Trenner&Friedl Art - recenzja

7
Dawid „Violator” Grzyb
Trenner&Friedl Art - recenzja

Od momentu stania się szczęśliwym posiadaczem monitorów Boenicke Audio W5, temat tej konkretnej grupy produktowej zupełnie nie chodził mi po głowie. Ani trochę. No bo i po co, skoro jestem zadowolony z tego dźwięku? Niemniej, przychodzi taki moment, w którym ciekawość bierze górę nad rozsądkiem, a dalej to rzeczy się już same dzieją. Inna sprawa, że kilka osób mi wskazało jeden konkretny produkt, którym wato się zainteresować - kolumny podstawkowe Art, austriackiej firmy Trenner&Friedl. Tak się składa, że to półka szwajcarskich monitorów. Smacznego.  

Wstęp

Jest wiele firm, które mają w nazwie... nazwiska. Czasem za niektórymi stoją faktycznie konkretne osoby, a czasem jest to po prostu tani chwyt marketingowy, który ma przydać danej marce luksusu, co by konsument miał przeświadczenie, że kupuje coś wyjątkowego. Nawet pomimo ceny najnormalniej w świecie budżetowej. Ale w biznesie zagrywki psychologiczne, mające poprawić samopoczucie klienta są jak najbardziej dozwolone i praktykowane. W efekcie nic tak go nie poprawia jak "niemiecki" produkt z nazwy. A że wytwarzany w Chinach, no i tani? Mniejsza o to, tym bardziej, że praktycznie wszystko jest tam teraz produkowane.

8Q2A8539

Niemniej, piszę o tym w celu uświadomienia niektórym, że nie za każdym razem pada się ofiarą rzeczonych zabiegów, że czasem faktycznie ludzie z krwi i kości stoją za konkretnymi markami, zwłaszcza jeżeli na tapecie jest sprzęt audio. Bang&Olufsen, choć to firma, o której mam bardzo kiepskie zdanie, nie powstałaby gdyby nie Peter Bang i Svend Olufsend, Harman Kardon nie zaistniałaby gdyby nie Sidney Harman i Bernard Kardon, a za należącą do tego kolosa marką Mark Levinson stoi... Mark Levinson. W przypadku niszowych manufaktur jest podobnie. Boenicke Audio to twór Svena Boenicke, Dan D'Agostino powołał do życia firmę Dan D'Agostino, a za daniem głównym dzisiejszej publikacji - kolumnami podstawkowymi Art austriackiej firmy Trenner&Friedl stoją panowie Peter Trenner i Andreas Friedl.

8Q2A8540

Mało tego, rzeczonych jegomościów z Austrii poznałem. Tak się jakoś poskładało, że wylądowaliśmy razem na kolacji, po pierwszym dniu zeszłorocznej wystawy AudioShow. Wtedy jeszcze nie wiedziałem kim dokładnie są. Ot, siedzi sobie obok mnie dwóch obcokrajowców, rozmawiamy o różnych rzeczach, niespecjalnie powiązanych z audio, godziny lecą. Tak naprawdę wówczas miałem zaledwie powierzchowną wiedzę o ich dokonaniach. Coś mi się tam obiło o uszy, że jest taka austriacka manufaktura, podobno niezła. Było trochę typowej gadki, wywiad środowiskowy pt.: "A czym się kierujecie przy projektowaniu? Jakie są wasze ulubione konstrukcje? Jakie przetworniki lubicie, a jakich nie? Jaką elektronikę?". Można powiedzieć, że miał miejsce dziennikarski standard nad standardy, a później szybko rozmowa zeszła na kulinarną część naszego kraju i inne tego typu pierdoły. Na koniec zasugerowano mi abym udał się koniecznie dnia następnego do pokoju z elektroniką Reimyo, bo razem z nią grają kolumny Isis. Wyjąwszy kosztujące 599 000 zł podłogówki Duke, Isis to model flagowy, wart "skromne" 95 000 zł. Wszedłem, posłuchałem i osłupiałem. Dopiero po tym wydarzeniu na dobre wykształciła się we mnie świadomość marki Trenner&Friedl. Niniejsza recenzja jest jedynie wypadkową tego jednego, konkretnego odsłuchu. Wiedziałem, że prędzej czy później do tego dojdzie. Co prawda Isis są poza możliwościami mojego pomieszczenia i elektroniki, co innego opisane poniżej monitory Art. No i mam je do czego porównać, to tylko ułatwia sprawę. Aha, kosztują 15 000 zł za parę. Tak, to jest półka Boenicke Audio W5.      

