Audiofilia

70
Wojtek Żuchowski
Audiofilia

Masturbacja sprzętowa, kablowy onanizm – to tylko niektóre określenia audiofilii. Przez wielu wyśmiewana, jest podstawą całkiem sporej gałęzi przemysłu. Z jednej strony naprawdę warto się przekonać, jak dobrze może grać sprzęt hi-fi w porządnie zaadaptowanym akustycznie pomieszczeniu, z drugiej nie da się ukryć, że cały ten biznes w mniejszym lub większym stopniu opiera się na efekcie placebo, bo cena oraz wygląd urządzenia i w ogóle wszelkie oczekiwanie zmiany na plus zawsze spotęgują nawet faktyczne różnice w brzmieniu.

Do tego celem licznych audiofilów wcale nie jest maksymalny realizm w porównaniu z wykonaniem na żywo, bo na żywo często słychać znacznie mniej, inni zaś w cyzelowaniu niuansów, rzeczywistych bądź wyimaginowanych, niekiedy nie dostrzegają kwestii zasadniczych, na przykład kilkunastodecybelowych albo jeszcze większych różnic wprowadzanych przez rezonanse pomieszczenia lub wynikłych ze zjawiska nakładania się fal bezpośrednich i odbitych (SBIR – Speaker Boundary Interference Response).

Jednak audiofilia to nie tylko sprzęt prześwietlający na wylot każdą płytę i tak zwane audiofilskie nagrania, w których niekiedy słychać nieporównanie więcej niż w pierwszym rzędzie podczas koncertu, i to często za cenę nienaturalnej akustyki. To także dążenie do choćby namiastki wykonania na żywo i/lub po prostu przyjemności ze słuchania niemęczącego, wolnego od podbarwień dźwięku. Duża część współczesnych nagrań sama w sobie jest wystarczająco męcząca przez kompresję dynamiki, nadmierną bliskość wykonawców i ogólnie kiepską pracę zespołu technicznego. To zresztą jeden z powodów, dla których wielu wcześnie rezygnuje z dalszych poszukiwań, bo droższe urządzenia po prostu stają się zbyt dokładne i wymagają selekcji płyt. Czy poszukiwanie sprzętu po prostu „wystarczająco dobrego” to też audiofilia? Dlaczego nie?

To obszerne pojęcie. Jedni wydają dziesiątki, setki tysięcy złotych na coś, co zapewnia im jedynie efekt placebo (czy to za sprawą ceny, czy po prostu różnicy w głośności; już 0,2 dB więcej sprawia, że jakość wydaje się lepsza) albo tylko nieznaczną poprawę, zamiast dopłacić do mieszkania z salonem o lepszych proporcjach i/lub wykonać przyzwoitą adaptację akustyczną, co mogłoby przynieść różnice idące w dziesiątki decybeli. Inni zaczynają od tego, co wnosi mierzalną i zasadniczą poprawę, choćby właśnie od zmiany lokum, szczegółowych pomiarów odpowiedzi pomieszczenia i adaptacji (której koszt nawet bez zmian w konstrukcji ścian, podłogi i sufitu może sięgać kilkunastu tysięcy złotych). Jeszcze inni po prostu dobierają przyzwoity sprzęt, który nie przetrzebi im kolekcji płyt, i delektują się muzyką – w ciszy, przy zgaszonym lub stłumionym świetle, a nie na ulicy albo w tramwaju.

Różne są też oczekiwania co do dźwięku. Są, owszem, ludzie, którzy w nielicznych „audiofilskich” płytach szukają takich cech, jak maksymalna szczegółowość, superdokładna lokalizacja źródeł pozornych, jak największa dynamika. Inni lubią rozmach, lecz słuchają głównie brzmień syntetycznych albo muzyki wymagającej wzmocnienia, w której położenie źródeł pozornych określa realizator. Jeszcze inni słuchają namiętnie klasyki, tam zaś poszczególni wykonawcy znajdują się we wspólnej przestrzeni, a ingerencje w naturalną scenę dźwiękową są względnie małe, albo wręcz minimalne. W tym przypadku zależnie od gatunku najbardziej mogą doskwierać na przykład ograniczenia dynamiczne, ograniczenia rozmiarów wirtualnej sceny, podbarwianie i wyostrzanie. Ja, słuchając nagrania pięciogłosowej XVI-wiecznej polifonii w 10-osobowym składzie dokonanego w jednym z fantastycznych akustycznie francuskich opactw, nie przejmuję się tym, że sprzęt nie odtwarza rzeczy, których na koncercie przy tak długim pogłosie nie wychwyciłbym nawet w pierwszym rzędzie pośrodku. Tym bardziej że taki skład znakomicie uwydatnia każde podbarwienie, czy to ze strony kolumn, czy pomieszczenia, co samo w sobie jest po prostu męczące. Nie potrzebuję tu wielkiej dynamiki, ogromnych rozmiarów sceny, nadmiernej szczegółowości, a nawet niezwykle precyzyjnej lokalizacji; najwięcej wniesie umiarkowane (!) skrócenie czasu wybrzmiewania, wyrównanie go dla poszczególnych częstotliwości i zestaw dyfuzorów Schroedera, które rozproszą fale jak nic innego bez przetłumiania pokoju.

huelgas-ensemble_agricola

Huelgas Ensemble podczas nagrania muzyki Alexandra Agricoli w opactwie Fontevraud

Dobrym przykładem podejścia czysto audiofilskiego i bardziej muzycznego są nagrania Vespro della Beata Vergine Claudia Monteverdiego zespołów Boston Baroque (Telarc) i Cantar Lontano (E lucevan le stelle). W tym drugim wcale nie słychać więcej niż w najlepszym miejscu podczas kościelnego koncertu, pogłos jest potężny i rozchodzi się naturalnie, a przed muzykami jest dużo „powietrza”. To pierwsze, pochodzące z „audiofilskiej” wytwórni, jest znacznie bardziej szczegółowe, pogłos jest dość krótki i zawężony (co zwraca uwagę zwłaszcza podczas odsłuchu z użyciem kolumn), brzmienie wydaje się o wiele bardziej studyjne, a wszystko pomimo tego, że i tu wykonawcy zdają się stać dość daleko od mikrofonów. Innymi słowy, mamy potężną przestrzeń jako taką, ale częściowo bez tego, co normalnie się z nią wiąże i co wielu spośród tych, którzy szukają w dźwięku wyselekcjonowanych cech, uważa za niedogodność.

praetorius

Gabrieli Consort & Players w katedrze w Roskilde podczas nagrania rekonstrukcji bożonarodzeniowej liturgii opartej na muzyce Michaela Praetoriusa

Tak więc co kto lubi. Oczywiście, trudno nie zgrzytać zębami, słysząc raz po raz te same mity, wiedząc, jak się przepłaca za tak zwany high-end, i widząc taki sprzęt w niezaadaptowanym pokoju, może też o niekorzystnych proporcjach. A przecież także całkiem spore pomieszczenia o dobrych gabarytach, i to umeblowane, mogą wprowadzać duże przekłamania w rozkładzie ciśnienia akustycznego, znacznie przekraczające niedokładności współczesnych kolumn, już nie mówiąc o nawet 1–2-sekundowych różnicach w czasie wybrzmiewania poszczególnych częstotliwości.

Nie zamierzam rozpoczynać w tym miejscu dyskusji o wpływie kabli i różnicach między wzmacniaczami lub innymi elementami zestawu, internet aż od tego huczy. Niewątpliwie jednak za sprzęt audio przepłacamy, i to mocno. Dość przywołać sławny eksperyment Roberta Carvera, który udowodnił, że można dokładnie skopiować charakterystykę cenionego i bardzo drogiego wzmacniacza nawet bez otwierania obudowy, by sprzedawać takie urządzenie z zyskiem za kilkadziesiąt razy mniej. (Test polegał na jednoczesnym odtwarzaniu tego samego sygnału przy takiej samej głośności w odwróconych fazach, co w razie powodzenia dawało... ciszę).

Tak, jestem audiofilem. Nie mam wyobraźni muzyka, który umie uzupełnić sobie w głowie co trzeba, albo wręcz z taką samą przyjemnością po prostu czyta nuty. Gdy Tallis Scholars nagrali moje dwa ulubione motety Cypriana de Rore, latami czekałem, aż to samo zrobi Huelgas Ensemble. Nawet nie ze względu na wykonanie, choć owszem, wolę słuchać tych drugich, lecz dlatego, że spodziewałem się naturalniejszego, wypełnionego powietrzem brzmienia, bo wiedziałem, że za konsoletą znienawidzonego (i z jakiegoś powodu przez wielu cenionego) Philipa Hobbsa zastąpi fantastyczny Markus Heiland. I stało się: w zapowiedzi nowej płyty zobaczyłem jeden z nich. Cieszyłem się jak dziecko i byłem zawiedziony jak nigdy przedtem, kiedy z niewyjaśnionych przyczyn akurat ten utwór wypadł z ostatecznej wersji. Odtwarzając Tallisów, wciąż wysilam wyobraźnię i próbuję dośpiewać sobie w głowie co trzeba. Kto chciałby usłyszeć, co mam na myśli, niech wyszuka w Spotify frazy: rore ave regina tallis oraz agricola gloria huelgas. (Niestety, akurat nagranie Rorego trochę rozczarowało; nie w każdym wnętrzu da się osiągnąć pożądany rezultat, a najwyraźniej muzycy nie zawsze mogą wybrzydzać). Mnie to robi zasadniczą różnicę. Czy to jest antymuzyczne?

Oceny (26)
Średnia ocena
Twoja ocena
Makaan (2015.07.21, 22:09)
Ocena: 0
Dzięki za linki, posłucham w wolnej chwili.

'Audiofilskie' wersje różnych albumów mogą być czasami dużo lepsze. Zaznaczam - czasami. Gęsty plik hi-res nie oznacza od razu wysokiej jakości.
Mam na myśli audiofilskie remiksy, takie jak na przykład 'Buena Vista Social Club' ze sklepu HDTracks, czystsze, o zupełnie innej scenie i separacji, albo po prostu cichsze i bardziej dynamiczne wersje zwykłych albumów, jak na przykład 'Dream Theater' czy 'American Idiot' Green Day.
wojtzuch (2015.07.21, 23:04)
Ocena: 4
No właśnie, czasem jest na odwrót: różne 24/96/192 (i w ogóle wszelkie wersje remastered) padają ofiarą loudness war i trzeba szukać oryginalnych CD, bo w nowych wydaniach z pierwotnej dynamiki niewiele zostaje. (Niestety, w takim Spotify zwykle są dostępne wyłącznie te nowsze). Dużo można się o tym dowiedzieć z http://dr.loudness-war.info.
T_G (2015.07.23, 08:57)
Ocena: 17
Audiofilia - jak sama nazwa wskazuje... albo choroba albo zboczenie ;)
HΛЯPΛGŌN (2015.07.23, 09:31)
Ocena: 11
Audiofilia to nie tylko słuchanie, to ciągłe poszukiwanie lepszego dźwięku. Gorzej jak to idzie w obsesję.
Vendeur (2015.07.23, 11:56)
Ocena: 26
Audiofilia w zaawansowanej postaci to zwykła głupota i efekt placebo, co wielokrotnie udowodniono już w testach. Żaden audiofil jednak nie przyzna temu racji, bo jego profesjonalizm ległby w gruzach, podobnie jak żaden producent, bo przecież spadłaby sprzedaż. Przewody w cenie od 1000 za metr, kolumny za setki tysięcy złotych, grające o niebo lepiej od tych za 90 tys... Jasne...

