Monster Audio MA9 - zaczepno-obronny odtwarzacz empetrójek

9
Dawid „Violator” Grzyb
Monster Audio MA9 - zaczepno-obronny odtwarzacz empetrójek

Po raz kolejny dzieje się ze mną dokładnie to samo. Nie dotykałem się tematu przenośnych odtwarzaczy empetrójek przez kilka lat, żyjąc sobie szczęśliwie w błogiej nieświadomości i korzystając z dobrodziejstw zwanych iMod i RockBox. Ostatnio, zupełnie przez przypadek wpadł mi w ręce najnowszy sprzęt FiiO - model X3. Ten produkt gra naprawdę świetnie, nie sądziłem, że wypadnie aż tak dobrze. Za jego sprawą gorączka rozpoczęła się na nowo. Jak zwykle zaczęło się niewinnie, od wizyty na kilku forach w celu zorientowania się, co jest teraz trendi. Po nadrobieniu zaległości z zakresu DAP-ów naskrobałem mejla do jednego z niszowych producentów i w ten oto sposób, niecałe dwa tygodnie później otrzymałem do testu kolejne urządzenie, które ma umilić mi miejskie wycieczki, a przy okazji zapewnić szeroko pojęte bezpieczeństwo. Daniem głównym niniejszego wpisu można z łatwością komuś zrobić niezłe kuku i nie robię sobie teraz jaj, zerknijcie poniżej na to zaczepno-obronne cudeńko.

"Na chusteczkę Ci ten klocek, synku?"

Rynek urządzeń przenośnych dzieli się na odtwarzacze empetrójek i ODTWARZACZE empetrójek, tak po prostu. Te pierwsze są dostępne dosłownie wszędzie, wystarczy wycieczka do sklepu RTV, najlepiej dużego, obranie kursu na odpowiedni dział i gotowe, regały aż się uginają pod ich ciężarem. Gdy jest się bardzo leniwym można też sprawę załatwić sprzed własnego komputera, siedząc sobie w kapciach i sącząc kawkę, bo np. dzień wcześniej było grubo i jednak nie da rady inaczej. Większość z Was zapewne wie, że te powszechnie dostępne, dobrze znane odtwarzacze empetrójek to produkty firm takich jak Apple, Samsung, Cowon, iRiver, Sony, Philips, Manta, Pentagram itp. Całkiem tłoczno tam, ale oprócz nich istnieje też dość dużo różnych, często dziwnych sprzętów z Chin, będących tworami firm, o istnieniu których wie zaledwie garstka. Szanse na pojawienie się ich oficjalnie na naszym rynku wynoszą mniej więcej zero. Nie będę się rozwodził nad tym, dlaczego tak jest, to długi i zawiły temat. W każdym razie te odtwarzacze dużo bardziej mnie interesują, bo często są to takie dziwolągi, że nie sposób obok nich przejść obojętnie. Zresztą zamiast korzystać z telefonu komórkowego do słuchania muzyki, jak większość ludzi dzisiaj, używam starego iPoda po kilku modyfikacjach i przenośnego wzmacniacza. Już ten zestaw uchodzi za dziwadło i nie raz wspominałem, że zdaję sobie z tego sprawę kompletnie niewzruszony. Stąd moje ciągoty do testowania takiego, a nie innego sprzętu. 4

Niektórzy chińscy producenci mają w swojej ofercie urządzenia odstraszające aparycją, interfejsem, masą, żywotnością baterii, a przede wszystkim ceną. Mało tego, te wynalazki są często kompletnie niepraktyczne z czysto użytkowego punktu widzenia, przez większość ludzi będą zatem postrzegane, zresztą słusznie, jako kurioza w świecie przenośnych urządzeń grających. Ale za to nadrabiają jakością dźwięku i obsługują najbardziej egzotyczne, gęste formaty, to są właśnie wspomniane przeze mnie ODTWARZACZE, jest ich zaledwie kilka. Do tego grona należą modele HM-801 i HM-901 firmy HiFiMAN, iBasso DX100, Astell&Kern AK100 i AK120, Colorful Colorfly C4 oraz od biedy iMod, o ile dorzuci się do niego naprawdę porządny wzmacniacz. Zapewne coś by się jeszcze znalazło, ale wymieniłem te najważniejsze, których cena oscyluje w granicach kilku tysięcy złotych. Do tego zacnego grona dołączył flagowy sprzęt firmy Monster Audio - model MA9. To właśnie jemu jest poświęcony niniejszy wpis. To unikatowy produkt na wielu polach, takiego sprzętu jeszcze w rękach nie miałem. Oczywiście kosztuje dramatycznie dużo, ale to było do przewidzenia. Pytanie tylko, czy jest sens wydawać około 950 dolarów na przenośny odtwarzacz empetrójek, niezależnie od tego, co potrafi. Heh, przez kilka dni próbowałem uzasadnić taki zakup.

