Questyle CMA800R - bardzo wyjątkowe "pół" wzmacniacza słuchawkowego

3
Dawid „Violator” Grzyb
Questyle CMA800R - bardzo wyjątkowe "pół" wzmacniacza słuchawkowego

Po raz kolejny, niejako przy okazji na tapetę trafia temat, który już nie raz wałkowałem w moich blogowych wpisach. Tak, o legendarnej wybredności słuchawek Sennheiser HD 800 będzie, przynajmniej na początku. To naprawdę dobry punkt wyjścia w niniejszej publikacji, która jest w istocie testem pewnego produktu. W końcu, po kilku latach i zupełnie przez przypadek trafił w moje ręce sprzęt, który w parze z tymi konkretnymi nausznikami czyni coś brzmieniowo zjawiskowego, zresztą nie bez powodu, ale o tym poniżej. Nadmienię tylko, że po niespełna dwóch dniach odsłuchu hadeosiemsetek w nowym towarzystwie zapadła decyzja o spieniężeniu mojego znakomitego wzmacniacza słuchawkowego Audio-Gd Phoenix. Bardzo się do niego przyzwyczaiłem przez ostatnie trzy lata, ale trafił się amp mniejszy, chłodniejszy i lepiej grający, a różnica w cenie pomiędzy nimi nie zrujnuje mnie finansowo.

Okiełznać wariata

Nie od wczoraj wiadomo, że w świecie audio rzecz polega na umiejętnym łączeniu ze sobą poszczególnych elementów toru, w celu uzyskania możliwie jak najdalej idącej synergii. Ci nieznający rzeczonego określenia, i leniwi przy okazji, mają fart, mam gotowe stosowne wytłumaczenie. Wikipedia wyjaśnia, że tzw. zjawisko synergii polega na takim współdziałaniu różnych czynników, że efekt tego jest większy niż suma poszczególnych działań oddzielnie. Posłużę się stosownym przykładem, mam nadzieję zrozumiałym, żeby w prosty sposób zobrazować to zjawisko w świecie audio. Przyjmijmy, że dany jest nieskomplikowany, analogowy tor stereo składający się ze wzmacniacza i słuchawek, który gra przyzwoicie w ramach zainwestowanych środków. Jednakże praktyka często pokazuje, że wymiana urządzenia amplifikującego sygnał na inne, niekoniecznie droższe, a czasem wręcz tańsze może sprawić, że akurat nasze przykładowe nauszniki zagrają dużo lepiej. Zatem jeżeli konkretna para gra razem jak Bozia przykazała, ale rozłączona i w innych, podobnych cenowo konfiguracjach już nie, jest połączeniem synergicznym. Wiadomo, stopnie wzmacniające w ampach różnią się od siebie nawet nie jakością, ale też sposobem ich aplikacji oraz ogólnie rodzajem (op-ampy, rozwiązania dyskretne, lampy elektronowe), a w efekcie barwą brzmienia oraz dopasowaniem do konkretnych nauszników.8Q2A6598

Celowo poruszyłem powyżej kwestię wymiany wzmacniacza, a nie słuchawek. Zastąpienie ich innymi jest najczęściej równoznaczne z całkowitą zmianą brzmienia w sensie barwy, równowagi tonalnej i całej masy innych rzeczy, bo ta grupa produktów bardzo się od siebie różni. Logiczne zatem, że po wydaniu na słuchawki dużych pieniędzy nie o to przecież chodzi żeby zastąpić je zaraz innymi, tylko wycisnąć z nich tyle, ile się tylko da. To się robi głównie za pomocą wzmacniacza. Kolejny prosty przykład: jeżeli dane nauszniki brzmią muzykalnie, ciepło i mają dużo basu, ale nie są rozdzielcze, brak im werwy i mają wąską scenę, należy dopasować do nich taki klocek, który te niedogodności zniweluje możliwe tak bardzo, jak tylko się da. Zatem trzeba poszukać takiego, który będzie grał detalicznie i dynamicznie, możliwie neutralnego w sensie równowagi tonalnej, co by się ciepło nauszników nie pogłębiło. Wtedy będzie cacy, przynajmniej praktyka często pokazuje, że tak właśnie jest. Te wszystkie rzeczy, o których tutaj piszę dotyczą również urządzeń bardzo tanich, zjawisko daleko idącej synergii można zaobserwować nawet po podłączeniu budżetowych dokanałówek do odpowiedniego odtwarzacza empetrójek lub telefonu komórkowego.   8Q2A6585

