła robią COS Engineering D1 i Lampizat0r Level7. Ten drugi DAC jest wyposażony w lampy Psvane WE101D-L, silnik DSD 128x oraz moduł regulacji głośności. Te elementy są ustawione na stoliku Lavardin K-Rak. Skrzynki wykorzystane w teście to KEF LS50, Boenicke Audio W5 oraz Trenner&Friedl Art. Kable połączeniowe popełniła manufaktura Forza AudioWorks, listwa sieciowa - model PF-2 - jest od Gigawatta, a sieciówki to przewody Harmonix X-DC2F. Zanim przejdziemy do odsłuchu warto zaznaczyć, że dotarła do mnie zbalansowana wersja Golden Gate'a, bez regulacji głośności. Żeby zapewnić możliwie takie same warunki podczas testu, głośność w mojej siódemce została ustawiona na maksimum i nie była nawet raz ruszana. Rola przedwzmacniacza przypadła albo Heglowi H160, albo zewnętrznemu przedwzmacniaczowi Trilogy 908. Ale to nie wszystko. Ponieważ dotarł do mnie model zbalansowany, a nie dysponowałem kwadrą lamp WE101D-L, konstruktor polecił mi abym w gniazda bliższe płycie frontowej wstawił zwykłe 101-ki Psvane'a, które dostarczył. W ten sposób mogłem Golden Gate'a przetestować w wersji niezbalansowanej.

8Q2A0057

Z miejsca należy postawić sprawę jasno: moduł PCM w produktach LampizatOra to zaledwie dodatek do całości. Pisząc wprost, autorski silnik DSD autorstwa Łukasza Fikusa jest znacznie lepszy pod każdym możliwym względem. To on zasłużenie przyniósł mu niemałą sławę, choć dla osób przyzwyczajonych do odtwarzaczy CD zagadnienie może być nieco problematyczne na początku. Wiecie, komputery, sterowniki i te sprawy. Natomiast praktyka pokazuje, że nawet jeżeli nie ma się pokaźnej biblioteki nagrań DSD, znacznie lepszym rozwiązaniem jest programowy upsampling każdego materiału do postaci DSD po to, aby niejako wymusić pracę tego dźwiękowo lepszego modułu, niż korzystanie z modułu PCM. Można to zrobić na wiele sposobów, a konwersja w locie za pomocą aplikacji takich jak Foobar2000, jRiver czy HQPlayer to najpopularniejsze i świetnie działające rozwiązania. Jedynym kryterium jest podanie sygnału do Golden Gate'a czy jakiegokolwiek innego produktu LampizatOra, ale za pomocą wejścia USB. Ten dostarczony za pomocą wejść S/PDIF zostanie zawsze odtworzony przez moduł PCM (Amanero nie ma wbudowanego odbiornika S/PDIF), a nie o to chodzi.

8Q2A0076

No dobrze, komuś może zależeć na tym, aby Golden Gate czy jakikolwiek inny DAC Polaka przyjął sygnał od transportu pod postacią dobrego odtwarzacza CD, pomimo wszystko. Albo ktoś może chcieć wykorzystywać system także do np. oglądania filmów. To zrozumiałe, wówczas bez modułu PCM się nie obejdzie. Natomiast raz jeszcze wyraźnie zaznaczam: taka konfiguracja nie jest fizycznie w stanie pokazać pełni możliwości produktów Łukasza Fikusa. Różnica jakościowa pomiędzy wiadomymi modułami jest zbyt duża, aby nie wysilić się i nie nauczyć obsługi chociażby darmowego Foobara2000. Poradników nie brakuje, cały proces to dosłownie kilkanaście minut. Zdecydowanie warto, zaręczam. Nie jest też żadnym zaskoczeniem fakt, że można kupić Golden Gate'a bez modułu PCM, a zatem produkt "jedynie" do odsłuchu muzycznego. Choć to dla znakomitej większości nabywców i tak maszyna stworzona i wykorzystywana tylko i wyłącznie do tego celu. Stąd odsłuch był w 95% przeprowadzony za pomocą materiału DSD, po trosze plików FLAC upsamplowanych do pożądanej częstotliwości, a jedynie ułamek całego testu poświęciłem możliwościom modułu PCM. Podejście do tego urządzenia w inny sposób byłoby nietaktem.

8Q2A0061

Do rzeczy zatem. Na pierwszy ogień poszedł przetwornik COS Engineering D1. Jakiś czas temu został porównany z moim Level 7. Napisałem wówczas, że tajwańskie źródło gra w sposób bardziej ugrzeczniony, spokojniejszy i skondensowany, z mniejszą ilością powietrza przed słuchaczem, ale porównywalnym porządkiem. Kolejne różnice można było usłyszeć w dynamice, Level 7 to był skoczniejszy, bardziej wyrywny sprzęt, dobitniej akcentujący, nieco bardziej konturujący chociażby stopę perkusyjną. Model D1 miał też niżej umiejscowiony środek tonalny, a zatem więcej dołu, swoją drogą nieco bardziej mięsistego, natomiast góry było mniej w porównaniu do konkurenta. Choć soprany wydały mi się porównywalne pod względem wybrzmień i barwy. Praktyka pokazała, że D1 nie był źródłem aż tak dogłębnie różnicującym jakość nagrań co konkurent, przekaz tajwańskiego klocka nie był aż tak bezpośredni. Słychać było, że D1 to gładkość, naturalność i porządek przede wszystkim, a także idealnie czarne tło zamiast eksponowania każdego niuansu i przejrzystości. Do tych rzeczy D1 jest zdolny, ale w umiarkowanym stopniu w porównaniu do Level 7, bo gra też w sposób nieco bardziej intymny, ciemniejszy i czasem też o odrobinę bardziej okrągłym zabarwieniu. Nie jest szkłem powiększającym. Niemniej, po przesiadce z tego modelu na Level 7 (lub w drugą stronę) nie doznawałem bólu, nic z tych rzeczy. To bardzo dobre źródła, rzecz w tym, że brzmiące zupełnie inaczej. Fikusowy DAC kilka miesięcy temu wydał mi się wówczas sprzętem jeszcze o klasę bardziej organicznym, naturalnym, no i bardziej podkreślającym pierwszy plan przed słuchaczem. D1 był tym bardziej stonowanym, ale też na całej rozpiętości spójnym. To produkt, który pokazuje klasę właśnie dzięki koherencji pod każdym możliwym względem. Przyrównany został także do modelu DAP-999 firmy Reimyo. Gdy wszystkie testy zostały zakończone, według mnie produktowi COS Engineering było znacznie bliżej do dźwięku japońskiego źródła niż tego polskiego. Podsumowując, uznałem wyższość Level 7 nad D1, ale to było subiektywne odczucie, moja własna opinia, podyktowana własnymi preferencjami. Te dwa klocki to brzmieniowe jabłka i pomarańcze, komu innemu może się D1 spodobać bardziej i nie będę zaskoczony.

8Q2A0023

Natomiast sytuacja zmieniła się gdy na plac boju wtargnął Golden Gate. W przypadku D1 już nie było mowy o klasowo porównywalnych produktach. Tajwański przetwornik cholernie da się lubić za spokój, czarne tło, świetny przedwzmacniacz i ogólną równowagę. Niemniej, Golden Gate gra słyszalnie organiczniej i muzykalniej, bardziej słodko. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że robi to, co Level 7, ale w jeszcze bardziej intensywny sposób. Dźwięk, który wydobywa się z kolumn (niezależnie od tego czy chodzi o Boenicke Audio W5, Trenner&Friedl Art lub KEF-y LS50) jest piekielnie żywy, realistyczny. Każde mi znane drogie źródło ma swoją unikatową kartę przetargową. Jeżeli w przypadku D1 to jest właśnie koherencja i równowaga oraz szeroko pojęty spokój, Golden Gate kreuje niesamowicie realistyczny obraz przed słuchaczem. Jest to dźwięk - po raz kolejny - organiczny, wręcz mokry, uderzająco rzeczywisty. Nie mam tu na myśli wysokiej temperatury barwowej. Ta jest lekko podwyższona, choć w sporej części zależna od materiału. Natomiast po włączeniu Golden Gate'a w tor słychać żywotny pierwiastek niespotkany przeze mnie nigdzie indziej, muzycy się dosłownie materializują przed odbiorcą. W tak wyborny sposób to się dzieje z tym konkretnym źródłem, z żadnym innym spośród mi znanych tego nie zaznałem. Choć Level 7 jest dość blisko pod tym względem. W parze z fantastyczną saturacją przekazu Golden Gate'a idzie także znakomita rozdzielczość oraz pokazanie prawdy. Są takie utwory, po posłuchaniu których aż żal ściska serce, że nie posiada się ich w lepszej jakości. Ten przetwornik umiejętnie obnaża każdą niedoskonałość. Jeżeli coś tylko się nie zgadza, odbiorca dowie się o tym w brutalny sposób, bez najmniejszych ogródek. Niezależnie od tego, czy chodzi o nieprawidłowe gabaryty wokalisty, przesadne wysunięcie go przed pierwszy plan lub za niskie umiejscowienie, nierówną głośność poszczególnych instrumentów czy okazyjny zgiełk wynikający z odsłuchu materiału innego niż DSD. COS Engineering D1 więcej wybacza nagraniom. Nie jest też aż tak bogaty barwowo i dociążony, nie potrafi także wykreować aż tak realistycznego obrazu przed odbiorcą, nie jest brzmieniowo równie żywotny. Zwłaszcza te aspekty jasno dają do zrozumienia, że do walki stanęły ze sobą urządzenia okupujące inne miejsca pod względem klasy, co sugeruje również cena. Sprawa zamknięta.

8Q2A0155b

Następny w kolejce był Level 7. Zasadnicze różnice w budowie pomiędzy tym produktem, a Golden Gate obejmują kondensatory, wykorzystane lampy prostownicze, a także laminaty i sekcję zasilania. Podświadomie wiedziałem, że najnowszy, najdroższy przetwornik zagra lepiej, nie spodziewałem się natomiast dużych zmian. Moja siódemka jest w końcu oparta na bardzo podobnej topologii. Natomiast praktyka pokazała coś zupełnie innego, różnica jakościowa pomiędzy obydwoma polskimi źródłami jest spora. Słychać, że grają w ten sam deseń, a zatem ich dźwięk jest organiczny, nasycony, przestrzenny, wieloplanowy, dynamiczny, wyjątkowo rozdzielczy i - pisząc wprost - bogaty. Nie ma w nim nawet odrobiny wysuszenia lub poluzowanego basu, te rzeczy się po prostu nie zdarzają. Ale Golden Gate gra jeszcze bardziej gładko, słychać, że jego przekaz jest pod tym względem jeszcze bardziej wyrafinowany. Ten DAC ma w sobie jeszcze więcej dynamiki, a sposób, w jaki jest prowadzony dół pasma robi wrażenie. Zarówno pod względem zejścia, jak i kontrolowania go. Obydwu urządzeniom nie brak tutaj barwy, jednak Golden Gate jest całościowo słyszalnie bardziej dosadnym produktem, przedstawia dół pasma w sposób nieco bardziej konturowy. Natomiast ten najniższy bas jest też lepiej podkreślony, co tylko przydaje odsłuchowi dodatkowej porcji impetu. Produkty Łukasza Fikusa wykazują pewną tendencję do przybliżania pierwszego planu do słuchacza, co dodatkowo sprzyja podwyższonej intymności podczas odsłuchu niektórych utworów. Tutaj Golden Gate dzieli i rządzi, bo w porównaniu do Level 7 wokalistów rysuje w jeszcze bardziej namacalny i realistyczny sposób. Dźwięk flagowego modelu jest też bardziej zwiewny, na scenie jest jeszcze więcej powietrza, a porządek panuje tam wręcz wojskowy. Doskonale słychać dystans pomiędzy instrumentami, a odbiorcą. Te aspekty automatycznie powodują, że przekaz wchodzi bardziej gładko, daje więcej satysfakcji, zaskakuje zróżnicowaniem i jest niebywale realistyczny. Golden Gate całościowo gra w sposób jeszcze bardziej eufoniczny, przyjemniejszy niż Level 7. Jest to o tyle zaskakujące, że moja siódemka pod tym względem wypada również znakomicie i nie spodziewałem się, że prędko usłyszę dźwięk lepszy.  

8Q2A0148b

Gdy słucha się Golden Gate w naprawdę dobrym systemie, już od pierwszych taktów ten dźwięk zadziwia, a często powracając do dobrze znanych nagrań... wprawia w osłupienie. Gitary elektryczne w coverze utworu Vienna formacji Ultravox, ale wykonanym przez zespół Clawfinger mają nieco ciepły charakter, ale świetną dynamikę. Jestem pewny, że nigdy nie słyszałem ich lepszych. Queen z fantastycznym kawałkiem Invisible Man powala impetem i gabarytami przestrzeni, natomiast w I Want to Break Free słychać masę powietrza, znakomitą stereofonię, prześwietną partię wokalną, a także niebywałą lekkość. Mój Level 7 potrafił bardzo dobrze poradzić sobie z nagraniami DSD formacji Queen, ale Golden Gate wynosi je na zupełnie inny, jeszcze bardziej realistyczny poziom. Nieczęsto zdarza mi się, żebym dostawał ciarek podczas słuchania albumów, które bardzo dobrze znam. Ale najnowszy polski przetwornik potrafił sprawić, że wykonywany przez zespół Wardruna utwór Algir Stien Klarnar, a zwłaszcza moment, w którym Einar "Kvitrafn" Selvik zawodzi pod sam jego koniec, powoduje, że nie słucham już muzyki, ale jestem gdzieś w szczerym lesie razem z nim. Aż takiej immersji z muzyką zaznaję bardzo, ale to bardzo rzadko, a gdy tylko się pojawia, wiem, że mam do czynienia z czymś niesamowitym, że właśnie o to w całej tej zabawie chodzi. Dokładnie o to. Efekt jest taki, że zamiast wracać do domu prosto po pracy, mająca trwać zaledwie kwadrans część nieoficjalna (niezobowiązujący odsłuch) potrafił przedłużyć się do dwóch, trzech godzin. Mijały sam nie wiem kiedy. 

