Lumin D1 - recenzja

3
Dawid „Violator” Grzyb
Lumin D1 - recenzja

W końcu trafił mi się Lumin. Chyba każdej osobie zainteresowanej poważnym sprzętem audio i grającej z plików ta marka jest znana. Należy ona do firmy Pixel Magic Systems Ltd, której siedziba mieści się w Hong Kongu. Lumin powstał niedawno, w 2012 roku. Ale dzięki modelowi A1 dość szybko utorował sobie drogę na szczyt audiofilskich streamerów. Tego urządzenia u siebie nie mam, może kiedyś. Zamiast niego otrzymałem najtańszy model z oferty - D1. To jemu jest poświęcony niniejszy wpis. Smacznego. 

 

Wstęp

Audiofilskie streamery, lub w rodzimym języku po prostu odtwarzacze sieciowe, to znak czasów i jednocześnie kolejny dowód na to, że granie z plików staje się coraz bardziej popularne. Można powiedzieć, że muzyka zapisana na nośnikach danych to machina nie do zatrzymania. Tej w świetnej jakości będzie jeszcze więcej z czasem. Ponieważ jest tak popularna wiadomo, że każdy producent siedzący w cyfrowym audio chce za nią nadążać. I nadążają, a jakże. Aktualnie wybór konwerterów c/a jest większy niż kiedykolwiek, każdy segment rynku czy półka cenowa są obstawione przez kilkanaście urządzeń. To dobrze, bo jest wybór. Ale na DAC-ach świat się nie kończy. Są cholernie ważne, niemniej to element większej układanki.8Q2A9144

Na przestrzeni ostatnich lat sporo pozmieniało się też w transportach. Odtwarzacze CD ustąpiły miejsca komputerom i wiele osób jest z takiego stanu rzeczy zadowolonych. Ale osoby podchodzące do muzyki w sposób bezkompromisowy nie chcą korzystać z komputerów w roli magazynów z plikami. Liczba powodów jest dość pokaźna, na całej rozpiętości zrozumiała. Typowe pecety w roli transportów są na szarym końcu gdy pod uwagę bierze się jakość muzyki. Rzecz głównie rozchodzi się o zasilanie. Ekstremiści chcący z nich za wszelką cenę korzystać zaopatrują się w specjalne zasilacze, nośniki SSD traktują bateriami, a zatem i specjalnymi kablami SATA, a idąc jeszcze dalej, wyjąwszy odtwarzacz plików i sterownik, nie instalują żadnego oprogramowania. Czego się nie zrobi dla muzyki, prawda? Zaczynam to rozumieć.8Q2A9135

Z pomocą przychodzą audiofilskie odtwarzacze sieciowe, zwane też streamerami. To urządzenia pracujące w domowej sieci, podłączane do routera, najczęściej sterowane bezprzewodowo za pomocą tabletu lub smartfona. Jeżeli ma się w domu NAS-a, komputer staje się zbędny. Urządzeniem doskonale odnajdującym się w takich warunkach jest Lumin D1. To streamer pełną gębą, ale też i źródło, swoją drogą świetne. Do rzeczy zatem.

Budowa i konfiguracja

Model A1 był pierwszym urządzeniem Lumina. Niemało namieszał na rynku. Kosztuje na dzień dzisiejszy 28 900 zł. To masa pieniędzy, choć jeszcze nie ekstremum. A1-ka została udostępniona na rynku też po to, aby sprawdzić zainteresowanie marką. Ponieważ to okazało się duże, szybko swoich premier doczekały się kolejne trzy urządzenia. Dla fanów najwyższej półki jest model S1, trzeba za niego zapłacić 48 900 zł. Poniżej A1 jest T1, kosztujący 18 900 zł. To praktycznie te same produkty w sensie bebechów, a zatem jakości dźwięku. Ale różnią się zauważalnie obudowami. T1 jest prostszy, śmiem twierdzić że nie tak elegancki. Ale w dalszym ciągu ładny. No i jest jeszcze model bazowy - D1. To wydatek rzędu 9 990 zł. Do każdego urządzenia marki Lumin można dokupić firmowy serwer o nazwie Library L1, to kolejne 4 690 zł. Ofertę zamyka firmowa aplikacja, nota bene darmowa.8Q2A9127