Skoro już wiecie o co chodzi z tą synergią, słowo wyjaśnień jak to się ma do hadeosiemsetek Sennheisera. Są cholernie toporne we współpracy, aż do przesady. Jest niewiele słuchawek na naszej planecie, które mają tak duże wymagania względem wzmacniaczy. Owszem, są jeszcze bardziej niesforne produkty, chociażby potrzebujący elektrowni model HE-6 HiFiMAN-a. Ale sens rozumiecie, model HD 800 też należy do grona urządzeń, do których dobrać dobry tor jest trudno, można się dosłownie pochlastać. Na rynku jest cała masa drogich i ogólnie dobrych wzmacniaczy. Ale z mało którymi te słuchawki grają lepiej niż... po prostu dobrze. Sęk w tym, że wydając na jakikolwiek produkt tego typu 5 000 zł lub więcej chce się, żeby pokazał pełnię swoich możliwości, a nie połowę, trzy czwarte lub siedem dziewiątych, żeby nie brzmiał po prostu dobrze, ale znakomicie. Model HD 800 gra bardzo szeroko i głęboko, ze świetną rozdzielczością i dynamiką, te rzeczy się usłyszy po podłączeniu go do wielu ampów. Ale jest i negatywna strona flagowych słuchawek Sennheisera; zazwyczaj szczupły, gorszy niż u podobnie wycenionych konkurentów bas, często nieco plastikowa barwa, a w skrajnych przypadkach dochodzi to tego iskrzenie górnych części pasma i ogólna metaliczność. W telegraficznym skrócie: nic przyjemnego. Ktoś kiedyś napisał na jednym forum, że HD 800 brzmią jak dobre słuchawki hi-fi, a Audeze LCD-2 - jak prawdziwe życie. Posiadając obydwie pary wiem, co autor tego jakże coelhowskiego stwierdzenia miał na myśli i w sporej części podpisuję się pod nim. Zrekompensować niedogodności hadeosiemsetek potrafi niewiele sprzętów, jednym z nich jest Bakoon HPA-21. To najlepszy wzmacniacz słuchawkowy dla nich, jaki słyszałem. Ale kosztuje 13 500 zł. Auć. Mój wysłużony Audio-Gd Phoenix też dobrze z nimi gra, lepiej niż większość innych, które przewinęły mi się przez ręce przez ostatnie trzy lata. Ale po posłuchaniu zasilanego ogniwami Bakoona, cóż, produkt Audio-Gd się nie umywa, taka prawda. I tak sobie żyłem z dnia na dzień, aż trafił do mnie wzmacniacz CMA800R firmy Questyle. Jest kilka razy mniejszy od Phoenixa, też "po części" zbalansowany, no i został zbudowany według koncepcji amplifikacji sygnału w domenie prądowej, podobnej do tej, która przyświecała twórcom znakomitego Bakoona HPA-21. Przynajmniej do pewnego stopnia.   

Typowy, ale nietypowy wzmacniacz

Najpierw słowo wyjaśnienia, o co chodzi z przywołanym do tablicy produktem Bakoona. Model HPA-21 to wzmacniacz prądowy, jeszcze do niedawna jedyna taka słuchawkowa konstrukcja na świecie, teraz są już dwie. Ogólnie jest tak, że na wejściu typowych wzmacniaczy impedancja jest wysoka, a na wyjściu - bardzo mała. Kontrolowanie napięcia w obwodzie jest wówczas wygodne, ale ma też swoje minusy - zniekształcenia. W produktach Bakoona jest dokładnie odwrotnie, impedancja wejściowa jest bliska zeru, a na wyjściu osiąga wartości wielu milionów omów. W przypadku wzmacniacza HPA-21 jest około dwa i pół, ale w pozostałych mowa o stu.8Q2A6608

W każdym razie w HPA-21 sygnał trafiać będzie najczęściej w postaci napięciowej. No chyba, że ma się inne, kompatybilne urządzenie Bakoona, tak, żeby można było ze sobą obydwa połączyć interfejsem SATRI LINK, ale to inna historia. OK, lecimy dalej. Za pomocą odpowiedniego rezystora następuje konwersja sygnału napięciowego na prądowy. W całym układzie wzmacniającym sprzętów Bakoona biorą udział tylko dwa takie elementy, jeden na początku, a drugi na końcu "drogi". Dalej sygnał jest wzmacniany przez specyficzny układ, tzw. obwód SATRI - clou całej konstrukcji. To w nim impedancja rośnie do wielomilionowych wartości, podczas gdy sygnał prądowy pozostaje ten sam. Za modułem SATRI jest kolejny rezystor, który dokonuje konwersji po raz drugi... i już. Niby proste, co? Ale sam obwód kosztował jego twórcę, konstruktora z japońskim rodowodem - Akirę Nagai - wiele lat pracy. To rozwiązanie wynalezione przez niego już pod koniec lat osiemdziesiątych, oczywiście opatentowane. Wiele lat przeleżało w szafie, dalszej historii nie znam. Ale to właśnie na bazie tego odkrycia powstała firma, której produkty już teraz uchodzą za bardzo, ale to bardzo dobre i coś z tego mogę potwierdzić. Bo słuchałem HPA-21 w parze z hadeosiemsetkami, wgniotło mnie.8Q2A6580

Cały zabieg unikalnego wzmacniania sygnału w HPA-21 ma na celu możliwie w jak najmniejszym stopniu zmienić sygnał wyjściowy w porównaniu do tego, który urządzenie otrzymało na wejściu. Rzecz rozchodzi się o możliwie jak największe zminimalizowanie strat jakości podczas jego przesyłu i nie dodawanie niczego od siebie. To przekłada się na naturalność brzmienia, jego transparentność, brak podkolorowań. Można rzec, że Bakoon HPA-21 nie dorzuca nic do ścieżki sam z siebie, tylko wzmacnia. Wnętrzności w cackach tej firmy są minimalistyczne, w porównaniu do bebechów w klockach Audio-Gd jest tam przeraźliwie pusto. Można poczuć się oszukanym, naprawdę. Ale taka jest filozofia tej japońsko-koreańskiej firmy, jeden układ czyni magię. HPA-21 to najlepszy wzmacniacz słuchawkowy, jaki było mi dane słuchać. Jest zasilany z ogniw. Mało tego, w taki sposób, że jak te się wyczerpią, słuchania nie ma, trzeba je przez kilka godzin ładować. Miazga.8Q2A6581