8Q2A0151b

Inaczej jest w przypadku plików PCM, odtwarzanych w natywnej postaci. W dalszym ciągu słychać, że to jest szkoła dźwięku LampizatOra, wyposażona w lampy DHT sekcja analogowa robi swoje. Natomiast znaczna część magii, o której pisałem powyżej... znika. Do tego stopnia, że pod wieloma względami COS Engineering D1 wypada lepiej; bardziej spójnie, informacyjnie i transparentnie, a także dynamiczniej, z lepszym wypełnieniem zwłaszcza na dole pasma. Nie zawsze, ale często. Dlatego modułem PCM powinny zainteresować się te osoby, które potrzebują Golden Gate'a także do mediów innych niż muzyka, albo chcących raz na jakiś czas podłączyć odtwarzacz płyt kompaktowych. 

Podsumowane

Golden Gate jest na wielu płaszczyznach produktem wyjątkowym. To najlepszy przetwornik c/a, jaki słyszałem, wybitny. Zaskakujące jest dla mnie to, że skok jakościowy pomiędzy znakomitym przecież modelem Level 7, jeszcze do niedawna najwyższym, a obecnym flagowcem Łukasza Fikusa jest niemały. Nie jestem w stanie oszacować o ile Golden Gate jest lepszy od Big 7. To jest prawdziwe pytanie, te konstrukcje mają bardzo dużo wspólnego. Ale jedno jest pewne: w przypadku produktów polskiego konstruktora bardzo szybko zapomina się o ich cenie. Za dużo muzycznej dobroci dostarczają, aby ją rozpamiętywać, a najwyższy model - choć bardzo drogi - nie stanowi tutaj wyjątku. On muzyką słuchacza po prostu porywa. Czas, który z nim spędziłem to była sama radość, nic innego.

W dźwięku Golden Gate'a wszystko jest na właściwym miejscu i we właściwych proporcjach nie tylko od technicznej strony. Ten sprzęt wraz z materiałem DSD zagwarantował mi muzyczny realizm na poziomie niespotkanym do tej pory. Dlatego bez cienia wątpliwości uznaję go za najlepsze mi znane źródło, tak po prostu. Nawet pomimo tego, że to DAC nietypowy, pod kilkoma względami dość restrykcyjny, z pewnością nie dla wszystkich. Jest skierowany głównie do zagorzałych fanów najgęściejszego z formatów oraz tych odbiorców, którzy są w stanie wyzbyć się uprzedzeń związanych z upsamplingiem, nauczyć obsługi chociażby Foobara2000 i w efekcie polubić się z plikami. Warto, oj warto. Co więcej, Golden Gate dostarcza fantastycznych możliwości w dopasowaniu lamp pod swój tor. To stanowi piekielnie mocną stronę praktycznie wszystkich produktów Łukasza Fikusa. Tym bardziej, że często zmiany idące w parze z tym zabiegiem są naprawdę zadziwiająco duże. Zdecydowanie warto eksperymentować, flagowiec LampizatOra zasługuje na specjalne traktowanie i czas słuchacza.

O wyrobach Łukasza Fikusa można przeczytać najróżniejsze opinie. Choć znając na wylot cztery urządzenia tej polskiej manufaktury, jedno muszę przyznać: progres pod względem jakości wykonania jest naprawdę duży. Subiektywnie Golden Gate jest śliczny, a po bliższych oględzinach z zewnątrz i od środka nie można pozbyć się przeświadczenia, że to faktycznie jest luksusowy sprzęt. A także wizualnie zupełnie odstający od źródeł Reimyo, dCS-a, MSB czy wspomnianego powyżej modelu D1 firmy COS Engineering. Niemniej równie unikatowy. Łukasz Fikus nie chce nikogo kopiować, nie sugeruje się panującym powszechnie minimalizmem, chadza własnymi ścieżkami i praktyka pokazuje, że nie błądzi. Wręcz przeciwnie, on doskonale wie, gdzie zmierza. Dlatego o ile kogoś stać i jest w stanie żywo zainteresować się formatem DSD, nie powinien przechodzić obok Golden Gate obojętnie. To fantastycznie brzmiący, wręcz otwierający oczy sprzęt, produkt kompletny. Gorąco polecam i do następnego.

lampi_logo

Żeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma LampizatOr, dobry człowiek tam pracujący wypożyczył mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Łukasz!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.V_logo

LampizatOrnia

Aha, byłbym zapomniał, wybrałem się do nowej siedziby LampizatOra, co by przekonać się na własne oczy co jest na rzeczy. Pamiętam doskonale poprzednią kwaterę, nota bene położoną o dosłownie pięć minut od naszej redakcji na Krasnowolskiej. Tym razem trzeba było pofatygować się nieco dalej, za Warszawę. Ale co mi tam, to nie koniec świata przecież. Łukasz Fikus lubi domową atmosferę, jest przeciwny stylowi narzucanemu przez korporacje. Dlatego nie powinno nikogo dziwić to, że wszystkie jego produkty powstają w dużym domu, przystosowanym do potrzeb jego oraz załogi.

8Q2A0411

Dom, jak to dom. Jest duży, ładny, znajdzie się niemało miejsca żeby posiedzieć na świeżym powietrzu. Ba, nawet osoby lubiące substancje smoliste i nikotynę mają gdzie oddać się nałogowi.

8Q2A0245

Okolica jest spokojna i cicha, z dala od miejskiego zgiełku. Jeżeli ktoś pyta się mnie o zdanie, wręcz perfekcyjna pod względem warunków do pracy. Połączenie z Warszawą należy uznać za co najmniej przyzwoite. Nawet pomimo nieustannych robót drogowych gdzieś na drodze.

8Q2A0284

Wbijamy na parter. Pierwsza rzecz, którą widać to to, że budynek jest nowy. Przeprowadzka miała miejsce kilka miesięcy temu. Zaraz po lewej stronie wita gościa mebel dość mocno wypchany płytami. To kolekcja sporadycznie używana do odsłuchu, poniekąd relikt przeszłości. Teraz pliki rządzą światem.

8Q2A0223

Nieco dalej w oczy rzuca się perkusja. To sprzęt Łukasza. Lata wstecz brał lekcje gry na tym instrumencie i - jak się szybko okazało - radzi sobie z nim. Może jeszcze nie do tego stopnia, że gdybym miał zespół to bym zaoferował mu pracę. Ale z pewnością wie, o co w obijaniu garów chodzi.

8Q2A0219

Łukasz jest silnie związany ze sprzętem vintage, na co dowodów w całym budynku jest masa. Ale największy i najbardziej dostojny to odrestaurowane przez niego kolumny Alteca.

8Q2A0221

Idąc dalej, nie sposób nie zauważyć skąpo oświetlonego pomieszczenia o dużym metrażu. To firmowa sala odsłuchowa. Jest przystosowana akustycznie, co widać na każdej ze ścian. Uwagę przykuwają ciężkie, drewniane dyfuzory. Mają masę jakichś 70 kg (!!!). Ale i tak najciekawszym elementem są duże, podłogowe kolumny. Szybka weryfikacja pokazała, że są oparte na wstęgach RAAL-a oraz vintage'owych przetwornikach papierowych. Co ciekawe, to konstrukcje bez tylnej odgrody. Na stoliku pomiędzy nimi pracują urządzenia firmowe, w tym monobloki GM70, Golden Gate, a także DSD Komputer - nowy transport LampizatOra. Widać też nieco starych, choć odrestaurowanych przez Łukasza wzmacniaczy, w tym chociażby TARAS A100. A dźwięk? Heh, ten system gra naprawdę świetnie.

8Q2A0258

Prawie wchodzimy na piętro, jeszcze tylko wizyta w pomieszczeniu po lewej, najbliżej schodów. To gabinet szefa. Choć tak po prawdzie to jego miejsce przelotowe. Zdecydowaną większość czasu spędza w sali odsłuchowej, sprawdzając produkty tuż przed zapakowaniem i wysyłką do klienta.

8Q2A0268

Po pokonaniu kilkunastu schodków widać w sumie trzy pomieszczenia. Najpierw udajemy się do tego po prawej...

8Q2A0293

... które okazuje się pokojem roboczym Łukasza. Pomieszczenie jest lekko wytłumione. To właśnie tutaj, w przerwie od knowań jak tu opanować świat, Herr LampizatOr daje upust swojej kreatywności. Ma swój własny system, oczywiście w sporej części oparty na produktach od dawna nie będących w oficjalnej sprzedaży. Gdy konkretny prototyp już się do czegoś nadaje, zostaje najpierw przetestowany w niniejszych czterech ścianach. Bardziej zaawansowana wersja trafia do sali odsłuchowej na dole.  

8Q2A02868Q2A0288

W pomieszczeniu na wprost budowane są produkty pokroju Ambera i wersje Lite firmowych źródeł, a także wzmacniacze. Tak zupełnie między nami, atmosfera na piętrze jest naprawdę przednia, w sensie: wchodzi się do domu pełnego pasjonatów, oddanych temu co robią. Nie ma spinki, każdy dokładnie wie co jest do zrobienia i jest obtrzaskany merytorycznie. Niemalże w każdym zakątku pokoju widać mniej lub bardziej ukończone sprzęty, na ścianach jest masa drobnych półek z podzespołami lub półproduktami. Dokładnie taką manufakturę wyobrażałem sobie odwiedzić.

8Q2A02728Q2A02768Q2A02808Q2A0275

Ostatni pokój zajmują osoby odpowiedzialne za składanie modeli Golden Gate, Big 7 i innych produktów zajmujących wysokie miejsca w ofercie. Schemat jest ten sam: masa części, półki zapełnione sprzętem, wszystko jest dobrze opisane. Nie przesadzę pisząc, że warunki pracy są komfortowe.

8Q2A02858Q2A02838Q2A0282

No i to by było na tyle. Ciekawe miejsce, fajnie tu, mógłbym w LampizatOrze pracować. Tyle Wam powiem. Testowanie urządzeń tej firmy to jedno, ale możliwość zobaczenia jak wygląda ich montaż i porozmawianie z ludźmi je tworzącymi - drugie. Atmosfera jest zacna, z miejsca człowiek czuje się jak w domu, wśród swoich. Z chęcią jeszcze tu wrócę, gdy tylko nadarzy się okazja. Może po DSD Komputer. Na sam koniec fotka prowodyra całego zamieszania.

8Q2A0396

Oceny (35)
Średnia ocena
Twoja ocena
Komentarze (110)
sebna (2015.08.17, 22:00)
Ocena: 1
Piękne zdjęcia, bardzo fajny tekst, dobrze się czytało i... pojawiła się ciekawość jak by to zagrało u mnie ;) nie wspominając o tym, że jeżeli na żywo nowy lampi wygląda w połowie tak dobrze jak na zdjęciach to zaczyna wygląda jak czołówka światowa, choć w swoim stylu oczywiście.

Pozdrawiam
Edytowane przez autora (2015.08.17, 22:03)
ZlotoUchy (2015.08.18, 14:38)
Ocena: 42
Gość ładnie goli frajerów na grubą kaskę :D Plus dla niego :)
Lukson (2015.08.18, 18:46)
Ocena: 46
ZlotoUchy (2015.08.18, 14:38)
Gość ładnie goli frajerów na grubą kaskę :D Plus dla niego :)


Z lampizatora (teoretyka i przedsiębiorcy) swojego czasu mieli polewę na elektrodzie do czasu gdy temat nie poleciał do kosza bo zjawił się jakiś przedstawiciel z żądaniem odszkodowanie za oczernianie, gdzie większość wpisów niestety ale była prawdą.

To co dla niego jest spuszczaniem się nad dźwiękiem (bo inaczej tego nazwać nie można) w rzeczywistości jest.... kłamstwem.
Jak widzę te magnezowo-adamantowe stabilizatory pod np. dyskiem NAS albo Macbookiem z tekstem, że gra bardziej analitycznie to dochodzę do wniosku, że ktoś powinien się udać raczej do psychoanalityka.

Ciekawy przykład:
http://www.highfidelity.pl/@main-1404&lang=
http://audiotweak.net/2013/11/09/polish-wa...hone-amplifier/
To samo te wszystkie wynalazki od lampizatora i innych czarowników-czarodziejów a raczej szamanów z działu audiovoodoo.
kristoflampart (2015.08.19, 10:22)
Ocena: 22
'Dodatek w postaci regulacji głośności, wyświetlacza oraz pilota zdalnego sterowania to dodatkowy €1 000'.
Spoko, wezmę 2, co by mieć na zapas.
Lukson (2015.08.20, 10:27)
Ocena: 16
bumbadil (2015.08.19, 18:57)

Jak się nie ma miedzi to się 'tam' nie siedzi :)


A co ma miedź do zdrowego rozsądku?
jurekW (2015.08.23, 16:17)
Ocena: 4
'Chcę to mieć' - znowu - bo ta lampa prostownicza pewnie mirażem się okaże. Ale pewnie Ci PRODUCENT za pół ceny sprzeda (za taką reklamę??? ja bym Ci dał za darmo ).
Jakby co, bądź kolegą i bierz dwa (jeden dla mnie ;)) )

POZDRAWIAM
( Jurek, czyli Twój najlepszy kolega ;) - o czym pewnie dotychczas nie wiedziałeś. Ale to normalne - jak przeglądam Twoje wpisy z ostatniego roku, to... kolumny, słuchawki, źródła, wzmacniacze - dowiedziałeś się tylu nowych rzeczy ( a dzięki Tobie również my a wśród tego 'my' - i ja osobiście też - i za to jestem Ci naprawdę bardzo wdzięczny ).
xolox (2015.08.25, 08:07)
Ocena: 23
Lukson (2015.08.18, 18:46)
ZlotoUchy (2015.08.18, 14:38)
Gość ładnie goli frajerów na grubą kaskę :D Plus dla niego :)


Z lampizatora (teoretyka i przedsiębiorcy) swojego czasu mieli polewę na elektrodzie do czasu gdy temat nie poleciał do kosza bo zjawił się jakiś przedstawiciel z żądaniem odszkodowanie za oczernianie, gdzie większość wpisów niestety ale była prawdą.

To co dla niego jest spuszczaniem się nad dźwiękiem (bo inaczej tego nazwać nie można) w rzeczywistości jest.... kłamstwem.
Jak widzę te magnezowo-adamantowe stabilizatory pod np. dyskiem NAS albo Macbookiem z tekstem, że gra bardziej analitycznie to dochodzę do wniosku, że ktoś powinien się udać raczej do psychoanalityka.