Lumin D1 to najmniejsze urządzenie z oferty. Ma 240 mm szerokości, 244 mm głębokości i 60 mm wysokości. Jego masa to niespełna dwa kilogramy. W praktyce jest to małe, lekkie pudełko, ale fantastycznie wykonane, solidnie. Wzornictwo jest proste, nieprzekombinowane. Front stanowi gruba sztaba aluminiowa, z krawędziami nieco wystającymi poza ściany urządzenia. Na froncie wkomponowano centrycznie czytelny wyświetlacz monochromatyczny, podający informacje za pomocą niebieskich znaków. Nie jest dotykowy. Boki i góra są gładkie, także aluminiowe, wyszczotkowane. Stanowią jeden element, uformowany w kształt litery U. Na spodzie Lumina D1 widać cztery plastikowe, szerokie nóżki z gumowymi podkładkami, a także dziesięć wkrętów, które trzymają części obudowy na swoim miejscu. Po zerknięciu na tył rzuca się w oczy nieco przedłużona obudowa, stanowiąca niewielki daszek. To element czysto estetyczny, mający za zadanie nieco zakryć kable podłączone do urządzenia. Z jednej strony to dobrze. Ale z drugiej, po wetknięciu przyłączy XLR miałem spory problem aby dobrać się do ich mechanizmu zatrzaskowego. To niewielka niedogodność, w znakomitej większości scenariuszy produkt raz podłączony najprawdopodobniej nie będzie ruszany przez długi czas. Tył jest bogaty. Po lewej stronie zamontowano po parze wyjść analogowych w standardach RCA (2Vrms) i XLR (4Vrms). Dalej jest wyjście cyfrowe BNC, a nad nim - śrubka uziemienia. Obok wkomponowano gniazdo ethernetowe, dwa wejścia cyfrowe w standardzie USB typu A, guzik resetu, przyłącze dla zewnętrznego zasilacza oraz przycisk włączający urządzenie.8Q2A9348

Niektórym może brakować np. wyjścia optycznego albo współosiowego. Choć z uwagi na gabaryty urządzenia, nie wystarczyło dla nich miejsca, a za pomocą przejściówki można rozwiązać problem tego drugiego. Dużo źródeł ma też wbudowaną fizyczną regulację głośności, D1 nie. To również nie jest wada, zdecydowana większość osób zainteresowanych tym produktem podłączy go do dzielonych systemów lub integry, która stosowną funkcję już ma. Niektórym pewnie przydałby się też pilot sterowania, ale praktyka pokazuje, że iPad to wyjątkowo wygodny sposób na zarządzanie Luminem D1. Możliwości tego urządzenia są spore. Obsługuje odtwarzanie bez przerw pomiędzy utworami (ang. gapless playback), poradzi sobie z praktycznie każdym formatem, wliczając to pliki FLAC, ALAC, AIFF, WAV, a także DSD (DSF i DIFF), nie wspominając o stratnych typu MP3 czy AAC. Obsługiwane częstotliwości próbkowania to maks. 32 bit / 384 kHz dla plików PCM, oraz 2.8 MHz w przypadku strumienia DSD. Produkt ma też możliwość programowego upsamplingu ścieżek PCM o częstotliwości próbkowania maks. 96 kHz do postaci DSD w locie. Widać wyraźnie, że Lumin D1 jest stworzony do pracy z materiałem tego typu.8Q2A9142