No i jest CMA800R, to również wzmacniacz, który ogólnie bazuje na tych samych założeniach związanych z impedancją i relacją prąd-napięcie, zatem również powinien brzmieć poniekąd porównywalnie do HPA-21, ale o tym poniżej. Jednakże jego dyskretny obwód wzmacniający jest inny niż w sprzętach Bakoona. Nie wiem, czy będę w stanie opisać zasadę jego działania w przystępny i wyczerpujący sposób, są to rzeczy dla mnie nie do końca jasne, nawet pomimo tego, że ogólna zasada działania jest mi znana. Ale produkt firmy Questyle jest tworem innym pod wieloma względami niż konkurent Bakoona.8Q2A6596

Tytuł niniejszej publikacji mówi o połowie wzmacniacza. To wymaga wyjaśnienia, bo nie mamy do czynienia ze sprzętem jedynie w połowie gotowym, wręcz przeciwnie. CMA800R jest jak najbardziej kompletny. Ale z uwagi na to, że można wykorzystać dwa takie produkty w torze, jeden może stanowić "jedynie" połowę całości, logiczne. Na cholerę komuś dwa wzmacniacze słuchawkowe w tym samym momencie? Żeby to wyjaśnić, posłużę się przykładem z życia wziętym. Jak zapewne część z Was wie, typowy, stereofoniczny system audio z wykorzystaniem kolumn pasywnych składa się z transportu muzycznego, czyli odtwarzacza kompaktowego, serwera muzycznego lub komputera. Dalej jest źródło, jego funkcję zawsze pełni przetwornik cyfrowo-analogowy. To w nim dokonuje się konwersja sygnału z postaci zerojedynkowej na tę analogową. Następnie mamy sekcję wzmacniającą. Składa się z przedwzmacniacza, potocznie preampu, czyli urządzenia, które wstępnie wzmacnia sygnał oraz służy do wyboru źródła, dopasowuje ten wejściowy do końcówki mocy, ostatniego elementu amplifkującego. Ta może być stereofoniczna, czyli dwukanałowa, albo monofoniczna, zwana też potocznie monoblokiem, gdzie na każdą kolumnę przypada jeden. Jeżeli zarówno końcówki mocy jak i przedwzmacniacz są zamknięte w jednej obudowie, taki twór nazywa się "integrą", lub wzmacniaczem zintegrowanym. Gdy są rozdzielone na dwa lub więcej urządzeń, mówi się o takiej całości, że jest to wzmacniacz dzielony. Wszystko jasne? 8Q2A6604

O ile wzmacniacze dzielone to jest częsty widok w przypadku systemów opartych na kolumnach, ampy słuchawkowe są zawsze zintegrowane. No bo po co komu do pary nauszników kilka urządzeń, to przesadna komplikacja systemu, prawda? Tym bardziej, że zazwyczaj taki system ma się zmieścić na biurku. Zamiast w kilku obudowach, można całą elektronikę, której tak znowu wiele nie potrzeba, zawrzeć w jednej, zresztą te zazwyczaj mają i tak niewielkie gabaryty. Ale coś się rusza, zmienia. Słynąca ze świetnych wzmacniaczy lampowych firma Woo Audio powołała niedawno do życia pierwszą na świecie parę końcówek mocy, które są dedykowane m. in. słuchawkom - WA234 MONO. Oznacza to, że jeden klocek wzmacnia sygnał biegnący do lewej słuchawki, a drugi - do prawej. W ich przypadku mamy do czynienia z prawdziwymi monstrami, to potężne i oparte na lampach próżniowych konstrukcje, wycenione na, bagatela, 15 900 dolarów. Opad szczęki gwarantowany. Firma Questyle ma w swojej ofercie kolejny taki ewenement, ale znacznie tańszy, model CMA800R kosztuje 1499 dolarów. Zmierzam do tego, że danie główne dzisiejszej publikacji też może robić za jeden z dwóch monobloków. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że można kupić dwa takie wzmacniacze i podłączyć do każdego z nich osobno słuchawkę lewą oraz prawą. Dual mono pełną gębą i jeżeli ktoś się mnie pyta o zdanie, mogę jedynie napisać, że jest grubo. Robi się z tego wszystkiego niebezpiecznie kosztowna zabawa, bo, jak elementarna matematyka podpowiada, dwa modele CMA800R w roli końcówek mocy to wydatek rzędu 3000 "zielonych", a potrzeba jeszcze do tego przecież przedwzmacniacza, źródła, słuchawek. Do testów otrzymałem jeden produkt, ale mam nadzieję, że dotrze do mnie kolejny. Na dzień dzisiejszy największym z moich "audio marzeń" jest sprawdzenie, czy faktycznie użycie kolejnego klocka przyniesie dwukrotną poprawę brzmienia, bo cena rośnie dokładnie w ten sposób. Ale to melodia przyszłości, póki co na tapecie jest jeden CMA800R i to jemu jest poświęcony niniejszy wpis.

