Norma Audio HS-DA1 VAR - recenzja

32
Dawid „Violator” Grzyb
Norma Audio HS-DA1 VAR - recenzja

Chyba każdy dziennikarz siedzący w audio to trochę fetyszysta, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Każdy z osobna ma bzika na punkcie czegoś konkretnego; topologii, kraju pochodzenia, typu itp. To są bardzo różne rzeczy. Niektórzy są zatwardziałymi fanami wzmacniaczy SET i paczek o dużej skuteczności, inni lubują się w gramofonach, a jeszcze inni ich nie tykają, skupiając się tym samym na źródłach cyfrowych, które są moim konikiem. Niemniej, nie pieję z zachwytu nad każdym przetwornikiem c/a, który wpada w moje ręce. Trochę ich już mam za sobą. Ale są pewne elementy, które powodują, że z miejsca jestem zainteresowany. Co by nie być gołosłownym, konwersja c/a bez gotowej kości, lampy w sekcji analogowej lub układy typu R-2R to rozwiązania, które mnie automatycznie kupują. W niniejszym wpisie na tapecie jest włoski konwerter - Norma Audio HS-DA1 VAR. Wyceniony jest na 11 490 zł. W momencie, w którym połapałem się, że ma w sobie magiczny scalak PCM1704 było już z górki. Do rzeczy zatem.  

Wstęp

Po raz sam już nie wiem który zaczęło się niewinnie, od przypadku. Nie powinno mnie to dziwić, bo historia lubi się powtarzać. Nie znam wszystkich firm zajmujących się sprzętem audio, nie sposób, za dużo ich. Niemniej, cenię sobie odkrywanie nowych produktów w praktyce, tj. nie czytając o nich, a słuchając gdzieś przy okazji. Tak jest najlepiej. Nie to, że nie ufam ludziom piszącym o audio, większości kolegów z branży jak najbardziej. Natomiast brak jakiegokolwiek nastawienia, a następnie możliwość samodzielnego przekonania się co jest na rzeczy i w efekcie pozytywne zaskoczenie się to jeden z fajniejszych elementów mojej pracy. Podobno przypadek rządzi światem. Nie wiem, może i tak. W każdym razie produkty Norma Audio poznałem właśnie dzięki niemu, najpierw od strony praktycznej i bez planowania. Ktoś mi jednak pomógł.

_MG_1202

Nie tak dawno temu opublikowałem materiał poświęcony czeskiej firmie Xavian, a konkretniej całej operacji stworzonej przez Roberto Barlettę, niezaprzeczalnie wyjątkowo uzdolnionego inżyniera.  Relację zdałem w tym miejscu. Po całodziennej bieganinie z piętra na piętro i masie wykonanych zdjęć, z czego niektóre się faktycznie nadawały do tego, aby się z Wami podzielić, w końcu nadszedł czas posadzenia czterech liter i posłuchania czegoś. Dla leniwych nadmienię tylko, że ówczesny firmowy pokój odsłuchowy nie był tym docelowym, ale to właśnie tam po raz pierwszy zetknąłem się z Norma Audio na żywo. Natomiast usłyszałem o nich od Roberto Barletty już podczas obiadu.

_MG_1221

Padały standardowe pytania z mojej strony: "Czego słuchasz? Na czym słuchasz? Jak słuchasz?". Ot, dziennikarska powinność, łatwo to sobie wyobrazić. Szef Xaviana cierpliwie i z wrodzonym spokojem odpowiadał na jedno za drugim. Wiedziałem z jakich paczek korzysta, natomiast już po dowiedzeniu się tego i owego na temat stosowanej elektroniki spodziewałem się też informacji o jej zaporowej cenie. Roberto bez mrugnięcia okiem określił produkty Norma Audio jako fantastycznie grające z jego kolumnami nowej serii, ale po wyciągnięciu od niego cen nie zgubiłem trampek. W porządku, nie traćmy kontaktu z rzeczywistością, dla Kowalskiego tanio to i tak nie będzie, wręcz przeciwnie. Trzeba naszykować się na wydatek pomiędzy 10 000, a 20 000 zł za element. Ale w majestacie systemów wartych tyle, co duże mieszkanie na warszawskim Ursynowie, cena pojedynczych modeli Norma Audio to przedsionek przedsionka hi-endu. 

_MG_1205

Gdy w końcu nastał czas odsłuchu, zagrała włoska integra REVO IPA-140, w parze ze źródłem REVO DAC-1, no i Perlami. Heh, no tego to się nie spodziewałem. Miałem u siebie te paczki przez dłuższy okres, ale tak dobrze to one w moich redakcyjnych czterech ścianach nie grały. Zaczęliśmy z Roberto rozmawiać o elektronice, a konkretniej jej cyfrowej części. Nasz Włoch wypytywał się mnie o ten aspekt, a ja odpowiadałem ochoczo co lubię, co doceniam, z czego korzystam, z czego nie, a czego bym nie polecił najgorszemu wrogowi. W końcu pokazał mi ulotkę z produktami Normy. Ot, ulotka, ale z wyraźnie pokazanymi bebechami. No i w tym momencie zaświeciły mi się oczy. Nieczęsto widzi się takie wykonanie. Serio, te produkty z zewnątrz wyglądają bardzo dobrze, ale w środku to czysta wirtuozeria. Ja wiem, że Włosi to naród lubiący rzeczy piękne, jakkolwiek wyniośle to nie brzmi. Ale wnętrze źródła Normy wyglądało po prostu kozacko. Już po ulotce widać było, że firma szczyci się wnętrznościami swoich produktów, moim skromnym zdaniem w pełni zasadnie. Za wisienkę na torcie robił scalak PCM1704. Ktoś tu chyba poważnie wie, co robi. Efekt był taki, że wracałem do Polski mentalnie wciąż przebywając w fantastycznej fabryce Xaviana. Ale w głowie kłębiły się też myśli dotyczące włoskiej elektroniki. Minął niespełna miesiąc, a tu proszę, pojawił się polski dystrybutor. Dalszy bieg wydarzeń łatwo jest przewidzieć.

_MG_1206

Początki Norma Audio sięgają 1987 roku, przez cztery lata był to byt niezależny. Dziś jest to marka należąca do firmy Opal Electronics, trudniącej się projektowaniem i wykonywaniem elektroniki pomiarowej. Mądry to szef, który zamiast rozdawania ludziom przypadkowych zadań pozwala  spełniać się tam, gdzie czują się najpewniej. Dlatego oryginalna ekipa Normy od samego początku zajmuje się sprzętem grającym. Swoją drogą, to konkretne słowo oznacza po naszemu dokładnie to samo -  standard, normę itp. Co ciekawe, siedziba firmy mieści się w Cremonie. To urokliwe włoskie miasto było prawdziwą kolebką światowej sławy kompozytorów i lutników, a Monteverdi, Ponchielli, Stradivari czy rodziny Amatich i Guarnerich to tylko niektóre. Filozofia Normy nie jest owiana tajemnicą, stanowi dość logiczne następstwo takiej, a nie innej nazwy. Rzecz rozchodzi się o minimalną ingerencję włoskiego sprzętu w nagranie, chodzi o możliwie jak najwierniejsze odtworzenie go. Zatem priorytetem w produktach Normy jest synteza składowych dźwięku, takich jak naturalność, brak artefaktów i podkolorowań, zachowanie dynamiki i tym podobne rzeczy. Minimalistyczne podejście, przynajmniej na papierze. Dla jednych będą to zaledwie marketingowe slogany, a dla innych jak najbardziej słuszna, na całej rozpiętości mająca ręce i nogi filozofia. Sami osądźcie i sobie wybierzcie. Tak czy inaczej, najwyższy czas zabrać się za konkretny.