Budowa

Peter Trenner i Andreas Friedl nie wzięli się znikąd. Ci dwaj panowie zajmują się też zawodowo realizacją nagrań muzycznych i tak się jakoś poskładało, że mają dużą wiedzę inżynieryjną. Zatem powstanie niewielkiej manufaktury trudniącej się kolumnami to w ich przypadku nie jest coś szczególnie zaskakującego. W końcu skoro mają zaplecze techniczne, wiedzę i środki do tego, aby zmontować  paczki grające dokładnie tak jak oni to sobie wymyślili to... dlaczego nie? Firma Trenner&Friedl została założona w 1994 roku. Już na dzień dobry Austriacy nie szczypali się, z miejsca dali popis swoim umiejętnościom i stworzyli monstrualne skrzynki podłogowe o nazwie Duke. Ta wzięła się od postaci Duke'a Ellingtona, legendarnego pianisty jazzowego. Te półtorametrowe kolosy wizualnie nie mają nic wspólnego z monitorami studyjnymi. Ale z pewnością efekt przydał Austriakom wiatru w żagle, Duke były pierwszym krokiem do tego, aby poszerzyć  portfolio firmowe. Nie jest ono jakoś przesadnie rozbudowane, składa się w sumie z pięciu produktów. Poniżej wycenionego na 599 000 zł flagowego "księcia", są trzy konstrukcje o iście egipskim rodowodzie. To podłogowe paczki Isis (95 000 zł) oraz Pharaoh (38 500 zł), a pomiędzy nimi jest podstawkowy, choć całkiem duży monitor Ra (70 000 zł). Natomiast najniżej w ofercie jest umiejscowiony model Art, kosztujący 15 000 zł. Jego nazwa również wzięła się od nazwiska muzyka, tym razem saksofonisty Arta Peppera. W porządku, do rzeczy.8Q2A8553

Trenner&Friedl Art to niewielkie monitory podstawkowe, oczywiście pasywne. Konstrukcja jest dwudrożna, wentylowana tunelem bas-refleksu. Bryła jest nieco niezgrabna, kolumny są naprawdę głębokie (30 cm), umownie wąskie (18 cm) i niespecjalnie wysokie (27 cm). Na żywo Art i tak bardzo dobrze wygląda. Ale w takich proporcjach jest metoda, Austriacy aplikują złoty podział gdzie tylko mogą, a ich najmniejsze paczki to przykład jeden z wielu. Te kolumny mają 85 dB skuteczności, impedancję nominalną na poziomie 8 omów, masę 7,4 kg, pasmo przenoszenia zaczyna się na 44 Hz, a kończy na 40 kHz. Pudło rezonansowe jest wykonane z kilku warstw klejonego MDF-u. Jest wyjątkowo sztywne, a po pukaniu w nie nie ma żadnych oznak rezonansów, tyle podpowiada praktyka. Nic, martwa cisza. Przód modelu Art może się niektórym wydawać plastikowy, ale tak nie jest. Czarna, mocno połyskliwa płyta frontowa to w istocie materiał o nazwie Corian. Ten wynaleziony w latach 60. kompozyt pochodzi od firmy DuPont, tej samej, która ma patent na teflon. To jeden z największych producentów chemicznych na świecie, w 2014 roku był na czwartym miejscu. Corian w modelu Art jest ręcznie polerowany, z bliska prezentuje się świetnie. Ma ciekawą fakturę, jest dość odporny na zarysowania i w produkcie Austriaków się po prostu wizualnie sprawdza, choć to tylko moje zdanie. Tył austriackich paczek to szczotkowane aluminium, przykręcone do skrzynki za pomocą kilku wkrętów. Widać umieszczony w prawym dolnym rogu tunel bas-refleksu. Jest dość długi, niespecjalnie szeroki. W sąsiedztwie jest tabliczka znamionowa z numerem seryjnym. Poniżej zamontowano fantastyczne przyłącza głośnikowe firmy Cardas, opatentowany model CPBP. Poradzą sobie z każdym rodzajem kablarskiej konfekcji, choć najłatwiej jest z widełkami.   

8Q2A8496

Trenner&Friedl Art to nietypowe monitory, bo z przetwornikiem wysokotonowym umieszczonym poniżej średnio-nisko-tonowca. Nie jest to żadna nowość, podobny zabieg stosuje chociażby Mission Audio w modelu mx1. Niemniej, nie spotyka się takiej konfiguracji często. Nie próbowałem odwracania Artów i odsłuchu w takich warunkach, uznałem, że austriaccy inżynierowie wiedzieli co robią, po co wymyślać koło na nowo. Obydwa głośniki pracują w tej samej obudowie. Nie wiadomo co za firma je popełniła. Marek Dyba sugerował w swoim materiale, że to mogą być produkty Scanspeaka. Faktycznie zamontowany w modelu Art wysokotonowiec przypomina nieco jednego z przedstawicieli serii Discovery, ale nie dam sobie za to głowy uciąć. W przypadku pięciocalowego średnio-nisko-tonowca nawet nie chcę zgadywać. Ten przetwornik ma aluminiową membranę i korektor fazy. Nie jest znana częstotliwość podziału pomiędzy nimi. Natomiast wiadomo, że zwrotnica w Art (i pewnie wielu innych kolumnach tej samej firmy) jest wykonywana na zamówienie Austriaków przez Mundorfa. Okablowanie wewnętrzne to, po raz kolejny, Cardas.