Budowa tego czegoś

Gdy dokonałem zakupu swojego pierwszego poważnego wzmacniacza, mowa o Audio-Gd Phoenix, wyobrażałem sobie, że każdy kolejny musi być wielkim, ciężkim i grzejącym się klocem, dokłądnie takim jak on sam. Okazuje się, że byłem w dużym błędzie, bo CMA800R to dokładne przeciwieństwo zbalansowanego potwora autorstwa Kingwy. Fakt, Phoenix ma w sobie przedwzmacniacz, a złośliwi mogą nawet prawić, że to bardziej preamp z funkcją wzmacniacza słuchawkowego niż odwrotnie. Jak zwał, tak zwał. Na dzień dzisiejszy wiem tyle, że czegoś o rozmiarze Phoenixa już bym nie kupił, ten klocek jest po prostu niepraktyczny, nawet pomimo jego znakomitej jakości brzmienia. Zajmuje tonę miejsca, nie wygląda jakoś szczególnie i... mnie to autentycznie boli. Od czasów jego premiery minęło kilka lat, za około 1200 dolarów można kupić coś mniejszego, również zbalansowanego i pod względem jakości brzmienia mocno zbliżonego. Stąd mam cichą nadzieję, że zostanie on zastąpiony CMA800R, naprawdę bym sobie tego życzył.8Q2A6612

Questyle CMA800R zajmuje mniej więcej jedną trzecią miejsca mojego aktualnego referenta, jest od niego dużo lepiej wykonany pod względem przywiązania do detali oraz ogólnie estetyki, no i się praktycznie nie grzeje. Często po kilku godzinach zabawy ze sprzętem Audio-Gd autentycznie miałem obawy, czy tam w środku nic nie padnie, jego obudowa często po prostu parzy. Fakt, w zimę z grzejnika w pomieszczeniu odsłuchowym, relatywnie małym, korzystać nie muszę, ale lato jest istnym piekłem na ziemi. Obudowa CMA800R to kilka bardzo solidnych, aluminiowych elementów połączonych ze sobą, o grubości nie mniejszej niż centymetr. Podobno skrzynka jest wyważona w taki sposób, aby niwelować rezonanse mechaniczne. Za całym pomysłem stoi dosłownie tona pomiarów, wyjaśnień i innych rzeczy, które dostarczył mi producent. Nie mam powodów, żeby je negować czy poddawać wątpliwości.8Q2A6543

Jakość samej skrzynki jest znakomita, panowie z Audio-Gd powinni się od Questyle uczyć wzornictwa i przywiązania do detali. Tak, wiem, najważniejszy jest przecież dźwięk. Ale nawet pomimo tego, jeżeli mam wybierać pomiędzy klockiem ładnym, a "ładnym inaczej", ten pierwszy to dla mnie oczywistość. Front CMA800R to gruba bryła, perfekcyjnie wycięta z bloku aluminiowego za pomocą okrawarki CNC. Jest bardzo estetycznie wykończona, nie ma ostrych krawędzi, poszczególne otwory są symetrycznie umiejscowione i należycie wyfrezowane, cieszą oko osoby zwracającej uwagę na detale, ogólnie mistrzowska robota. Mam nadzieję, że zdjęcia potwierdzają moje słowa. Nie wiem co o tym Wy myślicie, ale dla mnie te rzeczy nabierają znaczenia w przypadku wzmacniaczy wartych dwie średnie krajowe brutto. Cieszę się, że CMA800R nie daje tutaj ciała, mam co do niego naprawdę duże oczekiwania. Na przodzie tego wzmacniacza zamontowano w sumie trzy przełączniki hebelkowe. Działają bardzo płynnie, stawiają minimalny opór. Odpowiadają za włączenie urządzenia, wybranie rodzaju wejścia, oraz za tryb pracy: klasyczne stereo lub mono. Pięć diod sygnalizuje, które funkcje są aktywne. Palą się dyskretnie niebieskim światłem, świetnie się komponują z kolorystyką sprzętu, zwłaszcza w niezbyt dobrze oświetlonym pomieszczeniu ładnie to wygląda. Obydwa gniazda 6,3 mm w CMA800R są prądowe, w modelu HPA-21 jedno jest napięciowe. Kolejne to trzypinowe, żeńskie typu XLR. Tak, trzypinowe, a nie cztero-, dobrze widzicie. Jak pisałem, można sobie dokupić drugi CMA800R, ustawić tę parę w monofoniczny tryb pracy i cieszyć się dual mono od A do Z, lub płakać nad wydaną toną pieniędzy, co kto woli. Oczywiście żeby ten system miał ręce i nogi, słuchawki muszą być zakonfekcjonowane kablem z dwoma trzypinowymi wtykami XLR, inaczej całość nie zabangla. Pokrętło regulacji głośności jest aluminiowe i pod każdym względem znakomite. Stawia idealny opór, umiejscowiono je centrycznie, przy kręceniu odstępy pomiędzy jego krawędziami, a obudową urządzenia są zawsze takie same. Nieczęsty to widok, również w przypadku znacznie droższych urządzeń. Nawet gałka zamontowana w kosztującym krocie modelu HDVD 800 Sennheisera jest nieco gorsza.8Q2A6545