Sam lubię dobrej jakości dźwięk, mam go w domu, mam w samochodzie. Potrafię odróżnić gdy coś gra lepiej lub gorzej. Przy testach głośnika bt Snab Jukebox JB-1 znalazłem mankamenty brzmieniowe, których nie uświadczył tutejszy spec audio Violator. Dopóki ich nie wykazałem producentowi, także nie miał o nich pojęcia. Na końcu jednak przyznał mi rację. Ale na Boga, bez przesady...

Przez 2 tygodnie testowałem karty muzyczne Xonar DX oraz Phoebus. Rewelacyjne przecież... Problem był tylko taki, że wcale nie grały lepiej od integry. Rzekomo trzeba było poustawiać coś. No to poustawiałem i dźwięk był inny, może przyjemniejszy faktycznie. W efekcie tych testów ustawiłem tak samo integrę i zaczęła grać identycznie. Muzyczne zatem obie sprzedałem.

To samo przewody. Oelhbach posrebrzany wcale nie 'gra' lepiej niż tani kabel z miedzi za kilka zł/m. Zarówno w tym przypadku jak i przy kartach testowałem na wysokiej jakości utworach muzycznych/instrumentalnych, na wavach po 1500kb/s. Odsłuch ogólny jak i skupienie się na poszczególnych instrumentach, niuansach. Różnic BRAK.

Gratuluję więc wszystkim audiofilom marnowania życia i pieniędzy na poprawę własnego ego ;). Zdecydowanie wolę zamiast wydawać 3-5k złotych na przewody, wybrać się w tej cenie w podróż do Azji, a zamiast wydawać dziesiątki tysięcy na super hiper sprzęt, zwiedzić świat.

Zaawansowana Audiofila to choroba.
Dideq (2015.07.23, 11:58)
Ocena: 3
A ja napiszę tak: nieważne czy audiofila to choroba, uzależnienie, hobby, pasja, czy po prostu sposób na spędzanie czasu i wydawanie pieniędzy. Jeśli sprawia to przyjemność to jest to takie samo hobby jak tuning aut, kolekcjonowanie kapsli, czy modelarstwo. Ja jestem melomanem, uwielbiam słuchać muzyki wysokiej jakości, ale mierzę siły na zamiary. Operuję tylko w niskim zakresie cenowym za sprzęt, bo nie mam warunków żeby słyszeć jakość z droższego sprzętu, ale ogólnie to moja sprawa na co wydam gotówkę. Lubię to i to nie jest powód żeby się nabijać z audiofili. :)
Edytowane przez autora (2015.07.23, 14:31)
Vendeur (2015.07.23, 12:21)
Ocena: 10
Oczywiście, każdy ma swoje priorytety w życiu. Jedni wolą przeznaczać ostatnie oszczędności na sprzęt muzyczny, drudzy na komputery, inni na samochód tylko po to, aby się pokazać, a jeszcze kolejni np. na podróże po świecie. Nic mi ani nam do tego :). Co nie zmienia faktu, że niektóre z tych zachowań osobiście uznaję za dziwne i zupełnie nie utożsamiam się z nimi. I jakkolwiek w wielu z nich można zauważyć wyraźne różnice (Audi jest lepsze od Forda, GTX980Ti jest lepszy od GTX960, podróż do Chin jest ciekawsza od podróży w Tatry), tak w kwestiach audio niekoniecznie. I chodzi mi tylko o sam fakt, że niektórzy zaciekle bronią tych swoich wydumanych prawd, które w wielu przypadkach (nie zawsze) są po prostu zwykłym placebo.
mr.peter (2015.07.23, 12:22)
Ocena: 2
Jako muzyk mogę Wam kilka rzeczy 'naprostować'. Po pierwsze jakość nagrania. Jeśli ktoś mówi, że nie słyszy różnicy między mp3 a wave tzn. że albo mu słoń na ucho nadepnął albo ma tak kiepski sprzęt który rzeczywiście nie jest w stanie pokazać różnicy. Dla logików a nie dobry słuchaczy czy muzyków przypomnę tylko, że mp3 to mniej więcej 1/10 podstawowego utworu - Ten sam utwór w Wave ma 50 mb , mp3 z niego 5 mb. Po drugie.. sygnał analogowy i cyfrowy - spójrzcie na wykres fali z jednego i drugiego źródła, gdzie analog da idealną sinusoidę a cyfrowowy sygnał to malutkie schodki próbujące dorównać tej linii. Po trzecie wreszcie sprzęt. Nie każdego stać na sprzęt za 1.000, 10.000 czy 100.0000. Ale każdy myśli że czym droższy sprzęt bedzię grał lepiej. Oczywiście że w dolnej granicy cenowej jak najbardziej tak ale w górnej już nie konicznie. Po pierwsze to dla każdego lepiej to inne wytyczne - jak z gustem każdy ma swój a po drugie nawet nie chodzi o to, że lepiej tylko inaczej. Założeniem sprzętu za grube pieniądze jest oddanie wierności brzmieniowej nagrania co do np. zarejestrowanego koncertu czy wierności brzmienia danego instrumentu. Tak wię warto inwestować w dobry sprzęt ale bez przesady. Przesłuchałem już wiele zestawów kolumn, odtwarzaczy i wiem że sprzęt za maks. 10.000 (kolumny, wzmacniacz i odtwarzacz) to naprawdę rewelacyjne brzmienie a jeśli kogoś stać na więcej proszę bardzo ale nie jest to jakaś żelazna zasada.
Podsumowując, najpierw trzeba mieć 'ucho' bo jeśli nie odróżnia się jakości wspomnianej mp3 od pełnowartościowych nagrań to lepiej darować sobie 'wyścig zbrojeń' poniewać na dobrym sprzęcie tym bardziej wychodzą na wierzch niedoskonałości tego formatu. Później trzeba trochę potestować różne sprzęty i umieć ocenić co nam się podoba, co nie lub co jesteśmy w stanie usłyszeć tak żeby nie wpuścić się w bezsensowne ( nie poparte muzycznym aspektem) prześciganie się włąsnie tego typu - ile kosztował metr danego kabla, licząc w tysiącach oczywiście. Chyba ,że tak jak wcześniej wspomniałem jak kogoś stać proszę bardzo. Chcę tylko powiedzieć że dla większości ludzi niestety, nawet dziesięciokrotna różnica w cenie sprzętu nie jest słyszalna.
budi22 (2015.07.23, 12:44)
Ocena: -3
Dideq (2015.07.23, 11:58)
A ja napiszę tak: nieważne czy audiofila to choroba, uzależnienie, hobby, pasja, czy po prostu sposób na spędzanie czasu i wydawanie pieniędzy. Jeśli sprawia to przyjemność to jest to takie samo hobby jak tuning aut, kolekcjonowanie kapsli, czy modelarstwo. Ja jestem melomanem, uwielbiam słuchać muzyki wysokiej jakości, ale mierzę siły na zamiary. Operuję tylko w niskim zakresie cenowym za sprzęt, bo nie mam warunków żeby słyszeć jakość z droższego sprzętu, ale ogólnie to moja sprawa na co wydam gotówkę. Lubię to i nie powód żeby się nabijać z audiofili. :)


dobrze prawisz!
muffin118 (2015.07.23, 12:57)
Ocena: 3
Sporo ludzi odróżnia mp3 128-192 (gorzej już 320) od wav, flac, akurat to nie podważalny fakt. Ale niektórzy mają już obsesję (albo już tak mocno wyczulone ucho, na wyższe/niższe częstotliwości), że muszą ciągle poszukiwać 'doskonałego'.
MAR89TUM (2015.07.23, 13:03)
Ocena: 11
muffin118 (2015.07.23, 12:57)
Sporo ludzi odróżnia mp3 128-192 (gorzej już 320) od wav, flac, akurat to nie podważalny fakt. Ale niektórzy mają już obsesję (albo już tak mocno wyczulone ucho, na wyższe/niższe częstotliwości), że muszą ciągle poszukiwać 'doskonałego'.


A ja dam sobie wszystko obciąć, że 95% ludzi nie odróżni mp3 320 kb/s od FLAC, WAV.

Zenon_Waleczny (2015.07.23, 13:11)
Ocena: 11
Muzyki, która zrobiła na mnie największe wrażenie, która weszła głęboko i siedzi we mnie do dzisiaj, słuchałem po raz pierwszy jakieś 25 lat temu na zdezelowanym magnetofonie kasetowym. I kiepska jakość mi absolutnie nie przeszkadzała. Mam wrażenie, że większość audiofilów nie szuka tego, co w muzyce najważniejsze - duszy, i tego, co porywa. A bez niej muzyka nawet na najlepszym sprzęcie jest do dupy.

To jak z maniakami pucowania samochodów do absolutnego lustra. Jaką bedziesz mieć przyjemnośc z jazdy nawet najfajniejszym autem, jeśli ciągle z tyłu głowy będziesz myślał o tym, że zakurzą ci się odpicowane felgi, muchy oblepią grilla, a deszczyk splugawi ten piękny wosk na lakierze? :)
Edytowane przez autora (2015.07.23, 13:13)
Makavcio (2015.07.23, 13:16)
Ocena: 5
Z audiofilią jest jak z 'wielbicielami dobrego wina' czy z kawoszami. Różnica pomiędzy dziadostwem i czymś ze średniej półki jest gigantyczna i chociaż oczywiście są ludzie głusi, którzy jej nie zauważą, to są też ludzie, którzy nie rozróżnią Domatora od Porto Ruby. Sprawdzałem. 'Wyszukanemu towarzystwu' lałem wino za 5 zeta i smakowało. Problem się zaczyna powyżej półki średniej, bo wtedy już znakomita większość osób działa tylko w oparciu o efekt placebo. Nowe = lepsze.

Dużo racji ma tu muffin. Są ludzie, także wśród 'audiofilów', którzy nie rozróżnią 128kb/s mp3 od dźwięku bezstratnego. Tutaj nawet, na forum PcLaba, osoby doradzające mi przy zakupie słuchawek mówiły mi, że te czy inne będą dobrze grać z telefonem. Przeraziło mnie to, bo to właśnie są ci pół-głusi ludzie, którzy żyją w świecie placebo. Nie jestem w stanie odróżnić na telefonie dźwięku słabego i dobrego, a w teście ślepym, który zrobiłem sobie swojego czasu na wcale nie jakimś bardzo audiofilskim sprzęcie, jestem w stanie rozpoznać w 100% przypadków różnicę pomiędzy plikiem mp3 320kb/s i flac (próbka 25 utworów w dwóch kodowaniach). Ba, ta różnica jest dla mnie uderzajaća i jeśli na przykład streaming w TIDAL się skopie i zamiast dźwięku bezstratnego mam kompresję stratną, od razu muszę to poprawić. Słyszę to i mi przeszkadza.