Zajrzyjmy do środka Lumina D1. Całą elektronikę zamontowano na jednym laminacie. Tuż za wejściami cyfrowymi jest układ Wolfson WM8805, to odbiornik S/PDIF. Realtek RTL8201CP obsługuje wejście ethernetowe. Obok, za dużym radiatorem aluminiowym jest zamontowany układ FPGA nieznanego pochodzenia, a w pobliżu kolejny, też FPGA - model Cyclone VI firmy Altera. Ich zadaniem jest przygotowywanie sygnału zanim ten trafi do kości c/a. Ale w jaki sposób to się dzieje, to już jest słodka tajemnica inżynierów Lumina. Pewne jest to, że materiał jest upsamplowany o ile użytkownik sobie tego życzy, tyle podpowiada aplikacja sterująca. Ale to jedynie fragment większej, bardziej złożonej całości. Dalej są układy konwersji cyfrowo analogowej WM8741, po jednym na kanał. To dzięki nim D1 przyjmuje sygnał PCM o jakości maks. 32 bit / 384 kHz, oraz natywny DSD64. Dla porównania, we flagowym modelu S1 wykorzystywane są w sumie cztery sztuki kości firmy ESS Technology - Sabre ES9018. W D1 za układami Wolfsona dają się rozpoznać wzmacniacze operacyjne Texas Instruments L49860 (po dwa na kanał) kondensatory WIMA FKP2 oraz zielone Nichicony, należące do serii Muse. Część analogowa D1 jest zbalansowana, producent zaleca XLR-y jako sposób połączenia z resztą systemu.8Q2A9345

Skonfigurowanie Lumina D1 jest banalnie proste. W zasadzie to nie trzeba nic takiego robić. Urządzenie do poprawnej pacy potrzebuje zgodnego z DLNA NAS-a, ew. komputera z odpalonym serwerem DLNA z poziomu chociażby aplikacji jRiver. Oczywiście trzeba też mieć przygotowaną bibliotekę z muzyką. Następnie D1 należy wpiąć do routera za pomocą kabla ethernetowego, zainstalować aplikację na iPadzie i... gotowe. Wszystko dzieje się automatycznie. Wpięcie sprzętu Lumina do sieci LAN jest konieczne, bez tego na wyświetlaczu przywita użytkownika komunikat z błędem sieci, tego się nie przeskoczy. Da się też całkowicie obejść komputer i NAS. Do płaskich gniazd USB w D1 można podpiąć pendrive lub dysk z muzyką. Urządzenie przyjmie każdy rodzaj formatowania (FAT32, NTFS oraz EXT2/3). Następnie z poziomu firmowej aplikacji należy urządzeniu wskazać skąd ma pobierać muzykę, później następuje jej indeksowanie, zależne od wielkości posiadanej biblioteki. Cały proces jest naprawdę bezbolesny, każdy sobie poradzi. Trochę szkoda, że produkty firmy Lumin współpracują tylko i wyłącznie z urządzeniami Apple'a. Niemniej, prace nad androidowym odpowiednikiem oprogramowania sterującego trwają. Sama aplikacja jest bardzo przyjazna, stabilna. Z jej poziomu wybiera się odtwarzane utwory, reguluje głośnością jeżeli ktoś ma taką potrzebę, a także wyłącza nieużywane wyjścia cyfrowe, przyciemnia lub wyłącza ekran D1, upsampluje konkretne grupy częstotliwości itp. Jeżeli ktoś ma życzenie, może wykorzystać aplikację firmy Linn o nazwie Kinsky. Co ciekawe, ta szkocka firma to główny konkurent Lumina.  

Posłuchane

W celu przetestowania Lumina D1, skorzystałem z dwóch niezależnych systemów, umiejscowionych w pokoju i redakcyjnej piwnicy o powierzchni odpowiednio około 7 i 28 metrów kwadratowych. Piwnica jest wygłuszona, w rogach pracują pułapki basowe Goldenote Drum (40 Hz i 80 Hz).8Q2A9131