Tył CMA800R nie zaskakuje pod żadnym względem. Przy prawej krawędzi zamontowano gniazdo IEC z bezpiecznikiem, a kawałek obok - parę wyjść RCA. Tak, CMA800R może robić za przedwzmacniacz, ale sygnał do końcówek mocy poda w sposób niezbalansowany. Zaraz obok zamontowano jedno wejście trzypinowe XLR. Gdy będzie się chciało wykorzystać ten sprzęt jako monoblok, to właśnie z niego trzeba będzie skorzystać. Bliżej lewej strony wkomponowano dwie pary wejść analogowych: RCA i XLR. O ile te pierwsze mnie nie zaskakują, drugie mogą wydawać się zagadką. Pomijając funkcję monofonicznej końcówki mocy, po co podawać sygnał zbalansowany do wzmacniacza single ended? W końcu ten i tak będzie musiał być zdesymetryzowany w takim wypadku, obydwie pary wejść w CMA800R brzmią dokładnie tak samo, sprawdziłem to. Stąd wydawać się może, że para gniazd RCA by wystarczyła i niewykluczone, że wpłynęło by to na nieco niższą cenę produktu. Można też wyjść z założenia, że pies jest pogrzebany w chęci użycia XLR-ów jako ogólnie "czegoś lepszego", nawet bez względu na rzeczoną desymetryzację. Ale tajemnica owej zagadki jest prosta niczym konstrukcja cepa. XLR-y dodano dla wygody użytkownika, to po pierwsze. Po drugie, przetworniki c/a potrafią różnie grać z różnych wyjść, niewykluczone, że natrafi się na taki, w którym XLR-y są słyszalnie lepsze. Jeżeli we wzmacniaczu jest tylko para wejść RCA, robi się wąskie gardło. Aha, ostatnia rzecz na koniec. Na spodzie CMA800R zamontowane są cztery aluminiowe "nóżki" z gumowymi podkładkami. Tak, aluminiowe. Nawet w bardzo drogich klockach np. NuForce montuje plastikowy badziew, a tu miła odmiana, niewielki, ale jakże pocieszny detal. Jeżeli CMA800R zostaje wykorzystany jako monoblok, jego analogowa regulacja głośności jest omijana, poziomem wzmocnienia steruje wówczas przedwzmacniacz, czyli bez niespodzianek tutaj.8Q2A6547

Mam jedną uwagę odnośnie jakości wykonania CMA800R, jedna rzecz mi się nie spodobała i nieustannie mnie irytowała. Górna pokrywa jest przykręcona do reszty obudowy za pomocą chamskich, wystających śrubek, w dodatku kolorystycznie odbiegających od całej konstrukcji. Za cenę blisko 1500 dolarów powinno tam być gładko, bez takich "upiększaczy". Wystarczy trochę zmienić projekt, zamiast czegoś takiego zamontować szynę dla górnej pokrywy, tak, aby dało się ten element wsuwać w obudowę i przykręcać z tyłu urządzenia. Wysłałem też kilka sugestii do szefostwa Questyle. CMA800R wyglądałby oszałamiająco, gdyby był czarny, powiedzieli, że zrobią w przyszłości, już nad tym kombinują. Zasugerowałem wymianę przełączników hebelkowych na aluminiowe i pasujące kolorystycznie guziki, front byłby bardziej spójny. Odrzekli, że to też jest do zrobienia. Miło ze strony Questyle, że zamiast bronić swoich rozwiązań mają otwarte oczy. Z doświadczenia wiem, że firmy audio z tamtej części świata reagują alergicznie na takie spostrzeżenia i prędzej się człowiek pochlasta, niż przekona pana od marketingu lub konstruktora, że coś w ich produkcie można jeszcze poprawić, bronią swoich "dzieci" niczym rozjuszone lwy. Tak, są cholernie oporni na jakiekolwiek, nawet bardzo delikatne sugestie.8Q2A6550

O bebechach CMA800R mam do napisania niewiele, bo niewiele ich w sumie jest. We wzmacniaczu Phoenix jest kilka transformatorów R-Core i masa różnych elementów. W produkcie Questyle jest dokładnie odwrotnie, zamontowano tam jeden toroidalny kanadyjskiej firmy Plitron, podobno nad doborem czuwa sam jej właściciel, wielki fan hadeosiemsetek. Rzeczone trafo przeszło niemało iteracji, zanim spełniło normy techników z Questyle. Charakteryzuje się kilkoma uzwojeniami wtórnymi, podobno te toroidy są selekcjonowane na potrzeby modelu CMA800R. Kondensatory w sekcji zasilania to w sumie 22 sztuki Nichiconów Fine Gold o pojemności 1000 uF i 35V każdy. Należą do tej samej serii co te, które od wielu lat w swoich produktach stosuje m. in. ASUS. Dla zredukowania szumów, nieopodal transformatora zamontowano prostowniki Schottky'ego. Rezystory to militarne DALE, a potencjometr jest wysokim modelem ALPS-a. W poprzedniej, niezbalansowanej wersji wzmacniacza Questyle (znanej jako CMA800) był on umiejscowiony w zupełnie innym miejscu, bliżej tylnej ściany, łączył się z pokrętłem za pomocą długiego, aluminiowego ramienia. Wersja oznaczona jako "R", czyli ta, która trafiła w moje ręce ma go scalonego bezpośrednio z tą gałką. W dyskretnym układzie wzmacniającym pracują dwa wzmacniacze operacyjne, które są oznaczone jako C800. Ale to tak naprawdę scalaki OPA627, drogie i uznawane za jedne z najlepszych na rynku. Na potrzeby CMA800R dobrano też kondensatory WIMA, które zostały nieco zmodyfikowane. W obwodzie prądowym te pomiędzy rezystorami pracują z bardzo niską impedancją. Stąd uzupełniają swoje cykle znacznie szybciej niż w typowej konstrukcji napięciowej. W odróżnieniu od wyposażonego w złącza SATRI modelu HPA-21, CMA800R pracuje w domenie napięciowej zarówno na wejściu, jak i na wyjściu, po to, żeby łatwiej współgrał z pozostałymi elementami toru. W końcu domena prądowa to jeszcze  ewenement. Cały układ dyskretny CMA800R składa się z kilku części. Pierwsza to VCCS (Voltage Control Current Source), czyli odpowiednik Bakoonowego SATRI-IC. To najpierw tam trafia sygnał i jest konwertowany na postać prądową, następnie wędruje do sekcji Ai, w której jest wzmacniany w takiej formie. Kolejny krok to przystanek I/V, czyli konwersja prądowo-napięciowa, aby znowu na wyjściu otrzymać sygnał w postaci napięciowej. Ostatni etap to układy OPT i ujemnego sprzężenia zwrotnego w celu stabilizacji go.