Ciekawy przykład:
http://www.highfidelity.pl/@main-1404&lang=
http://audiotweak.net/2013/11/09/polish-wa...hone-amplifier/
To samo te wszystkie wynalazki od lampizatora i innych czarowników-czarodziejów a raczej szamanów z działu audiovoodoo.

Ja się zastanawiam czy w Audio są w ogóle recenzje czy tylko reklamy.
ArturJak (2015.08.25, 08:57)
Ocena: 36
Dlaczego scalak ma starte oznaczenia? Proste, bo to pewnie zwykły tajwański układ, po 750 USD za 1000 sztuk, który można znaleźć w najtańszym chińskim sprzęcie.
Wenez (2015.08.25, 10:16)
Ocena: 0
Cukiereczek w innym smaku?:)
MAR89TUM (2015.08.25, 10:18)
Ocena: 27
Współczuje takim chorym 'na dźwięk' ludziom.
pirezz (2015.08.25, 10:36)
Ocena: 24
ArturJak (2015.08.25, 08:57)
Dlaczego scalak ma starte oznaczenia? Proste, bo to pewnie zwykły tajwański układ, po 750 USD za 1000 sztuk, który można znaleźć w najtańszym chińskim sprzęcie.
bo to jest pewnie przetwornik C/A, którego miało nie być :D
Hyde (2015.08.25, 10:49)
Ocena: 23
A ja jestem pod wrażeniem zdolności marketingowych producenta. Sprzedaje sprzęt z kosmiczną marżą, a klienci są wniebowzięci.
Jeśli bogaty gość ma się poczuć lepiej jak sobie kupi sprzęt w cenie samochodu to nie widzę powodu by ktoś tej potrzeby nie miał zaspokoić.
BladyPL (2015.08.25, 10:54)
Ocena: 18
Ahahahahahaahahahah. Właśnie jakoś tak zawsze reaguję na wszelkie audiofilskie 'cudeńka'
ArturJak (2015.08.25, 10:56)
Ocena: 29
Hyde (2015.08.25, 10:49)
A ja jestem pod wrażeniem zdolności marketingowych producenta. Sprzedaje sprzęt z kosmiczną marżą, a klienci są wniebowzięci.
Jeśli bogaty gość ma się poczuć lepiej jak sobie kupi sprzęt w cenie samochodu to nie widzę powodu by ktoś tej potrzeby nie miał zaspokoić.

Grupa docelowa tego sprzętu to ludzie, którzy słyszą różnicę w brzmieniu w zależności od tego, z której elektrowni akurat mają prąd. Inaczej mówiąc, można im wmówić wszystko.
Adi-C (2015.08.25, 11:08)
Ocena: 53
Ach, kolejny z tych artykułów. Zawsze na początku miło się je czyta, ma się wrażenie bycia otoczonym wyższą, niecodzienną dla zwykłego bolka93 kulturą, :E piękne słownictwo niczym z Doriana Greya itp. Jakby z tego szarego codziennego świata, wejść do gustownie zdobionego salonu sprzed lat, w towarzystwo eleganckich ludzi z wyższych stref.

Tylko... po czasie coś tu zaczyna śmierdzieć...

Nie chcę wyjść na chama (ups) ale po prostu nie sposób tutaj nie 'pojechać'.
Jakiś rok temu czytałem świetny wpis gdzieś w necie, o tym jak to audiofile szerokim łukiem omijają 'podwójnie ślepe' testy, gdzie nikt nie wie co jest prezentowane, i pacjent ma ocenić które to ustrojstwo akurat słyszy. Tam gdzie się jednak godzono, wyniki wspaniałych, przychylających nieba sprzętów opartych na 'cewkach zwijanych na udach dziewic' statystycznie wypadają tak samo jak... no, takich mniej niebiańskich, zwijanych przez bezduszne maszyny.
Wyniki 50-50. Zgadywanka. Ale za to o tych mistycznych, 10000x droższych można się tak ładnie rozpisywać!

Tu mamy kolejny przykład totalnego grafomaństwa (to nie wada) w opisie absolutnie każdej najmniejszej rzeczy, co zdaje się mieć na celu nakręcanie nie tylko autora, i raczej śmiesznie wyglądających, absolutnych zachwytów nad wszystkim co znamy (ten układ od guru, tamto znane z super drogiego czegoś, tamten układ od tej znanej firmy), a to czego nie znamy to, cytuję, 'można sobie zgadywać do oporu. Natomiast możliwości jest wiele i... szkoda życia na zaprzątanie sobie tym głowy. Lepiej po prostu muzyki posłuchać.'

Nom. To może by tak raz nie zaglądać do środka, nie sugerować się ceną i boskością podzespołów, tylko posłuchać... na ślepo właśnie. Tak- nie wiedząc czego się słucha, i wtedy zobaczymy.
Tymczasem audiofile, dopóki wzbraniacie się przed tymi testami jak przysłowiowy diabeł święconej wody, to wiecie... te całe pachnące oparami wspaniałości grafomaństwo wypada po prostu na... no, takie jakoś mało wiarygodne nakręcanie samego siebie...

Ale ok, niech wam będzie! :E Ja tam dziękuję, postoję.
Nie od dziś wiadomo że placebo doskonale poprawia komfort psychiczny, i powoduje że czujemy się tak dobrze, że czasem możemy się dzięki tej witamince C wyleczyć z czegoś ciężkiego :E Nie chcę nikomu tej przyjemności odbierać...
Edytowane przez autora (2015.08.25, 11:15)
Froggers (2015.08.25, 11:39)
Ocena: 19
Adi-C (2015.08.25, 11:08)
Ach, kolejny z tych artykułów. Zawsze na początku miło się je czyta, ma się wrażenie bycia otoczonym wyższą, niecodzienną dla zwykłego bolka93 kulturą, :E piękne słownictwo niczym z Doriana Greya itp. Jakby z tego szarego codziennego świata, wejść do gustownie zdobionego salonu sprzed lat, w towarzystwo eleganckich ludzi z wyższych stref.

Tylko... po czasie coś tu zaczyna śmierdzieć...

Nie chcę wyjść na chama (ups) ale po prostu nie sposób tutaj nie 'pojechać'.
Jakiś rok temu czytałem świetny wpis gdzieś w necie, o tym jak to audiofile szerokim łukiem omijają 'podwójnie ślepe' testy, gdzie nikt nie wie co jest prezentowane, i pacjent ma ocenić które to ustrojstwo akurat słyszy. Tam gdzie się jednak godzono, wyniki wspaniałych, przychylających nieba sprzętów opartych na 'cewkach zwijanych na udach dziewic' statystycznie wypadają tak samo jak... no, takich mniej niebiańskich, zwijanych przez bezduszne maszyny.
Wyniki 50-50. Zgadywanka. Ale za to o tych mistycznych, 10000x droższych można się tak ładnie rozpisywać!

Tu mamy kolejny przykład totalnego grafomaństwa (to nie wada) w opisie absolutnie każdej najmniejszej rzeczy, co zdaje się mieć na celu nakręcanie nie tylko autora, i raczej śmiesznie wyglądających, absolutnych zachwytów nad wszystkim co znamy (ten układ od guru, tamto znane z super drogiego czegoś, tamten układ od tej znanej firmy), a to czego nie znamy to, cytuję, 'można sobie zgadywać do oporu. Natomiast możliwości jest wiele i... szkoda życia na zaprzątanie sobie tym głowy. Lepiej po prostu muzyki posłuchać.'

Nom. To może by tak raz nie zaglądać do środka, nie sugerować się ceną i boskością podzespołów, tylko posłuchać... na ślepo właśnie. Tak- nie wiedząc czego się słucha, i wtedy zobaczymy.
Tymczasem audiofile, dopóki wzbraniacie się przed tymi testami jak przysłowiowy diabeł święconej wody, to wiecie... te całe pachnące oparami wspaniałości grafomaństwo wypada po prostu na... no, takie jakoś mało wiarygodne nakręcanie samego siebie...

Ale ok, niech wam będzie! :E Ja tam dziękuję, postoję.
Nie od dziś wiadomo że placebo doskonale poprawia komfort psychiczny, i powoduje że czujemy się tak dobrze, że czasem możemy się dzięki tej witamince C wyleczyć z czegoś ciężkiego :E Nie chcę nikomu tej przyjemności odbierać...


bezbłędnie to ująłeś :)
ravenom (2015.08.25, 11:44)
Ocena: 36
Lampizator jest naprawdę wyśmienity, dźwięk jest tak miękki ze w powietrzu unosi się zapach Lenora, z precyzja stetoskopu niesie falę akustyczną dużo lepiej od przetwornika RiPU0FF 2k, przy czym jest dużo subtelniejszy w swoich dekadenckich ambicjach. Niemniej jednak, warto pamiętać, że temperatura dźwięku przed i za słuchaczem jest około 2 do 4 stopni mniej fuzyjna, przez co bardziej spójna. Gramatura przestrzeni oraz jej towarzyszący kolektor barwowy uwydatniają charakterystykę Hoffmana-Straussa zdecydowanie bardziej dyskretnie niż inne DAKi bazujące na Riemannie czy Diracu. 
faker (2015.08.25, 12:19)
Ocena: 22
Panowie, nie chciałem Violatora cisnąć po raz kolejny, bo widzę, że nic mu już nie pomoże. Powiem tyle, że ten artykuł w telegraficznym skrócie można nazwać 'przebrzmiałym'
ZlotoUchy (2015.08.25, 12:24)
Ocena: 29
Ja bym chętnie zobaczył w ślepym teście pana Grzyba, bo przecież jest on wysoce zaawansowanym audiofilem, który słyszy kierunkowość kabli wraz z rodzajem izolacji.
Chciałbym zobaczyć, jak miażdży nic nie znaczące wzmacniacze dla 'Kowalskiego', np. Sony, Onkyo czy Denon za cenę powiedzmy 500zł (używka) w starciu z super sprzętem za powiedzmy 100,000zł.
Jestem pewny, że gdyby pan Grzyb posłuchał takiego wzmacniacza Sony z serii ES za 500zł to by dostał depresji.
Vendeur (2015.08.25, 13:08)
Ocena: 25
Nie może być! Tak wspaniały sprzęt u tak uznanego audiofila, producenta nawet, podłączony do zwykłych, najtańszych listw rozdzielających z marketu? Skandal i szok dla audiofilskiej społeczności, która nawet przewody zasilające kupuje za tysiące złotych.
ext (2015.08.25, 13:12)
Ocena: 17
MAR89TUM (2015.08.25, 10:18)
Współczuje takim chorym 'na dźwięk' ludziom.

Mam trzech takich znajomych Niemców w wieku 40-65 lat... Całkiem normalni pod warunkiem, że nie schodzi się na tematy audio. W sprzęcie mają utopione równowartości domów (powiedzmy na przedmieściach Wawy). Oni po prostu są szczęśliwi z tego powodu, że posiadają coś co jest w jakimś sensie unikatowe i limitowane przy czym moim zdaniem 99% uwagi przywiązują do wyglądu i tego co napisał producent niż samych walorów użytkowych (odsłuchowych). Po co im to szczęście odbierać (ślepymi testami)?
ext (2015.08.25, 13:14)
Ocena: 16
Vendeur (2015.08.25, 13:08)
Nie może być! Tak wspaniały sprzęt u tak uznanego audiofila, producenta nawet, podłączony do zwykłych, najtańszych listw rozdzielających z marketu? Skandal i szok dla audiofilskiej społeczności, która nawet przewody zasilające kupuje za tysiące złotych.

Profanacja wręcz. Powinieneś złożyć doniesienie do prokuratury ;)
Vendeur (2015.08.25, 13:18)
Ocena: 15
ext (2015.08.25, 13:14)

Profanacja wręcz. Powinieneś złożyć doniesienie do prokuratury ;)


To tylko pokazuje, że całą tę audiofilię można o kant d... tzn., tyłka rozbić ;)

Mam pomysł na biznes, AudioPsychoClinic - Klinika dla chorych na audiofilię. Bo że to choroba jest oczywistością. Koszt pierwszej wizyty, po której gwarantuję wyzdrowienie, to oddanie całego swojego sprzętu audio.
McAnimus (2015.08.25, 14:04)
Ocena: 20
Chciałbym chociaż raz zobaczyć prawdziwy i rzetelny test kilku takich wynalazków przeprowadzony przez prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki, elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin.
Internet jest ogromnym zasobem ale takich prawdziwych testów 'audiofilskich' sprzętów nigdzie nie ma. Tylko takie pseudo-bzdury jak ten pseudo-artykuł.
Pynio (2015.08.25, 14:29)
Ocena: 18
Vendeur (2015.08.25, 13:18)
ext (2015.08.25, 13:14)

Profanacja wręcz. Powinieneś złożyć doniesienie do prokuratury ;)


To tylko pokazuje, że całą tę audiofilię można o kant d... tzn., tyłka rozbić ;)

Mam pomysł na biznes, AudioPsychoClinic - Klinika dla chorych na audiofilię. Bo że to choroba jest oczywistością. Koszt pierwszej wizyty, po której gwarantuję wyzdrowienie, to oddanie całego swojego sprzętu audio.