Do odsłuchu wykorzystałem zestaw plików FLAC oraz WAV "ten sam, co zawsze". Co to za muzyka? Ma to marginalne znaczenie, w każdym razie mam tak przygotowany repertuar, że wyznanie o tym, gdzie jest w odtwarzanym paśmie górka, a gdzie dołek nie stanowi problemu, podobnie rozpoznanie barwy i kilku innych rzeczy. Doszły też pliki DSD, tymi się podzielę. Co więcej, grały one pierwsze skrzypce. Wystąpił Mike Oldfield z Tubular Bells i Ommadawn, Kodo z Mondo Head i Satriani ze Strange Beautiful Music, a także spora część dyskografii zespołu Queen. OK, do rzeczy.8Q2A9140

Pierwszy system, ten umiejscowiony w piwnicy, składa się z integry Hegel H160, pary monobloków Trilogy Audio Systems 992 wraz z hybrydowym przedwzmacniaczem 908, w roli transportu pracuje laptop, a za źródło robi Lampizat0r Level7 z lampami Psvane WE101D-L, silnikiem DSD oraz rezystorowo-przekaźnikowym modułem regulacji głośności. Te elementy są ustawione na stoliku Lavardin K-Rak. Skrzynki wykorzystane z tymi sprzętami to KEF LS50, Xavian Perla oraz Gradient 6.0. Kable połączeniowe popełniła manufaktura Forza AudioWorks, listwa sieciowa - model PF-2 - jest od Gigawatta, a sieciówki to przewody Harmonix X-DC2F.8Q2A9153

Na samym początku postanowiłem skupić się na najprostszej konfiguracji - kolumnach Gradient 6.0 i integrze Hegel H160. Zarówno jedna, jak i druga część tego systemu kosztuje porównywalne pieniądze. Miałem zatem przed sobą zestaw wart blisko 23 000 zł, plus laptop w roli transportu. Oczywiście pominąwszy dodatki; interkonekty, stolik itp. Moim celem było sprawdzenie czy dodanie kolejnego elementu o wartości 10 000 zł w torze - Lumina D1 - wprowadzi zmiany większe niż tylko te funkcjonalne. Nie kazały na siebie długo czekać.8Q2A9158

Gradient 6.0 to wyjątkowo rozdzielcze, tonalnie równe i mające fantastyczną stereofonię skrzynki. Są oparte na przetworniku koncentrycznym, wspomaga je membrana bierna. Ich dźwięk jest  gładki, co przekłada się na detaliczność kompletnie niemęczącą. Z kolei H160 to integra transparentna, nie dodająca nic od siebie w sensie barwy. Natomiast jest wyjątkowo szybka, wyrywna. To fińsko-norweskie połączenie bardzo się lubi. Po dodaniu Lumina D1 w torze sytuacja nabiera dodatkowego kolorytu. Dźwięk nieco się ociepla, staje się bardziej analogowy. Ale z wielką wprawą tak się dzieje, przekaz nie staje się nagle ospały czy duszny, nic z tych rzeczy. Temperatura barwowa rośnie do poziomu, który obliguje do napisania, że trzyczęściowa kombinacja brzmi bardziej naturalnie i żywo niż ta bez D1-ki.8Q2A9148

Ale to nie koniec, D1 dodaje od siebie też nieco powiększoną stereofonię, a także lepiej rysowane kolejne plany przed słuchaczem. Bryły instrumentów zyskują też nieco konturu, odbiera się je jako lepiej zdefiniowane. Bas się odrobinę usztywnia, co należy odbierać jako poprawę jakościową w tym kontekście. H160 sam w sobie prezentuje wydarzenia przed słuchaczem w sposób dobrze napowietrzony, podłączone kolumny również faworyzują taki przekaz. Produkt Lumina i pod tym względem dodaje od siebie trzy grosze, jest jeszcze zwiewniej. Ale ponieważ jest to okraszone też barwą, przekaz całego zestawu wchodzi niebywale lekko, sprawia wrażenie rześkiego i żywego, ale też odpowiednio gładkiego. Z materiałem DSD na próżno szukać w tym dźwięku ostrości, jej po prostu tam nie ma. Po wykluczeniu D1 z systemu zmiany nie są bolesne, ale dobrze słyszalne. Dość szybko dociera do słuchacza, że bas jest bardziej napompowany, luźniejszy, ale też pełniejszy i krąglejszy. Niektórym to może być w smak. Natomiast moim zdaniem ma się tu do czynienia z ilością kontra jakość. Co więcej, niemalże z miejsca słychać pewną matowość barwy, a także lżejszą i bardziej stonowaną górę pasma. Owszem, jest obecna i jak najbardziej dobrej jakości. Ale brak jej masy i gładkości towarzyszącej brzmieniu systemu trzyczęściowego. Paradoksalnie, detaliczność bez Lumina w systemie również pogarsza się nieco, choć ocieplająca elektronika może sugerować co innego. Zebrawszy te zeznania w całość, stosowne jest napisanie, że dźwięk Gradientów 6.0 i H160, ale bez D1 jest... nudny. Poprawny, ale nudny. Czegoś tam zdecydowanie brak, coś zostało zabrane, przyjemność z odsłuchu zmniejszyła się.8Q2A9347