8Q2A8547

Jakość wykonania monitorów Art jest bezbłędna. Na zdjęciach może i nie widać tego za dobrze, ale na żywo, po obejrzeniu i wzięciu do ręki czuć, z jak dobrze wykonanym produktem ma się do czynienia. Już pomijam takie kwestie jak idealne dopasowanie poszczególnych elementów, na tym poziomie cenowym to rzecz wręcz obligatoryjna. Chodzi mi bardziej o to, że Art wyglądają zwyczajnie na zdjęciach. Ale już po minutach obcowania z nimi dociera do nabywcy, recenzenta czy przypadkowego gapia, jak przemyślana, solidna i masywna konstrukcja to jest w istocie. Corian może wyglądać na fotkach tandetnie, ale w rzeczywistości budzi dokładnie odwrotne wrażenia estetyczne. Pudło rezonansowe również sprawia wrażenie zwyczajnego, natomiast po dotknięciu, poczuciu lakieru i przekonaniu się samemu jak sztywne jest, wszelkie wątpliwości nikną. No ale to trzeba sprawdzić własnoręcznie. Natomiast te wszystkie rzeczy, m. in. drobiazgi estetyczne i wykorzystane komponenty, jasno dają do zrozumienia, że ma się do czynienia z luksusowymi paczkami, jedynie pozornie zwyczajnymi. W Artach nic nie jest zwyczajne, a im dłużej się ich słucha, tym bardziej do odbiorcy dociera fakt, że Austriacy stosują na nim dokładnie takiego samego kalibru sztuczki, co Sven Boenicke za pomocą niepozornych W5-ek. 

Posłuchane

Aby należycie przetestować monitory Trenner & Friedl Art, skorzystałem z redakcyjnej piwnicy o powierzchni około 30 metrów kwadratowych. Jest wygłuszona, w rogach pracują pułapki basowe Goldenote Drum (40 Hz i 80 Hz). Na stoliku Lavardin K-rak spoczął Hegel H160, Integra Crayon CFA-1.2, para monobloków Trilogy Audio Systems 992 wraz z hybrydowym przedwzmacniaczem 908, w roli transportu pracował laptop, a za źródło robił Lampizat0r Level7 z lampami Psvane WE101D-L oraz silnikiem DSD. Aha, skrzynki wykorzystane w teście to Boenicke Audio W5. Kable popełniła manufaktura Forza AudioWorks, a listwa sieciowa - model PF-2 - jest od Gigawatta. Do odsłuchu wykorzystałem zestaw plików FLAC oraz WAV "ten sam, co zawsze". Co to za muzyka? Ma to marginalne znaczenie, w każdym razie mam tak przygotowany repertuar, że wyznanie o tym, gdzie jest w odtwarzanym paśmie górka, a gdzie dołek nie stanowi problemu, podobnie rozpoznanie barwy i kilku innych rzeczy. Doszły też pliki DSD, tymi się podzielę. Wystąpił Mike Oldfield z Tubular Bells i Ommadawn, Kodo z Mondo Head i Satriani ze Strange Beautiful Music. OK, do rzeczy.

8Q2A8498

Drogie monitory podstawkowe, czyli takie kosztujące powyżej magicznej granicy 10 000 zł, mają ostro pod górkę u nas w kraju. Ludzie kupują oczami, taka prawda. Optycznie więcej czegoś usprawiedliwia dużą cenę. Rozmowy z wieloma sprzedawcami i dystrybutorami tylko to potwierdzają. Zdecydowanie łatwiej jest wypchnąć do ludzi parę podłogówek wartych pieniądze wspomniane powyżej. Drogie monitory to egzotyka, produkty wręcz niesprzedawalne, koniec i kropka. Tak po prostu już u nas jest i tak najprawdopodobniej będzie aż do momentu, w którym będziemy zarabiać tyle, że €2 500 będzie tak samo traktowane jak 2 500 zł teraz. Ceny mamy unijne, a zarobki - krajowe. To właśnie dlatego nasz rynek jest powszechnie uznawany za bardzo trudny. Ciągnąc ten wątek, podstawkowe, luksusowe paczki muszą dosłownie zaginać czasoprzestrzeń żeby ktoś zechciał je przygarnąć. Raz, że konkurencji nie brakuje, a dwa, dysponując kilkunastometrowym pomieszczeniem ciężko przejść obok kilku podłogowych konstrukcji obojętnie. Tak, monitory mają ciężko pod wieloma względami. Ale praktyka pokazuje, że potrafią bardzo mocno zaskoczyć. Pisałem o tym w materiale dotyczącym modelu W5 firmy Boenicke Audio. Historia się powtarza w przypadku skrzynek Trenner&Friedl Art. Mało tego, dzieje się tak w wielkim stylu. 

8Q2A8544

Dobre paczki podstawkowe muszą grać naprawdę popisowo, aby ktoś zechciał na nie wydać ponad 10 000 zł. Barwa, przestrzenność, możliwie jak najbardziej szerokopasmowy przekaz i ogólnie pierwiastek życia to cechy wręcz konieczne. Wymagana jest też gładkość, koherencja i ogólnie przyjemność podczas odsłuchu, dźwięk nie może męczyć. Niepożądane są przywary takie jak sterylność, matowość, płaskość sceny czy jej mały rozmiar. Pisząc wprost, jest naprawdę sporo miejsca na wpadkę. Mówi się też, że audio to kompromisy. Naturalną koleją rzeczy jest zatem to, że im mniej są słyszalne tym lepiej. Trenner&Friedl Art też mają swoje ograniczenia, ale radzą sobie z nimi po mistrzowsku. To w końcu niewielkie paczki, tektonicznego dołu za ich pomocą się nie usłyszy i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Natomiast po rozstawieniu ich pierwsza rzecz, którą się odbiera to fantastyczny bas. Całe moje pomieszczenie odsłuchowe zostało nim znakomicie wypełnione. Nie tylko ilościowo jest dobrze, jakościowo to też światowa klasa. Niskie tony mają dobre zejście jak na niewielkie monitory, znakomitą barwę i są wzorowo prowadzone, nie ma najmniejszych oznak dudnienia, wydęcia czy przysłonienia pozostałych części pasma.