Budowa

Norma Audio HS-DA1 to póki co rodzynek w ofercie tej włoskiej marki. To pierwszy model serii HS, zapewne spodziewać się należy też następnych. Choć to tylko moje przypuszczenia. Co więcej, głównym jego zadaniem jest konwersja c/a i (wyjąwszy jego bardziej rozbudowane wersje)... praktycznie tylko to. Owszem, w ofercie Normy są większe źródła, ale to także transporty płyt. W każdym razie model HS-DA1 VAR odstaje też od reszty włoskich urządzeń pod względem gabarytów. Nie jest to typowy naleśnik, a raczej podłużny, dość wąski i całkiem wysoki klocek. Ma 12,6 cm wysokości, 21,5 cm szerokości, no i 35 cm głębokości, co przy masie 5 kg daje urządzenie, które ciężko nazwać zabawką. Z uwagi na rozmiar, HS-DA1 VAR niektórym może się zatem wydać sprzętem w klasie poniżej pozostałych urządzeń, no bo nie jest pełnowymiarowy itp. Choć określanie tak grającego produktu w rzeczony sposób jest krzywdzące, dojdziemy do tego.

_MG_1220

Norma Audio HS-DA1 VAR jest konwerterem modułowym. Jego twórcy zostawili sobie furtkę bezpieczeństwa i tak go zmontowali, aby nabywca już na samym początku przygody mógł określić jakich funkcji potrzebuje, a następnie na tej podstawie wybrał wersję dla siebie. Oczywiście różnią się ceną, choć nie jakoś przesadnie. Wyceniony na 9 490 zł podstawowy model HS-DA1 został stworzony praktycznie tylko do konwersji c/a. Jego nieco droższa wersja, znana jako VAR, będąca jednocześnie daniem głównym niniejszego wpisu, jest wyposażona w regulowane wyjścia analogowe. Słuchacz samodzielnie wybiera czy mają być stałopoziomowe czy nie. Drugi scenariusz umożliwia podłączenie HS-DA1 prosto do końcówki mocy i sterowanie głośnością całego systemu z poziomu przetwornika. Z kolei najdroższa, kosztująca 15 490 zł opcja - PRE -  dodaje do produktu dwa wejścia analogowe i jedno dodatkowe wyjście. Znalazło się też miejsce dla pary gniazd słuchawkowych w standardzie 6,3 mm, a wewnątrz HS-DA1 PRE pracuje przeznaczony dla nich wzmacniacz w klasie A. Jest oparty na tranzystorach, w jego torze nie ma ani jednego op-ampa. Odbiorca może także wybrać rodzaj pracy regulacji; pasywny lub aktywny.

_MG_1235

HS-DA1 VAR jest genialnie wykonany od zewnątrz. Front to dość masywna, szczotkowana płyta aluminiowa, perfekcyjnie pasująca do każdego elementu, który na niej osadzono. Tak naprawdę to niewiele ich, ale wszystko co potrzebne do szczęścia jest. Uwagę zwraca duży wyświetlacz cyfrowy, podający znaki bardzo podobne do tych widzianych w urządzeniach Hegla, a więc niebieskie na czarnym tle. Są nadspodziewanie czytelne. Wierzę, że ekran celowo jest tak duży, mniejszy optycznie mi po prostu nie pasuje do włoskiego konwertera, ale to tylko moje zdanie. Przy dolnej krawędzi ekranu wkomponowano w sumie sześć guzików, których oznaczenia naniesiono poniżej, już na aluminium. Od lewej do prawej zamontowano kolejno włącznik, przełącznik pomiędzy wyjściami analogowym i słuchawkowym, przełącznik wejść analogowych, przełącznik wejść cyfrowych, przycisk upsamplingu, a także guzik powrotu ekran wcześniej. Z oczywistych względów te oznaczone jako "ANALOG" i "HEAD" nie robią nic w dostarczonej mi wersji produktu.

_MG_1237

Przy prawej krawędzi ekranu zamontowano dodatkowo cztery przyciski funkcyjno-nawigacyjne; przywołanie menu, dwa guziki kierunkowe oraz jeden zatwierdzający wybór. Za ich pomocą użytkownik może dostać się do bogatego menu, pozmieniać kilka ciekawych rzeczy, a następnie po naciśnięciu oznaczonego jako "CLEAR" powrócić do menu głównego. Funkcja FSrC to sprzętowy upsampler, CLSr umożliwia wybór zegara zamontowanego w HS-DA1 lub transporcie. Z kolei opcja drdn to algorytm próbkujący częstotliwości w dół. Fdig to filtr cyfrowy - SLOW lub SHARP. Natomiast FANA włącza lub wyłącza filtr analogowy, ten dostępny jest jedynie w wersji PRE. Można jeszcze ustawić samodzielnie polaryzację (dEFA) oraz przyciąć nieco wysokie tony za pomocą rzadko spotykanej, ale nie takiej znowu odkrywczej deemfazy (dEEN). Całkiem sporo tego.

_MG_1243

Tył HS-DA1 VAR Nie jest przeładowany przyłączami, blisko górnej krawędzi widać zaślepkę. To właśnie tam są montowane dodatkowe wejścia analogowe w przypadku zakupu wersji PRE. Natomiast w standardzie dla każdego modelu HS-DA1 jest w sumie pięć wejść cyfrowych; USB, dwa współosiowe, AES/EBU oraz optyczne. Powyżej są dwie pary wyjść analogowych; RCA oraz XLR. Całości dopełnia gniazdo IEC z łatwo wymiennym bezpiecznikiem topikowym, awaryjne dorzucono do zestawu. Nie zabrakło nazwiska projektanta (Enrico Rossi) oraz miejsca wykonania (Cremona). Nie dziwota, jest się czym chwalić.

_MG_1229

Zaglądamy do środka. No cóż, wiedziałem czego się spodziewać po HS-DA1 VAR, w końcu oglądałem ulotki, które co nieco mówiły o jakości Norma Audio. Ale na żywo zobaczyć taki montaż to jest jeszcze co innego. Nie chcę tutaj przesadzać i pisać o tym nie wiadomo ile, ale nadmienić o naprawdę pierwszorzędnym wykonaniu produktu muszę. Jest bardzo dobrze pod tym względem. Urządzenie ma budowę modułową nie tylko na papierze, całą elektronikę zamontowano na kilku sporych laminatach, jeden nad drugim. Najniższy okupuje oparta na transformatorze toroidalnym sekcja zasilania oraz spora część tej cyfrowej, tj. wszystkie odbiorniki, upsamplery itp. Panowie z Norma Audio korzystają ze znanego i lubianego modułu Amanero w przypadku wejścia USB, reszta jest obsługiwana przez model SRC4392 firmy Texas Instruments. Ten układ ma w sobie także konwerter częstotliwościowy, upsampler i moduł redukujący jitter.

_MG_1209

Na PCB wyżej zamontowano osobną płytkę z parą konwerterów R-2R - PCM1704 w wersji K. To układy monofoniczne, dlatego widać dwa. Pracują z cyfrowym filtrem interpolacyjnym DF1704 o ośmiokrotnym oversamplingu. Kawałek dalej widać działającą w domenie analogowej i opartą na potencjometrze ALPS-a regulację głośności. Jest wyposażona w serwomotor. Natomiast sekcja wyjścia analogowego to układ dyskretny, firmowy, skrywający się pod tajemniczymi czarnymi puszkami. Widać też parę op-ampów. Te dodają sygnał ujemny dla gniazd XLR. Choć na specjalne życzenie producent może zaaplikować zamiast nich firmowe, dyskretne rozwiązanie, a zatem kolejne dwie puszki z elektroniką w środku. Co nie zmienia faktu, że HS-DA1 VAR oraz każdy inny z tej serii to urządzenia niezbalansowane, symetryczne gniazda są dodane jedynie dla wygody nabywcy. Przydadzą się gdy będzie on chciał skorzystać ze zbalansowanej sekcji posiadanej końcówki mocy czy integry. Choć ludzie z Norma Audio zalecają dwie rzeczy; niekorzystanie z upsamplingu i wykorzystanie gniazd RCA, bo z myślą o nich projektowano HS-DA1 i jego bogatsze wersje.