Posłuchałem i upadłem

W testach odsłuchowych posłużyłem się dwoma przetwornikami: Xonarem Essence III oraz modelem DAC-9 firmy NuForce. Obydwa mają po parze wyjść zbalansowanych oraz zwykłych, to okazało się przydatne. Do odsłuchu wykorzystałem słuchawki Sennheiser HD 800 oraz, na krótko, Audeze LCD-2. Nie obeszło się też bez zestawu empetrójek i plików FLAC oraz WAV "tego samego, co zawsze". Co to za muzyka? Ma to marginalne znaczenie, w każdym razie mam tak przygotowany repertuar, że wyznanie o tym, gdzie jest w odtwarzanym paśmie górka, a gdzie dołek nie stanowi problemu, podobnie rozpoznanie barwy i kilku innych rzeczy. Za to ważniejsze jest z pewnością to, że wykorzystałem do porównania tranzystorowy, w pełni zbalansowany wzmacniacz Audio-Gd Phoenix. Ponieważ wyjścia XLR pokazują pełnię jego możliwości, na potrzeby testu korzystałem właśnie z nich. 8Q2A6600

Bardzo żałuję, że nie dysponowałem modelem HPA-21 podczas testów wzmacniacza Questyle. Ale słuchałem go na tyle niedawno i długo, że jego unikatowa jakość dźwięku na dobre wyryła mi się w pamięci. HPA-21 jest wzmacniaczem neutralnym, liniowym, nie faworyzuje któregokolwiek z podzakresów odtwarzanego pasma przenoszenia, z wszystkimi jego częściami obchodzi się tak samo. Wzmacniacz idealny, można rzec, w końcu ten element toru ma z definicji amplifikować sygnał i nie dodawać nic od siebie. Inna sprawa, że nasze uszy lubią podbarwienia i przydźwięki, taki przekaz wydaje się nam bardziej muzykalny. W każdym razie to, co sprzęt Bakoona wyprawia z hadeosiemsetkami można w skrócie opisać, jako mistrzowskie ukazanie ich największych zalet oraz skrzętne ukrycie wad, lub wręcz wyeliminowanie ich. Po podłączeniu do prądowej dziurki HPA-21 pojawia się znakomity, perfekcyjnie kontrolowany bas, z impetem na dole i świetną barwą, nieprzeładowany midbasem. Wiele osób zarzuca hadeosiemsetkom, że dołu to one nie mają, w porównaniu do, dajmy na to, do planarnych Audeze LCD-2 albo Denonów AH-D7100, a tu taka niespodzianka. Kolejna rzecz to suchość i analityczność flagowego modelu Sennheisera, z tych też jest znany. HPA-21 przydaje mu gładkości, której wcześniej nie słyszałem. Rozumiecie, to wzmak równo grający, który nie jest wyprany z naturalności. Przekaz staje się niezwykle przyjemny w odbiorze przez to, nic nie irytuje, nawet podczas przechylania gałki wzmacniacza daleko poza godzinę dwunastą, a tam jest już naprawdę głośno. I tak, z niespecjalnie basowych i sterylnych słuchawek HD 800 przeistaczają się w produkt brzmiący tak, że czapka spada z dyni, kolokwialnie pisząc. Wspominam o tym wszystkim dlatego, że CMA800R robi w dużej mierze dokładnie to samo i dopatruję się w tym zasługi unikalnego, prądowego sposobu amplifikacji sygnału, który, jak by nie było, łączy zarówno klocek Bakoona, jak i Questyle'a, a hadeosiemsetkom bardzo to w smak. Phoenix w tym zestawieniu to dumny obywatel "starej", tranzystorowej i w całości napięciowej szkoły grania. OK, czas na konfrontację.8Q2A6603

Jednakże zanim przejdę do porównania obydwu wzmacniaczy, bardzo wyraźnie zaznaczam: obydwa są bardzo dobre. Muszą być, w końcu swoje kosztują. Może rozpocznę od rozkładu słyszalnego pasma na części pierwsze. Jeszcze do niedawna myślałem, że Phoenix ma znakomicie kontrolowany, punktowy bas o świetnej barwie, taki, który może kruszyć skały, tak nisko schodzi. Cóż, CMA800R na nowo definiuje pojęcie basu referencyjnego dla mnie. Ten oferowany przez sprzęt Audio-Gd ma ciemniejszą barwę, to zresztą ogólnie pasuje do jego profilu. Ale konkurent schodzi niżej, ma ładniejszą, znacznie pełniejszą barwę na całej rozciągłości, jest równie dobrze kontrolowany i bardziej dynamiczny, ogólnie lepszy. Phoenix na samym dole jest bardziej sztywny i całościowo nie tak plastyczny. Po podłączeniu słuchawek Audeze LCD-2 te moje obserwacje się potwierdziły, w ich przypadku jest dokładnie tak samo, także prądową szkołę grania lubią najwyraźniej nie tylko hadeosiemsetki. Przy czym należy pochylić czoła przed obydwoma wzmacniaczami, reprezentują bardzo, ale to bardzo wysoki poziom w kwestii niskich tonów, nawet pomimo tego, że dla mnie jeden jest słyszalnie lepszy.8Q2A6584