8Q2A8533

Bas jest też lekko zaokrąglony i świetnie różnicowany. Zmiana tempa jest dobitnie pokazana, raz może być  sprężyście i naturalnie, by po chwili było znacznie wolniej i pełniej. Nie miało znaczenia, czy słuchałem Sabriny formacji Einsturzende Neubauten, czy Thunderstruck AC/DC. Model Art swoim basem często zadziwia. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że znakomicie wyśrodkowano ten podzakres pod względem ilościowym. Stanowi integralną część każdego utworu, ani przez moment nie odniosłem wrażenia, że mogłoby go być więcej lub mniej. Po kilku godzinach osłuchania się kompletnie przestał mi przeszkadzać brak najniższego, tektonicznego dołu. Reszta jest po prostu za dobra, żeby się nad tym rozwodzić. Nie kryję sprytnie w tym miejscu niedostatków austriackich paczek. Jedynie zaznaczam, że naprawdę niczego mi nie brakowało.

8Q2A8535

Środek pasma też nie pozostawia wątpliwości, że ma się do czynienia z brzmieniowo nadspodziewanie udanym produktem. Materiał DSD formacji Queen tylko potwierdził, że środek pasma Art załatwiają wzorowo. Żeby daleko nie szukać, wokal Johnny'ego Casha w Rusty Cage brzmi tak, jak gdyby ów muzyk śpiewał tylko dla słuchacza. Jest cholernie czysto, wyraźnie i organicznie, nie ma nawet cienia ostrości w jego głosie. Nie brak mu za to dociążenia, wypełnienia. Gitara akustyczna brzmi w tym samym utworze kompletnie, nie grają tylko struny, ale cały instrument, słychać dosłownie wszystko. Cover utworu Vienna formacji Ultravox, ale w wykonaniu Clawfingera pokazuje, że gitarom elektrycznym też absolutnie niczego nie brakuje. Jest energia, masa i szybkość, no i charakterystyczne ciepło. Gdybym miał się czegokolwiek tutaj czepiać, to naprawdę tylko i wyłącznie na siłę.

8Q2A8514

Choć są momenty, w których przekaz ma pewną dozę metaliczności. Szybka weryfikacja pokazuje, że austriackie paczki są bardzo wyczulone na jakość nagrań. Przykładowo, starszych albumów Theriona naprawdę ciężko się słucha. Nie dość, że przeszkadza rozdzielczość, to jeszcze i barwa kluczowych instrumentów. Niemniej sprawiedliwość należy oddać, bo do dobrze zrealizowanego, metalowego czy rockowego grania Arty zabierają się znakomicie. Jak się na liście trafiał Machine Head z Witch Hunt, to kolana same się uginały. Tam się po prostu wszystko zgadzało. Słychać było, że to mocno gitarowe granie, ale świetnie dociążone, dobitne, punktowe, szybkie, z wszystkimi wysokotonowymi przeszkadzajkami w stosownej ilości i jakości. No i transparentne, to kolejna zaleta modelu Art, ale o tym więcej za chwilę. Pierwowzór tego samego nagrania, oczywiście formacji Rush, również nie zawiódł.8Q2A8562

Górne rejestry też są znakomite, austriackie paczki nie błądzą. Po pierwsze nie brak sopranów, po drugie mają bardzo informacyjny charakter, tylko jest podany w kulturalny sposób. Góra nie jest po prostu jasna, postawiono nacisk na długość wybrzmień i masę talerzy. Ponieważ są tak dobrze rozciągnięte i barwowo świetne, ale ilościowo nieprzekombinowane, odbiera się je jako organiczne, dopracowane, stawiające kropkę nad i podczas odsłuchu, co tylko przydaje prezentacji koherencji. Bez żadnego efekciarstwa. Słychać wyrafinowanie po prostu, nie ma sensu nazywanie tego zjawiska inaczej. Natomiast jedną z największych zalet modelu Art jest przestrzenność. Wiele osób niewierzących w to, że tak małe monitory potrafią wypełnić całe pomieszczenie dźwiękiem, po kilku minutach z austriackimi paczkami będzie porażonych. Kolumny bez żadnego ale znikają, to się dzieje natychmiast. Fantastycznie oddają głębię sceny, jej złożoność, szerokość oraz gabaryty poszczególnych instrumentów. Gdy chcę być naprawdę przybity do ściany efektowną przestrzenią, to sobie włączam utwór Arabesque formacji Nightwish. Są w nim takie momenty, w których w ułamku sekundy wydarzenia przed słuchaczem gwałtownie rosną, do tego poziomu, że ściany lokum stanowią barierę. Trenner&Friedl Art tak właśnie to pokazują. Dzieje się dużo nie tylko po bokach, ale też idealnie na wprost słuchacza. Słysząc to zaręczam, że niejedna osoba będzie w stanie zaledwie przytaknąć głową i uśmiechnąć się pod nosem, bez jakiegokolwiek komentarza. Idzie to w parze ze świetnym napowietrzeniem tej przestrzeni, nie ma najmniejszych szans na atak klaustrofobii, jest niebywale czysto i dynamicznie. Mało tego, austriackie paczki można rozkręcić naprawdę głośno, a przekaz i tak pozostanie wyraźny, niezniekształcony. Nie raz widziałem wartości rzędu 85 dB na mierniku i jedynie zdrowy rozsądek powstrzymywał mnie przed dalszym kręceniem gałką przedwzmacniacza w prawą stronę. Niemniej, niezależnie od ciężkości nagrania czy jego złożoności, można było jeszcze cisnąć.