Opakowanie i inne pierdoły

Jak przystało na produkt luksusowy, przy okazji przeraźliwie drogi, model MA9 został odpowiednio wydany. Pomijam to, że gadżety, które dołączono do niego kosztują zapewne kilka dolarów. Ważne, że są. Nie obyło się bez dużej, drewnianej skrzynki, to już jest niejako standard w świecie obrzydliwie drogich odtwarzaczy empetrójek, ten element odróżnia je od całej masy pozostałych urządzeń. Środek pudełka został wyłożony piankowymi formami, to też nic nowego. W każdym razie doskonale spełnia ono swoje zadanie, można trząść nim do woli, a MA9 oraz dodatki i tak pozostaną na swoich miejscach. b

A skoro o dodatkach mowa, trochę tego jest. Wewnątrz skrzynki znalazło się miejsce dla kabla z jednej strony zakończonego wtykiem mini-USB, a z drugiej - USB. Służy on jedynie do transferu danych, nie naładuje się za jego pomocą ogniw w MA9, nie ma na to szans, ale więcej na ten temat poniżej. Nie zabrakło też siatkowego, dość ciasnego worka, w którym można transportować MA9, karty gwarancyjnej, instrukcji obsługi uwzględniającej język królów i słuchawek dousznych z kilkoma gąbkami oraz etui w komplecie. Jest jeszcze zasilacz, który gabarytami przewyższa danie główne. Heh, mniejsze dorzucane są do laptopów, już to daje niejako do myślenia. Zwróćcie uwagę, że wtyk mini-USB jest nadspodziewanie długi...

Budowa tej cegły

Monster Audio MA9 to potwór, a nie odtwarzacz, jest bezsprzecznie największym i najcięższym spośród przenośnych klocków z muzyką w środku, jaki mi było dane kiedykolwiek testować. To urządzenie jest tak duże, ciężkie i nieporęczne, że zaraz po wyciągnięciu go z pudełka ogarnął mnie śmiech, serio. Mało tego, MA9 jest najbardziej pancernym sprzętem RTV, z jakim miałem do tej pory do czynienia. Tym odtwarzaczem naprawdę można komuś zrobić krzywdę. Nie to, że trzeba, ale można i jeżeli mam uskuteczniać zgadywankę, obstawiam że głowa napastnika się podda po jednym celnym razie, a MA9 dalej będzie odtwarzał muzykę gładko i bez wysiłku, jak to ma w zwyczaju.3

Obudowa odtwarzacza została wykonana z jednej bryły specjalnego stopu aluminiowego, podobno wykorzystywanego w awiacji. Jest bardzo solidna, to poniekąd usprawiedliwia cenę urządzenia. Klapy tylnej nie liczę, wykonano ją z tego samego, nieco chropowatego materiału. Wykończenie MA9 jest po prostu perfekcyjne, widać, że to robota maszyny CNC, nie inaczej. Napiszę więcej, pod względem jakości wykonania i solidności odtwarzacze HiFiMAN-a oraz drewniany wynalazek Colorfly C4 prezentują się wręcz komicznie na tle MA9, nie przesadzam. Nie miałem w ręku iBasso DX100, ten sprzęt ma obudowę ze stopów magnezowych i aluminiowych, pewnie też prezentuje się znakomicie, ale strzelam, że produkt Monster Audio i tak jest od niego bardziej pancerny. Czy ładniejszy? To pozostawiam Wam do oceny. Tyle tytułem zacnej jakości jego body, sens mojego wywodu rozumiecie - jest dobrze, naprawdę dobrze. 8