Średnie części pasma pokazały kolejne różnice. Gitary elektryczne poniekąd potwierdzają, jak się okazuje, ugrzecznioną naturę Phoenixa. To muzykalny sprzęt, ale w porównaniu do CMA800R brak mu pazura. Srebrny klocek odtwarza te instrumenty bardziej wyraźnie, przy czym nie traci przy tym muzykalności. Nie to, że konkurent zamula, bo tak nie jest, ale bardziej wszystko zaokrągla, ugrzecznia, solówki mają spokojniejszy drajw i nieco gorsze dociążenie. No i średnie tony Phoenix trochę cofa, co też słychać, CMA800R jest bardziej bezpośredni. Gitary akustyczne potwierdzają ten stan rzeczy, czarne pudło Kingwy ma je spokojniejsze, odrobinę mniej wyraźne, dla niektórych będą lepsze. Ale mi chyba brakowało w nich porcji energii, tylko nie zdawałem sobie z tego sprawy aż do momentu, w którym otrzymałem w swoje ręce niepozorny klocek Questyle'a. Wokaliści są za to bardzo podobni w sensie wyrazistości i barwy, brzmią równie naturalnie na obydwu sprzętach. Po raz kolejny da się usłyszeć, że Phoenix ma nieco cofnięty środek pasma, stąd ci wydają się rozlokowani nieco "dalej". Ale ponad to ciężko było o różnice.8Q2A6587

Tony wysokie obydwa sprzęty prezentują podobnie z sensie zarówno ilościowym, jak i barwowym. Wybrzmiewają równie długo i są znakomite, gładkie, to tylko dobrze świadczy o przetestowanych wzmacniaczach. Podobnie jest z rozdzielczością dźwięku, chociaż tutaj CMA800R jest tym bardziej detalicznym, niektóre rzeczy pokazuje wyraźniej, bardziej bezpośrednio. Szerokość sceny muzycznej obydwa wzmacniacze mają imponującą, ta jest rozbudowana zarówno w głąb, jak i po bokach, ciężko o różnice. Zarówno Phoenix, jak i CMS800R potrafią z wyjątkową finezją posklejać w jedną całość poszczególne instrumenty, przekaz jest bardzo plastyczny i realistyczny, pod tym względem te klocki wyróżniają się na tle masy innych wzmacniaczy. Co nie zmienia faktu, że HD 800 same w sobie są bardzo przestrzennymi słuchawkami i sporo w rzeczonej przestrzenności ich zasługi. Tak naprawdę jedyne dyferencje tutaj dotyczą napowietrzenia sceny przed słuchaczem, Phoenix jest bezsprzecznie ciemniej grającym wzmacniaczem, stąd CMA800R ma ją lżejszą, bardziej czytelną. Różnice nie są duże, ale słyszalne.8Q2A6597

Docieramy do końca. Wnioski nasuwają się same. Ponieważ HD 800 potrafią brzmieć ostro i metalicznie, a w efekcie bez życia, Phoenix jest dla nich w dalszym ciągu jednym z lepszych wyborów w tej cenie, świetnie łagodzi ich temperament, przydaje spokoju przekazowi i w istocie ta para tworzy synergiczne połączenie. Ciemny wzmak i dość jasne, szczegółowe słuchawki, to się nie może nie udać. CMA800R to inna para kaloszy, teoretycznie powinien brzmieć gorzej, bo jest jaśniejszy, nieco bardziej agresywny. Ale on robi to, czego Phoenix nie potrafi: nie dość, że nie temperuje detaliczności hadeosiemsetek, ma świetny, pełny i nisko schodzący bas, ogólnie sporo lepszy. Dodatkowo przekazuje więcej detali, napowietrza, a w efekcie otwiera scenę dźwiękową, po przesiadce na Phoenixa można czasem odnieść wrażenie, że przed słuchaczem jest roztoczony niewidzialny woal, głównie w średnich częściach odtwarzanego pasma i na nowo trzeba się przyzwyczajać do tego dźwięku. No i barwa, moim zdaniem to tutaj jest pies pogrzebany, CMA800R przy całej tej swojej dynamice i detaliczności pozostaje w dalszym ciągu bardzo gładkim wzmacniaczem, nie ostrzy i nie kaleczy, a to jest jedna z największych bolączek flagowego modelu Sennheisera. Podobne rzeczy słyszałem podczas odsłuchu HPA-21, też dało się zaobserwować tę zajebistą gładkość i impet basu, przy zachowaniu bardzo dobrej szczegółowości. Sprzęt Questyle'a nie ugrzecznia hadeosiemsetek, pozwala im robić to, co potrafią najlepiej, przy okazji wady tych słuchawek przeistacza w zalety. To jego siła i w momencie pisania tych słów jestem z niego cholernie zadowolony, bo robi to, czego Phoenix nie potrafi. Owszem, część z odbiorców może preferować bardziej ugrzeczniony przekaz dwuczęściowego klocka Kingwy. Ale nawet wyjąwszy to z równania, pozostają inne aspekty, które CMA800R ma po prostu lepsze i wierzę, że tu już nie chodzi o moje prywatne preferencje ani syndrom testowania nowego sprzętu, to już mam za sobą. Tak, jest zajebiście, tyle wiem na tę chwilę. Pozostaje mi wypożyczyć oczko w głowie Bakoona i przekonać się, czy płacąc równowartość dwóch CMA800R efekt końcowy będzie faktycznie dwa razy lepszy.    