Posłuchane

Do odsłuchu wykorzystałem zestaw plików FLAC oraz WAV "ten sam, co zawsze". Co to za muzyka? Ma to marginalne znaczenie, w każdym razie mam tak przygotowany repertuar, że wyznanie o tym, gdzie jest w odtwarzanym paśmie górka, a gdzie dołek nie stanowi problemu, podobnie rozpoznanie barwy i kilku innych rzeczy. W roli integry stereo wystąpił Hegel H160, a wykorzystane skrzynki to KEF-y LS50 oraz Trenner&Friedl ART. Listwa sieciowa - model PF-2 - jest od Gigawatta, a kable sieciowe to Harmonix X-DC2F. Dlaczego nie wykorzystałem LampizatOra Level7? Z dwóch powodów: nie mam go już, zostanie lada dzień zastąpiony czymś innym. No i sprawa numer dwa - to maszyna do muzyki DSD. Model HS-DA1 VAR takowej nie łyka inaczej niż poprzez programową konwersję do formatu PCM. Dlatego najrozsądniejszym posunięciem było posłuchanie norweskiej integry w dwóch scenariuszach: z włoskim przetwornikiem i bez niego. W ten sposób mogłem ustalić, ile się faktycznie dźwięk poprawia po wydaniu dodatkowych 11 000 zł.  Jako bonus posłużyłem się silnikiem PCM w modelu Amber firmy LampizatOr. Akurat miałem ten konwerter pod ręką. Porównanie przetworników włoskiego oraz krajowego odbyło się przy udziale integry Crayon CFA-1.2.

_MG_1245

Nie będę kłamał, jeżeli chodzi o urządzenia cyfrowe z magicznymi kostkami PCM1704 mam pewne oczekiwania. Nie bez powodu rzecz jasna. Słyszałem kilka sprzętów z nimi na pokładzie. Żeby daleko nie szukać, Reimyo DAP-999EX to przykład pierwszy z brzegu, a  DAP-y HiFi E.T MA9 i leciwy już HiFiMAN HM-801 stanowią kolejne. Wyjąwszy na chwilę cenę i zastosowanie, zawsze było w dźwięku tych urządzeń coś, co mnie po prostu ujmowało za pikawę i nie chciało puścić. W przypadku mi znanych i opartych na PCM1704 produktów, działa się po prostu magia jakaś, coś, czego nie słyszy się często. Ale gdy już do tego dochodzi, to to szczególne brzmienie po prostu się pamięta. Mawiają, że pojedyncze kostki nie grają i już ładnych kilka razy sam się o tym przekonałem (ES9018...). Ale skoro od każdej reguły jest wyjątek, to może w przypadku kości Burr-Browna właśnie to jest na rzeczy. Sam nie wiem. W każdym razie dźwięk HS-DA1 VAR na długo pozostanie w mojej głowie. Dokładnie wiem dlaczego.

_MG_1247

Znane mi urządzenia z PCM1704 w środku nie oferują grania efekciarskiego. To nie jest dźwięk z miejsca wbijający w fotel. Trzeba się z nim oswoić, rozsmakować, dać mu szansę przede wszystkim. Wielu produktom wykorzystującym rzeczone układy R-2R przykleja się łatkę takich, które mają wycofane górne rejestry. Z początku też tak myślałem. Ale im dłużej ich słuchałem, tym bardziej docierało do mnie, że to nie to jest na rzeczy, ale liniowość praktycznie w całym paśmie, idąca w parze z delikatnymi sopranami. I to właśnie dlatego w porównaniu do wielu konwerterów mających nieco podkręcone górne rejestry w sensie ilości i blasku, produkty oparte na PCM1704 sprawiają wrażenie nieco przyciemnionych. Tak też jest z HS-DA1 VAR. Dokładnie takie odniosłem wrażenie i gdyby nie bagaż doświadczeń z podobną topologią, może nawet na mojej twarzy zagościłby lekki grymas. Nie tym razem, wiedziałem dokładnie co się dzieje, sztuka polegała na odrzuceniu uprzedzeń i mniej więcej godzince akomodacji. Po tym czasie większość źródeł w bezpośrednim porównaniu wyda się po prostu przekombinowana. Ale to nie wszystko.

_MG_1252

HS-DA1 oferuje granie bardzo spójne, nasycone i organiczne. Dokładnie takie, którego się spodziewałem. Jak pisałem, w tym przekazie nie ma efekciarstwa, ale dzięki wspomnianym przed chwilą elementom odsłuch jest bardzo, ale to bardzo przyjemny i wciągający. Tak naprawdę mógłbym na tym zakończyć ten materiał i wierzę, że ogarniętym w temacie osobom to by w zupełności wystarczyło. Ale gdy słyszy się takie granie, ciężko nie napisać dodatkowych "kilku" słów. HS-DA1 VAR gra w sposób doszlifowany, to brzmienie, które nie ma słabych ogniw jeżeli szuka się grania na całej rozpiętości angażującego i poprawnego do potęgi n-tej, uchwycono tutaj złoty środek. To nie jest dźwięk bezpośredni, nadspodziewanie punktowy czy szklisty. Nie jest też miśkowaty czy klaustrofobiczny, albo syntetyczny i w efekcie męczący. Jest po prostu w sam raz, niczego nie brakuje i z niczym nie przekombinowano, a barwa, dynamika i kilka innych rzeczy składają się na przednią, fizjologiczną całość.

_MG_1222

Pod względem szerokości sceny dźwiękowej, pewnie są urządzenia brzmiące w jeszcze bardziej napowietrzony, gabarytowo większy i ogólnie lżejszy, zwiewniejszy sposób niż HS-DA1. Natomiast jedną z kilku kart przetargowych włoskiego konwertera jest rozdzielczość, selektywność i delikatność, a zatem dostarczanie najdrobniejszych szczegółów w naturalny, niewymuszony sposób, no i świetne różnicowanie dynamiki oraz faktur instrumentów. Nie trzeba się wsłuchiwać, różne smaczki same przychodzą. Przestrzeń jest też bardzo organiczna, wręcz mokra, no i niezwykle spójna. Wokalista nie wybija się przed szereg, potrafi być głęboko osadzony, ale zawsze jest świetnie słyszalny, a jeżeli coś gdzieś za jego plecami się dzieje, odbiorcy to nie umknie. Cała scena tworzy harmoniczną całość, jest precyzyjnie gdy tylko słucha się dobrze zrealizowanej muzyki. HS-DA1 VAR gra też gładko. Mógłbym tutaj używać wytwornych słów pokroju "aksamitnie", bo pasują. Ale zamiast tego jedynie nadmienię, że w przekazie tego źródła nie ma cienia ostrości. Natomiast gdy doda się do niego barwę oraz delikatny kontur tam gdzie trzeba, o niskich składowych mowa tutaj... Ech, czy muszę coś jeszcze pisać? 