Nikt nie przyjdzie. Skoczą do sklepu po złotą wtyczkę, dzięki której dźwięk będzie cieplejszy, a środek sceny uzyska otwarte i bardziej atmosferyczne brzmienie. Koniecznie od firmy - Gold Cable Ltd z siedzibą w Austrii. Cena na wtyczce spowoduje, że automatycznie dźwięk nabędzie cech wyżej opisanych.

ps. jestem kompletnie ROZWALONY... :E

http://audiotweak.net/2013/11/09/polish-wa...hone-amplifier/
Edytowane przez autora (2015.08.25, 14:33)
fotoryba.chrys (2015.08.25, 15:17)
Ocena: 10
Analogia do zegarków firma'cabestan'. Przecież właściwie wszystkie zegarki pokazują jakiś tam czas, a jednak ludzie kupują nie ze względu na dokładność pomiaru.
Fociłem kilka razy np.ręcznie robione kolumny drewniane, betonowe, kompozytowe, wzmacniacze lampowe, końcówki mocy i różnego rodzaju inne HiEnd-owe zestawy. Zrozumiałem je u dyrygenta, u skrzypków i pianistów , u producentów i inżynierów dżwięku, w prof.studiach muzycznych, gdzie membrany w kolumnach po 1.5m (studia do nagrywania muzyki symfonicznej). Ci ludzie NAPRAWDĘ słyszą różnice w niuansach, ale DAR- przekuty w zawód-powołanie. Ni w ząb nie rozumiałem różnego typu typków wydających szmal na coś co i tak normalny człowiek nie wyłapie.Słuch to najmniej sprecyzowany zmysł, a w dodatku konstrukcja czaszek, małżowin, wielkość młoteczków, czy stan membrany usznej (nawet woskowina blokuje i zniekształca) powodują znaczące odchyłki interpretacyjne materiału'bazowego' u róznych ludzi. Tyle w skrócie, dlatego 99.9% słuchaczy muzyki powinna olewać HiEnd i zostać <5k zł za zestaw odsłuchowy. Ten promil to z reguły ludzie którzy na tym DARZE zarobili na tyle dużo dudków by mn. mieć satysfakcjonujący na chacie komplet 'odsłuchowy'. Reszta (w tym i ja-choć od ponad 30 lat też i muzę produkuję) powinna w ogóle nie czytać tego znakomitego artykułu i oglądać -wreszcie una Pclabie- bardzo dobre foty zarówno sprzętu, jak i reportażowe.
Ślepy test tylko udowadnia jak bardzo jesteśmy 'ułomni' w interpretacji dżwięku. 100% ludzi nie zna własnego głosu (dlatego dziwicie się -to ja mówię/śpiewam -naprawdę;-)) -taka jest prawda-nagrajcie się i usłyszycie inny głos, niż ten co z czaszki poprzez paszczogębę podczas szczekania wydobywacie-malkontenci od Mp3 na komórce- sorry bo nie wytrzymałem
PePePL (2015.08.25, 15:28)
Ocena: 15
HΛЯPΛGŌN (2015.08.25, 15:15)
McAnimus (2015.08.25, 14:04)
Chciałbym chociaż raz zobaczyć prawdziwy i rzetelny test kilku takich wynalazków przeprowadzony przez prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki, elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin.
Internet jest ogromnym zasobem ale takich prawdziwych testów 'audiofilskich' sprzętów nigdzie nie ma. Tylko takie pseudo-bzdury jak ten pseudo-artykuł.

Ja tu czegoś nie rozumiem. Violator pisze do rzeczy, opisuje swoje wrażenia, bez przesadnej audiofilskiej papki. Miał możliwość posłuchania świetnego przetwornika polskiej produkcji. Sprzety audio często mają poziom absurdalny. To jest żerowanie na emocjach słuchacza... w przenosni i dosłownie. Udaje się stworzyć np. DACa, który podnosi granicę w odczuwaniu muyzki jeszcze wyżej, ale kosztem kilkukrotnie wyższej ceny. Producenci bywają bezlitośni, bo wiedzą, że pochłonięci muzyką audiofile wyciągną z porflela kolejny plik gotówki. Niech się każdy cieszy muyzką tak jak chce. Niektórzy zamiast babrać się z kabelkami, wolą potańczyć w remizie.


Jak dla mnie tej papki jest tutaj jednak sporo. Ale mniejsza o to. Myślę, że Animus'owi chodziło o to, że przydałyby się jakieś 'obiektywne' inżynierskie testy takich sprzętów. W końcu jest to zagadnienie przetwarzania sygnałów - można by dokonać trochę obiektywnych pomiarów i na tej podstawie stworzyć wykresy, zobrazować charakterystykę. Ale jakoś producenci tego typu sprzętu zdają się bardzo bać takich testów, nawet jako uzupełnianie subiektywnej recenzji. Ja też jako inżynier programista i elektronik chętnie bym zobaczył, jaka jest charakterystyka dźwięku opisywanego takimi przymiotnikami jak 'gładkość, naturalność i porządek przede wszystkim, a także idealnie czarne tło zamiast eksponowania każdego niuansu i przejrzystości'.
ext (2015.08.25, 15:51)
Ocena: 12
HΛЯPΛGŌN (2015.08.25, 15:15)
McAnimus (2015.08.25, 14:04)
Chciałbym chociaż raz zobaczyć prawdziwy i rzetelny test kilku takich wynalazków przeprowadzony przez prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki, elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin.
Internet jest ogromnym zasobem ale takich prawdziwych testów 'audiofilskich' sprzętów nigdzie nie ma. Tylko takie pseudo-bzdury jak ten pseudo-artykuł.

Ja tu czegoś nie rozumiem. Violator pisze do rzeczy, opisuje swoje wrażenia, bez przesadnej audiofilskiej papki. Miał możliwość posłuchania świetnego przetwornika polskiej produkcji. Sprzety audio często mają poziom absurdalny. To jest żerowanie na emocjach słuchacza... w przenosni i dosłownie. Udaje się stworzyć np. DACa, który podnosi granicę w odczuwaniu muyzki jeszcze wyżej, ale kosztem kilkukrotnie wyższej ceny. Producenci bywają bezlitośni, bo wiedzą, że pochłonięci muzyką audiofile wyciągną z porflela kolejny plik gotówki. Niech się każdy cieszy muyzką tak jak chce. Niektórzy zamiast babrać się z kabelkami, wolą potańczyć w remizie.


Wiesz, tutaj chodzi raczej o to, że emocje rosną wprost proporcjonalnie do wydanej kasy i to mocno zakłóca wszelkie tego typu testy bazujące na emocjach właśnie.
vibovit (2015.08.25, 16:07)
Ocena: 20
A później w ślepych testach audiofile nie rozpoznają drogiego kabla, od wieszaka na ubrania. Ja rozumiem że taki sprzęt gra ładnie, ale... jakieś podstawowe zasady fizyki czy elektroniki nie bolą, a audio voodoo to w większości poziom średniowiecznej astrologii.
ext (2015.08.25, 16:08)
Ocena: 10
Tabalan (2015.08.25, 15:56)
PePePL (2015.08.25, 15:28)
Jak dla mnie tej papki jest tutaj jednak sporo. Ale mniejsza o to. Myślę, że Animus'owi chodziło o to, że przydałyby się jakieś 'obiektywne' inżynierskie testy takich sprzętów. W końcu jest to zagadnienie przetwarzania sygnałów - można by dokonać trochę obiektywnych pomiarów i na tej podstawie stworzyć wykresy, zobrazować charakterystykę. Ale jakoś producenci tego typu sprzętu zdają się bardzo bać takich testów, nawet jako uzupełnianie subiektywnej recenzji. Ja też jako inżynier programista i elektronik chętnie bym zobaczył, jaka jest charakterystyka dźwięku opisywanego takimi przymiotnikami jak 'gładkość, naturalność i porządek przede wszystkim, a także idealnie czarne tło zamiast eksponowania każdego niuansu i przejrzystości'.
Obiektywny (jako że naukowy) test sprzętu audio? Przecież to nie ma sensu, każdy świadomy kupujący wybiera sprzęt pod swoje preferencje - jeden woli cieplejszy, bardziej 'zabawowy' dźwięk, inny woli analityczność. W jaki sposób ocenisz słuchawki? Czy neutralność będzie punktowana, a np. podbicie dolnej części pasma uważane za wadę? Na forum mp3store ktoś wrzucił takie porównanie słuchawek, oczywiście było ono bezużyteczne z racji osobistych preferencji każdego słuchacza. Moje Denony otrzymały bardzo niską ocenę (właśnie poprzez przekłamanie pasma), lecz dla mnie one są o wiele lepsze od wysokich modeli AKG, ponieważ bardziej mi się podoba ich charakterystyka. Sprzęt audio to nie smartfony, że wszystko zmierzysz i potem masz powiedzmy 10-20 bardzo podobnych recenzji.


W sumie racja tylko weź pod uwagę, że wykresów nikt nie musiałby w teście oceniać. Po prostu surowe wykresy, które stanowiłyby właśnie jakieś rzetelne, powtarzalne i przede wszystkim pozbawione emocji porównanie jednego klocka do innego. Wtedy właśnie widzielibyśmy nie tylko że np. doły są uwydatniane ale o ile i w jakim zakresie. Każdy zinterpretuje to sobie na swój sposób - jednemu będzie pasowała a drugiemu nie. Właściwie napisałem nawet w pierwszej wersji tego posta, że nie wszystko da się zmierzyć, ale po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że pomiar nie jest problemem raczej interpretacja wyników. W każdym razie do mnie osobiście bardziej przemawiałyby wykresy (nawet widmowej gęstości mocy) od jakichkolwiek słowno-muzycznych upoetycznianych elaboratów.
Edytowane przez autora (2015.08.25, 16:14)
ext (2015.08.25, 16:19)
Ocena: 16
HΛЯPΛGŌN (2015.08.25, 16:09)
Co do kolegi wyżej (PePePL). Mierzalność to jedno, a odczucia ze słuchania muzyki to drugie. Wrażenia z obcowania z muzyką nie są czymś, co mozna obiektywnie ocenić. To ogromny zespół zależności. Wyciągnięce klocka z systemu i jego analiza na sucho nie ma racji bytu.

Tym bardziej wrażeń, o których wspominasz nie sposób rzetelnie opisać. A totalnym nieporozumieniem jest już próba testowania czegoś co zostało stworzone przez kogoś pozostającego w bliskich relacjach z testującym. Zaczynam wierzyć, że wygląd zewnętrzny chałupy, widok z balkonu czy typ przedstawionego na jednej z fotografii dystrybutora na wodę ma pryncypialne znaczenie jeśli chodzi o dźwięk uzyskiwany z testowanego pudła.
Edytowane przez autora (2015.08.25, 16:30)
drstorm81 (2015.08.25, 16:28)
Ocena: 15
McAnimus (2015.08.25, 14:04)
Chciałbym chociaż raz zobaczyć prawdziwy i rzetelny test kilku takich wynalazków przeprowadzony przez prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki, elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin.
Internet jest ogromnym zasobem ale takich prawdziwych testów 'audiofilskich' sprzętów nigdzie nie ma. Tylko takie pseudo-bzdury jak ten pseudo-artykuł.


Testowano kable i złącza. Różnic, brak mimo dokonywania pomiarów sprzętem laboratoryjnym o parametrach znacznie wyższych niż ludzkie ucho.
A poniżej trochę wyjaśnień o tym jak na przykład zaczęła się ta absurdalna moda na lampy próżniowe i płyty winylowe.
http://rationalwiki.org/wiki/Audio_woo
mkopek (2015.08.25, 17:05)
Ocena: 21
PePePL (2015.08.25, 15:28)
HΛЯPΛGŌN (2015.08.25, 15:15)
(...)

Ja tu czegoś nie rozumiem. Violator pisze do rzeczy, opisuje swoje wrażenia, bez przesadnej audiofilskiej papki. Miał możliwość posłuchania świetnego przetwornika polskiej produkcji. Sprzety audio często mają poziom absurdalny. To jest żerowanie na emocjach słuchacza... w przenosni i dosłownie. Udaje się stworzyć np. DACa, który podnosi granicę w odczuwaniu muyzki jeszcze wyżej, ale kosztem kilkukrotnie wyższej ceny. Producenci bywają bezlitośni, bo wiedzą, że pochłonięci muzyką audiofile wyciągną z porflela kolejny plik gotówki. Niech się każdy cieszy muyzką tak jak chce. Niektórzy zamiast babrać się z kabelkami, wolą potańczyć w remizie.


Jak dla mnie tej papki jest tutaj jednak sporo. Ale mniejsza o to. Myślę, że Animus'owi chodziło o to, że przydałyby się jakieś 'obiektywne' inżynierskie testy takich sprzętów. W końcu jest to zagadnienie przetwarzania sygnałów - można by dokonać trochę obiektywnych pomiarów i na tej podstawie stworzyć wykresy, zobrazować charakterystykę. Ale jakoś producenci tego typu sprzętu zdają się bardzo bać takich testów, nawet jako uzupełnianie subiektywnej recenzji. Ja też jako inżynier programista i elektronik chętnie bym zobaczył, jaka jest charakterystyka dźwięku opisywanego takimi przymiotnikami jak 'gładkość, naturalność i porządek przede wszystkim, a także idealnie czarne tło zamiast eksponowania każdego niuansu i przejrzystości'.