Z drugiej strony, jeśli komuś się to podoba, to proszę bardzo.Jeśli muzyka z ładnego głośnika lepiej mu brzmi, niż muzyka z mniej ładnego, to czemu nie? Ja z kolei nie rozumiem ludzi, który kupują drogie samochody. Auto to auto. Ma mnie zawieźć z punktu A do B i tyle. Bezpiecznie, w miarę komfortowo, ale różnica w wygodzie pomiędzy samochodem za 100.000 a tym za 250.000 dla mnie nie istnieje. Tak samo jak nie istnieje dla mnie różnica między tanim pinot noire za 25-30 złotych za butelkę i tym za 100-150 złotych czy droższym. Dzięki temu walę tańsze winko i jestem równie szczęśliwy. Znakomita większość ludzi może słuchać muzyki z telefonu i też być szczęśliwa. Dotyczy to nawet co poniektórych tutejszych audiofilów.
Makavcio (2015.07.23, 13:25)
Ocena: 4
Zenon_Waleczny (2015.07.23, 13:11)
Muzyki, która zrobiła na mnie największe wrażenie, która weszła głęboko i siedzi we mnie do dzisiaj, słuchałem po raz pierwszy jakieś 25 lat temu na zdezelowanym magnetofonie kasetowym. I kiepska jakość mi absolutnie nie przeszkadzała. Mam wrażenie, że większość audiofilów nie szuka tego, co w muzyce najważniejsze - duszy, i tego, co porywa. A bez niej muzyka nawet na najlepszym sprzęcie jest do dupy.

Ludzie najbardziej lubią piosenki, które już kiedyś słyszeli ;)
W dzieciństwie dziwiłem się, jak ludzie mogą lubić tych wszystkich Rolling Stonesów czy Led Zeppelin. Przecież tam nie ma nic specjalnego. Coś sobie plimkają, coś sobie śpiewają. Liroy lepszy, niech żyje Metallica!
Potem, poniekąd przypadkiem, wpadł mi w ręce sprzęt Tonsila od wujka, który dostał go jako ostatnią wypłatę w upadającej fabryce. No i on tam miał parę winyli, w tym niedostępny dzisiaj z powodu Zbigniewa Chujdysa pierwszy album Perfektu. No i w jedno popołudnie gusty muzyczne zmieniły mi się całkowicie, bo po prostu do tej pory wydawało mi się, ze muzyka to długie włosy i drący mordę przygłup, a potem się okazało, że tam naprawdę coś gra. Coś, czego po prostu człowiek nie słyszał na kaseciaku za słuchawkami-pchełkami.
Ubiq (2015.07.23, 13:40)
Ocena: 6
przeszedłem przez kilkanaście sprzętów audio i kolumn, ostatnio kompletowałem znajomemu sprzęt do sali kinowej za kilkanaście tys., byłem na paru odsłuchach,
Jeśli chodzi o jakość dźwięku,to moje wrażenia są takie:
- pierdziawki komputerowe do 200 zł - brzmienie=2/10
- tanie plastikowe kino domowe z supermarketów - brzmienie = 2/10
- kolumny aktywne do komputerów (wszelkie microlaby, edifier) = 5/10
- monitory +tanie wzmacniacze do 1500 = 7/10
- zestawy za kilka tysięcy = 9/10
- zestawy za kilkanaście tysięcy = 9,1/10
- zestawy za kilkadziesiąt tysięcy = 9,1/10

Wiem, że to duże uproszczenie, ale chodzi mi o to, że powyżej pewnego pułapu cenowego, sprzęt gra już tak przyzwoicie że, wszelkie różnice, są albo tak subtelne albo ich nie ma, a jedynie towarzystwo audiofili próbuje sobie wmówić, że jednak warto dołożyć te marne 20 000 i kupić coś dobrego a nie crap za 5000...
Edytowane przez autora (2015.07.23, 13:43)
deton24 (2015.07.23, 14:01)
Ocena: -1
'już 0,2 dB więcej sprawia, że jakość wydaje się lepsza'
To chyba drobna uszczypliwość w moim kierunku, po wizycie w moim temacie. Może nie na Labie, ale w innych wątkach o tym samym prostowałem że to nie była aż taka mała różnica, bo jest być może nie możliwa do rozróżnienia, ale wbrew powszechnej opinii, poniżej 1dB, da się usłyszeć. I wcale to nie był tam argument za: 'lepsze czy gorsze' po prostu inne. A chodziło o flac vs wav. Różnice tak marginalne że, jeśli w ogóle występują, nie warto by w sumie o nich pisać.
Wolałem się usprawiedliwić. Poza tym artykuł bardzo dobry. Dzięki. I zgadzam się, że robi się boleśnie na lepszym sprzęcie jak ta muzyka jest często produkowana, i różna od siebie w brzmieniu. .
Pan Zenon (2015.07.23, 14:10)
Ocena: -3
Mnie, póki co, wystarczy moja Yamaha Pianocraft E730 z 'box'owymi' głośnikami. Może kiedyś wymienię je na lepsze, dodam głośnik niskotonowy... Ciężko nazwać siebie audiofilem lecz zdecydowanie doceniam przyzwoitej jakości sprzęt w porównaniu z samograjami z marketu. Śpiewam w chórze, muzyka towarzyszy mi na co dzień, w związku z tym wymagania mam większe niż przeciętne. Portfel niestety nie nadąża za nimi...

W kwestii rozróżnienia mp3 128kbit/s, doskonale pamiętam wychwytywane różnice na przykładzie utworów JM Jarre'a odtwarzanych z oryginalnych CD, a odtworzeń mp3 z komputera poprzez komputerowe głośniki - dźwięk 'spłaszczony', pozbawiony ostrości... Po prostu program przyciął z dołu i z góry tak, aby plik był jak najmniejszy. 15 lat temu nie protestowałem. Dzisiaj nie odważyłbym się na takie 'łajdactwo' :-)

Ze sprzętem hi-fi jest jak z winem - 10-krotnie droższe wino nie jest 10 razy lepsze. Podobnie kolumny np. Bang&Olufsen - wyglądają świetnie ale nie są 100-krotnie lepsze od moich, bo kosztują 100 tyś zł zamiast 1 tyś zł. Z pewnością zasługują na to by nazwać je dziełem sztuki użytkowej!

Osoba, która ma lepiej rozwinięty zmysł słuchu, może mieć problem - zazwyczaj sprzęt odpowiadający potrzebom kosztowałby tyle ile dobrej jakości... samochód... Jeśli 'śpisz na pieniądzach' - to nie Twój problem :-)

* * *
Kwestia rzeczonego audiofilstwa to bardzo często wynik ponadnormatywnych możliwości finansowych. Kupowanie ultradrogiego sprzętu jako wyznacznika zamożności nie jest niczym niezwykłym. Pół biedy, jeśli idzie za tym rzeczywiste zapotrzebowanie. Gorzej, kiedy snobizm idzie w parze z zapotrzebowaniem na muzykę niezbyt wysokich lotów... W końcu zamożność nie musi być wprost proporcjonalna do rozwoju emocjonalnego. Częściej spotykamy pewnie osoby, kiedy ta zależność jest jednak odwrotnie proporcjonalna...
Edytowane przez autora (2015.07.23, 14:17)
irulax (2015.07.23, 14:22)
Ocena: 3
Zenon_Waleczny (2015.07.23, 13:11)
Muzyki, która zrobiła na mnie największe wrażenie, która weszła głęboko i siedzi we mnie do dzisiaj, słuchałem po raz pierwszy jakieś 25 lat temu na zdezelowanym magnetofonie kasetowym. I kiepska jakość mi absolutnie nie przeszkadzała. Mam wrażenie, że większość audiofilów nie szuka tego, co w muzyce najważniejsze - duszy, i tego, co porywa. A bez niej muzyka nawet na najlepszym sprzęcie jest do dupy.

To jak z maniakami pucowania samochodów do absolutnego lustra. Jaką bedziesz mieć przyjemnośc z jazdy nawet najfajniejszym autem, jeśli ciągle z tyłu głowy będziesz myślał o tym, że zakurzą ci się odpicowane felgi, muchy oblepią grilla, a deszczyk splugawi ten piękny wosk na lakierze? :)


Mam dwóch kumpli, którzy na wyścigi pasjonują się sprzętem grającym. Od pewnego czasu zauważyłem, że jakakolwiek próba pogadania o muzyce szybko zostaje przekierowana na sprzęt. Tak jakby sam sprzęt był najważniejszy.
wojtzuch (2015.07.23, 14:34)
Ocena: 1
deton24 (2015.07.23, 14:01)
'już 0,2 dB więcej sprawia, że jakość wydaje się lepsza'
To chyba drobna uszczypliwość w moim kierunku, po wizycie w moim temacie. Może nie na Labie, ale w innych wątkach o tym samym prostowałem że to nie była aż taka mała różnica, bo jest być może nie możliwa do rozróżnienia, ale wbrew powszechnej opinii, poniżej 1dB, da się usłyszeć. I wcale to nie był tam argument za: 'lepsze czy gorsze' po prostu inne. A chodziło o flac vs wav. Różnice tak marginalne że, jeśli w ogóle występują, nie warto by w sumie o nich pisać.


Nie, nie znam tamtego wątku, po prostu w eksperymentach, o których czytałem, wyszła taka, a nie inna liczba. Właściwie dotyczy to rozróżniania źródeł jako takiego, ale z reguły większą głośność ludzie odbierają właśnie jako lepszą jakość. Stąd się wzięła choćby wspomniana przeze mnie w drugim komentarzu loudness war, w której chodzi o to, by uczynić utwór atrakcyjniejszym („hotter”) od sąsiednich.
Edytowane przez autora (2015.07.23, 15:32)
MaryjanKP (2015.07.23, 15:39)
Ocena: 0
mr.peter (2015.07.23, 12:22)
Jako muzyk mogę Wam kilka rzeczy 'naprostować'. Po pierwsze jakość nagrania. Jeśli ktoś mówi, że nie słyszy różnicy między mp3 a wave

To zależy, na czym słuchasz - jeśli źródłem jest smartfon, a przetwornikiem słuchawka douszna, to rzeczywiście nie słuchać różnicy.
MP3 jest bardzo starą i prymitywną technika kompresji stratnej, wysokiej klasy OGG jest praktycznie nieodróżnialny of FLAC, (ale , w związku z tym , że kompresja jest już tu słaba, a dostęp do olbrzymich pojemności dysków jest teraz normą, to używanie formatu MP3, czy nawet OGG do przechowywania muzyki nie ma najmniejszego sensu)
HΛЯPΛGŌN (2015.07.23, 16:15)
Ocena: 3
Vendeur (2015.07.23, 11:56)

Przez 2 tygodnie testowałem karty muzyczne Xonar DX oraz Phoebus. Rewelacyjne przecież... Problem był tylko taki, że wcale nie grały lepiej od integry.

Nawet jesli Xonar DX nie jest kartą wysokich lotów, to samego faktu innej budowy wynika inny dźwięk. Jesli dla Ciebie gra tak samo jak integry np. Realteka to pora przebadać słuch.
Vendeur (2015.07.23, 16:49)
Ocena: 1
HΛЯPΛGŌN (2015.07.23, 16:15)

Nawet jesli Xonar DX nie jest kartą wysokich lotów, to samego faktu innej budowy wynika inny dźwięk. Jesli dla Ciebie gra tak samo jak integry np. Realteka to pora przebadać słuch.