8Q2A8561

Przyszedł czas porównań. Nie będzie jednak KEF-ów LS50. Powód jest prosty: w starciu z Artami to chłopiec do bicia. Nie widziałem w tym sensu. Co innego Boenicke Audio W5. Tutaj robi się naprawdę ciekawie. Obydwie pary skrzynek grają zupełnie inaczej, inne rzeczy faworyzują. Mają też swoje ograniczenia. Przykładowo, model Art ma więcej dołu w porównaniu do konkurenta. Nie to, że W5 go nie ma. Ale w dużym pomieszczeniu brak dodatkowej kolumny niskotonowej daje się okazjonalnie we znaki. Słychać też, że austriackie paczki to ogólnie cięższa, masywniejsza szkoła grania. Idą za tym pewne następstwa, a pierwsze i dość oczywiste to to, że z tytułu większego nasycenia zagrają z większą porcją mięsa w większym pomieszczeniu. Nie będzie też przesadą napisanie, że mają one bardziej romantyczny charakter niż W5.

8Q2A8546

Co innego bliskie pole, tam te różnice się zmniejszają, na biurku u mnie Art nie grają aż tak popisowo co konkurent. Ale jedynie z czystej przyzwoitości o tym wspominam, bo nie do takich warunków zostały zaprojektowane. Przekaz W5 ma słyszalnie bardziej informacyjny charakter, więcej mikro detali jest podanych odbiorcy, dźwięk jest ogólnie lżejszy. Choć to nikogo nie powinno dziwić, różnice w ilości niskich tonów pomiędzy porównywanymi paczkami są spore, W5 skupia uwagę słuchacza wyżej. Skoro przy tym jesteśmy, szwajcarskie paczki mają bas jeszcze bardziej wyrywny, szybszy i konturowy, co można lubić. Natomiast przesiadka na austriacki model jest równoznaczna z natychmiastowym przyrostem masy w tym podzakresie. Jabłka i pomarańcze, choć nie przeczę, Art mi się tu bardziej spodobały.

8Q2A8503

Na środku pasma też jest inaczej. Ilościowo jest porównywalnie, jakościowo też. Ale po raz kolejny Art pokazuje się z tej bardziej obłej i treściwszej strony. To nie jest tak, że W5 są odchudzone, oj nie, też pokazują nieco mięsa. Natomiast słychać, że faworyzują kontur i detal. Górny podzakres to potwierdza. Szwajcarskie paczki są jakościowo zdecydowanie w tej samej lidze co Art, natomiast góry ilościowo mają nieco więcej i jest odrobinę bardziej doświetlona. Pod względem przestrzenności też słychać kolejne różnice. Choć ciężko w to uwierzyć, W5 kreślą jeszcze większy obraz przed słuchaczem, jeszcze bardziej rozciągnięty za kolumnami, na wprost odbiorcy równie wieloplanowy. Jest to też nieco zwiewniejszy przekaz, z uwagi na bardziej skąpy dół pasma to żadne zaskoczenie. W5 także grają bardziej w punkt, są precyzyjniejsze, choć tak po prawdzie Art to też granie wpisujące się w ten schemat, tylko w mniejszym stopniu. 

8Q2A8521

Podsumowując, Art mają bardziej romantyczny i treściwszy charakter, W5 skupiają uwagę odbiorcy na detalach i niesamowitej przestrzenności. Natomiast pomimo różnic ilościowych w kwestii dociążenia, to wiadome na tym etapie, obydwa modele mają też kilka cech wspólnych, chociażby organiczność i gładkość. Już te dwa aspekty dobitnie pokazują, że w obydwu przypadkach mamy  do czynienia z wyrafinowanym, dopracowanym przekazem, ale inną filozofią, innymi priorytetami. Zarówno Art, jak i W5 to ta sama półka jakościowa, cholernie wysoka. Wisienką na torcie jest fakt, że obydwie pary paczek dostarczają niesamowitej przyjemności z odsłuchu, godzinami można je katować i dziwić się co jakiś czas, że tak małe pudełka wydają z siebie tak duże, namacalne dźwięki.     