Zaden ze znanych mi slownikow nie wyjasnil mi w jaki sposob dzwiek mozna opisywac takimi przymiotami jak 'mokry', 'organiczny' - to mi sie kojarzy z czyms oblesnym i okropnym, fuj. Nie potrafie takze odniesc do dzwieku temperatury barwowej, ktora opisujemy charakterystyke swiatla, a nie dzwieku. Oceniajac artykul napisze, ze autor dal za duzo beszamelu, a za malo kluchy. Nie skontrastoweal smaku jakas przpyprawa a pizza mu nie wyrosla i wyszedl zakalec. Niestety ale autor postanowil uprawiac na jezyku praktyki BDSM w poleczniu z lukrowanymi paczkami na spodzie tantrycznym. Przez artykul miejscami przebija swiatlo ale ginie calkowicie w odmetach gumowej berbeluchy zajezdzonych opon. Nalezalo by wymienic olej, filtry i zarowki, a moze cos jeszcze ciekawego z tego bedzie, pod warunkiem, ze autor nie przesadzi z miodem, bo slowa sa az nadto lepkie. Nalezalo by je troche podsuszyc i wywrocic na lewa strone, ktora moze jeszcze nie jest taka zuzyta. Autorze drogi zanim znow cos opublikujesz przelec artykul pedzelkiem archeologicznym i doswietl lampa speleologiczna. I pamietaj o odpowiedniej temperaturze piekarnika, bo wyjdzie zakalec albo spalenizna.
Edytowane przez autora (2015.08.25, 17:06)
PePePL (2015.08.25, 17:09)
Ocena: 22
Promilus1984 (2015.08.25, 16:11)
@up - właśnie nie, żadnych 'inżynierskich' testów. Na co to komu. Czym będziesz słuchał muzyki, uchem czy oscyloskopem?
Nikt nikomu nie każe na podstawie pomiarów wybierać sprzętu. Pytanie czemu się tak boicie tych wykresów? Bo mogłoby się okazać, że znajdzie się sprzęt 10 razy tańszy, który ma w 99% zbieżną charakterystykę i nagle magia i prestiż danego sprzętu spadnie? Innego uzasadnienia nie widzę.
PePePL (2015.08.25, 17:14)
Ocena: 15
BTW czy 'idealnie czarne tło zamiast eksponowania każdego niuansu i przejrzystości' znaczy, że sprzęt ma problem z niektórymi częstotliwościami i je wycina? Skoro jest 'czarne tło' zamiast 'niuansów' ?? :)
Edytowane przez autora (2015.08.25, 17:14)
maniag (2015.08.25, 17:23)
Ocena: 16
dobrze, ze nie siedemdziesiat mniljarduf dularof...
Pynio (2015.08.25, 17:35)
Ocena: 18
Zasadniczo z takich wykresów dałoby się chyba mnóstwo wyczytać. Jeśli dostępne byłyby testy zamiast słowotwórstwa jak powyżej (powstaje też problem jak kto poszczególne przymiotniki rozumie, z tekstu powyżej: 'bardziej spójnie, informacyjnie i transparentnie'... dla każdego może być przecież inne) to znacznie łatwiej byłoby znaleźć coś grającego podobnie do innych urządzeń. Należałoby tylko dokładnie opisać poszczególne wykresy, by każdy wyczytał to co potrzebuje dla siebie. Przykład: w sklepie odsłuchuję 5 par słuchawek, potem patrzę na wykresy (z należytym zrozumieniem i wiedzą) i dobieram kolejne na podstawie własnych doznań popartych tymi wykresami. Na ich podstawie wiem, które słuchawki w moim mniemaniu mają odpowiednie brzmienie. Proste? Genialnie proste. Teraz tylko doczytam, że coś jest bardziej rozmemłane, inne ciemne, inne jasne. Co to kur#@! znaczy? Opisz 5 niewidzącym jakiś obraz - każdy 'zobaczy' go na swój własny sposób. Daj dotknąć powierzchnię (faktura materiału itp) - od razu będą wiedzieć z czym mają do czynienia. Dochodzi tutaj kwestia opisana wcześniej - pewnie te cud miód urządzenia grające okażą się zbyt podobne do tych, które można dostać w cenach tysiąckrotnie niższych.
PePePL (2015.08.25, 17:40)
Ocena: 20
Promilus1984 (2015.08.25, 17:20)
@PePePL
Nie zrozumiałeś mnie. Wykres coś pokazuje, tylko jak odnieść wykres do wrażeń słuchowych człowieka? Przykład - wrzucam na ruszt lampowca z lat 50tych, wrzucam tranzystorowca z lat 80tych. THD tranzystorowca może być paradoksalnie MNIEJSZE, ale już przy odsłuchu przyjemniejszy dźwięk popłynie z lampowca.
No właśnie bardzo prosto to można odnieść - stwierdzasz że Tobie bardziej się podoba dźwięk z urządzenia #A czy #B, sprawdzasz jego charakterystykę i od tej pory wiesz, że to jest charakterystyka, która Ci pasuje. I teraz jeśli wszystkie sprzęty byłyby testowane w ten sposób możesz po tej charakterystyce szukać innych urządzeń audio, z których dźwięk byłby bardzo zbliżony, ale sprzęt miałby atrakcyjniejszy design czy dużo niższą cenę. To byłoby bardzo wygodne dla świadomych konsumentów. Tylko jak widać, wielu się tego boi, że ich super-duper drogi, wypasiony sprzęt, którym się tak chwalili przed znajomymi, miałby charakterystykę podobną do czegoś dużo tańszego... Ja sam bym z tego chętnie skorzystał, ponieważ przykładowo bardzo dobrze mi się sprawdzały dokanałowe Zen Aurvany jako słuchawki do PSP/PSVITA, niestety zagineły. Kupiłem chwalone na PcLab 'muzykalne' PL50'ki i w ogóle mi nie siadł ten dźwięk. Jakbym znał charakterystki byłoby dużo łatwiej.
Edytowane przez autora (2015.08.25, 17:44)
mkopek (2015.08.25, 17:45)
Ocena: 9
Promilus1984 (2015.08.25, 17:20)
@PePePL
Nie zrozumiałeś mnie. Wykres coś pokazuje, tylko jak odnieść wykres do wrażeń słuchowych człowieka? Przykład - wrzucam na ruszt lampowca z lat 50tych, wrzucam tranzystorowca z lat 80tych. THD tranzystorowca może być paradoksalnie MNIEJSZE, ale już przy odsłuchu przyjemniejszy dźwięk popłynie z lampowca. Taka informacja dla większości audiofili jest wystarczająca. Tymczasem nikt nie zrobił chyba testu odsłuchu przetwornika cyfrowo-analogowego (czy to typowy DAC, czy sigma-delta) z programową korekcją dźwięku w postaci emulacji efektu wzmacniacza lampowego. Bo jak wiadomo efektów można zrobić tyle ile programista wymyśli i zaimplementuje;)

A ja w to akurat wierze. odczuwanie przyjemnosci z odsluchu nie wynika w zaden sposob z wyoskiej jakosci dzwieku, a z odczuwania pozywtynych emocji. Mozna sobie w mozgu zaprogramowac pozytwyne emocje w odniesieniue do charaktrystycznego brzmienia jakiegos nawet bardzo slabego technicznie wzmanczniacza o duzych znieksztalceniachi i kiepskiej charakterystyce. Do takiego zaprogramowania wystarcza emocje wynikajace chocny z ekscytacji odsluchu sprzetu za XXXXX PLN, lub po prostu zbudowanego z elementow znanych na calym swiecie producenta, albo dlatego ze to wzmacniacz z lat 50tych i malo kto ma okazje dzis na nim posluchac muzyki. Mnie np. duzo frajdy sprawialo sluchanie muzki na glosnikach z mojego dziecinstwa. Bardzo przecietnych technicznie, polskiej produkcji, dwudroznych z papierowa membrana, zwrotnica w postaci jednego kondensatora i brakiem jakiegokolwiek poprawiania charakterystyki bass reflexem czy czymkolwiek innym. Z dosc slabym i wczesnie konczacym sie basem, ale wlasnie je lubilem. Bo graly tak jakos przyjemnie. Choc z audiofilskim sprzetm nie mialy by nic wspolnego.Co wiecej jak sie jeden z nich spalil to zanioslem glosnik do naprawy. Jakis magik wymienil mi w nim uszkodzona cewke, bo zalozenie takiego samego typu nowego glosnika, mimo ze tez od tonsila i dokldanie ten sam model, dawalo juz zupelnie inne brzmienie. Prawdopodobnie chodzilo o wyrobione juz w starym glosniku resory. Takie odczucia mozemy sobie zaprogramowac sami, swiadomie lub nie, jak i rowniez osoba trzecia, rowniez swiadomie lub nie. Co do samych charakterystyk, to wazne jest sprawdzanie wzmacniacza pod obciazeniem glosnikami, bo moze sie zachowywac zupelnie inaczej niz sprawdzany bez obciazenia. Nawet inny zestaw glosnikow wycisnie z niego inna charakterystyke.
aszu (2015.08.25, 18:20)
Ocena: 23
Wow, po prostu wow.

Ogólnie szanuję teksty Dawida (w charakterze takiego lokalnego folklorystycznego kolorytu), ale tym wpisem autor przeszedł samego siebie.
Magiczne miedziane pudło za 15K juro, skrzętnie ukrywane przed światem, tajne scalaki ze zdrapanymi oznaczeniami, repliki sowieckich lamp, srebrne luty i kable, leżakowane przez dekady kondensatory, wręcz wydzierane chińczykom i rosjanom z dawno zapomnianych przez nich magazynów i demobilów, obudowa z 15 kilogramowego kawałka miedzi (WTF?), ubergrafomańskie, kwieciste opisy a wszystko to możliwe dzięki prężnemu rekinowi polskiego audiobiznesu operującemu z domku jednorodzinnego pośrodku szczerego pola (prawie jak redakcja PCLab). Recenzję Lapiozatora czyta się jak dobrą powieść sensacyjną!

No ale starczy już uszczypliwości. Smutna i szara rzeczywistość wygląda niestety następujaco:

1. Jak wspominano, te wszystkie cudne audiofilskie zabawki są nieodróżnialne w ślepych testach w porównaniu z 'normalnym' sprzętem.
2. DSD to upośledzony, problematyczny wykwit szalonej myśli technicznej który nigdy nie powinien powstać. Wykonana prawidłowo standardowa konwersja PCM (16bit/44KHz) zapewnia 100% matematyczną bezstratnośc konwersji sygnału audio dla pełnego zakresu słuchu człowieka (20Hz - 20KHz) a dithering rozwiązuje problem szumu kwantyzacji. Koniec, kropka.
3. Nagrania i mastering audio dokonywane są w studiach na 'zwykłym' sprzęcie (profesjonalnej i wysokiej jakości, ale bez żadnej magii w postaci radzieckich lamp czy kondensatorów) - standardowe mikrofony, scalaki, kondensatory, kable. Do tego w tym procesie dźwięk przechodzi dosłownie przez setki softwareowych i sprzętowych filtów oraz układów DSP (róznej jakości). Oczywiście wszystko jako PCM. W niektórych przypadkach mastery które wypluwają inżynierowie dźwięku urągają ludzkiej godności (loudness war i te sprawy). W tym kontekście niesamowicie zabawnie wyglądają te wszystkie desperackie starania audio purystów by wszelkim kosztem zapewnić jak 'najczystsze' urządzenia na wyjściu (wliczając w to to śmieszne DSD).

I żeby nie było - jestem fanem dobrego audio. Problem polega na tym, że kwestie reprodukcji dźwięku w kontekście możliwości ludzkiego słuchu rozwiązano dekady temu. W tej chwili technologia produkcji elektroniki jest tak rozwinięta, że komponenty o odpowiedniej jakości i precyzji, kompletnie pokrywające (i wyprzedzające) to co człowiek jest w stanie usłyszeć da się dostać za bardzo niewielkie pieniądze.

Dobre audio to nie magiczne kondensatory czy kable - to wysokiej jakości projekty i standardowe, wspólczesne komponenty. Fanom dobrego dźwięku proponuje rozejrzeć się za sprzętem studyjnym, który powstaje dla (i przez) ludzi którzy na codzień mają stycznośc z dźwiękiem w profesjonalnym kontekście.

I z drugiej strony, nie mam nic przeciwko temu, że ktoś kogo stać wydaje niebotyczne pieniądze na 'audiofilski', elitarny, cieszący oko i wykonany z egzotycznych komponentów sprzęt. Ludzie w końcu topią fortuny w drogich samochodach, biżuterii, zegarkach - jeśli komuś z tym dobrze to tym lepiej dla niego. Protestuje jedynie przeciwko propagowaniu ideii, że dla dobrego audio trzeba sprzedać nerkę. Nie, nie trzeba - cały system pozwalającu na kompletną, pełną reprodukcje dźwięku (nie ustępujący 'Lampizatorowi' ) można dostać za ułamek ceny cuda przedstawionego w tej recenzji (i nie mówię tu o indywidualnej charakterystyce brzmieniowej różnych komponentów, bo to już kwestia gustu).

No i jeszcze fajnie by było, gdyby Pc**LAB**, wykonał jakieś khem... laboratoryjne, naukowe testy tego rodzaju sprzętu (choćby nawet rzetelnie wykonana podwójna ślepa próba na członkach redakcji).

Pozdrowienia dla autora (poważnie, mimo wszystko zawsze przyjemnie czyta mi się jego wpisy).

Edytowane przez autora (2015.08.25, 18:26)
Mar1usz (2015.08.25, 21:18)
Ocena: 5
bumbadil (2015.08.22, 11:12)
A ja mam takie pytanie do redaktora... co to za ustrojstwa akustyczne w pokoju do odsłuchów na ścianach, w rogach i na suficie... niedawno, zamieniłem mieszkanie na dom, i mam dosyć spory pokój do odsłuchów /5*7,5/m oprócz sofy, tv, kolumn i sprzętu nic w nim nie ma i... dudni, nie bardzo chcę go zagracać... /dywany, meble, firany.../ pomyślałem, że może takie ustrojstwa zamontować? może mi ktoś polecić w cenie nie urywającej głowy??
Pozdr.




To nie jest zabawa dla biednych misiów, to są nakładki tłumiące zakłócenia z 'dura-grafenu' 3000 zł sztuka :P

'Dura-grafen' jest nazwą zastrzeżoną wieć niech mi 'redachtór' nie podpierdala pomysłów ew. mogo sprzedać prawa autorskie bo też chciałbym miec taką chacjende jak kolo z artykułu.
Edytowane przez autora (2015.08.25, 21:24): stan prochibicji
megamas (2015.08.25, 21:31)
Ocena: 5
Powiem wam ze cenie sobie pana Lukasza Fikusa. Czytalem chyba wszystkie mozliwe informacje z jego starej strony - zanim zajal sie sprzedaza mega drogich wynalazkow. Test odtwarzaczy CD, porownanie roznych DAC ow w nich instalowanych, projekty kolumn, przedwzmacniacze lampowe, Montowanie przedwzmacniaczy lampowych w cd kach iTo wszystko przez kilka ladnych lat jakby przygoda w szukaniu jakiejs perfekcji, ciagle poszukiwania tego czegos ;0 Dopuki byla to zabawa w domu dla siebie samego, znajomych, przy lampce wina - sluchanie ulubionych plyt mialo to dla mnie sens.
Gdzies to wszystko zginelo pomiedzy tymi wszystkimi tysiacami euro i perfekcyjnym wykonaniem z najwyzszej klasy komponentow.
Moze za duzo ze mnie romantyka ale Lampizator skonczyl sie dla mnie na starym CD z wystajacymi lampami i wszystkim polutowanym na pajaka w srodku.
bumbadil (2015.08.25, 21:49)
Ocena: 3

[/quote]


To nie jest zabawa dla biednych misiów, to są nakładki tłumiące zakłócenia z 'dura-grafenu' 3000 zł sztuka :P

'Dura-grafen' jest nazwą zastrzeżoną wieć niech mi 'redachtór' nie podpierdala pomysłów ew. mogo sprzedać prawa autorskie bo też chciałbym miec taką chacjende jak kolo z artykułu.[/quote]

a trzepnął Cię ktoś w ucho 'biedny misiu'? podaj link do producenta tych 'ustrojów' :)
ZIB2000 (2015.08.25, 22:15)
Ocena: 17
cukru tyle już na starcie że porzygać się można
tego nie da się czytać

brakuje jeszcze odsłuchu na YT żeby każdy zobaczył jak brzmi hehehe
Edytowane przez autora (2015.08.25, 22:22)
Mar1usz (2015.08.25, 22:23)
Ocena: 11
ZIB2000 (2015.08.25, 22:15)
cukru tyle już na starcie że porzygać się można
tego nie da się czytać


Trybuna Ludu wiecznie żywa tylko ideologia sie zmieniła a nazywa się mamona.
grudzio (2015.08.25, 22:52)
Ocena: 18
Jest taki cykl programu na National Geographic 'Pułapki umysłu' prawie w każdym odcinku podaje się przykłady jak 'pracuje' mózg. To centrum wszelkiej informacji ma szczególną zdolność, po pierwsze nieistotne informacje pomija automatycznie a po drugie to czego 'nie wie' bardzo często zastępuje informacją 'prawdopodobną ale niekoniecznie prawdziwą' i tak właśnie wygląda świat audiofilski. Dają się oszukiwać własnemu mózgowi tak bardzo, że słyszą różnice i gotowi są za to dać się pokroić. Można zaryzykować czy to jest choroba czy tylko własność naszego umysłu, bo z jednej strony osoba, która słyszy głosy namawiające do morderstwa może zostać uznana za niepoczytalną, z drugiej jednak strony, obstawiam, że przy odpowiednim nastawieniu, otoczeniu znajomych, obyciu w środowisku, każdy dałby się wkręcić w tą 'przypadłość'. Po obejrzeniu kilku z tych programów doszedłem do wniosku, że dyskusja audiofile kontra nie audiofile nie ma sensu.
Efik21 (2015.08.25, 23:33)
Ocena: 6
Adi-C (2015.08.25, 11:08)
Ach, kolejny z tych artykułów. Zawsze na początku miło się je czyta, ma się wrażenie bycia otoczonym wyższą, niecodzienną dla zwykłego bolka93 kulturą, :E piękne słownictwo niczym z Doriana Greya itp. Jakby z tego szarego codziennego świata, wejść do gustownie zdobionego salonu sprzed lat, w towarzystwo eleganckich ludzi z wyższych stref.