_MG_1246

Cóż, wypada. Czas na porównania. Na pierwszy ogień poszedł LampizatOr Amber. Sprawa była ułatwiona, bo obydwa produkty korzystają z odbiornika Amanero. Te dwa produkty grają zupełnie inaczej. HS-DA1 VAR przyrównany do Ambera gra pozornie spokojniej, przynajmniej takie odnosi się wrażenie w ciągu pierwszych minut. Później robi się ciekawiej. Włoski sprzęt jest bardziej dosadny na samym dole, wyższe składowe basu są za to mniej podkreślone. Ale przez to atak jest lepszy, bo bardziej punktowy, kopiący. Amber ma bas bardziej napompowany, choć w żadnym razie nie do poziomu, w którym przekaz byłby dudniący. HS-DA1 VAR pierwszy plan odsuwa od słuchacza w porównaniu do konkurenta, lub, jak kto woli, klocek firmy LampizatOr ma ten element bardziej bezpośredni. To kwestia gustu co komu bardziej się podoba. Ja do takiej dosadnej prezentacji przyzwyczaiłem się, to chyba cecha wszystkich produktów Łukasza, jego szkoła. Natomiast nie uważam, że jest lepsza tym razem, bo nie jest. Jest za to inna. Pisałem powyżej, że produkt Normy potrafi dość głęboko osadzić np. wokalistę, ale ten nie ginie, zawsze jest wyraźny i dobrze odseparowany od reszty. To właśnie dlatego ten dźwięk także mi się bardzo spodobał. Jest po prostu czysto, a skoro przy tym aspekcie jesteśmy, HS-DA1 VAR lepiej pokazuje detale. Jednakże nie w tym sensie, że jest ich więcej, bo nie jest, obydwa urządzenia są tutaj porównywalne. Rzecz w tym, że włoski sprzęt robi to swobodniej, detale też podaje z większym luzem. Do tego stopnia, że same wchodzą, nic nie trzeba szukać o własnych siłach. Samo się znajduje.

_MG_1341

Z kolei w dźwięku Ambera słychać więcej przyjemnego ciepła. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to sprzęt grający na miśkowatą modłę, a włoski konwerter to twór oferujący dźwięk wysuszony na wiór. Chodzi o to, że temperatura barwowa w jednym scenariuszu jest lekko podwyższona, co niektórym może się spodobać. Ale barwowo obydwa sprzęty się jak najbardziej bronią. To w zasadzie tyle. Na koniec tego porównania wypada dodać, że Amber rysuje większe źródła pozorne, choć pod względem szerokości sceny obydwa przetworniki są mniej więcej takie same. Gdybym miał wybierać, to wolę HS-DA1 VAR, bo gra w bardziej uśredniony, mniej efekciarski sposób, ale cholernie gładki i koherentny, no i barwowo jak najbardziej bogaty. Choć zaznaczam, że korzystałem z silnika PCM w Amberze, co by do obydwu źródeł podać ten sam sygnał bez jakiejkolwiek manipulacji danymi. Moduł DSD w polskim klocku to zupełnie inna historia, tym razem jednak w pełni świadomie pominięta. Jestem też przekonany, że zasadnie.  

inside

Przyszła pora na sprawdzenie włosko-norweskiego połączenia. Jeżeli podczas konfrontacji Ambera i HS-DA1 VAR zmiany były dobrze słyszalne, to w przypadku porównania numer dwa były... drastyczne. Jestem daleki audiofilskiej przesadzie, nie lubię subtelnych różnic wyolbrzymiać. Ale tym razem rzeczonych dyferencji nie jestem w stanie ubrać w inne słowa i wierzę, że nie powinienem. Przepaść jakościowa była naprawdę duża, nadspodziewanie wręcz. Gdzieś tam z tyłu głowy kotłowała się myśl, że tak będzie, choć nie jest dobrze sobie aplikować jakichkolwiek rezultatów przed faktycznym testem. Jednakże obstawiam, że tym razem to i tak nie miało znaczenia, bo po wpinaniu i wypinaniu włoskiego produktu dźwięk dosłownie wywracał się do góry nogami.

_MG_1340

Po uwzględnieniu HS-DA1 VAR w torze rośnie wszystko, co przed słuchaczem, metaforycznie materializuje się. Chodzi mi o to, że wokalista staje się bardziej namacalny, lepiej oddzielony od reszty, jest też podany bliżej. Tak, konwerter c/a w H160 cofa to, co na wprost odbiorcy. Ale to nie wszystko, bo gdy włoski klocek pracuje, słychać też sporo więcej na kolejnych planach, a zatem scena robi się bardziej trójwymiarowa. Włoska integra spłaszcza ją i jeżeli w normalnych okolicznościach tego tak się nie odbiera, bo jest się do tego dźwięku przyzwyczajonym, po podłączeniu urządzenia klasy HS-DA1 VAR sprawy przybierają zupełnie inny obrót. Kolejne aspekty to ogólna fizjologiczność brzmienia, barwa i gładkość. Na tym etapie niniejszej recenzji już wiadomo, który produkt tutaj błyszczy. Podobnie jest z różnicowaniem odległości każdego instrumentu z osobna, a prześwietny cover utworu Within You Without You formacji The Beatles, ale w wykonaniu Patti Smith pokazuje, jak wąskim gardłem w moim zdaniem wyjątkowo udanym produkcie Hegla jest konwerter c/a. Każde uderzenie talerza, stopy czy dźwięk gitary akustycznej HS-DA1 VAR doskonale pokazuje. Da się wyodrębnić kolejne szeregi muzyków bez najmniejszego problemu. Korzystając z H160 również w roli źródła jest to znacznie utrudnione, całość sprawia wrażenie jednowymiarowej. Kolejna różnica z gatunku tych dosadnych to bas. HS-DA1 VAR impetem i zejściem wyprzedza norweski klocek o kilka długości. Po przesiadce na H160 najtreściwszy dół zamienia się w lekkie, przyjemne pukanko bez wypełnienia i dynamiki, jedynie kontrola jest przyzwoita. Mógłbym dalej dzielić pasmo na kawałki i opisywać zachodzące zmiany, powoływać się na konkretne utwory itp. Tylko... po co?

Podsumowane

Skłamałbym pisząc, że nie jestem pod dużym wrażeniem. Co prawda spodziewałem się, że HS-DA1 VAR dostarczy mi na kilka dni muzycznej uciechy bardzo wysokiej próby i tak też się stało. Jednakże nawet pomimo to, że nie jest to sprzęt, który z miejsca zaskakuje, bo nie powinien, niezmiernie się cieszę, że włoscy inżynierowie w bardzo konkretny sposób zestroili ten produkt. Zamiast metaforycznego wymyślania koła na nowo i silenia się na oryginalność za wszelką cenę, na warsztat wzięli sprawdzone rozwiązania, ponad wszystko lubiane, dorzucili swoje trzy grosze i to wszystko należycie zaaplikowali. To działanie przełożyło się finalnie na dosłownie tonę muzycznej przyjemności, którą mi dostarczyli. Tonę, tak po prostu. Na przykładzie HS-DA1 VAR pokazali, że doskonale znają się na rzeczy, mają swoją własną wizję bardzo dobrego dźwięku i wiedzą co należy zrobić, aby podzielić się tym z odbiorcą. Takich ludzi trzeba doceniać i propagować ich produkty, co niniejszym z ochotą czynię. Osoby szukające wyjątkowo zrównoważonego, ale wyrafinowanego źródła, które jest w stanie tchnąć pierwiastek życia i emocji w dźwięk, powinny bardzo poważnie zainteresować się tym produktem.

 

aa_logo

Żeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma Audio Atelier, dobrzy ludzie tam pracujący wypożyczyli mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Panowie!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.V.logo

Oceny (13)
Średnia ocena
Twoja ocena
Bart Tut (2015.11.03, 20:13)
Ocena: 9
Po tym teście kabla zasilającego stracił pan całą wiarygodność.
ZlotoUchy (2015.11.03, 22:13)
Ocena: 4
Chciał zaszpanować a się potknął i wpadł twarzą w szambo.
cichy45 (2015.11.05, 23:32)
Ocena: 3
A ten bezpiecznik to audiofilski czy zwykły ze sklepu też będzie działał?
misiekbury (2015.11.06, 10:22)
Ocena: 2
Może być zwykły ale z audiofilskiego sklepu przynajmniej za 9000000 franków haitanskich bo tylko tam są prawdziwe sklepy audiofilskie
Firekage (2015.11.06, 12:04)
Ocena: 1
cichy45 (2015.11.05, 23:32)
A ten bezpiecznik to audiofilski czy zwykły ze sklepu też będzie działał?