Front odtwarzacza MA9 nie jest szczególnie rozbudowany. Wyświetlacz TFT o rozdzielczości 320 x 240 pikseli nie grzeszy jakością, ma kiepskie kąty widzenia i w słoneczny dzień trzeba zwiększać do oporu jego jasność. Na nic innego nie liczyłem, te audiofilskie odtwarzacze są na tym polu kilka lat wstecz, nic się nie poradzi. Jednakże nie wiem jak Wy, ale ja to mam głęboko w poważaniu. Tyle lat obcowania z iModem sprawiło, że te brzydkie niczym noc wyświetlacze najzwyczajniej w świecie polubiłem, po prostu jestem w stanie bardzo dużo znieść, o ile jakość dźwięku jest zadowalająca. Lecimy dalej. Na froncie zamontowano tylko kilka guzików, ale w zupełności wystarczają one do kompleksowej i bezproblemowej obsługi urządzenia. Dwa wkomponowane tuż pod wyświetlaczem służą do przywołania menu głównego, co się przydaje, oraz powrotu jeden ekran wcześniej. Kolejne zostały umieszczone na kółku. Wygląda znajomo, ale nie ma za wiele wspólnego z apple'owskim, reagującym na dotyk clickwheelem, to w MA9 wciska się w czterech oczywistych miejscach i odpowiada za przeskakiwanie do następnego utworu oraz powrót plus cyfrową regulację głośności. Za pomocą tych guzików podróżuje się też po menu. W środku kółka jest kolejny przycisk, którym włącza się i wyłącza urządzenie oraz zatwierdza każdy wybór.2

Boki MA9 są gładkie i nie ma w nich wkomponowanych zbyt wielu elementów, jedynie te najbardziej potrzebne. Na górnej krawędzi zamontowano gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, na lewej - miejsca na kartę microSD oraz wtyk mini-USB, a na prawej - analogowe pokrętło regulacji głośności, wyjście liniowe oraz otwór z przyciskiem do resetowania odtwarzacza w sytuacji, w której się zawiesi, a podczas korzystania z oryginalnego oprogramowania takowe się zdarzają dość często. Niejako standardem jest montowanie w drogich odtwarzaczach wyjść cyfrowych - współosiowego lub optycznego. W MA9 takowych brak i wielu z Was może uznać to za wadę. Ja to widzę inaczej, chyba na przekór wszystkim, już wyjaśniam. Wykorzystywane w taki sposób przenośne odtwarzacze empetrójek robią w torze za transport plików dla innych urządzeń cyfrowych, najczęściej daków, omija się ich przetworniki C/A. FiiO X3 tak ma, nadchodzący wielkimi krokami iBasso DX50 też, no i jest jeszcze cała plejada sprzętów starszych. Ale MA9 to produkt stworzony z myślą o tym, że jeżeli już się ma go wykorzystywać w warunkach domowych, z uwagi na znakomity przetwornik PCM1704 niech pracuje jako dak, a nie transport plików do innego daka, tak wykorzysta się jego potencjał w najbardziej konstruktywny sposób. Tak, wiem, kostki C/A to kwestia preferencji, ale w mojej karierze nie przypominam sobie stacjonarnego przetwornika, który byłby w stanie dać radę temu opartemu na PCM1704 lub jego bardziej wypasionej wersji UK.      

Zajrzeć do środka to nie grzech

Przenośne odtwarzacze empetrójek nie są urządzeniami skomplikowanymi. Znakomita większość z nich ma budowę stałą, co należy rozumieć tak, że użytkownik tak naprawdę nic nie może w nich wymienić w ramach poprawy brzmienia, lub jego zmiany. Da się co najwyżej zamienić kartę pamięci na pojemniejszą i to też nie zawsze. Owszem, niektóre odtwarzacze można nieco zmodyfikować domowymi sposobami, np. poprzez wlutowanie innej kostki wzmacniacza słuchawkowego lub wymianę kondensatorów na lepsze. W końcu potrzeba matką wynalazków, a pomysłowa, znająca się na elektronice społeczność, która rezyduje na specjalistycznych forach lubi eksperymenty. Ale, podkreślam, twórcy przenośnych urządzeń grających takich zabiegów nie wspierają, zresztą nie ma się im co dziwić. z1

Nieco inaczej jest w przypadku drogich, audiofilskich zabawek. Dla przykładu model HM-801 firmy HiFiMAN ma wbudowane specjalne gniazdo, w które jest wciśnięty moduł z całym torem wzmacniającym, a tych elementów można dokupić kilka. Oznacza to, że ten producent wspiera modyfikację brzmienia w sposób sprzętowy, ale jak najbardziej bezpieczny, ba, zachęca nawet do tego, w końcu ma z tego tytułu profity - sprzedaż akcesoriów dodatkowych. Ale panowie odpowiedzialni za model MA9 pojechali po całości. Jedyne elementy stałe tego odtwarzacza to pancerna obudowa, wyświetlacz oraz płytka z elektroniką, na której zamontowano m.in. pamięć, gniazdo USB i inne, ale mało istotne podzespoły, przynajmniej z punktu widzenia brzmienia. W MA9 da się wymienić nie tylko moduł ze wzmacniaczem, ale również dwie baterie oraz, uwaga, PCB z konwerterem C/A. Tego jeszcze nie było, a przynajmniej ja jeszcze czegoś takiego w urządzeniu przenośnym nie widziałem. I muszę przyznać, że jaram się tym strasznie. Ale po kolei.z5