Tylko... po czasie coś tu zaczyna śmierdzieć...

Nie chcę wyjść na chama (ups) ale po prostu nie sposób tutaj nie 'pojechać'.
Jakiś rok temu czytałem świetny wpis gdzieś w necie, o tym jak to audiofile szerokim łukiem omijają 'podwójnie ślepe' testy, gdzie nikt nie wie co jest prezentowane, i pacjent ma ocenić które to ustrojstwo akurat słyszy. Tam gdzie się jednak godzono, wyniki wspaniałych, przychylających nieba sprzętów opartych na 'cewkach zwijanych na udach dziewic' statystycznie wypadają tak samo jak... no, takich mniej niebiańskich, zwijanych przez bezduszne maszyny.
Wyniki 50-50. Zgadywanka. Ale za to o tych mistycznych, 10000x droższych można się tak ładnie rozpisywać!

Tu mamy kolejny przykład totalnego grafomaństwa (to nie wada) w opisie absolutnie każdej najmniejszej rzeczy, co zdaje się mieć na celu nakręcanie nie tylko autora, i raczej śmiesznie wyglądających, absolutnych zachwytów nad wszystkim co znamy (ten układ od guru, tamto znane z super drogiego czegoś, tamten układ od tej znanej firmy), a to czego nie znamy to, cytuję, 'można sobie zgadywać do oporu. Natomiast możliwości jest wiele i... szkoda życia na zaprzątanie sobie tym głowy. Lepiej po prostu muzyki posłuchać.'

Nom. To może by tak raz nie zaglądać do środka, nie sugerować się ceną i boskością podzespołów, tylko posłuchać... na ślepo właśnie. Tak- nie wiedząc czego się słucha, i wtedy zobaczymy.
Tymczasem audiofile, dopóki wzbraniacie się przed tymi testami jak przysłowiowy diabeł święconej wody, to wiecie... te całe pachnące oparami wspaniałości grafomaństwo wypada po prostu na... no, takie jakoś mało wiarygodne nakręcanie samego siebie...

Ale ok, niech wam będzie! :E Ja tam dziękuję, postoję.
Nie od dziś wiadomo że placebo doskonale poprawia komfort psychiczny, i powoduje że czujemy się tak dobrze, że czasem możemy się dzięki tej witamince C wyleczyć z czegoś ciężkiego :E Nie chcę nikomu tej przyjemności odbierać...



Kiedyś się na 'to' mówiło snobizm, czyż nie?
Profesor Schmidt (2015.08.25, 23:54)
Ocena: 13
ext (2015.08.25, 13:12)
Mam trzech takich znajomych Niemców w wieku 40-65 lat... Całkiem normalni pod warunkiem, że nie schodzi się na tematy audio. W sprzęcie mają utopione równowartości domów (powiedzmy na przedmieściach Wawy). Oni po prostu są szczęśliwi z tego powodu, że posiadają coś co jest w jakimś sensie unikatowe i limitowane przy czym moim zdaniem 99% uwagi przywiązują do wyglądu i tego co napisał producent niż samych walorów użytkowych (odsłuchowych). Po co im to szczęście odbierać (ślepymi testami)?

W tym wieku niestety człowiek jest już na wpół głuchy. Od mniej więcej 25 roku życia słuch się nam jedynie pogarsza. Inaczej mówiąc - kiedy stać cię na taki sprzęt, to już do niczego poza placebo się nie przyda. :D
Efik21 (2015.08.26, 00:12)
Ocena: 6
bumbadil (2015.08.25, 21:49)




To nie jest zabawa dla biednych misiów, to są nakładki tłumiące zakłócenia z 'dura-grafenu' 3000 zł sztuka :P

'Dura-grafen' jest nazwą zastrzeżoną wieć niech mi 'redachtór' nie podpierdala pomysłów ew. mogo sprzedać prawa autorskie bo też chciałbym miec taką chacjende jak kolo z artykułu.[/quote]

a trzepnął Cię ktoś w ucho 'biedny misiu'? podaj link do producenta tych 'ustrojów' :)
[/quote]

Przecież żartował, jak zrozumiałem....
Andree (2015.08.26, 01:54)
Ocena: 4
Gdybym dysponował takimi pieniędzmi, to bym kupił laserowy gramofon płyt winylowych,
Warto posłuchać Japończyka, mimo jego akcentu :)
http://elpj.com/about-elp/
Niestety urządzenie (w tym głowica laserowa) jest produkowane ręcznie i dlatego kosztuje min. 9 tys. $ w wersji Classic, a wersja Master oferująca lepszą jakość dźwięku kosztuje 14 tys. $.
Za dodatkowe funkcje takie jak złącze XLR, obsługa prędkości 78RPM i płyt dowolnej wielkości między 7' a 12' trzeba dopłacić dodatkowo.
http://elpj.com/ltfeaturesandspecs/lt-ultimate/
ZlotoUchy (2015.08.26, 08:07)
Ocena: 5
Profesor Schmidt (2015.08.25, 23:54)
ext (2015.08.25, 13:12)
Mam trzech takich znajomych Niemców w wieku 40-65 lat... Całkiem normalni pod warunkiem, że nie schodzi się na tematy audio. W sprzęcie mają utopione równowartości domów (powiedzmy na przedmieściach Wawy). Oni po prostu są szczęśliwi z tego powodu, że posiadają coś co jest w jakimś sensie unikatowe i limitowane przy czym moim zdaniem 99% uwagi przywiązują do wyglądu i tego co napisał producent niż samych walorów użytkowych (odsłuchowych). Po co im to szczęście odbierać (ślepymi testami)?

W tym wieku niestety człowiek jest już na wpół głuchy. Od mniej więcej 25 roku życia słuch się nam jedynie pogarsza. Inaczej mówiąc - kiedy stać cię na taki sprzęt, to już do niczego poza placebo się nie przyda. :D

U audiofilii jest tak, że im starszy tym lepszy słuch - odwrotnie niż u szaraczka co słucha Sonego za 500zł. To jest elita i musisz się z tym pogodzić ;)
kristoflampart (2015.08.26, 08:25)
Ocena: 6
@HΛЯPΛGŌN
CD ma większą dynamikę i pasmo niż analog, więc jak nie przeskoczy jak przeskoczy? Hint: cedek musi być zremasterowany z winyla, a nie taśmy.
http://www.audioholics.com/editorials/anal...s-digital-audio
A tak w ogóle to całe to audiovoodo można se zrekonstruować w cenie porównywalnej z ceną 'dodatku w postaci regulacji głośności, wyświetlacza oraz pilota zdalnego sterowania'.
http://www.stereophile.com/content/carver-challenge
grudzio (2015.08.26, 08:36)
Ocena: 1
Andree (2015.08.26, 01:54)
Gdybym dysponował takimi pieniędzmi, to bym kupił laserowy gramofon płyt winylowych,
Warto posłuchać Japończyka, mimo jego akcentu :)
http://elpj.com/about-elp/
Niestety urządzenie (w tym głowica laserowa) jest produkowane ręcznie i dlatego kosztuje min. 9 tys. $ w wersji Classic, a wersja Master oferująca lepszą jakość dźwięku kosztuje 14 tys. $.
Za dodatkowe funkcje takie jak złącze XLR, obsługa prędkości 78RPM i płyt dowolnej wielkości między 7' a 12' trzeba dopłacić dodatkowo.
http://elpj.com/ltfeaturesandspecs/lt-ultimate/
Gdybym był audiofilem i słuchał z winyli to bym tego pragnął jak cholera :)
s2p (2015.08.26, 12:10)
Ocena: 4
@Adi-C

po prostu sięgnąłeś sedna :)
Borat1 (2015.08.26, 14:19)
Ocena: 9
HΛЯPΛGŌN (2015.08.25, 16:09)
Miałem 3 różne interkonekty. Na 10 prób, 9 odgadłem. Magia?Jeden z nich wpinany był 4 razy pod rząd, ale za każdym razem pewne maniery w sopanach byłem w stanie rozpoznać.

Oczywiście, pewnie poznajesz jak zmienia się charakterystyka brzmienie w zależności od tego czy prąd dostarcza RWE, Enea czy Tauron. Rozróżniasz też czy instalacja w bloku jest z aluminium czy z miedzi?

Rozwala mnie jak na portalu technologicznym, który nawet w nazwie ma LAB gdzie postawą powinno być naukowe podejście czyli skrupulatne pomiary. Zamiast tego prezentuje się artykuły, w których opowiada się baśnie rodem z średniowiecza nie poparte żadnym naukowym dowodem.
Edytowane przez autora (2015.08.26, 14:36)
unknown_solider (2015.08.26, 16:56)
Ocena: 3
Do czego to urządzenie służy i co ono właściwie ma dawać?
Mar1usz (2015.08.26, 20:45)
Ocena: 4
unknown_solider (2015.08.26, 16:56)
Do czego to urządzenie służy i co ono właściwie ma dawać?


Wytwarzajacemu służy do zarabiania hajsu.
Cena sprzętu audio jest odwrotnie proporcjonalna do długości członka.. if you know what i mean ;)
Edytowane przez autora (2015.08.26, 20:49): :)
ZlotoUchy (2015.08.26, 21:00)
Ocena: 8
HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 20:51)
Borat1 (2015.08.26, 14:19)
(...)

Oczywiście, pewnie poznajesz jak zmienia się charakterystyka brzmienie w zależności od tego czy prąd dostarcza RWE, Enea czy Tauron. Rozróżniasz też czy instalacja w bloku jest z aluminium czy z miedzi?

Chciałbym Ci to udowodnić któregoś razu. Może byś zmienił zdanie. Interkonekty to kable sygnałowe. Jakość użytego materiału, geometria splotu i wtyki mają znaczenie. Za to dość słabo słysze różnicę (często w ogóle) między mp3 320, a flac.

Lecz się na nogi, bo na głowę jest zdecydowanie za późno :)
ZIB2000 (2015.08.26, 21:46)
Ocena: 6
HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 07:18)
Podpisuje się pod tym co napisałem Andree. Kupić gramofon za 20 tysi USD i po problemie. Najwyższej klasy analogu napewno nie przeskoczy żadna cyfra.


oczywiście - bo cyfra będzie idealna - analog nie jest a emulacja mimo ze coraz lepsza wciąż odstaje

Co do gramofonu - igła niszczy rowek, kurz powoduje zakłócenia do tego szczegóły jak ustawienie nacisku i prowadzenie

skaner laserowy mógłby tu zdziałać cuda

tyle że słuchanie płyt straci swój urok - wolałbym zgrać na kompa


ps. nie wiem ilu z was wie że srebro wcale nie jest pożądane ani w lutach ani w kablach
ma pewne właściwości w sferze audio które więcej szkodzą niż pomagają
Edytowane przez autora (2015.08.26, 21:48)
thebigzumzum (2015.08.27, 02:21)
Ocena: 3
A kamienie tlumiace pod DACa i kable glosnikowe kupiliscie? A mini tokarke do plyt CD?

Audiovoodoo :)
ZlotoUchy (2015.08.27, 08:02)
Ocena: 5
HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 07:18)
Podpisuje się pod tym co napisałem Andree. Kupić gramofon za 20 tysi USD i po problemie. Najwyższej klasy analogu napewno nie przeskoczy żadna cyfra.

Tak, bo gramofon za 20,000 $ ma magiczną elektronikę w środku i miażdży wszystko :D
Nie wiem skąd takie tępe pustaki się biorą, ale producenci audiovoodoo mają ubaw po pachy i kieszenie pełne kasy :D
ZlotoUchy (2015.08.27, 10:34)
Ocena: 8
Audiofile zawsze płaczą, że są obrażani i wywalali by każdego, kto ma inne zdanie i śmie podważyć ich potężną wiedzę na temat elektroniki i złote uszy lepsze od profesjonalnej aparatury pomiarowej :D
mkopek (2015.08.27, 10:47)
Ocena: 8
unknown_solider (2015.08.26, 16:56)
Do czego to urządzenie służy i co ono właściwie ma dawać?