Zapomnialeś jeszcze o audiofilskiej paście na scalaki, która wydobywa brzmienie, jak we wzmacniaczach lampowych.

Swjoą drogą, jeśłi miałbym kupić to coś z recenzji...zamówiłbym wzmacniacz lampowy. Inwestycja na lata, która nie tanieje, a co po latach można sprzedać praktycznie nic nie tracąc...ale nie to coś wyżej, za 11k.
jurekW (2015.11.07, 09:21)
Ocena: 0
Zwróćcie uwagę: FOTO-VIDEO już nie ma, a przecież wiele osób interesuje się fotografią, pismo było ciekawe, dobrze wydane, publikowało wiele reklam - wszystko, zdawało by się, ok. A tu ciach... i nie ma. Target okazał się za mały? Na to wygląda. Dużych miesięczników audio jest chyba trzy i jeden audio-video. To w sumie cztery. Ja przynajmniej znam cztery. I prawie co miesiąc te 4 tytuły kupuję. Czasami któryś pomijam - dublują się tematy, niektóre mnie nie interesują. Ale do rzeczy: MUSI BYĆ MASA LUDZI KTÓRZY SIĘ TEMATYKĄ AUDIO INTERESUJĄ. Dla nich teksty Dawida są z pewnością bardzo ciekawe. Zrodzone z autentycznej pasji niby opisują jakieś tam sprzęty( to też ciekawe) ale - z drugiej strony - czyta się je jak kryminał, bo są dziennikiem człowieka ogarniętego pasją. Mnóstwo ludzi zna jej smak ( poszukiwanie perfekcji, doskonałości - nie żeby od razu MIEĆ, ale żeby choć DOTKNĄĆ, finansowy aspekt REALIZACJI na którą nas STAĆ, niezrozumienie ze strony bliskich, którzy zupełnie nie czają, że wolę kupić auto za 80 tys a 40 tys wydać na sprzęt audio, zamiast samochodu za 120 tys, albo - ewentualnie dwóch: miejskiego za 40tys i drugiego, droższego, na poważniejsze eskapady - ot taka wersja AUTOfilska, która jednak znajduje zrozumienie bez większych problemów / auto=prestiż, zresztą sam nie wiem dlaczego/ ).
A tu....
Tu jakby skrzyknęli się prześmiewcy tzw. audiofilii. Nie lekceważcie tej masy, która utrzymuje na rynku 4 ( nietanie ) miesięczniki. To nie są głupi ludzie ( w większości). I jest ich wielu. Wyście uwierzyli w 'szkiełko i oko'. Ok. Wybory mogą być jednak różne.
Pomiary w laboratorium mogą być rewelacyjne, a sprzęt może nie nadawać się do słuchania. Albo odwrotnie ( np. niektóre wzmacniacze lampowe ). Audiofile - w większości - ufają własnym uszom ( podejście empiryczne, nie racjonalne). Pewnie czasami coś słyszą 'uszyma wyobraźni' ( i widzą oczyma tejże wyobraźni ). Jest to jednak cecha immanentna gatunku ludzkiego i trzeba mieć tego świadomość. Wielu, jak widzę, chciałoby tu wszystko oprzeć na posiadanej wiedzy technicznej ( parametry, specyfikacje, 'dlaczego nie ma podanych parametrów?!). Myślicie, że pozjadaliście wszystkie rozumy? Że w tej branży jakieś półgłówki siedzą? Myślicie, że za jakieś 10 lat reprodukcja dźwięku będzie w tym punkcie, co dziś? Myślicie, że to Wy będziecie autorami tego postępu??? Może zamiast prymitywnej krytyki jakaś próba zrozumienia problemu? Więcej pokory proponuję.
Edytowane przez autora (2015.11.07, 09:30)
supersam (2015.11.07, 13:26)
Ocena: 2
jurekW (2015.11.07, 09:21)
Może zamiast prymitywnej krytyki jakaś próba zrozumienia problemu? Więcej pokory proponuję.


Pokornie komentujemy audio cudy dźwiękowe, a krytyka w którym miejscu jest prymitywna? My tylko oceniamy i komentujemy wpisy audiofilskich wieszczów. Dobrze się bawimy czytając i komentując. To raczej wy słyszący infradźwięki się strasznie spinacie.
Lukson (2015.11.08, 00:04)
Ocena: 1
@jurekW

Niestety każdy normalny, racjonalnie myślący człowiek nie będzie w stanie zrozumieć tego pseudo-techno bełkotu i spuszczania się nad kablem zasilającym, gniazdkiem czy bezpiecznikiem sieciowym. Dlaczego? Bo uzna osobę, która nad tym się spuszcza za idiotę, debila lub jakiegoś psychicznego.
Osoby z wyższym IQ (żaden audio(deb)fil do nie należy) będą próbowały w jakiś sposób zrozumieć istotę problemu ale uderzając w aspekty techniczne, czyli wyższość audiofilskiego kabla zasilającego w oplocie ze skóry tygrysa syberyjskiego nad zwykłym od żelazka napotkają opór a nawet falę hejtu wywołaną przez fanatyków, którzy wierzą w wyższość takiego przewodu (audiofilskiego) nad normalnym.

Wcale daleko nie patrząc ludzi takich (audio(deb)filii) można porównać do muzułmanów. Walczą o coś ale nikt nie wie o co. Traktują każdego jako swojego wroga bo jest nie wiernym/wierzącym.

Ot audiofilia - kolejna fanatyczna religia.

Jak dobrze, że ja lubię posłuchać sobie muzyki a nie kabli :D
Edytowane przez autora (2015.11.08, 00:08)
jurekW (2015.11.08, 07:13)
Ocena: 1
@Lukson.
Chyba właśnie w Warszawie jest Audioshow ( tzn.sobota-niedziela ). Proponuję wszystkim krytykom audiofilii się tam wybrać. Zobaczycie jakie zainteresowanie wzbudza audio. Drugiego dnia ( impreza cykliczna ) jest zwykle znacznie mniejszy tłum. To nawet bardzo dobrze, bo można posłuchać jak grają fajne zabawki i porównać z tzw. 'masówką', choć warunki akustyczne nie do końca idealne. Jeśli spotkacie przedstawicieli tego dziwnego gatunku, to w mig pojmiecie, że nie są oni ani nietolerancyjni, ani agresywni. Fajni ludzie a ta ich filia nie jest znowuż aż takim dziwadłem. Czy, dajmy na to , filatelistyka to mniejsze, czy większe 'dziwadło'. Czy ja wiem?
Nieszczęsne kable - ja, słucham naprawdę dużo muzyki ( głównie poza domem, w podróży, dlatego sprzęt przenośny mam b.dobry, a sprawa kabli praktycznie odpada. Stacjonarny? Podstawowy Naim z ichnimi kolumnami więc trochę lepszy niż 'budżetowy'. NAIM uparcie trzyma się DIN-ów i kable zakończone DIN-ami rozdwje z zakupionym sprzętem - za darmo (coś tam.... lepsze prowadzenie masy, możliwość przesłania sygnału audio razem z zasilaniem - jednym kablem). A zasilanie to u nich podstawa. Ostatnio wymyślili jakiś system dyskretnej kontroli napięcia DR - czy jakoś tak - ponoć rewelacja. Najpierw był tylko w ich topowych klockach, teraz 'zstępuje na ziemię' - do coraz niższych modeli/. U NAIMA porządny zasilacz, dzieli się swoim superprądem ze wszystkimi klockam - np superprąd z zasilacza idzie dalej do końcówki mocy, z końcówki mocy do przedwzmacniacza itd. No i wtyk jest superstabilny: pięć kołków ciasno wchodzi w gniazdo, a potem jeszcze jest solidny kołnierz z gwintem.). Mało tego - NAIM daje również swoje kable głośnikowe. Za darmo ( tzn - w cenie sprzętu). Cholernie sztywne i niewygodne ale... prawdopodobnie takie, jak trzeba. Więc kable - praktycznie - to mnie nie interesują wcale. Że jednak przy wymianie kabla głośnikowego na taki o zupełnie innych parametrach ( opór, pojemność, indukcyjność, izolacja, układ i rodzaj żył ) jest różnica w brzmieniu to sam słyszałem - na własne uszy. Interkonekty - być może coś jest na rzeczy. Kable zasilające - w to ja też nie wierzę: ani nigdy tego nie doświadczyłem, ani racjonalnie teza się nie broni. Naprawdę dobre sprzęty audio zasilanie traktują priorytetowo, ale do problemu podchodzą z zupełnie innej strony. Kondycjonery - nie wiem. Może działają ale w dobrym audio są po prostu zbędne. Taka oto jest moja 'wiara' ( nooo...- może moje poglądy, które podlegają prawu ewolucji, a i na rewoluję są niestety narażone).