No tak, standardowa gadka o badaniu słuchu... Ciekawe, czy audiofile badają swój, bo ja akurat mam kilka audiogramów ze szpitala sporządzonych przy okazji innej choroby. Jak to określił lekarz, słuch mam zaskakująco dobry :).
sebapclab (2015.07.23, 17:10)
Ocena: 4
temat jest tak długi i tak obszerny, że naprawdę nie wiadomo od czego zacząć i aby go opisać to nie sposób zmieścić się w 20 takich artykułach. Ale zasadniczo...
1. Audiofilstwo to niebezpieczne dla budżetu natręctwo oparte mocno na auto sugestii lub sugestii osób trzecich. Jakiś czas temu koledzy wmawiali mi, że słyszą różnicę po podmianie przewodu cyfrowego a także kabla HDMI. Mówię ok, zróbmy test.... test oblali. Twierdzili, że mp3 to zło najgorsze na świecie (owszem, to jest zło;)) Ale mówię no to koledzy... w kompie i na płycie leci ta sama piosenka. Oba urządzenia korzystają z tego samego DAC - nie ma problemu aby porównać. Koledzy audiofile polegli - nie odróżniali właściwie! A sprzęt... cóż, apli stereo za 30 tyś pln, kolumny studyjne Harbeth, solidne srebrne przewody i przyzwoity akustycznie pokój. Polegli z kretesem. Próby na odróżnienie źródła? oczywiście, każde zupełnie inaczej gra. Więc co ślepe testy? Taaaak... tym razem koledzy mieli pewność, że odgadną w 100%. Polegli.... Ale byli zdziwieni. Ale... przechodzimy do punktu drugiego
2. Sprzęt się różni chociaż trudno wychwycić pojedyncze zmiany - nawet jeśli one istnieją a nie są tylko pozorne i wyimaginowane. Sprzęt gra lepiej, gorzej. Droższy zazwyczaj lepiej, czasami tylko inaczej. Im wyższy pułap i większa ogólna poprawność tym trudniej za jednostkę pieniądza kupić poprawę. Zatem o co tu chodzi? chodzi o to, że w danym budżecie całość sprzętu może zagrać tak lub inaczej. Powtarzam, całość. Zestaw. Wszystko razem. Łącznie z pomieszczeniem. Różne rodzaje muzyki stanowią też mniejsze lub większe lub mniejsze wyzwanie. największe to chyba porządne rockowe łojenie. Trudno zrobić tak aby brzmienie było szybkie, miłe dla ucha, potężne niczym podmuch dźwięku pod sceną. Da się? da... wyższa szkoła jazdy:) Ale pojedynczy element nic tu nie zmieni. Trzeba mieć trochę doświadczenia i wyobraźni aby kupić sprzęt, który dobrze się wpasuje w nasze preferencje i pomieszczenie. Ma to sens? O ile słuchasz muzyki, kupisz sprzęt i o nim zapomnisz to ma.
unknown_solider (2015.07.23, 17:56)
Ocena: 3
irulax (2015.07.23, 14:22)
Zenon_Waleczny (2015.07.23, 13:11)
Muzyki, która zrobiła na mnie największe wrażenie, która weszła głęboko i siedzi we mnie do dzisiaj, słuchałem po raz pierwszy jakieś 25 lat temu na zdezelowanym magnetofonie kasetowym. I kiepska jakość mi absolutnie nie przeszkadzała. Mam wrażenie, że większość audiofilów nie szuka tego, co w muzyce najważniejsze - duszy, i tego, co porywa. A bez niej muzyka nawet na najlepszym sprzęcie jest do dupy.

To jak z maniakami pucowania samochodów do absolutnego lustra. Jaką bedziesz mieć przyjemnośc z jazdy nawet najfajniejszym autem, jeśli ciągle z tyłu głowy będziesz myślał o tym, że zakurzą ci się odpicowane felgi, muchy oblepią grilla, a deszczyk splugawi ten piękny wosk na lakierze? :)


Mam dwóch kumpli, którzy na wyścigi pasjonują się sprzętem grającym. Od pewnego czasu zauważyłem, że jakakolwiek próba pogadania o muzyce szybko zostaje przekierowana na sprzęt. Tak jakby sam sprzęt był najważniejszy.


Tak samo na labie. Pod każdą zapowiedzią gry lub recenzją same smuty o optymalizacji, fps i czy idzie na ultra a jeśli nie to hejt, ewentualnie pieprzenie o grafice. Kiedy mnie gra interesuje to odpalam i gram, często nawet nie zwracam uwagi pierwszego dnia jakie ustawienia się wczytaly jeśli tytuł mnie bardzo interesuje, ważne żeby było powyżej 60 fps choćby na minimalnych ustawieniach, reszta zależy tylko od grywalności.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 02:01)
wojtzuch (2015.07.23, 18:03)
Ocena: 2
sebapclab (2015.07.23, 17:10)
[...] Sprzęt się różni chociaż trudno wychwycić pojedyncze zmiany - nawet jeśli one istnieją a nie są tylko pozorne i wyimaginowane. Sprzęt gra lepiej, gorzej. Droższy zazwyczaj lepiej, czasami tylko inaczej.[...]


Często jednak po prostu mniej lub bardziej zmienia się głośność. Bez jej precyzyjnego wyrównania w ogóle nie ma co porównywać sprzętu.
predatormax (2015.07.23, 18:30)
Ocena: 12
Na forum audiofilów noszącym nazwę Audioholics pojawiła się fascynująca notka. Jeden z jego aktywnych uczestników twierdzi, że przeprowadził badanie, w którym kabel firmy Belden dawał dokładnie takie samo brzmienie, jak... zrobiony z drutu wieszak na ubrania!
Eksperymentator umówił się ze swoim bratem, że ten podmieni markowe przewody na cztery odpowiednio skręcone druciane wieszaki. W tym samym czasie zgromadzona w pomieszczeniu piątka audiofilów miała oceniać jakość płynącego z głośników brzmienia.
Oryginalne kable to Monster Ultra Series THX 1000 Audio Interconnect zbudowane na bazie przewodów Belden i kosztujące ok. 100 dolarów za sztukę. W badaniu wykorzystano też głośniki Martin Logan SL-3. Producenta wieszaków nie podano.
W czasie podwójnie ślepiej próby - nikt nie wiedział, kiedy kable zamieniane są na wieszaki - audiofile nie potrafili odróżnić brzmienia drutu od dźwięku dawanego przez markowe przewody. Wszystkie ponoć brzmiały tak samo doskonale.
Czy więc czerwone tabletki działają lepiej niż białe? Wygląda na to, że tak - pod warunkiem, że biorący je chory nie jest niewidomy...
HΛЯPΛGŌN (2015.07.23, 18:40)
Ocena: 0
Vendeur (2015.07.23, 16:49)
HΛЯPΛGŌN (2015.07.23, 16:15)

Nawet jesli Xonar DX nie jest kartą wysokich lotów, to samego faktu innej budowy wynika inny dźwięk. Jesli dla Ciebie gra tak samo jak integry np. Realteka to pora przebadać słuch.


No tak, standardowa gadka o badaniu słuchu... Ciekawe, czy audiofile badają swój, bo ja akurat mam kilka audiogramów ze szpitala sporządzonych przy okazji innej choroby. Jak to określił lekarz, słuch mam zaskakująco dobry :).


Zatem chodzi o świadomość słuchania i zrozumienia w jaki sposób dźwięk wypełnia przestrzeń. Możesz nie słyszeć różnicy bo coś jest skopane w ustawieniu głośników, wzmacniacz zamula czy coś w ten deseń. Nie obrażaj się, z tym słuchem nie chodzi o problem samego ucha, ale wrażliwość na odbiór dźwięku. Jakkolwiek muzykę masz w głowie nieprawdaż ? :)
Arael (2015.07.23, 22:20)
Ocena: 1
Dla miłośników odsłuchu audio 'hires' i innych, którzy podobnie beznadziejnie pobłądzili:
http://xiph.org/~xiphmont/demo/neil-young.html (plus dwa filmiki autora z demonstracją)
deton24 (2015.07.23, 22:22)
Ocena: 0
Nie, nie znam tamtego wątku, po prostu w eksperymentach, o których czytałem, wyszła taka, a nie inna liczba. Właściwie dotyczy to rozróżniania źródeł jako takiego

Dziwnie strzeliłem. Tam też było porównywanie źródeł. Wszyscy uparcie twierdzili że niemożliwym jest usłyszeć 0.2dB, a takiej wartości użyłem.
wojtzuch (2015.07.23, 23:02)
Ocena: 0
deton24 (2015.07.23, 22:22)
Nie, nie znam tamtego wątku, po prostu w eksperymentach, o których czytałem, wyszła taka, a nie inna liczba. Właściwie dotyczy to rozróżniania źródeł jako takiego

Dziwnie strzeliłem. Tam też było porównywanie źródeł. Wszyscy uparcie twierdzili że niemożliwym jest usłyszeć 0.2dB, a takiej wartości użyłem.


W tekście, do którego prowadzi odnośnik we wpisie #34, jest o tym mowa:

The human ear can consciously discriminate amplitude differences of about 1dB, and experiments show subconscious awareness of amplitude differences under .2dB. Humans almost universally consider louder audio to sound better, and .2dB is enough to establish this preference. Any comparison that fails to carefully amplitude-match the choices will see the louder choice preferred, even if the amplitude difference is too small to consciously notice. Stereo salesmen have known this trick for a long time.

The professional testing standard is to match sources to within .1dB or better. This often requires use of an oscilloscope or signal analyzer. Guessing by turning the knobs until two sources sound about the same is not good enough.
borizm (2015.07.24, 00:20)
Ocena: -4
Nawet różnica między sprzętem bardzo dobrym, a najlepszym istnieje i nie może zostać łatwo 'skopiowana', bo jest to fizycznie niemożliwe, gdy taki np. Krell ma wyjście o 10 większym prądzie niż jakiś niby dobry japoniec, albo gdy wspomniany Krell nie ma szkodliwego 'globalnego sprzężenia zwrotnego', które ma 99.999% wzmacniaczy w tym także nic nie warte tzw. wzmacniacze 'referencyjne' za dziesiątki tys. zł. Tego nie da się zasymulować, tak jak nie da się zasymulować bolidu F1 drogim samochodem stockowym.

Siedzę w audio od 25 lat, a ostatnio przerabiam stary sprzęt, aby z badziewia (najczęściej 'made in Japan) zrobić coś, czego nawet wybitni producenci angielscy nie potrafili uzyskać.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 00:34)
borizm (2015.07.24, 00:32)
Ocena: -4
Co do jakości i typu kabli - potrafi być to przepaść (radykalna różnica brzmienia) w zależności od reszty komponentów (jakości, charakteru, charakterystyki prądowo napięciowej wejść/wyjść) i typu kabli (przewodnika, geometrii, dielektryka).
Jeśli wymieniając element zestawu, lub elementy toru audio w środku urządzenia nie słyszy się różnicy, to nie dlatego, że jej nie ma, tylko dlatego, że reszta lub chociażby jeden z elementów (ucho, płyta/materiał, pomieszczenie, klocki, kable) są/jest do bani i determinują brzmienie, którego nie da się już łatwo zmienić.