W roli eksperymentu poprosiłem zupełnie nieznającego się na domowym audio współpracownika o pomoc. Zasiadł na krześle, miał włączane minutowe fragmenty kilku piosenek zespołu Queen. Pierwszy gdy D1 pełnił rolę źródła, a drugi - gdy ta funkcja spoczywała na barkach Hegla H160. Już po kilkunastu minutach takiej gimnastyki dał mi jasno do zrozumienia, że pierwszy system jest lepszy, bo żywszy, bardziej otwarty i z lepiej kontrolowanym basem. Dopiero po fakcie naświetliłem mu częścią jakiego porównania był.8Q2A9157

Później przyszła pora na kolejne kolumny. H160 lubi się z LS50. Niemniej, charakter Lumina przebił się i przez to połączenie, po raz kolejny nasuwały się te same wnioski. Lekkie ocieplenie dobrze zrobiło kolumnom KEF-a, pozytywne zmiany zaszły również pod względem rozdzielczości oraz gładkości przekazu. Natomiast mocno nasyconym i gładkim Xavianom Perla ubyło nieco dołu pasma, stał się za to bardziej kopiący. Tego im specjalnie nie potrzeba, pod tym względem z H160 w roli integry i tak wypadają korzystnie. Po raz kolejny wzrosła detaliczność dźwięku, standardowo nieco przykręcone wysokie tony dostały blasku i masy, nie straciły na gładkości. Natomiast przekaz całościowo stał się bardziej koherentny; oblicza poszczególnych instrumentów zostały lepiej zarysowane, podkreślone. To dodatkowo uatrakcyjniło i urealniło całość. Bardzo spodobały mi się te zmiany.8Q2A9155

Na sam koniec piwnicznego odsłuchu pozostała do sprawdzenia jedna rzecz, porównanie Lumina D1 do znacznie droższego rywala. W torze zagrały monobloki i przedwzmacniacza firmy Trilogy. Tym razem wypadało użyć źródło lepszej klasy niż to zamontowane w H160. Wybór oczywiście padł na LampizatOra Level7. Po raz kolejny zagrały Gradienty 6.0. Scenariusz z H160 w roli tylko i wyłącznie źródła jest bardzo mało prawdopodobny, nikła jest szansa na to, że osoba będąca w posiadaniu trzyczęściowego zestawu Trilogy nie będzie miała stosownego przetwornika c/a. Stąd tym razem produkt Hegla ustąpił miejsca LampizatOrowi. Oto co zaszło.8Q2A9142