Chodzi o to, zeby dzwiek ze zrodla cyfrowego przestal byc cyfrowy, a stal sie analogowy. Bo jak wiadomo, dla prawdziwego audiofila dzwiek cyfrowy kaleczy uszy. Skwantowane poziomy cisnienia akustycznego rozrzycone po punktach w osi czasu wbijaja sie w blone bebenkowa i czynia nieodwracalne szkody. A jak dzwiek cyfrowy przepuscisz przez wzmacniacz lampowy to staje sie on analogowy.
To ja zadam teraz pytanie audiofilom, tylko z malym wstepem.
Wzmacniacz lampowy musi pracowac na sporo wyzszych napiecach sygnalu, niz tranzystorowy. A co za tym idzie sygnal o podobnej mocy ma sporo mniejsze wartosci natezenia pradu. A nie wiem czy zdajecie sobie sprawe, ale nateznie pradu nie jest funkcja o charakterze ciaglym, czyli po waszemu analogowym. Natezenie pradu jest skwantowane, bo to jest przeplyw ladunku przez przekroj przewodnika w jednostce czasu. A minimalna wartosc ladunku elektrycznego to taka, jaka ma jeden elektron. Tak wiec prad plynie skokami i w lampach znane jest zjawisko szumu kwantyzacji pradu, z powodu wlasnie takiego nie ciaglego przeplywu pradu, zwane czesciej szumem fluktuacyjnym lub srutowym. Tzn moglo by ono wystepowac i w tranzystorach, ale w lampach ujawnia sie duzo bardziej, ze wzgledu na mniejsze wartosci natezenia pradu. Czyli kwantyzacja wynikajaca z probkowania sygnalu, jest zla, ale kwantyzacja przeplywu pradu przez lampe juz nie?
ZlotoUchy (2015.08.27, 11:25)
Ocena: 6
Chłopie, opamiętaj się :D To co napisałeś nie jest zrozumiałe dla audiofilii, bo ich wiedza z zakresu elektroniki jest równa 0.
To im zniszczy mózg :D

Oni nie rozumieją, że nie ma kierunkowych rezystorów, podstawki pod kable nie działają, farba na płyty CD też. Oni to po prostu SŁYSZĄ :D Ich się nie przekona, że białe jest białe a czarne jest czarne :D
Edytowane przez autora (2015.08.27, 11:28)
Borat1 (2015.08.27, 11:50)
Ocena: 8
HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 20:51)

Chciałbym Ci to udowodnić któregoś razu. Może byś zmienił zdanie. Interkonekty to kable sygnałowe. Jakość użytego materiału, geometria splotu i wtyki mają znaczenie.

Oświeć mnie w jakiś sposób na dźwięk wpływa geometria splotu? Ale technicznie bez audiofilskiego pierdzenia.

HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 20:51)
Za to dość słabo słysze różnicę (często w ogóle) między mp3 320, a flac.

Nie słyszysz różnicy miedzy mp3 a FLAC a słyszysz po zmianie wtyczki :E


HΛЯPΛGŌN (2015.08.26, 07:18)
Podpisuje się pod tym co napisałem Andree. Kupić gramofon za 20 tysi USD i po problemie. Najwyższej klasy analogu na pewno nie przeskoczy żadna cyfra.

Jasne bo gramofon za 200 tysięcy składa się z podzespołów z gwiezdnego pyłu :) W tym sprzęcie siedzą dokładnie te same podzespoły, które w swoich gramofonach wykorzystywał Pioneer czy Technics. Żaden producent gramofonów za 20 tyś nie produkuje własnych części tylko korzysta ze standardowych podzespołów dostępnych na rynku, które w hurcie kosztują kilkaset dolarów. Reszta to odbajerzona obudowa i podatek od frajerstwa.

Dziesiątki producentów odtwarzaczy CD za kosmiczne pieniądze stosuje ten sam mechanizm Pioneera i przetworniki, które są w sprzęcie za 1500 zł. I mam uwierzyć w to, że jakaś garażowa firemka zrobi lepszy odtwarzacz niż inżynierowie, którzy ten mechanizm sami zaprojektowali?


Edytowane przez autora (2015.08.27, 11:55)
Andree (2015.08.27, 11:50)
Ocena: 7
To dlaczego audiofile jak ognia unikają podwójnych ślepych prób, na których mogliby przekonać wszystkich niedowiarków o swoim wyrafinowaniu, które wyrażają takimi artykułami i używanym słownictwem przypominającym wywody koneserów win oraz o wyższości horrendalnie drogiego sprzętu audiofilskiego nad wysokiej klasy sprzętem produkowanym wielkoseryjnie, wycenionym tak, aby był względnie dostępny?
P.S.
Koneserzy win zwykle nie są w stanie odróżnić po smaku i zapachu wina białego od czerwonego!
ZlotoUchy (2015.08.27, 11:57)
Ocena: 5
To są gramofony cyfrowe dla płyt winylowych? :D
Borat1 (2015.08.27, 12:00)
Ocena: 5
Andree (2015.08.27, 11:53)
Zanim się wypowiesz, posłuchaj tego Japończyka. To jest gramofon analogowy dla płyt winylowych, w którym zamiast igły jest używany promień lasera. Cały tor audio jest analogowy. Nie ma to nic wspólnego z odtwarzaczem płyt CD, na których informacja jest zapisana cyfrowo.

Naprawdę nie ma to żadnego znaczenia bo ten gramofon nie składa się z cudownych części tylko zwykłej taniej powszechnie dostępnej elektroniki.

Poza tym jaki sens ma odczyt analogowego nośnika tylko po to aby go przetworzyć na sygnał cyfrowy by później ponownie przetworzyć go z powrotem na analogowy? To kolejna zagrywka aby sprzedać to za ciężkie pieniądze audio kretynom.
Edytowane przez autora (2015.08.27, 12:03)
Andree (2015.08.27, 12:10)
Ocena: -4
Obejrzyj filmik, ta głowica laserowa jest montowana ręczne w warsztacie wyposażonym jak laboratorium fizyka zajmującego się laserami.
Jeśli gramofon jest analogowy i wzmacniacz jest analogowy, to gdzie tu widzisz konwersję A/C i C/A?
Borat1 (2015.08.27, 12:48)
Ocena: 1
Andree (2015.08.27, 12:10)
Obejrzyj filmik, ta głowica laserowa jest montowana ręczne w warsztacie wyposażonym jak laboratorium fizyka zajmującego się laserami.
Jeśli gramofon jest analogowy i wzmacniacz jest analogowy, to gdzie tu widzisz konwersję A/C i C/A?

A czytnik laserowy to co analogowy jest?
Edytowane przez autora (2015.08.27, 12:54)
Andree (2015.08.27, 12:54)
Ocena: -4
Tak.
http://elpj.com/113-2/

True Analog Playback
The laser beam travels to the wall of the groove and back. The reflection angle is transferred to the audio signal, meaning that the LT maintains analog sound through the entire process, without any digitization. As a result, the LT cannot differentiate between an audio signal or dirt on the record. To keep your records clean and improve the overall audio signal, we recommend a record vacuum cleaner.
Edytowane przez autora (2015.08.27, 12:59)
mkopek (2015.08.27, 13:08)
Ocena: 5
Co do analogowosci tego gramofonu sie nie wypowiem, ale o ile igla pylek kurzu sobie po prostu przesunie, albo go zabierze ze soba, o tyle promien lasera odczyta pylek kurzu jako ksztalt rowka w plycie, wiec taki gramofon jest duzo bardziej podatny na kurz na plycie. Glowna jego zaleta jest pewnie to, ze nie niszczy rowka na plycie, ale czy na pewno? Pewnie zalezy od mocy lasera. O ile glowica z igla sama podaza za rowkiem plyty, o tyle glowica laserowa musi sterowac jakis uklad cyfrowy i silniczki krokowe, ktore jak sama nazwa wskazuje maja skwantowany zakres ruchu. A ustawienie glowicy wzgledem rowka na pewno wplywa na odczyt, bo jak inaczej laser (tzn sensor i uklad wzmacniajacy sygnal) mialby odroznic, czy to zagiecie rowka mowiace o poziomie cisnienia akustycznego, czy przesuniecie glowicy wzgledem rowka? Pomijam fakt, ze plyta ma dzwiek zapisany po przepuszczeniu przez filtr o nielinioowej charakterystyce. Aby otrzymac dzwiek oryginalnie zapisywany na plycie, trzeba sygnal przepuscic przez filtr, z tym ze oryginalne krzywe uwzglednialy elektrodynamiczna charakterystyka rylca tworzacego rowek matki, jak i wkladki odczytujacej sygnal. Tak wiec tutaj tor analogowy oprocz filtru z charakterystyka RIAA bedzie musial uwzglednic jeszcze dodatkowy filtr uwzglednijacy charakterystyke elektrodynamicznej wkladki, o ile sam sensor promienia laserowego nie wnosi jeszcze jakis wlasnych znieksztalcen, bo wtedy kolejne filtry sa potrzebne. Takze raczej gramofon doda cos od siebie do brzmienia i na czystosc porownywalna z plyta CD nie ma co liczyc.
SteFan85 (2015.08.27, 16:00)
Ocena: 5
ZlotoUchy (2015.08.18, 14:38)
Gość ładnie goli frajerów na grubą kaskę :D Plus dla niego :)

Dokładnie, pewnie się podniecają a jak by im puścić dźwięk ze zwykłej integry nie mówiąc o tym to by nawet nie wiedzieli.
aszu (2015.08.27, 17:18)
Ocena: 7
Andree (2015.08.27, 12:10)
Obejrzyj filmik, ta głowica laserowa jest montowana ręczne w warsztacie wyposażonym jak laboratorium fizyka zajmującego się laserami.
Jeśli gramofon jest analogowy i wzmacniacz jest analogowy, to gdzie tu widzisz konwersję A/C i C/A?


To wszystko bazuje na jakimś kuriozalnycm założeniu, że 'czysty' sygnał analogowy jest w jakiś sposób 'lepszy' niż zapisany cyfrowo (cokolwiek to miałoby znaczyć). Nie - nie jest. Konwersja A/D przy 44KHz jest w pełni odwracalna i bezstratna dla pełnego zakresu słuchu człowieka (twierdzenie Kotielnikowa-Shannona). CD/PCM jest technicznie (SNR, dynamika) znacznie lepszym medium niz winyl - nie mówiąc już o trwałości i wygodzie. Nie wspominając, że mastering takiego winyla prawie nigdy nie odbywa się w 100% analogowym torze (masa filtrów i sofrware w studio) - wiec gdzie tu sens całej zabawy.

Ludziom po prostu w głowach się poprzewracało. Gdy na rynek wchodziły płyty CD audio, ludzie wprost piali z zachwytu na tym jak znacznie lepszy jest to nośnik (jakośc dźwięku, wygoda). Specjalistyczna prasa wykonywała dokładne pomiary sprzętu, z których bezsprzecznie wynikało, że CD jest lepszy pod każdym względem, nikt nie chciał nawet patrzeć na czarne płyty. Teraz idealny dźwięk cyfrowy jest wszędzie, ale ludzka natura nadal każe szukać jakiegoś 'złotego grala' którego po prostu nie ma - problem perfekcyjnego zapisu i reproduckcji dźwięku został rozwiązany dawno temu, można teraz jedynie czynić istniejące rozwiązania bardziej przystępnymi cenowo.
Edytowane przez autora (2015.08.27, 17:20)
Andree (2015.08.27, 17:47)
Ocena: 1
Tak, tylko im bardziej częstotliwość próbkowanego dźwięku zbliża się do połowy częstotliwości próbkowania, tym bardziej jest zniekształcona jego charakterystyka widmowa, dla częstotliwości równej połowie częstotliwości próbkowania można zapisać tylko falę prostokątną!
Nie mam nic przeciwko dźwiękowi cyfrowemu, jeśli jest on próbkowany wystarczająco szybko (np. 96 kHz) i z wysoką rozdzielczością 20 lub 24 bity, minimalizującą szumy kwantyzacji.
https://pl.wikipedia.org/wiki/DVD-Audio
Trzeba pamiętać że jeśli producent zakłada że płyta CD będzie odtwarzana w samochodzie albo w przenośnym odtwarzaczu, to znaczy że dźwięk zapisany na niej został poddany obróbce mającej na celu zwiększenie i wyrównanie głośności nagrania kosztem jego jakości. W takich warunkach takie nagranie będzie istotnie brzmieć lepiej niż niepoddane tym zabiegom. Tak więc nie każda płyta CD nadaje się do odtwarzania w salonie odsłuchowym.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Loudness_war
aszu (2015.08.27, 18:47)
Ocena: 4
Andree (2015.08.27, 17:47)
Tak, tylko im bardziej częstotliwość próbkowanego dźwięku zbliża się do połowy częstotliwości próbkowania, tym bardziej jest zniekształcona jego charakterystyka widmowa, dla częstotliwości równej połowie częstotliwości próbkowania można zapisać tylko falę prostokątną!
Nie mam nic przeciwko dźwiękowi cyfrowemu, jeśli jest on próbkowany wystarczająco szybko (np. 96 kHz) i z wysoką rozdzielczością 20 lub 24 bity, minimalizującą szumy kwantyzacji.


Co do Loudness Wars to pełna zgoda, natomiast przy odsłuchu 96KHz i więcej nie ma żadnego sensu (o ile nie jesteś psem czy nietoperzem), jest wręcz skodliwe: ultradźwięki zapisane przy tak wysokiej częstotliwości próbkowania mogą potencjalnie 'przesiąknąc' do słyszalnej części pasma (z winy np. wzmacniacza) i pogarszać jakośc sygnału. 44KHz w pełni wystarcza, ciekawie jest to opisane tutaj:

http://xiph.org/~xiphmont/demo/neil-young.html
Problemy zniekształceń na krańcach pasma rozwiązuje oversampling, z resztą już powyżej 16-18KHz mało kto jest w stanie usłyszeć jakieś wartościowe dźwięki.