No i masz audio(deb)fila, fanatyka, 'muzułmana', który Cię w dodatku nienawidzi.
Edytowane przez autora (2015.11.08, 07:17)
jurekW (2015.11.08, 07:58)
Ocena: 0
supersam (2015.11.07, 13:26)
jurekW (2015.11.07, 09:21)
Może zamiast prymitywnej krytyki jakaś próba zrozumienia problemu? Więcej pokory proponuję.


>>Pokornie komentujemy audio cudy dźwiękowe, a krytyka w którym miejscu jest prymitywna? My tylko oceniamy i komentujemy wpisy audiofilskich wieszczów. Dobrze się bawimy czytając i komentując. To raczej wy słyszący infradźwięki się strasznie spinacie.
<<

Nie 'pokornie' ale 'prymitywnie', w sposób prześmiewczy i wręcz chamski (np. pięć pierwszych wpisów pod tekstem Violatora). Ja spięty nie jestem, raczej zniesmaczony.

Infradźwięki? Człowiek czuje całym ciałem ( gdzie są tzw. proprioreceptory - receptory dzięki którym wiesz np. jak jest ułożona twoja kończyna, palce - mimo zamkniętych oczu - temat oczywiście znasz i niepotrzebnie piszę... Kiedyś zrobiono eksperyment: wyemitowano sygnał infradźwiękowy o dużej mocy w kinowej sali. Efekt: niepokój widzów, panika, zdewastowane kino. Interesowało się infradźwiękami wojsko ( możliwość wygłuszania-wzmacniania fali tętna itp.) .
Może cię zdziwię, ale zjawisko nie jest jakimś szczególnym obiektem zainteresowania w aspekcie reprodukcji dźwięku.

Edytowane przez autora (2015.11.08, 08:05)
misiekbury (2015.11.08, 09:08)
Ocena: -2
@Jurek
To ze ty nie słyszysz różnicy pomiędzy klockami z Castoramy a tymi z audiofilskiego sklepu kupionymi za grube haitanskie franki , nie jest powodem do spinania się i takiego ataku audiollachakbar , jesteś po prostu fizycznie ograniczony nie słyszysz tego delikatnego stąpania basu , tej pozapercepcyjnej inwazji wysokich tonów , miłego głaskania średnimi okolic nerek , rozprzestrzeniania się melodii w okolicach kolan
jurekW (2015.11.08, 11:16)
Ocena: 0
misiekbury (2015.11.08, 09:08)
@Jurek
To ze ty nie słyszysz różnicy pomiędzy klockami z Castoramy a tymi z audiofilskiego sklepu kupionymi za grube haitanskie franki , nie jest powodem do spinania się i takiego ataku audiollachakbar , jesteś po prostu fizycznie ograniczony nie słyszysz tego delikatnego stąpania basu , tej pozapercepcyjnej inwazji wysokich tonów , miłego głaskania średnimi okolic nerek , rozprzestrzeniania się melodii w okolicach kolan

Słabo, misiekbury, słabiutko....
Bo widzisz ja lubię dźwięk dobry, nie to, co tam nieudolnie naskrobałeś. A jaki ten dźwięk ma być?
Uporządkuję.
SCENA DŹWIĘKOWA: szeroka jak, powiedzmy, boisko ( a w muzyce elektronicznej, to w ogóle - przenika bezkresy - od kresu do kresu), głęboka ( np. ten pies z 'Amuset to Death to szczeka gdzieś daleko za oknem, u sąsiadów zapewne). Rozmieszczenie źródeł pozornych na tej scenie holograficzne - jest pełne złudzenie, że one są tam fizycznie obecne, a ich wielkość jest po prostu... adekwatna tzn. skrzypce są jak skrzypce, a wiolonczela jak wiolonczela a nie flet czy szafa. I nie są tylko plamami z napięciem powierzchniowym na krawędzi - one swoim dźwiękiem promieniują - jak to ma miejsce w rzeczywistości.
BARWA; niepodbarwiona, soczysta, organiczna ( wręcz mokra), pełna niuansów, prawidłowo naświetlona, kontury rysowane delikatnie ( kreska nie może być zbyt gruba, dosadna) i dobrze wypełnione ( nie jakieś wydmuszki ). Duża rozdzielczość i analityczność, ale bez zbędnego akcentowania drobnego szczegółu, bo to rodzi nerwowość- słychać mnóstwo jakiegoś muzycznego planktonu, ale nie ma harmonii między tymi drobinkami.
BAS: schodzący aż do ifradźwięków, ale dobrze kontrolowany, z wyraźną fakturą i barwą, z natychmiastowym atakiem i zatrzymaniem - kiedy trzeba, nie zawsze jednaka, masująca trzewia, basrefleksowa poducha w odpowiedzi na impuls poniżej pewnej częstotliwości.
I to by było na tyle...
Nie chce mi się więcej pisać.
Lukson (2015.11.08, 12:39)
Ocena: 0
Jurek po prostu jak ognia unikał lekcji fizyki co widać po jego wypowiedzi. Tak samo jak i grzyb częściej byli widywani w na lekcjach religii/etyki czy szamaństwa.

Co do audio show to byłem wczoraj. Tylko po to, żeby zobaczyć i posłuchać nowych srAltusów z Tonsila.
jurekW (2015.11.08, 15:55)
Ocena: -2
Lukson (2015.11.08, 12:39)
Jurek po prostu jak ognia unikał lekcji fizyki co widać po jego wypowiedzi. Tak samo jak i grzyb częściej byli widywani w na lekcjach religii/etyki czy szamaństwa.

Co do audio show to byłem wczoraj. Tylko po to, żeby zobaczyć i posłuchać nowych srAltusów z Tonsila.