Ciężko było przewidzieć to, jak produkt Lumina odnajdzie się w mocno muzykalnym, angielskim systemie. Z jednej strony mógł to być nie do końca udany występ, D1 to też urządzenie mające w sobie całkiem sporo barwy. Choć z drugiej, dobrze podkreślone wyższe składowe oraz wrodzona lekkość mogły przyczynić się do ciekawego efektu końcowego. No i na samym początku, tuż po włączeniu LampizatOr Level7 sprawiał wrażenie źródła grającego muzykę w sposób niewyraźny, przygaszony, gorszy. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez około 40 minut. Od pewnego momentu jednak sytuacja się zrównała, a im dalej w odsłuchu, tym mocniej produkt Łukasza Fikusa zaczynał górować nad rywalem. Główną różnicą pomiędzy urządzeniami był początkowy wolumen brzmienia, a także towarzyszący mu impet. Lumin D1 zagrał dźwiękiem optycznie większym, żywszym, bardziej otwartym. To głównie z tego powodu na samym początku niejedna osoba odebrałaby taki przekaz jako lepszy; zwiewniejszy i ogólnie bardziej imponujący. Natomiast im dalej w las, tym dla D1 ciemniej. Potężny bas okazał się mieć mocniej wyeksponowane wyższe składowe. Był całościowo gorzej prowadzony, nie tak zwarty, krąglejszy i masywniejszy przez to. Kolejne różnice objęły partie wokalne; LampizatOr Level7 subtelnie wypycha je do przodu, konkurent podaje je jeszcze odrobinę bliżej. Ale diabeł tkwił w bryłach wokalistów, te odtwarzane przez fikusową "siódemkę" miały bardziej realistyczne rozmiary. Słychać było, że Lumin D1 przydaje im wysokości. Pojawiły się też różnice pod względem sposobu, w jaki są odbiorcy podawane najwyższe składowe pasma. Level7 ma górę spokojniejszą, nieco bardziej stonowaną. Ale też dłużej wybrzmiewającą, gładszą i lepiej dociążoną. Choć nie przeczę, ta w D1 też jest wysokiej próby. "Siódemka" pokazała też bardziej koherentny, gładszy i mocniej zróżnicowany obraz przed słuchaczem, a po około dwóch godzinach nieustannej pracy - lepiej napowietrzony. Lumin D1 gra w sposób bardziej centryczny. Pomimo rozbudowanej sceny słychać, że większość dźwięków jest zamknięta pomiędzy kolumnami. Natomiast Level7 równiej, a więc lepiej rozciąga, przez co jego przekaz odbiera się jako bardziej spójny i naturalny. Fakt, nieco ciemniejszy. Ale całościowo bardziej zbalansowany i wyrafinowany. Różnice pomiędzy produktami są spore. Choć na koniec, niejako dla formalności należy pamiętać też o blisko czterokrotnej w cenie pomiędzy nimi.8Q2A9145

Drugi system pracuje w bliskim polu. Skrzynki Boenicke Audio W5 są podłączone do monobloków NuForce REF 9 V3SE, a te - do źródła w postaci Xonara Essence III. Jest bezpośrednio połączony z komputerem za pomocą interfejsu USB, ale przyjmuje też sygnał współosiowy od konwertera S/PDIF Audiobyte Hydra-X+. Poszczególne elementy stoją na stoliku Rogoz 3QB3, listwa sieciowa to Gigawatt PF-1, a wszystkie kable, łącznie z sieciówkami to produkcja Forza AudioWorks.8Q2A9147

Lumin D1 został też sprawdzony podczas pracy w bliskim polu. Podłączyłem go bezpośrednio do monobloków NuForce REF9 V3SE, za pomocą przewodów XLR. W torze wówczas nie było osobnego przedwzmacniacza, sterowanie regulacją głośności odbywało się w domenie cyfrowej, z poziomu firmowej aplikacji wgranej na iPada. Konkurentem Lumina D1 był Xonar Essence III, pełniący rolę przedwzmacniacza i źródła, w roli transportu dla niego pracował pecet z aplikacją jRiver.8Q2A9156