Podsumowane

W materiale poświęconym Boenicke Audio W5, a konkretniej w podsumowaniu, napisałem, że te małe, niepozorne paczki to zabójca syndromu męskiego macho i traktowanie ich niepoważnie to kardynalny błąd. Moje zdanie w tej kwestii nie zmieniło się ani odrobinę. Ale wiecie co? Historia lubi się powtarzać, bo Trenner&Friedl Art również doskonale wpisują się w ten sam schemat. Robią dokładnie to samo co W5: cholernie zaskakują swoją niepozornością, nota bene na całej rozpiętości pozytywnie. Zdecydowana większość odbiorców po prostu nie może być przygotowana na to, co austriackie maleństwa mają do zaoferowania, nie spodziewa się tego. No bo jak to tak? Takie kruszyny, a taki dźwięk? A jednak, a jednak.

8Q2A8560

To nie przypadek, duet Trenner i Friedl doskonale wie co robi, podobnie jak Sven Boenicke. To są ludzie, którzy po prostu znają się na rzeczy, nie ma w tym przypadku. To głównie za to, plus fantastyczne wykonanie, płaci się tyle pieniędzy. Gdybym miał wybierać, zostaję przy szwajcarskich paczkach, ale to kwestia moich prywatnych preferencji, niczego innego. Natomiast jest dla mnie wyjątkowo jasne, że W5 i Art odprawiają te same czary, słuchacz dostaje w twarz dokładnie tak samo wyszukany dźwięk, choć podany na dwa zupełnie inne sposoby. Niemniej, obydwa cholernie dobre. I z tym was zostawiam. Do następnego.  

mojeaudioŻeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma MojeAudio, dobry człowiek tam pracujący wypożyczył mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Krzysiek!

Lista urządzeń, z których korzystam podczas testów znajduje się tutaj.V.logo

Oceny (8)
Średnia ocena
Twoja ocena
Alioth (2015.09.21, 10:32)
Ocena: 4
Szkoda, że autor nie próbował zgadywać co to za głośniki.
Midwoofer przypomina seasa H1141-08 L15RLY/P (~15cm)
Tweeter przypomina starą dobrą vifę XT25SC-90-04

Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem, ale tylko ta vifa ma taki stożek, Scan Speak ma ostry 'szpic'. Zarówno illuminator jak i revelator. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosić Scana o modyfikację głośnika, ale w tych kolumnach tego nie widzę. Te głośniki są zbyt podobne (z zewnątrz takie same) jak te, które wymieniłem.

Przy tak abstrakcyjnych cenach zawsze zastanawiam się, czy to grają głośniki, czy może cyferki reprezentujące cenę.

W drugim przypadku mogę zrozumieć - płacisz dużo, wygląda ładnie, więc ładnie gra.

To pierwszy przypadek mnie zastanawia. Albo twórcy tego sprzętu odkryli coś, czego nie udało się odkryć NIKOMU innemu i zaaplikowali te głośniki w sposób lepszy od KOGOKOLWIEK na świecie. Albo mamy do czynienia z przypadkiem drugim :)

Podobną rozkminę miałem przy leContoure. Wszyscy próbują mi wcisnąć, że te głośniki są tyle warte, pomimo że wyraźnie widać, że 'szału nie robią'. Przyznam szczerze, nie słuchałem ani opisywanych tutaj zestawów, ani leContoure, ale słyszałem te głośniki. Jakkolwiek dobre, to nie rewelacyjne (choć pierścieniówka Vify zawsze mi się podobała).

Trenner&Friedl Art to generalnie moim zdaniem jakieś 'porąbane' kolumny. W tej cenie mamy wyjątkowe Harbeth SHL5 (lub 30.1). Dlaczego wyjątkowe? Autorskie rozwiązania głośnikowe, których nie posiada ŻADNA inna firma. Podobnie mamy u Dynadio 25 special. Choć ja osobiście uważam, że te Dynaudio to jakaś pomyłka, to rozumiem, że ktoś może nie chcieć innego dźwięku - jest tak charakterystyczny, że albo kochasz, albo nie cierpisz.

Arty? Na rodzimym rynku mamy znakomicie brzmiące i wyglądające Audiowave 141 SE. I choć jestem przeciwnikiem tej wysokotonówki (aluminiowy seas), to muszę przyznać, że da się ją zignorować, albo zamaskować lampowym wzmacniaczem (choć równie dobrze można kupić po prostu equalizer...).

Sądzę, że w takim przypadku ciekawe byłoby porównanie Audiowave z Artami. Różnica powinna być kosmetyczna i wywołana przez wysokotonówkę, która - moim zdaniem - jest lepsza w Austriakach.

Dla zainteresowanych projekt DIY: http://diyaudio.pl/showthread.php/22087-Al...kt-by-raven1985
Edytowane przez autora (2015.09.21, 10:42)
Violator (2015.09.21, 13:38)
Ocena: 2
Alioth (2015.09.21, 10:32)
Szkoda, że autor nie próbował zgadywać co to za głośniki.
Midwoofer przypomina seasa H1141-08 L15RLY/P (~15cm)
Tweeter przypomina starą dobrą vifę XT25SC-90-04


Dobre oko.

Alioth (2015.09.21, 10:32)

Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem, ale tylko ta vifa ma taki stożek, Scan Speak ma ostry 'szpic'. Zarówno illuminator jak i revelator. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosić Scana o modyfikację głośnika, ale w tych kolumnach tego nie widzę. Te głośniki są zbyt podobne (z zewnątrz takie same) jak te, które wymieniłem.