... a teraz podsumuję

Lektura powyżej jest długa, ale mam nadzieję że przyswajalna. To, co mogę zrobić teraz to nie katować Was przydługim podsumowaniem i wypunktować te najważniejsze rzeczy. CMA800R to wzmacniacz, który bardzo, ale to bardzo dobrze radzi sobie z hadeosiemsetkami. Planarne LCD-2 w parze z nim też brzmią znakomicie. Gdyby ktoś mi zlecił wycenę tego wzmacniacza pod kątem prezencji oraz jakości dźwięku jeszcze kilka miesięcy temu, strzeliłbym, że jest wart najmarniej tysiąc "zielonych" więcej. Postęp, jaki nastąpił w segmencie tranzystorowych ampów jest faktycznie zaskakujący, co do tego nie mam wątpliwości. Questyle to w moich oczach firma, z którą konkurencja musi się teraz bardzo liczyć. Ma asa w rękawie i czekam tylko, aż reszta audiofilskiego światka słuchawkowego też się o tym przekona. Mi jest za to niezmiernie miło, że przecieram temu cacku szlaki. Prądowy stopień wzmacniający już po raz drugi mnie zadziwił, to nie może być przypadek, czekam na dalsze konstrukcje tego typu. Choć Questyle i Bakoon mają tę przewagę, że na dzień dzisiejszy dysponują gotowymi, świetnymi i opatentowanymi rozwiązaniami. Są o krok dalej niż konkurenci. 8Q2A6588

CMA800R to dla mnie na tę chwilę sprzęt plasujący się na pierwszym miejscu listy urządzeń rekomendowanych do hadeosiemsetek, które nie kosztują fortuny. Słuchajcie, Phoenix został zdeklasowany i to nie o włos. On robi rzeczy po swojemu, nieco na inną modłę i w dalszym ciągu uważam go za świetny klocek. Ale efekt końcowy jest, jaki jest - w porównaniu do CMA800R gra gorzej, na kilku płaszczyznach. Te techniczne aspekty dźwięku ma gorsze, bo o ile można się spierać nt preferencji barwowych lub tonalnych danej osoby, ze średnicą w pakiecie z woalem lub bardziej płytkim i gorzej wypełnionym basem nikt nie będzie polemizował. Poza tym Produkt Questyle'a jest mniejszy, chłodniejszy, moim zdaniem dużo lepiej wykonany w sensie staranności, a przy okazji też ładniejszy. Phoenix dysponuje większą liczbą przyłączy i pewnie ma lepszy przedwzmacniacz, to jedna z jego głównych funkcji w końcu. Ale to inna historia, można rzec, że to jest wartość dodana do dania głównego, mająca tutaj charakter ciekawostki, a nie czynnika decydującego o ewentualnym zakupie, jak by nie było, wzmacniacza słuchawkowego. 

Od siebie mogę na koniec jedynie dodać, że rekomenduję Wam, szczęśliwym posiadaczom hadeosiemsetek CMA800R z bananem na twarzy, wiem, że będziecie z niego bardzo, ale to bardzo zadowoleni. O ile w przypadku drogich, chińskich sprzętów grających zawsze mam jakieś zastrzeżenia, zazwyczaj pod względem jakości wykonania, tutaj mogę firmę Questyle jedynie pochwalić. Ich CMA800R nie dość, że gra piekielnie dobrze, to jeszcze, przynajmniej dla mnie, tak się prezentuje. Wisienką na torcie byłby czarny kolor, ale mam nadzieję, że takie wykończenie będzie niedługo dostępne. Mi pozostaje jedynie wysłać link do niniejszej publikacji producentowi, pogratulować niemałego sukcesu, no i wydębić drugi monoblok. Jeżeli "połowa" całej konstrukcji gra na takim poziomie, ciary mnie przechodzą na myśl dźwięku całości. Do następnego.

QS_logoŻeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma Questyle Audio, dobrzy ludzie tam pracujący wypożyczyli mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Panowie!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.

violator

 

Oceny (3)
Średnia ocena
Twoja ocena
xtp (2014.01.03, 21:24)
Ocena: -1
jestem zainteresowany zakupem tego wzmacniacza w jaki sposób można go nabyć? w kraju chyba nie ma dystrybutora.
Edytowane przez autora (2014.01.03, 21:25)
Violator (2014.01.05, 03:17)
Ocena: 1
xtp (2014.01.03, 21:24)
jestem zainteresowany zakupem tego wzmacniacza w jaki sposób można go nabyć? w kraju chyba nie ma dystrybutora.


Niestety nie ma, choć mam nadzieję, że szybko ktoś weźmie dystrybucję tej firmy w swoje ręce. Poszukaj na Ebay'u, tam jest ich dość dużo.
StudioPictures (2014.02.21, 17:58)
Ocena: -1
Wzmacniacz jest dostępny w Polsce http://blueaudio.pl/questyle-cma800r-p-4172.html
Questyle ma również klasyczny aczkolwiek bezprzewodowy wzmacniacz z dwoma monoblokami R200. Testuję je od miesiąca i jestem pełen podziwu dla konstrukcji.
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
Emiel_RegisFAFARproxy_netxvxwerbrozinhomatecznyhejmuffin118StanleyGrobelLukasAMDCold QualityStażystaMateusz JagiełłoMarcin-prvTomaszek19914Janek Biesiamironmanpotos1KroooxAdrian JagodzińskiArkadiusz "Sandmann" Piasektfanaticzyb3uszD. *hEll_Mariachi* PorebaMikołaj BłajekPremislausFilip CzechowskicdarekDawid "Deejw" R.Adrian Kotowski