Może udzielę drobnej informacji. Uczyłem się w klasie mat-fiz LO. Maturę z obu przedmiotów ( tzn.: Mat + Fiz) zdałem na 5 ( szóstek wtedy jeszcze nie było ). Z fizyki doszedłem do finału olimpiady przedmiotowej. Laureatem jednak nie zostałem. Fizykę bardzo lubiłem - opisywała otaczający nas świat za pomocą najdoskonalszego z języków - tzn matematyką. Jednak matematyka - sama w sobie - była, jak dla mnie, zbyt abstrakcyjna. Dodam jeszcze, że dziś programu czwartych klas LO w liceach już nie ma ( i nie ma tego na maturze). To co myśmy 'przerabiali' w ostatniej kl. LO jest teraz na pierwszym roku studiów uniwersyteckich. Ja nie studiowałem ani fizyki, ani matematyki. Ukończyłem natomiast... medycynę. Więcej pisać nie będę. Nie muszę i nie chcę.
misiekbury (2015.11.08, 17:39)
Ocena: 1
No i takich mamy medyków w kraju raju , jak audiofili , kabelki za 5ilo pln sponsorowane artykuły jak ten z cepeliadą co to w opisie in plus jakość wykonania a na zdjęciach nie równo docięte, partacze mordują ludzi w placówkach państwowych i nie tylko a na forach bronią lepszego brzmienia kabelka zasilajacego . Niestety potem to my zamiast ich to się u nich leczymy
misiekbury (2015.11.08, 17:46)
Ocena: 1
Tak jeszcze aby ostrzec innych przed tą znamienitą placówką której absolwenci z maturą na 5 wierzą w grające kabelki podaj jej nazwę z łaski swojej
jurekW (2015.11.09, 06:41)
Ocena: -3
misiekbury (2015.11.08, 17:46)
Tak jeszcze aby ostrzec innych przed tą znamienitą placówką której absolwenci z maturą na 5 wierzą w grające kabelki podaj jej nazwę z łaski swojej

Szkoła nie była taka zła. W końcu biologi była tylko godzina tygodniowo - w kasach 1-3, a w czwartej nie było jej wcale, korepetycji żadnych nie pobierałem, a mimo to na liście przyjętych na pierwszy rok byłem... no w pierwszej 10tce - dokładnie nie pamiętam. O czym to świadczy? Myślę, że jak ktoś się chciał dokładnie czegoś nauczyć, to miał możliwość - pomoc nauczyciela. Z drugiej strony - kiedy trzeba - miał czas na naukę własną. Parę dobrych podręczników załatwiało praktycznie sprawę.
Ale nie w tym rzecz. chodzi o to, że człowiek, jak więcej wie, to lepiej zdaje sobie sprawę z ogromu własnej niewiedzy, coraz więcej gnębi go pytań. 'Wiem, że nic nie wiem' - może i najczęściej cytowana sentencja, autorstwa bodajże jakiegoś Greka, Sokratesa, czy coś....
A gdzie jest jej sens?
Właśnie tu, na tym forum.
Tu - metr pod powierzchnią naskrobanych przez nas słów - leży pies.
Pies nieżywy. Pogrzebany.
Pogrzebany przez ignorancję, co myśli, że wszystkie rozumy pozjadała.
Tak to widzę.
Edytowane przez autora (2015.11.09, 06:46)
misiekbury (2015.11.09, 08:39)
Ocena: 0
I niech ten pies tam zostanie zanim wrócimy do ciemnoty i zabobonów i w imię czyjejś 'opini' ubijemy ich więcej bo smalec z psa ponoć dobrze na nerki działa nakładany na plecy o pełni
Lukson (2015.11.09, 14:49)
Ocena: 0
@jurekW

Tak czytam to i czytam i dochodzę do wniosku, że powinieneś albo zmienić leki albo zacząć je brać.
Jak człowiek dysponujący wiedzą na temat elektroniki i akustyki może łykać jak młody pelikan tą całą audio(deb)filską papkę?
Świadczyć to może co najmniej o dwóch rzeczach:
- ignorancji wobec wiedzy nabytej,
- głupoty i bajkopisarstwa.
jurekW (2015.11.09, 17:24)
Ocena: -2
Lukson (2015.11.09, 14:49)
@jurekW

Tak czytam to i czytam i dochodzę do wniosku, że powinieneś albo zmienić leki albo zacząć je brać.
Jak człowiek dysponujący wiedzą na temat elektroniki i akustyki może łykać jak młody pelikan tą całą audio(deb)filską papkę?
Świadczyć to może co najmniej o dwóch rzeczach:
- ignorancji wobec wiedzy nabytej,
- głupoty i bajkopisarstwa.

Lukson, racjonalny mój przyjacielu, możesz mi objaśnić, co rozumiesz pod pojęciem 'ignorancja wobec wiedzy nabytej'. Zaś punkt drugi 'głupota i bajkopisarstwo' - a cóż ma jedno z drugim wspólnego. Bajkopisarstwo, czy może raczej mitomania idą raczej w parze z inteligencją niż głupotą, a ty to wrzucasz do jednego wora. Nie rozumiem...
misiekbury (2015.11.09, 22:45)
Ocena: 0
No kolego co to studiował i ukończył medycynę , z fizyki i matematyki jak by chciał to by nobla zdobył , wyraźnie podpadasz w wielu aspektach pod tę definicję mitomanii która z inteligencją nie ma wiele wspólnego : https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pseudologia
Jak to mówią papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie co tam kto wypoci , tu na forum można być profesorem doktorem kto to sprawdzi dopuki delikwent sam się nie zdemaskuje
misiekbury (2015.11.09, 22:48)
Ocena: 0
*dopóki
jurekW (2015.11.10, 04:54)
Ocena: -2
misiekbury (2015.11.09, 22:45)
No kolego co to studiował i ukończył medycynę , z fizyki i matematyki jak by chciał to by nobla zdobył , wyraźnie podpadasz w wielu aspektach pod tę definicję mitomanii która z inteligencją nie ma wiele wspólnego : https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pseudologia
Jak to mówią papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie co tam kto wypoci , tu na forum można być profesorem doktorem kto to sprawdzi dopuki delikwent sam się nie zdemaskuje


Spokojnie, Misiek. Wszystko, wszyś-ciu-teń-ko, co napisałem, jest prawdą. Jedynie mój skrót myślowy łączący bajkopisarstwo ( które jest rzemiosłem wymagającym raczej inteligencji niż głupoty) z mitomanią ( którą to prawdopodobnie chciałeś mi imputować, tylko, ci trochę nie wyszło - więc ci ten trudny do ogarnięcia termin podsunąłem ) chyba okazał się niefortunny - bo tyś się jej uczepił, jak przysłowiowy rzep (żeb?), trochę o niej poczytał, podlinkował i bach - jakąś pokraczną definicję mi pod nos. Oj misiek, misiek...
Traktuj to jak chcesz. Ja ci swoich danych osobowych, NIP-u, aktu urodzenia i dyplomu ukończenia studiów okazywał nie będę ( no chyba do reszty ocipiałeś ??? ).
Zresztą, my tu gadu, gadu... a tematem audiofilia przecie.
Tak że ten, tego...
Fajnie, że mnie 'zdemaskowałeś',
ale do łóżka już pora. Dobranoc.
Mnie 'obowiązki wzywają'.
Trzymaj się kolego.
(pamiętasz, jak to leci?
' ... dzieci lubią misie,
misie lubią dzieci' ... )
Edytowane przez autora (2015.11.10, 05:08)
misiekbury (2015.11.10, 13:35)
Ocena: 0
ojejku taki mądery taki wyszkolony sam sobie utożsamia bajkopisarstwo z mitomanią
a jak to wszystko ładnie się układa :
' Uczyłem się w klasie mat-fiz LO. Maturę z obu przedmiotów ( tzn.: Mat + Fiz) zdałem na 5 ( szóstek wtedy jeszcze nie było ). Z fizyki doszedłem do finału olimpiady przedmiotowej'

'To co myśmy 'przerabiali' w ostatniej kl. LO jest teraz na pierwszym roku studiów uniwersyteckich. Ja nie studiowałem ani fizyki, ani matematyki. Ukończyłem natomiast... medycynę.'
'korepetycji żadnych nie pobierałem, a mimo to na liście przyjętych na pierwszy rok byłem... no w pierwszej 10tce - dokładnie nie pamiętam. O czym to świadczy? Myślę, że jak ktoś się chciał dokładnie czegoś nauczyć, to miał możliwość - pomoc nauczyciela. Z drugiej strony - kiedy trzeba - miał czas na naukę własną. Parę dobrych podręczników załatwiało praktycznie sprawę.'