Nie chodziło mi o Illuminatory i Revelatory. Scan Speak z serii Discovery ma podobny front. Ale faktycznie chyba masz rację, że to Vifa, wizualnie za dużo się zgadza. Scan Speak ma inny układ magnetyczny, inną obudowę.

Alioth (2015.09.21, 10:32)

Przy tak abstrakcyjnych cenach zawsze zastanawiam się, czy to grają głośniki, czy może cyferki reprezentujące cenę.


13 000 zł to nie jest jeszcze cena abstrakcyjna. To nie ona gra. Już Ci wyjaśniam. KEF LS50 są w swoim przedziale świetne, kosztują jakieś 4 000 - 4 500 za parę, moim zdaniem zarzynają sporo droższej konkurencji. Ale w porównaniu do Artów po prostu nie ma co z nich zbierać. Różnica jest kolosalna. Z tego tytułu uważam, że zarówno W5, jak i Art są warte tej kasy. Robią z LS50 co chcą pod każdym możliwym względem i to słychać z miejsca, dosłownie po minutach.

Alioth (2015.09.21, 10:32)

W drugim przypadku mogę zrozumieć - płacisz dużo, wygląda ładnie, więc ładnie gra.


To nie tak, ocenia się kompletny produkt, ale dźwięk najbardziej. Słyszałem sporo drogich paczek i jakoś bez entuzjazmu było. Nie jaram się już ceną. To przechodzi z czasem, im więcej drogich produktów się przerabia.

Alioth (2015.09.21, 10:32)

To pierwszy przypadek mnie zastanawia. Albo twórcy tego sprzętu odkryli coś, czego nie udało się odkryć NIKOMU innemu i zaaplikowali te głośniki w sposób lepszy od KOGOKOLWIEK na świecie. Albo mamy do czynienia z przypadkiem drugim :)


Jeszcze raz podkreślam: cena nie robi na mnie żadnego wrażenia. Natomiast dźwięk, oj bardzo. Wiesz, jak coś świetnie gra, to jak ktoś jest obeznany z kilkoma porównywalnymi cenowo skrzynkami po prostu to słyszy. To punkt odniesienia (W5 i LS50) mi pokazuje, co tak naprawdę Art sobą reprezentuje.

Alioth (2015.09.21, 10:32)

Trenner&Friedl Art to generalnie moim zdaniem jakieś 'porąbane' kolumny. W tej cenie mamy wyjątkowe Harbeth SHL5 (lub 30.1).


Te Harbethy są sporo większe. Siłą Art jest też to, że są malutkie, niepozorne. To m. in. dlatego to tak wyjątkowe paczki, podobnie jak jeszcze mniejsze, a grające jeszcze większą przestrzenią W5.

Ogólnie sporo ciekawych rzeczy tu napisałeś. Dzięki.
Alioth (2015.09.21, 17:59)
Ocena: 0
Jak dobrze pamiętam Scan Speak Discovery = Vifa lub Peerless, ale tutaj nie będę się upierał. Sonus Faber lubił pierścieniową Vifę. Podobno świetnie grała w ich zestawach.
Jeszcze raz podkreślam: cena nie robi na mnie żadnego wrażenia. Natomiast dźwięk, oj bardzo. Wiesz, jak coś świetnie gra, to jak ktoś jest obeznany z kilkoma porównywalnymi cenowo skrzynkami po prostu to słyszy. To punkt odniesienia (W5 i LS50) mi pokazuje, co tak naprawdę Art sobą reprezentuje.

Tu chyba wychodzi nasza różnica w postrzeganiu świata. Ty postrzegasz audio głównie poprzez gotowe, sklepowe konstrukcje (o których w sumie niewiele wiem), ja skręciłem w kierunku DIY. Dla mnie 13 000zł za te głośniki to jest abstrakcja, bo wiem ile kosztują na rynku hobbystów i na co je stać. Pamiętam jakim rozczarowaniem były Isophon Europa, a jak mi powiedzieli ile to kosztuje to parsknąłem śmiechem. Generalnie za dobrze wykonaną konstrukcję w sklepie sobie wołają zdecydowanie zbyt dużo, a to co jest w cenach 'akceptowalnych' z punktu widzenia cen DIY jest... bardzo słabe.

Jeśli miałbyś okazję porównać Arty z Audiowave 141 SE byłbym wdzięczny. Spodziewam się, że Arty będą lepsze (wysokotonówka), ale jak ktoś nie posiada 13kzł, to 141SE wydają się być ciekawą alternatywą.
Edytowane przez autora (2015.09.21, 18:00)
Violator (2015.09.21, 19:50)
Ocena: 0
Alioth (2015.09.21, 17:59)

Tu chyba wychodzi nasza różnica w postrzeganiu świata. Ty postrzegasz audio głównie poprzez gotowe, sklepowe konstrukcje (o których w sumie niewiele wiem), ja skręciłem w kierunku DIY. Dla mnie 13 000zł za te głośniki to jest abstrakcja, bo wiem ile kosztują na rynku hobbystów i na co je stać. Pamiętam jakim rozczarowaniem były Isophon Europa, a jak mi powiedzieli ile to kosztuje to parsknąłem śmiechem. Generalnie za dobrze wykonaną konstrukcję w sklepie sobie wołają zdecydowanie zbyt dużo, a to co jest w cenach 'akceptowalnych' z punktu widzenia cen DIY jest... bardzo słabe.