Jakoś kabli faktycznie może faktycznie nie mieć żadnego znaczenia, ale tylko przy przesyle informacji w czysto prądowy sposób, a nie napięciowy, jak ma to miejsce w sprzęcie audio domowym. Przy przesyle napięciowym niejednorodność struktury przewodnika (nie wdając się w fizyczne uzasadnienie) jest jak popękany most, który jakość się trzyma - przejechać jakoś można, ale samochód będzie wrakiem.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 00:36)
zyghom (2015.07.24, 03:17)
Ocena: 1
Na poczatku mialem sluchawki 'od telefonu'. Potem 'odkrylem' mp4nation i kupilem Brainwavz M2 (150zl). Jak uslyszalem roznice to... az mnie zatkalo.
Potem odkrylem HM5 za ok 500zl i tu nastapil przeskok. To co uslyszalem w HM5 rozwala mnie do dzis - juz pare lat. Ostatnio kupilem sluchawki BT AKG845 za ok 1000zl i... maja sie nijak do tych HM5 za 500zl. Podsumowac? Jakosc nie jest liniowa funkcja ceny - ba, czasem jest odwrotna funkcja.
Ale zeby nie bylo tak zawsze po M2 przeszedlem na Dunu 2000 za ok 1000zl i.... znow wyladowalem w niebie.
Tak wiec raz jest tak, a raz jest siak.
Lukson (2015.07.24, 07:38)
Ocena: 3
Dlaczego nadworny audiofil pclaba się tutaj nie wypowiada? Czyżby bał się linczu?

Audiofilia to tak wyżej napisali porąbane zboczenie. Amortyzatory zapobiegające wibracją płyt tektonicznych, układanie kabli z uwzględnieniem promieniowania magnetycznego ziemi, słuchanie muzyki tylko wtedy gdy księżyc i inne planety są w odpowiednim czasie i przestrzeni.

Dążenie do odtwarzania jak najwierniej dźwięku - OK. Ale skąd wiadomo, że dźwięk jest wiernie nagrany?
xolox (2015.07.24, 08:06)
Ocena: 2
@Lukson gdy audiofile będą mieli już idealny sprzęt do odtwarzania wtedy zajmą się sprzętem do nagrywania.

Niech tam sobie ludzi inwestują i kupują zabawki.... Ale kurde jak ktoś opisuje dźwięk, rozsmakowuje się w detalach i różnicach mówi o przepaści w jakości itp itd A boi się porównania w ślepym teście no to chyba coś jest nie tak.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 08:16)
Lukson (2015.07.24, 09:55)
Ocena: 0
@xolor
Dlatego dla mnie tacy ludzie to debile bo inaczej nie można ich nazwać.
Lemonardo (2015.07.24, 11:09)
Ocena: 10
mr.peter (2015.07.23, 12:22)
Jako muzyk mogę Wam kilka rzeczy 'naprostować'.

Jako ktoś, kto zna podstawy teoretyczne cyfrowego przetwarzania audio mogę kilka rzeczy 'naprostować' Tobie.
mr.peter (2015.07.23, 12:22)
Po pierwsze jakość nagrania. Jeśli ktoś mówi, że nie słyszy różnicy między mp3 a wave tzn. że albo mu słoń na ucho nadepnął albo ma tak kiepski sprzęt który rzeczywiście nie jest w stanie pokazać różnicy. Dla logików a nie dobry słuchaczy czy muzyków przypomnę tylko, że mp3 to mniej więcej 1/10 podstawowego utworu - Ten sam utwór w Wave ma 50 mb , mp3 z niego 5 mb.

Ale już ten sam utwór w bezstratnym FLACu może mieć zaledwie 15MB. Lwia część nieskompresowanego zapisu WAV to dane zupełnie nadmiarowe. Zamiast porównywać format skompresowany stratnie do nieskompresowanego, powinniśmy porównywać go do skompresowanego bezstratnie. MP3 CBR 320 zajmuje około 3 razy mniej miejsca niż FLAC (choć to zależy również od profilu kompresji FLAC), więc można w uproszczeniu powiedzieć, że zawiera tylko 1/3 danych o utworze (a nie 1/10 jak utrzymujesz). Jednakże MP3 jest oparty na bardzo dobrym modelu psychoakustycznym. W zasadzie, poza pewnymi określonymi przypadkami, plik MP3 powinien zapewnić stuprocentową transparentność. I tu chciałbym zapytać Cię - jak badasz różnice między oryginalnym nagraniem a MP3? Czy twoje testy spełniły następujące warunki?
1. Był to test podwójnie ślepy, np. z wykorzystaniem specjalnego pluginu do foobara.
2. Zarówno nagranie bezstratne jak i MP3 pochodziły z tego samego źródła, np. oba były zripowane z tego samego CD.
3. Konwersja do MP3 była wykonana tylko raz, przy pomocy stosunkowo nowej wersji LAME (a nie jakiegoś kodeka sprzed 15 lat).
Jeśli twoje testy nie spełniały CO NAJMNIEJ tych trzech warunków, to duży wpływ na ich wyniki miały efekty placebo i potwierdzenia. Może są ludzie, którzy w poprawnie wykonanym teście potrafią samym słuchem odróżnić MP3 od FLACa, ale do tej pory nikogo takiego nie spotkałem, nawet wśród muzyków.
mr.peter (2015.07.23, 12:22)
Po drugie.. sygnał analogowy i cyfrowy - spójrzcie na wykres fali z jednego i drugiego źródła, gdzie analog da idealną sinusoidę a cyfrowowy sygnał to malutkie schodki próbujące dorównać tej linii.

Nie, nie, nie, nie, NIEEEEE! ARGHHGGHGHGGGASFHFDGHSAGSDSS!
...
Przepraszam, reakcja odruchowa. To co napisałeś, to jedna z najbardziej podstawowych bzdur, po któych można poznać, że ktoś nie ma zielonego pojęcia o co w ogóle chodzi z cyfrowym zapisem audio. Te 'schodki', to jedynie wizualna interpretacja ZAPISU próbek pobranych podczas procesu konwersji analogowo-cyfrowej. Nie jest to natomiast w żadnym wypadku waveform sygnału podawanego na wyjściu audio twojego komputera czy odtwarzacza MP3. Nie chcę tu pisać gigantycznej ściany tekstu, streszczającej podstawy konwersji analogowo-cyfrowej i cyfrowo-analogowej (które to podstawy każdy kto się wypowiada na ten temat powinien znać), więc ograniczę się do tego - DAC w twoim sprzęcie audio zamienia ten zapis z powrotem na, jak to określiłeś 'idealną sinusoidę', dokładnie taką samą jaka była w oryginale, ponieważ, jak można wykazać przy pomocy transformaty Fouriera, proces próbkowania jest bezstratny.

Jedyne straty wprowadzane przy konwersji analogowo-cyfrowej to szum kwantyzacji (który dzięki zastosowaniu ditheringu jest i tak mniejszy niż szum na takiej płycie winylowej) oraz obcięcie filtrem dolnoprzepustowym składowych powyżej częstotliwości Nyquista (konieczne, aby po próbkowaniu nie zachodził aliasing, ale zupełnie niesłyszalne dla człowieka, ponieważ ludzkie ucho samo w sobie również jest filtrem dolnoprzepustowym, i to o niższej górnej częstotliwości granicznej niż częstotliwość Nyquista dla formatu CD Audio).
Lemongrass (2015.07.24, 15:11)
Ocena: -2
Jestem audiofilem. ludzie którzy twierdzą że nie słyszą różnicy muszą napisać co tak naprawdę oceniali, słuchać też trzeba wiedzieć jak. Nie rozumiem ludzi piszących Audiofila to choroba, to raczej uwarunkowanie krótkiego penisa ludzie potrafią kupić sprzęt do słuchania za np 1 milion i uzasadniać że słyszą różnice absurd techniczny też ma swoje granice, ta sama sytuacja powtarza się w innych gałęziach gospodarki, samochód kupiony za 1 milion jest bardziej uzasadniony przez większość ludzi bo jest to choroba powszechna i można wyliczać jeszcze bardzo długo.

Większość audiofilów to kolekcjonerzy muzyki na płytach a nie kolekcjonerzy sprzętu,

Wszytko co mój przedmówca napisał jest prawdą jest tylko ALE które czyni z wielką różnicę . Wyższe zakresy częstotliwości niosą za sobą kierunkowość i atmosfere, których nie słyszymy najlepiej słyszący człowiek słyszy do max 16.5 khz,.
Budowanie sceny odbywa się w średnich zakresach częstotliwości i jest to zakres bardzo krytyczny dla jakości dźwięku.

Tutaj moje przemyślenia odnośnie wkładu w jakość dźwięku
Odtwarzacz CD lub gramofon (w moim przypadku) - 10 %
Wzmacniacz - 15 %
Kolumny - 50 %
Pomieszczenie - 20 % ( dostosowanie akustyki pomieszczenia do rezonansów kolumn)
Kable - 5% ( tutaj sytuacja jest bardzo VOODOO (absurd techniczny) ) ( słyszałem różnicę między zwykłym kablem miedzianym a kablem z porządnym ekranowaniem i miedzią beztlenową )

To jest moja opinia. nie podlega dyskusji , jest empirycznie sprawdzona


Edytowane przez autora (2015.07.24, 15:12)
sebapclab (2015.07.24, 15:23)
Ocena: 0
Lemonardo (2015.07.24, 11:09)


Jedyne straty wprowadzane przy konwersji analogowo-cyfrowej to szum kwantyzacji (który dzięki zastosowaniu ditheringu jest i tak mniejszy niż szum na takiej płycie winylowej) oraz obcięcie filtrem dolnoprzepustowym składowych powyżej częstotliwości Nyquista (konieczne, aby po próbkowaniu nie zachodził aliasing, ale zupełnie niesłyszalne dla człowieka, ponieważ ludzkie ucho samo w sobie również jest filtrem dolnoprzepustowym, i to o niższej górnej częstotliwości granicznej niż częstotliwość Nyquista dla formatu CD Audio).


Nie mogę się zgodzić co do bez stratności cyfrowej formy zapisu. Nie zapisujemy całości dźwięku a tylko jego próbki z określoną częstotliwością. Zwiększając częstotliwość zbliżamy się tylko do ideału, ale nigdy go nie osiągniemy. Można się sprzeczać co do tego czy to słychać, czy ludzkie ucho to odróżnia czy nie odróżnia... Ale zazwyczaj opada ludziom jednak szczeka gdy na patefonie ląduje czarna płyta ze starych dobrych czasów gdy dźwięku nie rejestrowało się cyfrowo i nie obrabiało cyfrowo a i płyta z dobrej matrycy i dobrego studia zrobiona.
wojtzuch (2015.07.24, 17:40)
Ocena: 0
Moim zdaniem kable paradoksalnie największe znaczenie mogą mieć w przypadku komputera, choć wyłącznie ze względu na ekranowanie. (Swoją drogą, z reguły im lepszy kabel, tym lepiej ekranowany). Ostatnio podłączyłem słuchawki AKG 550 do wewnętrznej karty X-fi cieniutką przedłużką od starych słuchawek Creative'a, żeby wygodniej obejrzeć film. Została po seansie i gdy tylko chciałem czegoś posłuchać, od razu rzuciłem się do panelu Creative'a, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie przestawił mi Entertainment Mode na Game Mode. Taki sam wpływ na moją starą audigy miał swego czasu malutki wentylatorek na taniej karcie Prolinka, gdy umieściłem je w sąsiednich slotach.
anemus (2015.07.24, 18:55)
Ocena: 0
Po szafowaniu parunastoma decybelami różnicy zacząłem się uśmiechać, a przy parudziesięciu przestałem czytać...
wojtzuch (2015.07.24, 19:12)
Ocena: 0
anemus (2015.07.24, 18:55)
Po szafowaniu parunastoma decybelami różnicy zacząłem się uśmiechać, a przy parudziesięciu przestałem czytać...