z tym oto objaśnieniem pojęcia
'U niektórych osób o usposobieniu histerycznym mitomania może być środkiem zwrócenia na siebie uwagi otoczenia i dodania sobie znaczenia. Motywem kłamstwa patologicznego może być próżność, Mitomanami często są osoby o rozchwianej psychice i zmiennym nastroju, dzięki opowiadaniu rzeczy niestworzonych chcą być w centrum zainteresowania przy jednoczesnym odczuciu zaspokojenia.'
przecież nikt cie do niczego tu nie zmuszał to ty opisujesz nam swoje 'dokonania' i to w co 2 poście , tak , tak już spokojnie wierzymy ci , zaraz przyjdzie pan w białym fartuszku poda kolorowe cukiereczki , położy do łóżeczka , zapnie pasami i włączy bajeczkę o misiach którą tak lubisz , papa dobranoc :)
jurekW (2015.11.10, 17:38)
Ocena: -1
misiekbury (2015.11.10, 13:35)
ojejku taki mądery taki wyszkolony sam sobie utożsamia bajkopisarstwo z mitomanią
a jak to wszystko ładnie się układa :
' Uczyłem się w klasie mat-fiz LO. Maturę z obu przedmiotów ( tzn.: Mat + Fiz) zdałem na 5 ( szóstek wtedy jeszcze nie było ). Z fizyki doszedłem do finału olimpiady przedmiotowej'

'To co myśmy 'przerabiali' w ostatniej kl. LO jest teraz na pierwszym roku studiów uniwersyteckich. Ja nie studiowałem ani fizyki, ani matematyki. Ukończyłem natomiast... medycynę.'
'korepetycji żadnych nie pobierałem, a mimo to na liście przyjętych na pierwszy rok byłem... no w pierwszej 10tce - dokładnie nie pamiętam. O czym to świadczy? Myślę, że jak ktoś się chciał dokładnie czegoś nauczyć, to miał możliwość - pomoc nauczyciela. Z drugiej strony - kiedy trzeba - miał czas na naukę własną. Parę dobrych podręczników załatwiało praktycznie sprawę.'

z tym oto objaśnieniem pojęcia
'U niektórych osób o usposobieniu histerycznym mitomania może być środkiem zwrócenia na siebie uwagi otoczenia i dodania sobie znaczenia. Motywem kłamstwa patologicznego może być próżność, Mitomanami często są osoby o rozchwianej psychice i zmiennym nastroju, dzięki opowiadaniu rzeczy niestworzonych chcą być w centrum zainteresowania przy jednoczesnym odczuciu zaspokojenia.'
przecież nikt cie do niczego tu nie zmuszał to ty opisujesz nam swoje 'dokonania' i to w co 2 poście , tak , tak już spokojnie wierzymy ci , zaraz przyjdzie pan w białym fartuszku poda kolorowe cukiereczki , położy do łóżeczka , zapnie pasami i włączy bajeczkę o misiach którą tak lubisz , papa dobranoc :)

Misiaczku, przecie Ci napisałem, że w moich postach NIE MA ANI JEDNEGO SŁOWA KŁAMSTWA. Nie rozumiesz? Koniecznie musisz sobie coś konfabulować - bo bez tego żyć nie możesz? Tak ucierpiała Twoja 'miłość własna'? Ja jej za wiele nie mam ( obiektywnie - pewnie za mało";). Wahania nastroju ? A kto NORMALNY ich nie ma? Pa. Bez odbioru.
misiekbury (2015.11.10, 18:51)
Ocena: -1
tak tak , wiem , zaraz następne cukiereczki i znowu odjazd i bajeczka

'Więcej pisać nie będę. Nie muszę i nie chcę.'
' Pa. Bez odbioru.'

potem po raz kolejny będziesz się mógł pożegnać :D
Edytowane przez autora (2015.11.10, 18:53)
misiekbury (2015.11.10, 18:57)
Ocena: 1
aha wymyśliłem dowcip :
przychodzi violator do jurka i się chwali :
- kupiłem nową farbę na ściany
- a skąd wiedziałeś którą ?
- ze słyszenia

i drugi
przychodzi do mnie kolega i się chwali :
- kupiłem wzmaka yamahy
- to czemu jesteś smutny ?
- bo jakiś 'Grzyb' przyczepił się do kabelka zasilającego - za tani

albo to :
-Dawid twoja koleżanka ma taki dziwny śmiech
- Z początku też tak myślałem. Ale im dłużej słuchałem, tym bardziej docierało do mnie, że to nie to jest na rzeczy, ale liniowość praktycznie w całym paśmie, idąca w parze z delikatnymi sopranami.
Edytowane przez autora (2015.11.10, 19:19)
andriejj (2015.11.10, 20:09)
Ocena: 0
@misiekbury Dyskusja zrobiła się dość mocno abstrakcyjna, wręcz absurdalna, ale w gruncie rzeczy chodziło (na początku) o mało kulturalną formę wypowiedzi i trochę przesadzone najeżdżanie. Po komentarzach można odnieść wrażenie, że grupa hejterów postawiła sobie za cel gnojenie i wyśmiewanie autora dla jakichś wyższych idei. Trochę jak drogowi szeryfowie.
Ja też nie widzę sensu w wydawaniu większych sum na kable do zasilania, ale czy to powód żeby pod każdym nowym wpisem atakować Violatora? Jednocześnie ignorowanie roli zasilania jako takiego jest zwyczajnie głupie. Np. mój stary wzmacniacz RFT przenosi znacznie więcej 'śmieci' niż nowszy Denon. Rozpalanie gazu w kuchence Wrozamet powoduje trzaski w głośnikach. Znajomy ma z kolei zakłócenia od windy w bloku. Dopóki nie dyskutujemy o audiofilskich kablach sieciowych i magicznych kamieniach, to nie jest źle ;)
Edytowane przez autora (2015.11.10, 23:30)
misiekbury (2015.11.10, 21:15)
Ocena: 0
no niestety ale jak ktoś , osoba publiczna , bo taką jest bloger zaczyna bełkotać o grających kablach (a i wcześniej miał swoje za uszami :D) to musi się liczyć z tym że wszystko co potem napisze będzie oceniane prze pryzmat tego bełkotu
a z mitomanami broniącymi to już inna sprawa
Edytowane przez autora (2015.11.10, 21:27)
Bono[UG] (2015.11.15, 21:47)
Ocena: 1
andriejj (2015.11.10, 20:09)
Jednocześnie ignorowanie roli zasilania jako takiego jest zwyczajnie głupie. Np. mój stary wzmacniacz RFT przenosi znacznie więcej 'śmieci' niż nowszy Denon. Rozpalanie gazu w kuchence Wrozamet powoduje trzaski w głośnikach. Znajomy ma z kolei zakłócenia od windy w bloku.

Ale czy zmiana kabelka zasilającego zmieni właściwości twojego zasilacza i przestanie przenosić trzaski? Ba polepszy barwę i przestrzeń muzyki?
Jeżeli ktoś takie dyrdymały o kabelkach pisze, to jak ufać w pozostałe wpisy? Jednym tekstem zabił cały swój dorobek i nie odzyska go puki ludzie będą pamiętali.
mikolaj612 (2015.11.19, 09:43)
Ocena: -1
Ludziki kochane o co się wykłócacie tutaj?
Swoją drogą sprzęt opisany tutaj przed Dawida to bardzo fajne urządzenie, w końcu PCM1704 to świetny układ, którego potencjał pewnie będzie odkrywany jeszcze przez kolejne 15 lat (a minęło już co najmniej tyle od jego premiery) to tylko świadczy jak fajny to scalak i jak kiedyś inteligentnie i rzeczowo podchodzono do tematu sprzętu (ten układ to spuścizna po latach 80-tych).
Agata Jasińska (2016.02.24, 19:39)
Ocena: -1
Ja z tego sprzętu brałem Korepetycje z matematyki w Warszawie – Ursynów Preply http://preply.com/pl/warszawa/matematyka-k...tytorzy-ursynów
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
ZenFistunknown_soliderhainczludojadkrzysztofwolongiewiczPuszorMuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek Żuchowski