Na sam początek bateria, a w zasadzie dwie baterie, jedna dodatnia, a druga - ujemna. Każda ma 1150 mAh pojemności i 8.4V napięcia. To chyba najlepsze możliwie rozwiązanie jeżeli chodzi o zasilanie bateryjne w urządzeniach przenośnych, jakie jest, brak w nim kondensatorów sprzęgających. Zapytałem twórców MA9 o moc wyjściową przy obciążeniu wynoszącym 300 omów. Przy wykorzystaniu podstawowego modułu wzmacniającego jest to 80 mW, a zbalansowanego - 125 albo 250, w zależności od tego, czy ten pracuje w trybie single-ended czy balanced. W rzeczywistości po podłączeniu moich HD 800 nie dojechałem do końca skali, było zdecydowanie za głośno, to mi wystarczy, MA9 mocy nie brakuje. Co ciekawe, w podstawowym oprogramowaniu wyświetlany jest stan każdej baterii osobno. Ładują się w tym samym czasie za pomocą wtyczki micro-USB, to wyjaśnia, dlaczego jest ona tak długa. Kolejna rzecz, z gatunku tych zabawnych, to fakt, że wyświetlacz pobiera energię tylko z jednego ogniwa, co oznacza, że wyczerpie się ono szybciej niż jego sąsiad. Co prawda nie jestem w stu procentach przekonany czy da się to jakoś inaczej rozwiązać, ale na mój gust wypadałoby.z3

Dostępne dla MA9 moduły wzmacniające są dwa i znacząco się od siebie różnią. Pierwszy to klasyczny, niezbalansowany układ, który oparty jest na w sumie dwóch kostkach Texas Instruments OPA627, po jednej na kanał, oraz dwóch parach buforów Burr-Brown BUF634. W sekcji zasilania zamontowano w sumie dwanaście aluminiowych, elektrolitycznych kondensatorów. Drugi moduł jest w pełni zbalansowany, ale może też pracować w trybie single-ended. Składa się z w sumie czterech op-ampów AD797 i takiej samej liczby wspomnianych wcześniej kostek buforujących. Na jego PCB zamontowano niewielki przełącznik i w zależności od tego, jaki jest kabel sygnałowy przy słuchawkach (zbalansowany lub też nie), tak powinien być ustawiony. W niektórych wzmacniaczach gniazdo symetryczne ma kształt kwadratu z czterema otworami, to rzadko spotykany widok, a wtyczek tego typu na rynku praktycznie nie ma. Panowie z Monster Audio nie chcąc utrudniać odbiorcom życia wybrali klasyczne gniazdo 3,5 mm, a żeby wykorzystać jego zbalansowany potencjał wystarczy kupić czteropinowy wtyk o takiej średnicy. To znacznie wygodniejsze i tańsze rozwiązanie, w swojej prostocie wręcz genialne. Z kolei sercem całej konstrukcji jest para przetworników C/A Burr-Brown PCM1704. To wielobitowe legendy, powodujące szybsze bicie serduszek u większości osób, które choć raz ich słuchały. Bardzo podobne zamontowano m. in. w ponadczasowym konwerterze firmy Mark Levinson - modelu 30.6, niektórych sprzętach firmy Wadia itp. Ponieważ PCM1704 to monofoniczne scalaki, potrzeba dwóch, po jednym na kanał. Dodatkowo dla towarzystwa montuje się dedykowany im filtr DF1704E. Tylko te trzy układy kosztują ładnych kilkaset złotych. Na PCB z parą daków znalazło się też miejsce dla kondensatorów WIMA oraz analogowego potencjometru firmy ALPS.