Xonar Essence III to dość miękko grające źródło, tonalnie dość równe, faworyzujące barwę i czystą przyjemność z odsłuchu ponad rozdzielczość, detale czy atak. Produkt Asusa to zdecydowanie nie jest szkło powiększające. Słychać, że jego twórcy chcieli osiągnąć konkretny, wysoce muzykalny efekt i im się udało. Nie jest to też najcieplejszy konwerter c/a pod słońcem, ale dobrze słychać, w którą stronę ciągnie go mocniej. Wyciągając wnioski tylko na podstawie komponentów niejedna osoba pewnie założy, że Lumin D1 będzie miał coś wspólnego z modelem Essence III. Wykorzystane w tym pierwszym kości WM8741 są według wielu osób uważane za muzykalne; przydające źródłu barwy, wypełnienia i szeroko pojętej przyjemności. Praktyka pokazuje, że przynajmniej część z tego jest prawdą. W moim domowym torze Lumin D1 po raz kolejny dał się poznać jako urządzenie bardzo przyjemne w odbiorze; grające w sposób odprężający, dźwięczny, przyjemny po prostu. Po kilku godzinach odsłuchu D1 w systemie dalej wychodzi się z założenia, że tu się wszystko zgadza, nie ma rzeczy, które człowiek by chciał jakoś szczególnie zmieniać. Balans tonalny jest zachowany, nasycenie jak najbardziej odpowiednie, zadowala też rozdzielczość, dynamika oraz stereofonia. W porównaniu do modelu Essence III, Lumin D1 trzyma wszystko w mocniejszych ryzach; barwowo jest nieco sztywniejszy, a pod względem dynamiki - bardziej punktowy. Można powiedzieć, że gra muzykę bez najmniejszego wysiłku. Dla kontrastu w Essence III słychać luźniejszy, bardziej obfity i okrągły bas. Po raz kolejny. D1 ma go zawsze pod kontrolą, ilościowo też jest bardzo dobrze. Sprzęt Lumina ma też lepszą rozdzielczość, a także bardziej selektywną, gładszą i doświetloną górę pasma. Wisienką na torcie jest więcej powietrza przed słuchaczem. To sprawia, że przekaz z tym produktem w systemie łatwiej wchodzi, a zatem długofalowo mniej męczy, no i sprawia więcej frajdy ogólnie. W starciu z konkurentem, jakość dźwięku Lumina D1 oraz jego funkcjonalność po raz kolejny usprawiedliwiły jego cenę.   

Podsumowane

Lumin D1 bardzo pozytywnie zaskakuje. To wyjątkowo dopracowane brzmieniowo urządzenie, które w świetny sposób zaznaczyło swoją obecność w każdym systemie, do którego je podłączyłem. Wprowadza zmiany, dalece wykraczające poza te ledwie słyszalne. Działa bez zająknięcia. Przez dwa tygodnie, które spędziłem z Luminem D1 nawet raz nie wykręcił mi brzydkiego numeru. No i pod względem funkcjonalności cholernie da się lubić. Gdy raz spróbuje się za jego pomocą odtwarzać muzykę, nie ma odwrotu. Idea słuchania jej strumieniowo i nawigacja za pomocą bezprzewodowego pilota są po prostu świetne.

Lumin D1 to nie jest w większej części wyjątkowo funkcjonalny i intuicyjny w obsłudze streamer, a w mniejszej bardzo dobre źródło, albo odwrotnie. Te dwa aspekty są równorzędne, doskonale się uzupełniają, trzeba je traktować tak samo poważnie. Ponieważ obydwa są dopracowane, a forma, w której podano je użytkownikowi - atrakcyjna, cena modelu D1 jest w moich oczach w pełni uzasadniona i usprawiedliwiona.