Robiłeś pomiary u siebie? Jeśli nie wierzysz, to zajrzyj choćby tu:

http://www.audiostereo.pl/rew-i-umik-1_116324.html
http://realtraps.com/art_measuring.htm
Przynajmniej odtwórz sobie jakiś ciągły sygnał testowy i porównaj z dobrymi słuchawkami.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 19:15)
Alioth (2015.07.24, 19:54)
Ocena: 2
sebapclab (2015.07.24, 15:23)
Lemonardo (2015.07.24, 11:09)


Jedyne straty wprowadzane przy konwersji analogowo-cyfrowej to szum kwantyzacji (który dzięki zastosowaniu ditheringu jest i tak mniejszy niż szum na takiej płycie winylowej) oraz obcięcie filtrem dolnoprzepustowym składowych powyżej częstotliwości Nyquista (konieczne, aby po próbkowaniu nie zachodził aliasing, ale zupełnie niesłyszalne dla człowieka, ponieważ ludzkie ucho samo w sobie również jest filtrem dolnoprzepustowym, i to o niższej górnej częstotliwości granicznej niż częstotliwość Nyquista dla formatu CD Audio).


Nie mogę się zgodzić co do bez stratności cyfrowej formy zapisu. Nie zapisujemy całości dźwięku a tylko jego próbki z określoną częstotliwością. Zwiększając częstotliwość zbliżamy się tylko do ideału, ale nigdy go nie osiągniemy. Można się sprzeczać co do tego czy to słychać, czy ludzkie ucho to odróżnia czy nie odróżnia... Ale zazwyczaj opada ludziom jednak szczeka gdy na patefonie ląduje czarna płyta ze starych dobrych czasów gdy dźwięku nie rejestrowało się cyfrowo i nie obrabiało cyfrowo a i płyta z dobrej matrycy i dobrego studia zrobiona.

Twierdzenie Kotielnikowa-Shannonna. Tu naprawdę nie ma z czym się kłócić.
Problem jest tylko przy odtworzeniu, jeśli zastosujemy interpolację zerowego rzędu, to mamy schodki, dlatego trzeba stosować interpolację wyższych rzędów. W świetle teorii sygnałów, próbkowanie muzyki gęściej niż ~44kHz po prostu nie ma sensu, a i to wydaje się nadmiarowe, ale to już inna bajka - chodzi o inne rzeczy. Tańsza realizacja filtrowania antyaliasowego.

Co do głębi bitowej - ktoś wyżej wspomniał, dithering już działa (choć z tego co wiem, jest 'znienawidzony' przez niektórych audiofilów).

Edit: Miło widzieć, że ludzie z PClab mają różne pasje :)

wojtzuch (2015.07.24, 19:12)
anemus (2015.07.24, 18:55)
Po szafowaniu parunastoma decybelami różnicy zacząłem się uśmiechać, a przy parudziesięciu przestałem czytać...


Robiłeś pomiary u siebie? Jeśli nie wierzysz, to zajrzyj choćby tu:

http://www.audiostereo.pl/rew-i-umik-1_116324.html
http://realtraps.com/art_measuring.htm
Przynajmniej odtwórz sobie jakiś ciągły sygnał testowy i porównaj z dobrymi słuchawkami.


Tu nawet nie trzeba pomiarów. Wystarczy puszczać sobie z miejsca odsłuchu sinusoidę i zmieniać ją co 1Hz... W pewnym momencie można spodziewać się całkowitej ciszy. Jeszcze lepiej - przejść się po pokoju puszczając np. 40Hz z głośników :)
Edytowane przez autora (2015.07.24, 19:58)
Lemonardo (2015.07.24, 20:02)
Ocena: 2
sebapclab (2015.07.24, 15:23)
Lemonardo (2015.07.24, 11:09)


Jedyne straty wprowadzane przy konwersji analogowo-cyfrowej to szum kwantyzacji (który dzięki zastosowaniu ditheringu jest i tak mniejszy niż szum na takiej płycie winylowej) oraz obcięcie filtrem dolnoprzepustowym składowych powyżej częstotliwości Nyquista (konieczne, aby po próbkowaniu nie zachodził aliasing, ale zupełnie niesłyszalne dla człowieka, ponieważ ludzkie ucho samo w sobie również jest filtrem dolnoprzepustowym, i to o niższej górnej częstotliwości granicznej niż częstotliwość Nyquista dla formatu CD Audio).


Nie mogę się zgodzić co do bez stratności cyfrowej formy zapisu. Nie zapisujemy całości dźwięku a tylko jego próbki z określoną częstotliwością. Zwiększając częstotliwość zbliżamy się tylko do ideału, ale nigdy go nie osiągniemy. Można się sprzeczać co do tego czy to słychać, czy ludzkie ucho to odróżnia czy nie odróżnia... Ale zazwyczaj opada ludziom jednak szczeka gdy na patefonie ląduje czarna płyta ze starych dobrych czasów gdy dźwięku nie rejestrowało się cyfrowo i nie obrabiało cyfrowo a i płyta z dobrej matrycy i dobrego studia zrobiona.

Ale z tego dyskretnego zapisu próbek, można idealnie odtworzyć z powrotem ciągły zapis analogowy! Żeby proces próbkowania był bezstratny (czyli żeby, jak to ująłeś 'osiągnąć ideał' ), wystarczy próbkować z częstotliwością dwa razy wyższą, niż najwyższa składowa harmoniczna w sygnale audio, co można udowodnić matematycznie. Mając kompletny zestaw próbek, wiemy dokładnie jaki poziom miał sygnał nie tylko w samych punktach próbkowania, ale i pomiędzy nimi (dlatego, że widmo poprawnie spróbkowanego sygnału jest okresową wersją widma sygnału oryginalnego). Podczas konwersji cyfrowo-analogowej dyskretny zbiór próbek jest zamieniany w ciągły sygnał dźwiękowy identyczny do oryginalnego. To co piszesz to najczęściej popełniany błąd w rozumowaniu, wynikający z nieznajomości matematycznych podstaw techniki cyfrowej. Proces próbkowania jest bezstratny i jest to fakt matematyczny, jak 2+2=4.
Edytowane przez autora (2015.07.24, 20:03)
anemus (2015.07.25, 00:06)
Ocena: 0
Alioth (2015.07.24, 19:54)
sebapclab (2015.07.24, 15:23)
(...)


Nie mogę się zgodzić co do bez stratności cyfrowej formy zapisu. Nie zapisujemy całości dźwięku a tylko jego próbki z określoną częstotliwością. Zwiększając częstotliwość zbliżamy się tylko do ideału, ale nigdy go nie osiągniemy. Można się sprzeczać co do tego czy to słychać, czy ludzkie ucho to odróżnia czy nie odróżnia... Ale zazwyczaj opada ludziom jednak szczeka gdy na patefonie ląduje czarna płyta ze starych dobrych czasów gdy dźwięku nie rejestrowało się cyfrowo i nie obrabiało cyfrowo a i płyta z dobrej matrycy i dobrego studia zrobiona.

Twierdzenie Kotielnikowa-Shannonna. Tu naprawdę nie ma z czym się kłócić.
Problem jest tylko przy odtworzeniu, jeśli zastosujemy interpolację zerowego rzędu, to mamy schodki, dlatego trzeba stosować interpolację wyższych rzędów. W świetle teorii sygnałów, próbkowanie muzyki gęściej niż ~44kHz po prostu nie ma sensu, a i to wydaje się nadmiarowe, ale to już inna bajka - chodzi o inne rzeczy. Tańsza realizacja filtrowania antyaliasowego.

Co do głębi bitowej - ktoś wyżej wspomniał, dithering już działa (choć z tego co wiem, jest 'znienawidzony' przez niektórych audiofilów).

Edit: Miło widzieć, że ludzie z PClab mają różne pasje :)

wojtzuch (2015.07.24, 19:12)
(...)


Robiłeś pomiary u siebie? Jeśli nie wierzysz, to zajrzyj choćby tu:

http://www.audiostereo.pl/rew-i-umik-1_116324.html
http://realtraps.com/art_measuring.htm
Przynajmniej odtwórz sobie jakiś ciągły sygnał testowy i porównaj z dobrymi słuchawkami.


Tu nawet nie trzeba pomiarów. Wystarczy puszczać sobie z miejsca odsłuchu sinusoidę i zmieniać ją co 1Hz... W pewnym momencie można spodziewać się całkowitej ciszy. Jeszcze lepiej - przejść się po pokoju puszczając np. 40Hz z głośników :)

Błąd logiczny - ty piszesz o różnicach ciśnień akustycznych w ramach jednej składowej, która jest istotą fali dźwiękowej czy powstałej z niej fali stojącej, a autor pisze o różnicach głośności poszczególnych składowych. Oczywiście pewne składowe mogą być wycinane przez złej jakości źródło czy/i złą akustykę pomieszczenia ale przedstawione przez niego wyniki to amatorskie brednie zniekształcające wnioski. Chodzi o to, że dokonano pomiaru w decybelach z założenia względnego i z logarytmicznym 'spłaszczeniem' względem ciszy, a nie bazy będącej średnim poziomem z interferencji składowych co wyolbrzymia wyniki i całkowicie je fałszuje poprzez 'przyćmienie' całości przez częstotliwość 'nośną'. Widać to zresztą na wykresie gdzie wyraźnie widać nie tyle różnice poziomu głośności co falową naturę widma.
Edytowane przez autora (2015.07.25, 00:08)
Alioth (2015.07.25, 00:42)
Ocena: 0
Nie rozumiem, Mógłbyś mi to wyjaśnić o co dokładnie Ci chodzi? Zawsze warto się czegoś dowiedzieć.

Na początku zarzucasz mi błąd logiczny, a potem przyznajesz rację

Oczywiście pewne składowe mogą być wycinane przez złej jakości źródło czy/i złą akustykę pomieszczenia


Nie rozumiem z czym się teraz nie zgadzamy. Z tym, że pokój bardzo wpływa na 'mierzoną' charakterystykę urządzenia, czy z tym, że zjawisko jest poważnym problemem, czy może z tym, że autor wyolbrzymia wpływ pokoju?