Okropny, fantastyczny interfejs

Model MA9 należy również ocenić przez pryzmat tego, jak się z niego korzysta. W tym miejscu należy rozróżnić trzy składowe: wrażenia z tego, jak sprzęt leży w ręku itp., jak to jest z użytkowaniem go przy wykorzystaniu firmowego oprogramowania oraz alternatywnego softu - RockBoxa. Zacznę od tego, że z uwagi na masę oraz gabaryty z MA9 naprawdę ciężko się współpracuje. O ile długość i szerokość to nie jest problem, bo podobne wymiary ma np. iPhone 4S i cała masa innych smartfonów, wysokość tego odtwarzacza jest mocno przesadzona, nawet osoby o dużych dłoniach mogą mieć problemy. Jednakże takie właśnie jest następstwo upchania wewnątrz obudowy dwóch dużych baterii oraz wymiennych modułów wzmacniacza i przetwornika, po prostu nie dało się inaczej. Zatem miejcie to na uwadze, jeżeli ktoś z Was wpadnie na szalony pomysł sprawienia sobie tego odtwarzacza. Od siebie tylko dodam, że ja się do jego obsługi przyzwyczaiłem dość szybko, podoba mi się to, że guziki stawiają, przynajmniej dla mnie, idealny opór. Wciskają się miękko i są duże, a przy okazji rozmieszczone w znajomy mi sposób - podobnie jest w moim iModzie. Niemniej nawet pomimo tych elementów wysokość MA9 jest dla mnie wyzwaniem. Wiem też, że gdyby był o połowę niższy, komfort użytkowania tego potwora wzrósłby kilka razy. 5

Oprogramowanie wywołało u mnie ambiwalentne uczucia. To fabryczne jest do dupy, nic dodać, nic ująć. Przede wszystkim działa powoli, przeskakiwanie pomiędzy opcjami ma spore opóźnienia, a przejście do kolejnego ekranu - jeszcze większe. No i menu jest po prostu do bólu brzydkie, kojarzy mi się z tymi w najtańszych odtwarzaczach empetrójek, jakie miałem wątpliwą przyjemność testować w swojej karierze. Ale nic to, jest jeszcze RockBox, tu jest znacznie bardziej kolorowo, chociaż też nie idealnie. Zacznę od tego, że jeden osobnik z trio stojącego za projektem MA9 to przy okazji programista, mało tego czynnie biorący udział w pisaniu RockBoxa dla różnych DAP-ów. Zatem nic dziwnego, że produkty Monster Audio, zarówno ten wspomniany wcześniej jak i jego tańszy brat - MA8 - to oprogramowanie obsługują. Co prawda na dzień dzisiejszy wersja jest stabilna, ale wymaga jeszcze sporo pracy. Nie da się korzystać z pamięci wbudowanej w odtwarzacz, sprzęt nie działa jako przetwornik gdy alternatywny firmware jest aktywny, bateria nie jest do końca skalibrowana, nie można odwrócić ekranu itp. To wszystko w sumie drobiazgi, bo z MA9 z RockBoxem korzystać się jak najbardziej da. Jestem też przekonany, że niedługo doczekamy się w pełni działającej wersji, bo chłopaki często wypuszczają uaktualnienia, tematu nie zarzucają. Samo oprogramowanie RockBox jest po prostu świetne, pisałem o tym nie raz. Śmiga aż miło, nie zawiesza się, no i jeżeli ktoś się do niego przyzwyczaił równie mocno co ja, będzie wniebowzięty. Tak naprawdę gdyby nie ono, nie wiem czy byłbym w stanie się przemóc i korzystać z MA9 z fabrycznym softem tak często, jak z mojego wysłużonego iModa. Prawdę napisawszy wątpię, nawet pomimo miażdżącej różnicy w jakości dźwięku pomiędzy tymi sprzętami, oczywiście na korzyść tego pierwszego. p

Dźwiękowa uczta

Dźwięk MA9 w telegraficznym skrócie można opisać jako wyluzowany (ang. laid back) i łatwy (ang. effortless), ze stonowaną górą. Tak, wiem, nikomu to jeszcze nic nie mówi, ale zakładam, że osoby zaznajomione z powszechną na specjalistycznych forach nomenklaturą znają te pojęcia. W każdym razie to jest książkowy opis kostki PCM1704. Charakteryzuje się ona bardzo naturalnym, lekkim i wyjątkowo wciągającym przekazem, w urządzeniach, w które ją wbudowano muzyka po prostu płynie. Spora część odbiorców przyzwyczajonych do ostrzejszych, bardziej wyraźnych źródeł, np. iModa, postrzegać będzie MA9 jako sprzęt grający ciemno. Detalicznie, ale też ciemno. Dopiero gdy się uszy słuchaczy oswajają z tym urządzeniem, zaczynają odbierać odtwarzany utwór jako znakomitą, gładką całość, z bardzo dobrze zaakcentowanym środkiem pasma, prześwietnym, pierwszorzędnie kontrolowanym basem o pięknej barwie i stonowanej, ale eleganckiej górze. Po kilku godzinach takiej uczty przesiadka na iModa po prostu boli. Tu już nawet nie chodzi o to, że mi nagle przestał leżeć dźwięk iModa i p-51, a ten generowany przez kostki wzmacniające i daka w MA9 wręcz przeciwnie, tylko o to, że prezentacja tego drugiego jest tak cholernie gładka, a dynamika po prostu urywa głowę, słychać, że urządzenie bez najmniejszego wysiłku robi to, do czego zostało stworzone. Magia normalnie, ale bez porównania MA9 do jakiegoś znanego grajka to sformułowanie jest przesadnie enigmatyczne.