Co prawda Lumin D1 to nie jest sprzęt dla mnie, nie da się za jego pomocą przesłać plików DSD do LampizatOrów Level7, Big7 czy Golden Gate'a w taki sposób, aby wykorzystać autorski DAC Łukasza Fikusa. Do tego jest wymagane wyjście USB. Ale nic nie szkodzi, bo po skompletowaniu salonowego systemu stereo, który musi być zarządzany zdalnie (wymóg Pani domu), biorę pod uwagę tylko Lumina. A osoby planujące wydatek około 10 000 zł na świetne streamer i konwerter c/a w jednym, niech zwrócą swe oczy najpierw w stronę D1. Zaręczam, warto. Do następnego.

mojeaudioŻeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma MojeAudio, dobry człowiek tam pracujący wypożyczył mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Krzysiek!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.V_logo

Oceny (10)
Średnia ocena
Twoja ocena
vhp (2015.07.19, 22:18)
Ocena: 0
.
Edytowane przez autora (2015.07.19, 22:19)
jurekW (2015.07.23, 08:40)
Ocena: 0
1.Idea rozdzielania 'napędu' i źródła' zawsze (np. czasy dominacji CD) wydawała mi się pewnym przerostem formy nad treścią, dzieleniem włosa na czworo (bo i cóż takiego nadzwyczajnego w tym 'napędzie', by go specjalnie wydzielać). Teraz też. Co innego rozdzielenie fizyznego nośnika pamięci z funkcją transportu (komp, smartfon) i dekodera CA - to ma twarde racjonalne podstawy ( dobrego dekodera w laptopie czy smartfonie, póki co, na pewno nie uświadczymy).
2.Dobrej klasy komp spersonalizowany pod kątem muzycznym, 'koszerny' - nie zaśmiecony niepotrzebnym badziewiem, z pamięcią SSD nie jest, moim zadaniem, jakoś istotnie gorszy od 'audiofilskiego' streamera jest za to znacznie tańszy ('audiofilskość' strasznie winduje cenę, 'hi-endowość - jeszcze straszniej";) i nieporównywalnie bardziej uniwersalny - nie tylko jeśli chodzi o możliwe funkcje pozamuzyczne - jest bytem b. plastycznym, otwartym - np. na wciąż nowe, coraz to lepsze aplikacje do obsługi funkcji audio i inne modyfikacje.
3.Sama 'idea słuchania muzyki dzięki streamingowi'?
Idee są różne. Jest wciąż żywa ( i jakby coraz żywsza nawet ) idea słuchania czarnych krążków...


Opis urządzenia - perfekcyny: b. dokładny, wnikliwy - super.
Zdjęcia - piękne, jak zwykle.
Implikacje ideologiczne - wciąż, jak dla mnie - nieprzekonujące ( chociaż... ziarno niepewności zostało zasiane;) )
Edytowane przez autora (2015.07.23, 09:50)
w.p. (2015.09.13, 20:54)
Ocena: 0
Jestem przeciwnikiem źródeł tego typu. Dlaczego? Producent chce zarabiać. Owszem mamy piękne urządzenie. Ale pojawi się nowy lepszy format kodowania dźwięku, nowy streaming, jakiekolwiek zmiany które spowodują że urządzenie będzie potrzebowało upgrade firmware - i możemy zostać z pięknym kompletnie bezużytecznym urządzeniem. Oczywiście wiele osób kupuje 'zabawki' na 1-5 lat i wymiana. Dla mnie ideał to urządzenia 20-50 letnie. Lampowe, bądź już w pełni tranzystorowe - które wciąż grają. Zbytnie uzależnienie sie od software oraz ekologiczny lut który marnie rokuje trwałości urządzeń niestety powoduje że czarno widzę przyszłość tych urządzeń. No chyba że jest to kultowy Logitech Squeezebox który mimo że został zarżnięty przez producenta, to nadal jest wspierany przez społeczność. Lumin raczej nie będzie ze względu na grupę docelową.
Alternatywa? Płytka typu raspberry pi i jedna z dystrybucji - w cenie 200 zł mamy fajne źródło np. Spotify.
Oczywiście co kto lubi - ale ja nie zarabiam aż tyle żeby wywalić kilka(naście) tysięcy na klocek który po 2-3 latach będzie mógł robić co najwyżej za podstawkę pod kwiatek ;)
Edytowane przez autora (2015.09.13, 20:57)
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
ZenFistunknown_soliderhainczludojadkrzysztofwolongiewiczPuszorMuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek Żuchowski