Dodatkowo nie rozumiem określenia 'falowa natura widma'.
Dlaczego dokonywanie pomiarów w dB(pomiar w dB??? Skala logarytmiczna to tylko sposób przedstawienia pomiarów wielkości fizycznej - tutaj pascal) jest złe? Przecież to bardzo przypomina ludzki słuch - taka zresztą jest geneza.

Dodatkowo, jeśli posiadasz jakieś materiały na ten temat - włącznie z pomiarami, to z chęcią bym się im przyjrzał, bo pokój jest ciekawym kawałkiem sprzętu grającego :)
wojtzuch (2015.07.25, 08:54)
Ocena: 0
anemus (2015.07.25, 00:06)
Błąd logiczny - ty piszesz o różnicach ciśnień akustycznych w ramach jednej składowej, która jest istotą fali dźwiękowej czy powstałej z niej fali stojącej, a autor pisze o różnicach głośności poszczególnych składowych. Oczywiście pewne składowe mogą być wycinane przez złej jakości źródło czy/i złą akustykę pomieszczenia ale przedstawione przez niego wyniki to amatorskie brednie zniekształcające wnioski. Chodzi o to, że dokonano pomiaru w decybelach z założenia względnego i z logarytmicznym 'spłaszczeniem' względem ciszy, a nie bazy będącej średnim poziomem z interferencji składowych co wyolbrzymia wyniki i całkowicie je fałszuje poprzez 'przyćmienie' całości przez częstotliwość 'nośną'. Widać to zresztą na wykresie gdzie wyraźnie widać nie tyle różnice poziomu głośności co falową naturę widma.


Dokładność kolumn lub wzmacniacza podaje się w plus minus iluś tam decybelach. Odpowiedź pomieszczenia można podać względem ciszy, względem maksymalnej wartości, względem sygnału odniesienia, choćby różowego szumu, to już kwestia drugorzędna. Nie wiem, co jest nie tak na przykład w sformułowaniu o wielokrotnym przekraczaniu niedokładności współczesnego sprzętu i różnicach idących w dziesiątki decybeli, zresztą sam Ethan Winer (autor książki The Audio Expert, do którego strony prowadzi drugi odnośnik) ich używa. Jeśli na przykład ustrojami membranowymi lub rezonatorami Helmholtza spłaszczysz odpowiedź tak, że zamiast 40-80 dB(C) będziesz miał 60-65 dB(C), to już możemy mówić o dziesiątkach, a przecież może się zdarzyć, że sygnał w miejscu pomiaru chwilami będzie wręcz zanikać.

Chodzi o to, że dokonano pomiaru w decybelach z założenia względnego i z logarytmicznym 'spłaszczeniem' względem ciszy, a nie bazy będącej średnim poziomem z interferencji składowych co wyolbrzymia wyniki i całkowicie je fałszuje poprzez 'przyćmienie' całości przez częstotliwość 'nośną'.


Oczywiście, to nie jest tak, że na przykład rezonans mocno osłabiający częstotliwość strojenia stopy perkusyjnej sprawi, że przestanie być w ogóle słyszalna, zwłaszcza jeśli spadek występuje w wąskim zakresie, bo instrumenty nie grają wyłącznie częstotliwościami podstawowymi, niemniej odpowiedź pomieszczenia potrafi wręcz zdewastować dźwięk, i to nawet bez uwzględnienia czasu wybrzmiewania, który może popsuć nawet więcej, a którego w dole pasma żadnymi gąbkami ani książkami w rogach nie ujarzmisz. C1 na organach nie będzie brzmiał efektowniej niż kontrabas, zniknie wykop perkusji, kotły będą dudnić i tak dalej. Tak czy inaczej, ludzie wydają dziesiątki, setki tysięcy, jarając się przejściem z plus minus 0,5 dB na plus minus 0,05 dB (nie żeby charakterystyka częstotliwościowa była jedynym powodem), i często nie mają pojęcia, jak to mogłoby brzmieć.
peeterson (2015.07.25, 12:08)
Ocena: 1
Vendeur (2015.07.23, 11:56)
Audiofilia w zaawansowanej postaci to zwykła głupota i efekt placebo, co wielokrotnie udowodniono już w testach. Żaden audiofil jednak nie przyzna temu racji, bo jego profesjonalizm ległby w gruzach, podobnie jak żaden producent, bo przecież spadłaby sprzedaż. Przewody w cenie od 1000 za metr, kolumny za setki tysięcy złotych, grające o niebo lepiej od tych za 90 tys... Jasne...

Sam lubię dobrej jakości dźwięk, mam go w domu, mam w samochodzie. Potrafię odróżnić gdy coś gra lepiej lub gorzej. Przy testach głośnika bt Snab Jukebox JB-1 znalazłem mankamenty brzmieniowe, których nie uświadczył tutejszy spec audio Violator. Dopóki ich nie wykazałem producentowi, także nie miał o nich pojęcia. Na końcu jednak przyznał mi rację. Ale na Boga, bez przesady...

Przez 2 tygodnie testowałem karty muzyczne Xonar DX oraz Phoebus. Rewelacyjne przecież... Problem był tylko taki, że wcale nie grały lepiej od integry. Rzekomo trzeba było poustawiać coś. No to poustawiałem i dźwięk był inny, może przyjemniejszy faktycznie. W efekcie tych testów ustawiłem tak samo integrę i zaczęła grać identycznie. Muzyczne zatem obie sprzedałem.

To samo przewody. Oelhbach posrebrzany wcale nie 'gra' lepiej niż tani kabel z miedzi za kilka zł/m. Zarówno w tym przypadku jak i przy kartach testowałem na wysokiej jakości utworach muzycznych/instrumentalnych, na wavach po 1500kb/s. Odsłuch ogólny jak i skupienie się na poszczególnych instrumentach, niuansach. Różnic BRAK.

Gratuluję więc wszystkim audiofilom marnowania życia i pieniędzy na poprawę własnego ego ;). Zdecydowanie wolę zamiast wydawać 3-5k złotych na przewody, wybrać się w tej cenie w podróż do Azji, a zamiast wydawać dziesiątki tysięcy na super hiper sprzęt, zwiedzić świat.

Zaawansowana Audiofila to choroba.

Stary, skoro nie słyszałeś różnicy pomiędzy 'ustawioną' integrą a xonarem DX, to jakim cudem te same uszy dostrzegły mankamenty brzmieniowe głośnika JB-1? Przecież bardziej wykluczającej wypowiedzi to na prawdę bardzo dawno nie czytałem. Myślę że tutaj grubo przeasdziłeś i akurat w wypadku xonara dx, efekt placebo nie istnieje.
w.p. (2015.07.25, 12:18)
Ocena: 1
Fajna ta muzyka z arta - można prosić o więcej?
Akurat temat na czasie bo zastanawiam się na wzmacniaczem do słuchawek - starszy v-can czy nowy Lyr...
No właśnie - słuchawki. Szkoda że tak niewiele jest muzyki pod słuchawki. O ile to w ogóle ma sens ta cała technologia nagrywania binauralnego ( trudne słowo - musiałem sprawdzić w guglach). No bo wtedy niby odpada nam problem akustyki pomieszczenia odsłuchowego, a z drugiej strony każdy jednak ma inne uszy no i taki odsłuch jednak jest dość sztuczny.
Ja zdecydowanie wolę muzykę z kolumn - niestety człowiek wraca po pracy późno i nie będzie przecież katował sąsiadów Yello, czy Vangelisem...Mam nadzieję że Wy też tak macie (mam na myśli posiadaczy Mx w blokach).
Kable to faktycznie dziwny rodzaj sprzętu audio. Ostatnio zastanawiałem się nad zamianą na ... krótsze i ładniejsze. Myślę że sporo osób kupuje sprzęt oczami. Sam jak patrzę na audio z pięknymi wskaźnikami VU (dlaczego się od tego odeszło???) - takimi Accuphase np to gul skacze ;) Ogólnie sprzęty vintage mają urok - teraz za dużo błyszczącego plastiku i niebieskich ledów. A już szczyt szczytów to wzmacniacze lampowe ze niebieskim podświetleniem led - gdzieś widziałem takie cudo :/
Ogólnie - kupując ładne i drogie audio kupujemy coś jak designerski mebel. Często przepłacając.
Ja osobiście lubię minimalizm - ale np. taki Hegel (czarne klocki z niebieskimi wyświetlaczami) to nie moja bajka. Jeśli CD ma być napędem to nie chcę tam dziurki słuchawkowej, ani DAC z USB. Niestety kombajnów coraz więcej (padnie i cały system audio do wymiany), do tego nawet jeśli unikamy chińskich marek (wiele jest zacnych ale powiedzmy że robimy to dla zasady) to kupimy w końcu coś 'markowego' z dumnym 'Made in China' z tyłu :/
Zejdźmy na ziemię - ja póki co mam sprzęt budżetowy:
Audinst HUD-MX1 (DAC + wzmacniacz słuchawkowy - polecam w tej cenie) i do tego HE-400 (chińskie ;)). 'Napęd' to raspberrypi z Volumio i Spotify na pokładzie. Gra... nieźle. Niestety potrafi zaciąć się raz na pół godziny. Coś z tym trzeba będzie zrobić (raspberrypi2? Volumio2?).
Ogólnie troszkę powiało DIY :) Może kiedyś kupiłbym jakiś napęd 'fabryczny' ale podejrzewam że pojawi się jakiś nowy serwis, nowe API serwisu i klocek za parę tysięcy przestanie grać bo producent zamiast wypuścić nowe firmware po prostu zacznie sprzedawać nowy model... Chyba że będzie jak z kultowym Squeezeboxem - dzięki społeczności ma się wciąż dobrze. Oprócz raspberry możemy użyć klocków PC (NUC intela niby się nada tyle że nie jest pasywny...) z Daphile na pokładzie (nie testowałem).
Ogólnie jestem fanem komputerowego muzycznego zasilania audio - byle by to był komputer 'dedykowany' a nie laptop na którym jednocześnie pracujemy, czy przeglądamy www.
Zahaczając o kwestię audio voodoo - ostatnio myślę o porządnym zasilaczu do DAC-a (znanej polskiej firmy). Mimo wszystko jeszcze jestem skory uznać kwestię zasilania za dość ważną jeśli chodzi o zakłócenia i brzmienie - oczywiście mam na myśli stronę analogową i niskonapięciową - kable 220V za cenę powyżej 100 zł budzą moje przerażenie.
Takie tam moje sobotnie przemyślenia :)

gracz2000 (2015.07.25, 13:16)
Ocena: -3
głośniki podłączyłem kablami dwukanałowymi z pozłacanymi wtyczkami do karty dźwiękowej sound blaster, wysoka jakość dźwięku jest wyczówalna w muzyce o jakości studyjnej i płyt blue ray, głośniki modecom 2.1 kosztowały 400 złotych, karta dźwiękowa 300 złotych, głośniki za 1000 złotych są dobre do dyskoteki nie do komputera
Edytowane przez autora (2015.07.26, 10:25)
borizm (2015.07.25, 21:43)
Ocena: 0
Lukson (2015.07.24, 09:55)
@xolor
Dlatego dla mnie tacy ludzie to debile bo inaczej nie można ich nazwać.