Mój iMod to sprzęt grający równo na całej rozpiętości odtwarzanego pasma, detalicznie i dość muzykalnie, przynajmniej z transparentnym wzmacniaczem p-51 Mustang, z którym nieprzerwanie współpracuje od kilku lat. Te odtwarzacze na forach bardzo potaniały, można go nabyć za kilka stówek. Ponieważ jest popularny, porównanie go do MA9 wydaje mi się bardziej niż na miejscu. Odkąd pamiętam, w kombinacji iMod + p-51 zawsze ceniłem sobie znakomity, punktowy bas, który nie jest przesadzony w rejonie midbasu, a przy okazji ma ładną barwę. W dalszym ciągu uważam, że jest świetny, ale konkurent Monster Audio to kilka klas wyżej, jego prezentacja tonów niskich jest lepsza pod każdym możliwym względem. Ten podzakres jest odtwarzany jeszcze dynamiczniej, jest też bardziej zwarty, schodzi niżej, no i ma dużo ładniejszą, bardziej naturalną, miękką i realistyczną barwę. Te różnice naprawdę nie są małe, zaręczam.

Partie wokalne obydwa sprzęty odtwarzają dość podobnie - czysto, wyraźnie, miękko i bez sykliwych zgłosek, no chyba że takowe są elementem nagrania. Niektóre, starsze kawałki z mojej listy odtwarzania tak mają. Gdybym miał wskazać jakąś wyraźną, słyszalną różnicę pomiędzy przetestowanymi DAP-ami pod względem wokali, cóż, MA9 przestawia je w sposób bardziej realistyczny, odrobinę zmiękczony. Ta obserwacja się powtarzała ze słuchawek na słuchawki, a przerzuciłem w sumie kilka par (Sennheiser HD 800, HiFiMAN RE-600, Heir Audio 8.A, Audeze LCD-2). Faktem jest, że z tymi oferującymi przekaz mięsisty (8.A, LCD-2) MA9 się gorzej zgrywa niż z nastawionymi na detaliczność i wyrazistość przekazu (HD 800, RE-600). Ale to jest akurat logiczne. 

Partie gitarowe są podobnie prezentowane przez odtwarzacze w sensie tonalnym, jest ich tyle samo, są podobnie zaakcentowane, nie wybijają się ponad pozostałe instrumenty. Pod względem barwy z dopasowanymi słuchawkami lepiej wypada model MA9, wówczas gitary brzmią bardziej realistycznie, nie aż tak konturowo. Tak się dzieje zwłaszcza z tymi akustycznymi. Odsłuch wysokich tonów przyniósł więcej różnic, tutaj słychać, że MA9 ma je lekko wycofane. Chociaż sam muszę przyznać, że po podłączeniu słuchawek detalicznych, liniowych lub eksponujących akurat ten fragment pasma jest to bez większego znaczenia. Pomimo tego, że iMod przekazuje więcej "góry", jest ona sztywniejsza, nie wybrzmiewa aż tak  elegancko co ta u konkurenta, niekiedy potrafi być ziarnista. Sprzęt Monster Audio odtwarza tą składową zawsze idealnie gładko.

Jednakże największe różnice pomiędzy urządzeniami dotyczą rozdzielczości dźwięku oraz wirtualnej przestrzeni. Mój referencyjny iMod brzmi przestrzennie i detalicznie, a jego przekaz jest poukładany i to naprawdę da się lubić. MA9 nie ustępuje mu nigdzie pola, a po przeskoczeniu na niego doświadcza się dodatkowo czegoś jeszcze, odbiorca ma poczucie bardziej namacalnego obcowania z muzykami. Wiem, to trochę górnolotnie brzmi, ale takiej dawki realizmu w przypadku odtwarzacza empetrójek jeszcze nie słyszałem. Chodzi o to, że generowana przez MA9 scena dźwiękowa jest niezwykle plastyczna, wyjątkowo rozbudowana nie tylko po bokach, ale też w głąb, a dodatkowo świetnie napowietrzona. Co więcej poszczególne instrumenty znakomicie się ze sobą sklejają, przekaz stanowi jedną całość i pomimo tego, że lubię te rzeczy w swoim iModzie, MA9 po prostu przedstawia je odbiorcy bardziej realistycznie, a przez to lepiej.