Co do 24bit - taka rozdzielczość dobrze mieć przy nagrywaniu / obróbce sygnału, natomiast przy odsłuchu nie ma ona w zasadzie żadnych zalet - ok. 150dB dynamiki zapewniane przez 16bit wystarczy, a szum kwantyzacji jest praktycznie nie do wykrycia (i mozliwy do wyeliminowania poprzez dithering).
Edytowane przez autora (2015.08.27, 18:51)
ZlotoUchy (2015.08.27, 20:23)
Ocena: 5
Człowieku więcej tych bredni :D To miód na moje serce :D Podstawki pod kabelki masz? Płyty smarujesz specjalną farbą? Chodzą słuchy, że jak postawisz wzmacniacz do góry nóżkami to masz lepszą średnicę, sprawdź :D

PS. Przez ten diabelny CYFROWY internet, mam same banialuki audiofilskie :D Gdyby internet był analogowy to pewnie byłoby gites :(
Andree (2015.08.27, 20:52)
Ocena: 0
Przyznam się że mam wzmacniacz z subwooferem postawiony do góry nóżkami (marki Tevion), bo stoi za monitorem i gdyby stał normalne to bym nie był w stanie kręcić gałkami :)
Do tego dwa drewniane głośniki eltax służące za podstawki pod boczne monitory i trzy małe blaszane głośniczki Tevion z tego 'zestawu' (centrum+lewy i prawy tylny), żeby mieć dźwięk 5.1. Do tego 'karta muzyczna' typu riser od płyty głównej Asus Commando.
P.S.
We wzmacniaczu wymieniłem kondensator na nowy, żeby nie buczał. Nie pomogło :P
Edytowane przez autora (2015.08.27, 20:53)
ext (2015.08.28, 00:35)
Ocena: -2
aszu (2015.08.27, 18:47)
Co do 24bit - taka rozdzielczość dobrze mieć przy nagrywaniu / obróbce sygnału, natomiast przy odsłuchu nie ma ona w zasadzie żadnych zalet - ok. 150dB dynamiki zapewniane przez 16bit wystarczy, a szum kwantyzacji jest praktycznie nie do wykrycia (i mozliwy do wyeliminowania poprzez dithering).


Rozdzielczość 16bitowa zapewnia około 95dB, 24bitowa około 140dB.
ext (2015.08.28, 00:50)
Ocena: -1
Andree (2015.08.27, 17:47)
Tak, tylko im bardziej częstotliwość próbkowanego dźwięku zbliża się do połowy częstotliwości próbkowania, tym bardziej jest zniekształcona jego charakterystyka widmowa, dla częstotliwości równej połowie częstotliwości próbkowania można zapisać tylko falę prostokątną!

Niekoniecznie. Taka będzie tylko reprezentacja cyfrowa. W torach audio stosuje się natomiast filtry dolnoprzepustowe które wycinają z takiego prostokąta śliczną sinusoidę. Tak więc jeśli twierdzenie K-S jest spełnione (częstotliwość próbkowania była co najmniej 2x większa niż częstotliwość najwyższej harmonicznej w sygnale próbkowanym) to odtworzony sygnał (zakładając, że mamy zapas dynamiki) będzie w miarę wiernym odzwierciedleniem oryginału. W rzeczywistości jednak najczęściej próbkowany sygnał nie jest sinusoidalny i są pewne wyższe harmoniczne poza magiczne 22kHz.
aszu (2015.08.28, 01:35)
Ocena: 4
ext (2015.08.28, 00:35)

Rozdzielczość 16bitowa zapewnia około 95dB, 24bitowa około 140dB.


Z ditheringiem bedzie to 120-150dB dla 16bit.
To z reszta bez znaczenia, bo wiele wspolczesnych utworow ma dynamike rzedu jedynie 12dB, nawet utwory orkiestrowe (uwazane za najbardziej wymagajace pod tym wzgledem) nie przekraczaja 60dB. Jakby nie liczyc, bez problemu miesci sie to wszystko w zakresie oferowanym przez 16bit.
Edytowane przez autora (2015.08.28, 01:36)
Andree (2015.08.28, 02:28)
Ocena: -3
ext (2015.08.28, 00:50)
Andree (2015.08.27, 17:47)
Tak, tylko im bardziej częstotliwość próbkowanego dźwięku zbliża się do połowy częstotliwości próbkowania, tym bardziej jest zniekształcona jego charakterystyka widmowa, dla częstotliwości równej połowie częstotliwości próbkowania można zapisać tylko falę prostokątną!

Niekoniecznie. Taka będzie tylko reprezentacja cyfrowa. W torach audio stosuje się natomiast filtry dolnoprzepustowe które wycinają z takiego prostokąta śliczną sinusoidę. Tak więc jeśli twierdzenie K-S jest spełnione (częstotliwość próbkowania była co najmniej 2x większa niż częstotliwość najwyższej harmonicznej w sygnale próbkowanym) to odtworzony sygnał (zakładając, że mamy zapas dynamiki) będzie w miarę wiernym odzwierciedleniem oryginału. W rzeczywistości jednak najczęściej próbkowany sygnał nie jest sinusoidalny i są pewne wyższe harmoniczne poza magiczne 22kHz.

Właśnie o to mi chodzi! Im bardziej kształt fali dźwiękowej odbiega od sinusoidy, czyli z im większej liczby częstotliwości się składa jej widmo, tym wyższa częstotliwość próbkowania jest potrzebna, żeby go wiernie zapisać. Najlepszym przykładem tego jest fala prostokątna, która wg teorii jest złożeniem nieskończonej ilości fal sinusoidalnych.
Oczywiście w praktyce jest to niemożliwe do osiągnięcia, dlatego opisująca ją suma musi się składać ze skończonej ilości elementów. A ich ilość właśnie zależy od częstotliwości próbkowania. Jest to dobrze wytłumaczone i pokazane na tym filmiku (od 17:30).
http://xiph.org/video/vid2.shtml
Zwracam uwagę że muzyka rzadko składa się z dźwięku o jednej częstotliwości, chyba że lubimy słuchać generatora sygnałów sinusoidalnych :)
Ponadto muzyka tworzona przez fizyczne instrumenty zawiera składowe powyżej 20 KHz. Nawet jeśli są one niesłyszalne, wpływają one na ogólny kształt fali dźwiękowej, jak autor filmiku wykazał na przykładzie fali prostokątnej 1 kHz - po ich wycięciu na ekranie oscyloskopu widać to co widać!

P.S.
Przyszło mi do głowy że należałoby zrobić podwójną ślepą próbę, w której badany odróżniałby grający fizyczny (tzn. nie elektroniczny) instrument muzyczny od nagrania jego gry zapisanego na płycie CD (lub czymkolwiek innym). Dla zachowania powtarzalności i jednakowej głośności ten instrument muzyczny nie mógłby być obsługiwany przez człowieka.
Pozwoliłoby to obiektywnie ustalić, jak dobre są techniki rejestracji i odtwarzania dźwięku. Jeśli ktoś z was wie o takich badaniach, chętnie bym się z nimi zapoznał.
Edytowane przez autora (2015.08.28, 03:54)
mkopek (2015.08.28, 12:12)
Ocena: 0
@Andree fakt, ze rzecyzwista fla dzwiekowa o czestotliwosci 16 czy 20 kHz nie jest czysta sinusoida nie ma zadnego znaczenia. Skoro nie slyszymy czystj sinusoidy o czestotliwosci 32 lub 40 kHz, to nie uslyszymy tez wyzszych harmonicznych fali o czestotliwosci 16 lub 20 kHz. To znaczy ze jak Ci puszcze z generatora na wzmacniacz i glosnik fale siunusidalana, pozniej porstokatna, a pozniej trojkatna o czestotliwosci 16 kHz, to nie uslyszysz roznicy, bo uslyszysz i tak tylko pierwsza harmoniczna i dla twojego sluchu to bedzie za kazdym razem czysta sinusoida. Tak samo masz ze wzrokiem. Jesli z czerowynm swiatlem zmieszam swiatlo niebieskie, albo filetowe, to zobaczysz jakis inny kolor niz czerwony. Ale jesli dodam ultrafiolet, to zobaczysz tylko czerwony, ktory bedzie taki sam, jak gdyby tego ultrafioletu nie bylo. Natomiast wydaje mi sie ze wystepuje tu nieco inny problem. Jesli bede probkowal z czestotliwoscia 44,2 kHz, a probkowany sygnal bedzie mial czestotliwosc 22 kHz, to w probkowanym sygnale powinno wystapic dudnienie. Nie jestem pewien czy nie bedzie ono wystepowac takze po przetworzeniu na sygnal analogowy. Chociaz mozliwe, ze filtr dolnoprzepustowy tez zalatwi sprawe, bo dudnienie jest nalozeniem na siebie dwoch bliskich czestotliwosci.
ext (2015.08.29, 00:30)
Ocena: -4
mkopek (2015.08.28, 12:12)
@Andree fakt, ze rzecyzwista fla dzwiekowa o czestotliwosci 16 czy 20 kHz nie jest czysta sinusoida nie ma zadnego znaczenia. Skoro nie slyszymy czystj sinusoidy o czestotliwosci 32 lub 40 kHz, to nie uslyszymy tez wyzszych harmonicznych fali o czestotliwosci 16 lub 20 kHz. To znaczy ze jak Ci puszcze z generatora na wzmacniacz i glosnik fale siunusidalana, pozniej porstokatna, a pozniej trojkatna o czestotliwosci 16 kHz, to nie uslyszysz roznicy, bo uslyszysz i tak tylko pierwsza harmoniczna i dla twojego sluchu to bedzie za kazdym razem czysta sinusoida. Tak samo masz ze wzrokiem. Jesli z czerowynm swiatlem zmieszam swiatlo niebieskie, albo filetowe, to zobaczysz jakis inny kolor niz czerwony. Ale jesli dodam ultrafiolet, to zobaczysz tylko czerwony, ktory bedzie taki sam, jak gdyby tego ultrafioletu nie bylo. Natomiast wydaje mi sie ze wystepuje tu nieco inny problem. Jesli bede probkowal z czestotliwoscia 44,2 kHz, a probkowany sygnal bedzie mial czestotliwosc 22 kHz, to w probkowanym sygnale powinno wystapic dudnienie. Nie jestem pewien czy nie bedzie ono wystepowac takze po przetworzeniu na sygnal analogowy. Chociaz mozliwe, ze filtr dolnoprzepustowy tez zalatwi sprawe, bo dudnienie jest nalozeniem na siebie dwoch bliskich czestotliwosci.


Próg słyszalności człowieka jest czysto umowny. W rzeczywistości bywają egzemplarze reagujące na ultra i infra-dźwięki choć nie zawsze uchem.
borizm (2015.08.29, 10:06)
Ocena: -3
Dobrze, że Łukasz Fikus walczy dalej i robi coraz ładniejsze produkty, w których widać dużą staranność, ale czy ten LampizatOr Golden Gate DAC nie jest oparty na kości DAC ES9018, czyli delta-sigma? Chciałbym usłyszeć kiedyś dobrze zaaplikowany ES9018, bo coś nie mam szczęścia.

Może i zacznę sprzedawać przerobione przeze mnie odtwarzacze za ~70000 zł? Ja bynajmniej wybieram urządzenia z dobrymi przetwornikami wielobitowymi (a nie delta-sigma), wywalam oversampling i kompletnie przebudowuję analog (układ na tranzystorach), wraz z zasilaczem, a lamp unikam, bo nie mam doświadczenia jako elektronik, ale w/g mnie głównie narzucą brzmienie.
Edytowane przez autora (2015.08.29, 10:30)
ZlotoUchy (2015.08.29, 10:21)
Ocena: 0
ext (2015.08.29, 00:30)

Próg słyszalności człowieka jest czysto umowny. W rzeczywistości bywają egzemplarze reagujące na ultra i infra-dźwięki choć nie zawsze uchem.

Odstaw leki i przestań czytać audiofilskie brednie.
borizm (2015.08.29, 10:39)
Ocena: 0
Co do audiofilskości, to największe problemy kiepskiego sprzętu audio w kolejności ważności:
- oversampling (najczęściej trzeba wywalić, bo robią masakrę),
- za duży jitter,
- słaba liniowość części cyfrowej (słabe przetworniki),
- zniekształcenia intermodulacyjne części analogowej (wywalenie nieszczęsnych op-amp),
- słabe zasilanie.

Do tej pory dziwi mnie to, że szanowny Lampizator w swoich przeróbkach odtwarzaczy CD skupiał się jedynie na dwóch ostatnich pozycjach, które często najmniej wnoszą.
Edytowane przez autora (2015.08.29, 10:40)
borizm (2015.08.29, 10:49)
Ocena: 1
Co do 44.1kHz i 16bit, to ogólnie zgadam się, że więcej nam nie trzeba, ale muszę zaznaczyć, że z uwagi na to, że są to parametry graniczne i nie ma tu praktycznie zapasu, że bardzo kluczowe staje się odpowiednie przygotowanie materiału, np. precyzyjny downsampling z częstotliwości próbkowania używanych w studio do 44.1kHz i nie używanie żadnych kompresji.
Przy źle zaaplikowanym downampling (np. jak ktoś robi próby i konwertuje z 96kHz na 44.1kHz), na 44.1kHz może być czuć mniej precyzyjne i mniej klarowne wysokie tony.
Borat1 (2015.08.30, 22:13)
Ocena: 1
ext (2015.08.29, 00:30)
Próg słyszalności człowieka jest czysto umowny. W rzeczywistości bywają egzemplarze reagujące na ultra i infra-dźwięki choć nie zawsze uchem.

A czym reaguje audiofil słyszący ultradźwięki, odbytem? Może znasz kogoś kto usłyszał legendarną brązową nutę? :E

Naprawdę podziwiam ludzi, którzy są w stanie sprzedać jełopom sprzęt w cenach luksusowej limuzyny czy domu, który niczym nie odbiega parametrami od tego co można kupić w przeciętnym salonie audio za ułamek ceny tych audiofilskich cudów.
Edytowane przez autora (2015.08.30, 22:18)
Remedy (2015.10.29, 10:49)
Ocena: 1
McAnimus (2015.08.25, 14:04)
Chciałbym chociaż raz zobaczyć prawdziwy i rzetelny test kilku takich wynalazków przeprowadzony przez prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki, elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin.
Internet jest ogromnym zasobem ale takich prawdziwych testów 'audiofilskich' sprzętów nigdzie nie ma. Tylko takie pseudo-bzdury jak ten pseudo-artykuł.

Mógłbyś wymienić z imienia i nazwiska kilku tych prawdziwych, nie opłaconych specjalistów/inżynierów z dziedziny akustyki. elektroakustyki i kilku pokrewnych dziedzin, bo chciałbym zorganizować test.
Proszę jeszcze o opisanie całej procedury tego prawdziwego testu.
Dziękuję.
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
MuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek ŻuchowskiJason_Bournekitka175PC_ServiceSolmyrek=-Mav-=Semi12