Modernizujący swoje komputery i kupujące drogie karty graficzne to też debile? Przecież w obu przypadkach chodzi o to samo, a do debilizmu bliżej niestety ludziom inwestującym w sprzęt komputerowy - mocny komputer, który złożyłem 22 lata temu miałby dziś ujemną cenę złomu elektronicznego, a audiofilski sprzęt audio, który wtedy kupiłem nadal ma wartość ~5000 zł +inflacja.
w.p. (2015.07.26, 14:44)
Ocena: 1
'mocny komputer, który złożyłem 22 lata temu miałby dziś ujemną cenę złomu elektronicznego, a audiofilski sprzęt audio, który wtedy kupiłem nadal ma wartość ~5000 zł'

A co powiedzieć o tych co wydają 2-3 tys na kolejny telefon. Przecież po roku koledzy z klasy będą się z nich śmiali.
Edytowane przez autora (2015.07.26, 15:17)
Lukson (2015.07.26, 15:58)
Ocena: 1
borizm (2015.07.25, 21:43)
Lukson (2015.07.24, 09:55)
@xolor



Przyrost mocy w przypadku PC idzie w parze do poniesionych kosztów.
Różnica w jakości dźwięku a dokładniej to jej wzrost już nie. Patrz eksperyment Carvera.
Hafexo (2015.07.26, 17:51)
Ocena: 0
Lukson (2015.07.26, 15:58)
borizm (2015.07.25, 21:43)
(...)



Przyrost mocy w przypadku PC idzie w parze do poniesionych kosztów.
Różnica w jakości dźwięku a dokładniej to jej wzrost już nie. Patrz eksperyment Carvera.


oczywiście do pewnej granicy (ok 5000-6000zł) później kwota w porównaniu do wydajności rośnie wykładniczo. Jednak w przypadku komputerów mamy pewną górną granicę której po prostu nie ma po co przekraczać. Poza tym wydajność podzespołów komputera (cpu, gpu) już nie rośnie tak szybko jak 5-6 lat temu. Dziś kupując komputer za 4000zł masz pewność że przez następne 3 lata nic nie bedziesz musiał zmieniać (no może gpu).
A już nieraz widziałem kolumny za 200 tysięcy czy wzmacniacz (który swoją drogą nie był jakąś rewelacją) za 80 tysięcy

A co do sprzętu audio - ja chyba bym nie wydał więcej niż 4-5 tys za parę kolumn
a ludzie którzy wydają dziesiątki tysięcy to powinni iść do psychiatry ;)
Edytowane przez autora (2015.07.26, 17:52)
wojtzuch (2015.07.26, 19:55)
Ocena: 0
Hafexo (2015.07.26, 17:51)
A co do sprzętu audio - ja chyba bym nie wydał więcej niż 4-5 tys za parę kolumn
a ludzie którzy wydają dziesiątki tysięcy to powinni iść do psychiatry ;)


Za elektrostaty może i bym tyle zapłacił :) Tylko skąd bym wziął odpowiednio duży pokój...
Alioth (2015.07.27, 10:52)
Ocena: 1
Za 4-5kzł, to nawet ciężko zrobić sobie porządne kolumny. Zapytaj stolarza ile chce za parę dobrze wykończonych obudów wolno stojących. Jak pytałem u siebie w okolicy, to chcieli po 2.5kzł, w firmie Witowa zrobili mi za 1.5kzł, ale też nie zażyczyłem sobie full opcji, bo byłem za biedny :)

Większość ludzi nie wie też ile kosztują cewki (tak zwykły kawał drutu miedzianego). Można mieć nawet 2-3kg miedzi w kolumnach, także tu koszty też rosną. Już mamy ponad 2kzł a jeszcze nawet nie dotknąłem tematu głośników / kondensatorów / gniazd /dupereli mających poprawić humor posiadacza.

Prawda jest taka, że za 4-5kzł, to można mieć kolumny zrobione z dykty, oklejone folią winylową (lub fornirem modyfikowanym?) i na głośnikach, o których lepiej się nie wypowiadać.

Luksusowe wykonanie kosztuje i tutaj nie ma co się sprzeczać. To, że ktoś ma hobby, które nie wszyscy rozumieją (nie wszyscy łapią też zbieranie znaczków, dawać za kawałek papieru tyle forsy? No way!), to nie znaczy, że ma problemy - wręcz przeciwnie. Problem, to mają recenzenci wciskający, że 'magiczny' producent, w 'magiczny' sposób opanował aplikację 'zwykłych' podzespołów i uzyskuje efekt 'magiczniejszy' od pozostałych producentów (ale o połowę tańszych).
Kiciunio (2015.07.27, 12:36)
Ocena: 0
Audiofilia, w moim mniemaniu, to głównie sprzęt, i to często drogi sprzęt. Samo jego posiadanie, nie koniecznie chodzi tutaj o słuchanie muzyki, bo ta schodzi na dalszy plan. Muzyka nie zagra przecież na budżetowym sprzęcie. Dla audiofila ważny jest przede wszystkim jego bardzo drogi sprzęt. Audiofil słucha sprzętu, wymienia na coraz lepszy, słyszy lub wmawia sobie, że słyszy różnicę, albo ciekaw jest, czy ten jeszcze droższy będzie jeszcze lepszy? I co w tym złego? Jest wolna kasa, ma takie hobby, to dlaczego ma tego nie robić? Nikomu przecież krzywdy tym nie wyrządza. Jego kasa i jego sprawa na co wydaje.

Natomiast meloman, w odróżnieniu od audiofila, cieszy się głównie muzyką, niezależnie od posiadanego sprzętu. Tani kaseciak, magnetofon, empetrójka. To nie ma żadnego znaczenia. Radość płynie z samej muzyki.

Pewnie są też audiofile-melomani. Tak czy inaczej, mi zawsze audiofil będzie się kojarzył głównie ze sprzętem, a meloman głównie z muzyką.

Ale wiecie co? Wiem jedno - jakby tylko wpadła mi wolna kasa - od razu poszłaby na nowy sprzęt audio, a co!

Myślę, że każdy, kto choć trochę interesuję się audio, chciałby posłuchać tego droższego sprzętu, ale niestety nie każda taka osoba jest przy kasie i może sobie na to pozwolić. Później taki człowiek czyta opisy brzmienia drogiego sprzętu i pojawia się zazdrość, że ten audiofil może sobie na to pozwolić. I z tej zazdrości bierze się dużo niechęci do tej audiofilii, widać to po forach, po komentarzach. Że przecież na drogim sprzęcie nie ma różnicy lub jest niewielka, znikoma, że kable nie mają prawa grać. Skąd ten biedny zazdrośnik to wie i zakłada wszystko z góry?

sebapclab (2015.07.27, 16:54)
Ocena: 1
Niezbyt pochlebne zdanie mam na temat audiofilii i czasami nie mogę się nadziwić chłopakom, że w pogoni za niby lepszym dźwiękiem zupełnie stracili zdrowy rozsądek. Ale jak ktoś myśli, że za 10 tyś można złożyć dobry sprzęt a wszystko co powyżej to czysta głupota... to chyba nie ma pojęcia za bardzo o temacie.
Zgodnie z tym co napisał kolega parę postów wyżej. Za głupie skrzynki do kolumn trójdrożnych stolarze wołają po 2 - 3 tyś zależnie od wykończenia. Do tego głośniki. Dobry porządny głośnik o przyzwoitych mierzalnych! parametrach to parę stówek do ponad tysiaka. A potrzebujemy 6 takich głośników. Do tego cewki, kondensatory... robiąc takie kolumny w domu, opierając się na dobrym projekcie jesteśmy w stanie wydać szybko ok 10 tyś. A gdzie zrobienie i policzenie projektu, odsłuchanie tego, a gdzie koszt złożenia? To samo się tyczy wzmacniaczy i reszty elektroniki. Idąc tym tropem to nawet samodzielnie złożona przyzwoita końcówka mocy to może być koszt kilku tyś pln nie licząc ładnej obudowy! A gdzie jeszcze czytnik płyt, dac, tuner, przedwzmacniacz gramofonowy... Bez żadnych szaleństw, bez tego całego bełkotu audiofilskiego, bez nabijania kabzy czarnoksiężnikom 20, 30 tyś można wydać w jedną chwilę - oczywiście jak kupujemy sprzęt do większego pomieszczenia. Dla osób, które mają czysto techniczne podejście do tematu i chcą mieć obiektywnie dobry dźwięk z pominięciem całego tego audiofilskiego pie....lenia to polecam sprzęt studyjny. Tu nie ma czarów marów. Tu są suche fakty, zmierzone a produkt jest wynikiem pracy inżynierów a nie magików od iluzji. Za kilka tysiaków dostaniemy przyzwoite aktywne monitory. Do tego - a co, studyjne kable, jakiś przedwzmacniacz lub DAC z przedwzmacniaczem. Będziecie zadowoleni.
*Konto usunięte* (2015.07.27, 18:11)
Ocena: 1
gdzies czytalem o jakims tescie audiofili. zmieniano kabelki na zwykle druty zeby polaczyc sprzet i kolumny a pozniej na 'przewody dla glupcow' ponad 5 tysi za metr.. i wiecie co? zaden glupiec zwany audiofilem nie byl w stanie uslyszec roznicy... jakiz mozdzek trzeba miec zeby dac z siebie robic wala? wszystkich akwizytorkow tez pewnie sluchaja..
w.p. (2015.07.27, 20:16)
Ocena: 0
Stolarz do kolumn? No nie wiem - zwykle kolumny to MDF i tyle. Elektroniki tam tyle co kot napłakał, a głośniki nawet jak trochę kosztują to w sumie dużo jeszcze do 10 tys.
Co do sprzętu studyjnego - myślę że brzmienie zupełnie technicznie wierne oryginałowi też nie każdemu się spodoba. O wyglądzie sprzętu studyjnego nie wspominając.
Mi najbardziej brakuje wskaźników VU - oczywiście mechanicznych a nie na wyświetlaczu - świetnie to wygląda i nawet sprzęty z PRL dzięki temu wyglądają lepiej niż większość współczesnego audio. No chyba że to audio powyżej 8 tys za klocek gdzie czasami pojawia się wskaźnik wysterowania. Mam nadzieję że era błyszczących czarnych plastików i niebieskich ledów zrodzona w chorych głowach marketingowców jest już za nami :)
Ogólnie ja to chyba jestem potencjalnym audiofilem-wzrokowcem ;)
Edytowane przez autora (2015.07.27, 20:17)
gracz2000 (2015.07.28, 10:11)
Ocena: 0
można kupić komputer za 3000 złotych składany fabrycznie z częściami produkowanymi w USA wydajnościowo wystarczający do 5 lat bez remontu i dokupywania części ale trzeba mieć spore doświadczenie w komputerach, co do dźwięku jak ktoś nie słyszy wysokiej jakości dźwięku w głośnikach za 400 złotych to powinien zarejestrować się na wizyte do laryngologa
lukevipno1 (2015.07.28, 10:47)
Ocena: 0
Zdecydowanie najlepszy artykuł jaki widziałem w pl internecie na ten temat.
Lukson (2015.08.01, 21:42)
Ocena: 1
http://allegro.pl/bazodrut-ustroje-antywib...5558338364.html
Opis normalnie spowodował wyprostowanie moich zwojów mózgowych.
Zaloguj się, by móc komentować