"Do brzegu, Stasiu, do brzegu"

MA9 to nietypowy produkt, wypada go ocenić w zależności od tego, do jak zaawansowanej grupy fanów przenośnego audio się należy. Stąd pomysł napisania podsumowania dwuczęściowego, po jednym akapicie dla wyjadaczy oraz nowicjuszy.6

Jeżeli jesteś nowy w świecie przenośnego audio, zaawansowany lub też mocno zaawansowany, daj sobie spokój z MA9, bo kupując go wyrządzisz sobie tylko krzywdę i znienawidzisz się za to, na jaki produkt wydałeś pieniądze, taka smutna prawda. Z punktu widzenia osoby, która obok dźwięku zwraca uwagę też na komfort użytkowania odtwarzacza poza domem, czyli gabaryty i inne takie, MA9 będzie nietrafionym nabytkiem, bo jest cholernie niewygodny, a jego fabryczny soft woła o pomstę do nieba. Zmiana tej tragedii na RockBoxa też do najprzyjemniejszych w tym momencie nie należy. Ja to widzę tak, że rozpacz niedoświadczonego nabywcy będzie tym większa, z im mniejszego i dopracowanego pod względem interfejsu odtwarzacza korzystał do tej pory. Dla takiego odbiorcy przesiadka z lekkiego, łatwego i przyjemnego iPoda na MA9 będzie sprawiała wręcz fizyczny ból. Wszystko jasne? Lecimy dalej.  1

Z kolei jeżeli uważasz się za prawdziwego, ulicznego hardkora, jakość dźwięku to rzecz najistotniejsza i masz do wydania sporo ponad 3 000 zł, MA9 to sprzęt właśnie dla Ciebie. Ten klocek to taki odpowiednik Ferrari F40 - zero wodotrysków, ino moc na kółkach. W tym samochodzie zrezygnowano nawet z elektrycznie opuszczanych szyb, co by go dodatkowo odciążyć, a nadwozie pokryto tak cienką warstwą farby, że można było z bliska przypatrzeć się strukturze włókna węglowego, z którego je zbudowano. Rozumiecie, Ferrari F40 został w pełni świadomie wykastrowany ze wszystkiego, co by jego moc ograniczało, tam nie było żadnego kompromisu, tak też jest z MA9. Ten odtwarzacz ma tylko jedno zadanie: grać najlepiej jak tylko się da i w tym miejscu pozwolę sobie napisać, że pod tym względem jest to najlepsze urządzenie przenośne, jakie słyszałem, a słyszałem ich w sumie ponad setkę. Mało tego, nawet te najdroższe i znane mi (HiFiMAN HM-801, Colorfly C4) nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia. Fakt, kilku nie słyszałem jeszcze, ale jestem przekonany, że MA9 i tak świetnie wypadnie na tle konkurencji takiej jak iBasso DX100, HiFiMAN HM-901 czy Astell&Kern 120, chociaż zdaję sobie też sprawę, że na tym poziomie bardziej chodzi o własne oczekiwania brzmieniowe niż cokolwiek innego. Wiem, że się powtarzam się, ale na ulicy naprawdę nie słyszałem nic lepszego od MA9, on gra nieprzyzwoicie dobrze, no i da się na niego wrzucić RockBoxa. W majestacie tych dwóch zalet jego wszystkie ułomności, których jest niemało przecież, dla mnie po prostu nie mają racji bytu. Aha, póki pamiętam, każdy maniak przenośnego sprzętu audio prędzej czy później sięga po wzmacniacz, co też zazwyczaj swoje kosztuje, a w szczególności konstrukcje zbalansowane. W przypadku MA9 ten wydatek odpada. Jego amp bez żadnych trudności poradzi sobie z każdymi słuchawkami, w których da się wyjść na ulicę bez obciachu i to nie tylko pod względem miliwatów per kanał, ale też jakości dźwięku. A nawet jeżeli się komuś zachce wędrówki po ulicy z otwartymi trzystuomowcami na głowie, jakkolwiek nierozsądne to nie jest, droga wolna - odtwarzacz Monster Audio upora się również z nimi. Fantastyczna jakość dźwięku, RockBox oraz tzw. endgame'owy wzmak sprawiają, że widzę ten produkt jako urządzenie ostateczne dla wielu wariatów przenośnego sprzętu audio, wliczając w to mnie.