Mnie DIY nie interesuje od strony zawodowej z czysto praktycznego powodu: jeżeli ktoś pod wpływem tego co piszę będzie chciał kupić produkt X, albo chociaż poznać... to się pojawi problem. No bo nie da się go w sieci nabyć. Skromne grono sobie z przeszkodą poradzi, ale większość jednak nie. Nie przekreślam zasług DIY, chociażby LampizatOr się z tego wywodzi, ale o dostępność się wszystko rozchodzi. No i ludziom od DIY zdecydowanie za łatwo przychodzi ocenianie gotowych paczek, brandowanych konkretną marką. Za łatwo. Dlatego parskają śmiechem. A nie brak tam ewenementów. Oj nie.

Alioth (2015.09.21, 17:59)

Jeśli miałbyś okazję porównać Arty z Audiowave 141 SE byłbym wdzięczny. Spodziewam się, że Arty będą lepsze (wysokotonówka), ale jak ktoś nie posiada 13kzł, to 141SE wydają się być ciekawą alternatywą.


Nie sądzę, to stara konstrukcja. Takie produkty też z wiadomych powodów omijam. Może kiedyś, gdy czas pozwoli. Teraz mam zdecydowanie za dużo bieżących rzeczy do ogarnięcia. Tak się niestety sprawy mają.
kristoflampart (2015.09.25, 22:56)
Ocena: -3
Co do DIY: 'No bo nie da się go w sieci nabyć'. To testuj chociaż takie, które się da, np. HiFime. Jakbyś też samemu kiedyś coś poskładał cuzamen do kupy typu głośniki, to by Ci nie zaszkodziło, a może dostrzegłbyś tę zaletę DIY, że nagle poświęcając trochę prywatnego czasu można osiągnąć rezultaty zbliżone do sklepu za ułamek ceny. A satysfakcji z tego wynikającej nie zastąpi żaden fabryczny sprzęt (wiem, bo od czasu do czasu sam coś tam sobie od biedy klecę). A wtajemniczanie w tajniki DIY potomk(inię/a) na przykładzie własnoręcznie (dobrze) skleconych konstrukcji to już totalnie czysta satysfakcja :)
BluFox (2015.09.26, 07:44)
Ocena: -1
kristoflampart (2015.09.25, 22:56)
Co do DIY: 'No bo nie da się go w sieci nabyć'. To testuj chociaż takie, które się da, np. HiFime. Jakbyś też samemu kiedyś coś poskładał cuzamen do kupy typu głośniki, to by Ci nie zaszkodziło, a może dostrzegłbyś tę zaletę DIY, że nagle poświęcając trochę prywatnego czasu można osiągnąć rezultaty zbliżone do sklepu za ułamek ceny. A satysfakcji z tego wynikającej nie zastąpi żaden fabryczny sprzęt (wiem, bo od czasu do czasu sam coś tam sobie od biedy klecę). A wtajemniczanie w tajniki DIY potomk(inię/a) na przykładzie własnoręcznie (dobrze) skleconych konstrukcji to już totalnie czysta satysfakcja :)


Witaj w klubie miłośników Diy Audio i często trzeźwego spojrzenia na wyroby welo-seryjne w cenach z kosmosu ;-)
https://www.youtube.com/watch?v=pm3rDbXbZRI
Violator (2015.09.26, 14:40)
Ocena: 1
kristoflampart (2015.09.25, 22:56)
Co do DIY: 'No bo nie da się go w sieci nabyć'. To testuj chociaż takie, które się da, np. HiFime. Jakbyś też samemu kiedyś coś poskładał cuzamen do kupy typu głośniki, to by Ci nie zaszkodziło, a może dostrzegłbyś tę zaletę DIY, że nagle poświęcając trochę prywatnego czasu można osiągnąć rezultaty zbliżone do sklepu za ułamek ceny. A satysfakcji z tego wynikającej nie zastąpi żaden fabryczny sprzęt (wiem, bo od czasu do czasu sam coś tam sobie od biedy klecę). A wtajemniczanie w tajniki DIY potomk(inię/a) na przykładzie własnoręcznie (dobrze) skleconych konstrukcji to już totalnie czysta satysfakcja :)


Wszystko fajnie, ale jak pisałem - nie mam czasu na to. Kiedyś z pewnością, mam pewien dwudrożny plan w głowie. Ale nie teraz. Doba jest za krótka.
Zaloguj się, by móc komentować
Najnowsi blogerzy
ZenFistunknown_soliderhainczludojadkrzysztofwolongiewiczPuszorMuMineQPhalandircicior112kozarovvkristoflampart[DH] BanitovhpMade In 3WŚruTubaFoxaZlotoUchyGorylJaRoMalloygatorListonosz_złej_nowinytomeczek80max-bitroksiphaker146Blog technologiczny TECHNETQingwaWodziantracer123Windows7 fanWojtek Żuchowski