Oceny (4)
Średnia ocena
Twoja ocena
Relativy (2013.08.19, 10:57)
Ocena: -4
Wszystko fajnie, ale po co z tym wychodzić na ulice? By szumy autostrady i rozmowy przechodniów zniszczyły nasz piękny dźwięk? Dla mnie bezsens. Lepiej kupić sprzęt grający do domu. I cieszyć się pięknym dźwiękiem w salonie, którego nikt nam nie zakłóci
(chyba, że sąsiad będzie rozwalał ściane młotem pneumatycznym). Imo wydawać 3 kafle aby wyjść na ulicę na której tej wspaniałej jakości nie uświadczymy to nieporozumienie.
Zwłaszcza, że HD800 są otwarte. Powiedź tylko odsłuch robiłeś w domu czy na ulicy?
Violator (2013.08.19, 11:50)
Ocena: 2
Ironizowałem pisząc o HD 800 czy jakichkolwiek innych, otwartych trzystuomowcach używanych na ulicy :) Przecież wiadomo, że nikt normalny w nich poza dom nie wyjdzie. Co do izolacji, to spora część osób wydających 3k na DAP-a ma spersonalizowane słuchawki, także na dworze też się da usłyszeć dźwięk bez strat z powodu odgłosów otoczenia.

idesofmay (2013.08.19, 12:00)
Ocena: 3
Trochę nie na temat może, ale zawsze nurtowało mnie jedno pytanie, ile trzeba by wydać by opłacało się słuchać muzyki z odtwarzacza mp3 zamiast ze smartphona. Tanie odtwarzacze (300zł np.) dadzą nam jakąkolwiek przewagę jakościową nad komórkami?
Violator (2013.08.19, 12:04)
Ocena: 4
@up.

Już nie, smartfony potrafią naprawdę dobrze brzmieć, a Samsung Galaxy S4 ostatnio zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
idesofmay (2013.08.19, 15:04)
Ocena: 1
No dobra, to rozumiem, że przy high endowych smartfonach nie warto kupować tak tanich odtwarzaczy mp3, ale weźmy coś innego, telefon za np. 1000zł (nowy w sklepie), taki przeciętniak, nic wyjątkowo źle ani wyjątkowo dobrze brzmiącego jak na tą klasę. To w jakiej cenie dostanie się odtwarzacz mp3 który będzie znacząco lepszy od takiego telefonu?
Violator (2013.08.19, 17:06)
Ocena: 4
@up

Tego nie wiem, za mało telefonów w tej cenie słyszałem, tak naprawdę wiem tylko jak gra iPhone 4S i SGS4. Sorry.
Accoun (2013.09.11, 23:51)
Ocena: 0
Tak piszesz o tym okropnym oryginalnym interfejsie. Dałoby się jeszcze zrobić jego zdjęcia? Jestem ciekawy, jak słabo wygląda. :-)

[EDIT]
Ups, ktoś mi zalinkował recenzję i nie zwróciłem uwagi na datę. Sorry.
Edytowane przez autora (2013.09.12, 00:04)
Fun-Active (2013.11.16, 11:02)
Ocena: 1
Witaj
Czytam z przyjemnością Twoje artykuły.
Zamierzam nabyć DAP-a więc mam do Ciebie kilka pytań.
Jeśli byłbyś uprzejmy odpowiedzieć z góry dziękuję.
1. Czy można w Polsce nabyć iBasso DX50 i HIFI ET MA9?
2. Ile one kosztują?
3. Czy jest znaczna różnica w jakości dźwięku między tymi odtwarzaczami?
4. Jaka byłaby cena sprowadzenia tych urządzeń bezpośrednio od producentów?
Violator (2013.11.20, 17:06)
Ocena: -1
Fun-Active (2013.11.16, 11:02)
Witaj
Czytam z przyjemnością Twoje artykuły.
Zamierzam nabyć DAP-a więc mam do Ciebie kilka pytań.
Jeśli byłbyś uprzejmy odpowiedzieć z góry dziękuję.
1. Czy można w Polsce nabyć iBasso DX50 i HIFI ET MA9?
2. Ile one kosztują?
3. Czy jest znaczna różnica w jakości dźwięku między tymi odtwarzaczami?
4. Jaka byłaby cena sprowadzenia tych urządzeń bezpośrednio od producentów?


Miło mi zatem.

1. Oficjalnie nie.
2. W moich recenzjach masz podane ceny.
3. Bardziej niż znaczna.
4. Zajrzyj na strony producentów, z cenami się nie kryją. Dolicz sobie do tego jeszcze cło i resztę opłat (+/-30%) oraz koszta przesyłki i będziesz wiedział, na czym stoisz.
Edytowane przez autora (2013.11.20, 17:39)
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
ZenFistunknown_soliderhainczludojadkrzysztofwolongiewiczPuszorMuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek Żuchowski